Grigorij Klimow «Pieśń Zwycięzcy»

Przedmowa Edwarda Crankshawa
do Pierwszego Wydania 1953 r.

Wiemy już sporo o okrucieństwach, jakich rząd Związku Radzieckiego dopuścił się wobec tych, którzy ściągnęli na siebie jego niezadowolenie. Niezależne zeznania ocalałych składają się na poszlakowy i straszliwy akt oskarżenia, można więc śmiało powiedzieć, że każdy, kto nadal zaprzecza dowodom, jest osobą, która zaprzeczyłaby wszystkiemu – lub osobą, która, by zachować własne złudzenia, zatka uszy na krzyki umierających i skazanych.

Jesteśmy niedostatecznie poinformowani o wpływie reżimu na ogromną rzeszę obywateli radzieckich, którym udało się uniknąć poważnych kłopotów. Nie wystarczy usłyszeć od sowieckich uchodźców, jak wygląda Rosja przez okulary nabyte w Paryżu, Londynie czy Nowym Jorku. Chcemy wiedzieć, jak wyglądała, gdy przebywali jeszcze w Moskwie, Odessie czy Nowosybirsku, zanim zaczęli marzyć o ucieczce na Zachód, a przynajmniej zanim wiedzieli o nim wystarczająco dużo, by móc go porównywać. To nie jest zwykła ciekawość: to jedyny sposób, by uzyskać choćby mgliste pojęcie o tym, jak reżim postrzegają ci, którzy wciąż muszą pod nim żyć.

Książka majora Klimowa jest w tej kwestii bardzo pomocna. To trzeźwy, a zarazem sugestywny opis życia w sowieckiej biurokracji – widzianej, o ile jest to możliwe do osądzenia przez osobę z zewnątrz, bardzo podobnie do tego, jak postrzegał ją narrator, zanim zdecydował się odejść – i tak właśnie musi ją postrzegać niezliczona liczba innych inteligentnych Rosjan, którzy w tym momencie angażują się w działanie tej machiny. Ta relacja ma dodatkową wartość, ponieważ na jej kartach widzimy maszynę działającą nie w tajemniczych głębiach Związku Radzieckiego, gdzie wszystko może się zdarzyć i gdzie wydarzeń nie da się powiązać z życiem, jakie znamy, lecz w samym sercu Europy Zachodniej, na znanym nam terenie okupowanych Niemiec. Major Klimow i jego koledzy z berlińskiej kwatery głównej Armii Radzieckiej zmagali się nie z Rosjanami, lecz z Niemcami.

Wszystko to nie oznacza, że major Klimow jest pod każdym względem typowy dla swoich rodaków. Oczywiście, że nie jest, bo inaczej nie napisałby tej niezwykłej książki. Posiada inteligencję, dystans, a być może uczciwość umysłu znacznie przewyższającą przeciętność. Choć dostrzegał hipokryzję stalinizmu wyraźniej i bardziej bezkompromisowo niż większość jego kolegów, jego podstawowe reakcje emocjonalne i pro-cesy myślowe najwyraźniej go od nich nie odróżniały. Z jedną istotną różnicą – akceptował to, co akceptowali oni, odrzucał to, co oni odrzucali, i przez długi czas był przygotowywany służyć swojemu rządowi jako patriotyczny obywatel, czy to na polu bitwy, czy w Sztabie Generalnym.

Istotną różnicą było to, że był zbyt uparty, by dla wygody wstąpić do Partii Komunistycznej, którą, podob-nie jak większość jej szeregowych członków, gardził. Był gotów znosić reżim, ale nie chciał, jeśli to możliwe, oddawać mu się ciałem i duszą. Ta postawa jest bardziej charakterystyczna dla obywateli radzieckich, niż niektórzy z nas chcieliby sądzić. Prawdopodobnie słuszne jest stwierdzenie, że większość z nich akceptuje reżim i stara się jak najlepiej z niego korzystać nie tyle dlatego, że nie ma wyboru, ile dlatego, że nigdy nie przyszło im do głowy, że w ogóle mogą mieć wybór. Nie spędzają bezsennych nocy, rozmyślając nad niesprawiedliwością MSW: jak wszyscy ludzie na całym świecie, biorą życie takim, jakie jest, cieszą się nim, kiedy mogą, i zachowują swoje zastrzeżenia dla siebie. Klimow różnił się od większości tym, że nie był gotów zachować wszystkich swoich zastrzeżeń w tajemnicy. Jego odmowę wstąpienia do partii można było zinterpretować jedynie jako swego rodzaju demonstrację. I właśnie z tego powodu w końcu, całkiem niespodziewanie, poczuł się zmuszony do podjęcia decydującego kroku i opuszczenia ojczyzny. W tamtym czasie Partia liczyła co prawda zaledwie około sześciu milionów członków, ale wśród nich znajdowała się większość młodych, ambitnych inżynierów, którzy pragnęli zrobić karierę. Wstąpienie do niej inter-pretowano jako akt całkowitego poddania się.

Nasz stosunek do reżimu sowieckiego (mówię o ludziach, którzy zadali sobie trud przeczytania i rozważenia dowodów) jest naznaczony przede wszystkim grozą i odrazą do fizycznego okrucieństwa, wyrażającego się w pobiciach przez policję, wymuszaniu zeznań, arbitralnych wyrokach więzienia i niewolniczej pracy w odrażających warunkach. Czytelnik tej książki z zainteresowaniem zauważy, że major Klimow z dystansem podchodzi do fizycznych aspektów terroru: poniżenie więźnia odgrywa mniej istotną rolę w jego obrazie Związku Sowietów niż w naszym. Pod tym względem jest on, jak sądzę, charakterystyczny dla większości Rosjan, którzy mniej przejmują się szczegółami tego, co policja bezpieczeństwa robi swoim ofiarom, a bardziej prostym faktem ich wszechobecności i władzy. To, co major Klimow porusza z niezwykłą ostrością, jest czymś znacznie rzadziej i skuteczniej relacjonowanym niż tortury i niewolnicza praca: mam na myśli nieustanną i straszliwą presję na umysły i dusze ludzi, którzy są technicznie wolni. Nie wolno nam zapominać, że ta presja ma swój punkt centralny w fizycznym strachu; ale jesteśmy zachęcani do kontemplacji nie znanych już przejawów tej presji, ale jej wpływu na tych, których życie w dużej mierze poświęcone jest próbom uniknięcia nocnych aresztowań i obozów pracy na Dalekiej Północy. Ceną, jaką płacą za swoją techniczną wolność, jest zepsucie ich umysłów i zanik woli.

Różni czytelnicy znajdą w narracji majora Klimowa różne punkty zainteresowania. Na przykład, można ją czytać jako fascynującą relację zza kulis funkcjonowania dowództwa Armii Radzieckiej lub jako ujawnienie sowieckiego sposobu postępowania na okupowanych terytoriach. Ale dla mnie jej główną fascynacją jest powoli wyłaniający się obraz tego, jak sowiecki reżim przetwarza umysły i charaktery swoich poddanych. Bez przesady, bez uogólnień, po prostu opowiadając o własnych doświadczeniach z życia pod rządami Stalina, major Klimow pokazuje nam system, który jest zgniły w swej istocie. Gdyby pokazał nam tylko to, byłaby to prosta historia – historia systemu, który boi się wszelkiej niezależności umysłu i ducha, a zabi-jając go, kopie sobie grób. Ale to nie jest prosta historia.

Prawda o Związku Radzieckim jest równie skomplikowana i nieosiągalna, jak prawda o naturze ludzkiej. Bo, jak pokazuje również major Klimow, być może nieświadomie, duch ludzki jest tak odporny, że choć całe jego obszary mogą być skutecznie sparaliżowane u wielu jednostek, życie wciąż trwa, znajdując spełnienie w dobrze wykonanej pracy lub w bohaterskiej walce w wojnie patriotycznej. To dobra nowina o naturze ludzkiej. Lecz w kontekście Związku Radzieckiego ma ona ironiczny wydźwięk. Bo to właśnie ta uparta iskra życia duchowego, która przetrwała pomimo wszelkich wysiłków władzy, by ją stłumić, jedynie ratuje reżim przed załamaniem się pod własnym ciężarem. Możemy w tym widzieć naszą przyszłą nad-zieję; ale musimy również dostrzec w tym cząstkę obecnej siły Kremla.


Wprowadzenie Ernsta Reutera

Decydującym problemem naszych czasów są stosunki z totalitarnym systemem sowieckim. Pomimo wszystkich zdumiewających rezultatów, jakie osiągnięto nie tylko w zachodnich Niemczech, ale także w innych krajach europejskich w ostatnich latach, całkiem zrozumiała skłonność znacznej części świata zachodniego do zajmowania się własnymi problemami i poświęcania znacznej energii na przywrócenie własnych warunków nie może zmienić faktu, że nie może być pokoju na świecie, dopóki problem sowiecki nie zostanie rozwiązany. Dziś Sowieci stoją w sercu Europy; Lubeka i Hamburg, a także Kassel i Frankfurt nad Menem leżą w pewnym sensie u ich bram; granice między tymi dwoma światami biegną wzdłuż Łaby w Niemczech, geograficznego centrum Europy; a kraje takie jak Polska, Czechosłowacja, Węgry i Rumunia znajdują się pod panowaniem obcego mocarstwa, które nigdy nie jest gotowe zrezygnować ze swojego ostatecznego celu. A wszystkie te fakty pokazują, że nie może być prawdziwego pokoju, dopóki one trwają.

Nie mogą przetrwać, ponieważ ludzie żyjący pod sowieckim jarzmem nie uznają ich za trwałe rozwiązanie. Mogłyby przetrwać tylko wtedy, gdyby świat zachodni zgodził się z nimi. Ale świat zachodni nie może i nie śmie pogodzić się z tymi warunkami. Musi jasno zdać sobie sprawę, że ten wróg nigdy nie porzuci swojego celu i z samej swojej natury nie może wyrzec się swoich podbojów, a tym bardziej dążenia do włączenia krajów, które jeszcze nie są pod jego władzą.

W obliczu tej sytuacji, której nawet dziś nie dostrzegają miliony narodów Zachodu, decydujące znaczenie ma to, czy potrafimy utrzymać otwartą drogę dla narodów podbitych, a także znaleźć drogę dla narodów, które najbardziej cierpią pod sowieckim jarzmem. Mam na myśli narody Związku Radzieckiego, a przede wszystkim samych Rosjan. Berlin, bardziej niż jakiekolwiek inne miejsce, wypił do dna gorzki kielich sowieckiej okupacji i nie jest bynajmniej dziełem przypadku, że to właśnie w Berlinie z największą upor-czywością i natarczywością podkreślano, że nasz spór duchowy i polityczny nie dotyczy narodu rosyjskiego, lecz systemu sowieckiego. My w Berlinie wielokrotnie podkreślaliśmy, że nie żywimy nienawiści ani niechęci do narodu rosyjskiego, którego ogromne osiągnięcia kulturalne wszyscy znamy i uznajemy, lecz pragniemy i moglibyśmy żyć w prawdziwej przyjaźni z tym narodem.

W obecnych warunkach historycznych stoimy w obliczu bezprecedensowego zjawiska. Mam na myśli fakt, że jesteśmy świadkami emigracji z Rosji Sowieckiej ludzi, którzy nigdy świadomie nie doświadczyli niczego innego poza reżimem sowieckim. We wszystkich poprzednich okresach historii świata emigranci regu-larnie zabierali ze sobą pamięć o przeszłości. Zmuszeni do opuszczenia ojczyzny, zabierali ze sobą pamięć o tym, co uważali za lepszą przeszłość, pamięć o wartościach, w które wierzyli i których bronienie uważali za swój obowiązek, nawet na emigracji. Dotyczy to nie tylko emigrantów z Niemiec. W całej historii każda emigracja miała to tradycyjne spojrzenie wstecz. Ale teraz odkrywamy, że „ludzie radzieccy”, jeśli możemy użyć tych strasznych słów, w istocie odcinają się od systemu, w którym dorastali, od systemu, którego straszliwą i głęboko nieludzką naturę byli zmuszeni rozpoznać, często wbrew swojej woli i dopiero po długiej, wewnętrznej walce.

Dziś widzimy, że identyfikacja wszystkich Niemców z narodowym socjalizmem i wynikające z niej żądanie „bezwarunkowej kapitulacji” to jeden z błędów, za który wszyscy, zwycięzcy i pokonani, musimy jednakowo słono zapłacić. Potrzeba było czasu, aby mentalnie przełamać ten błąd, a tymczasem zrodziły się napięcia, których lepiej byłoby uniknąć. Ten poważny błąd polityczny i psychologiczny nie może się nigdy powtórzyć w przyszłości. Naród rosyjski i wszystkie inne narody cierpiące pod sowieckim jarzmem nie mogą i nie powinny ponosić odpowiedzialności za swój reżim.

Jednym z najważniejszych zadań współczesności jest rozwijanie w świecie zachodnim zrozumienia wewnętrznej walki i napięcia w relacjach wewnątrz Rosji Sowieckiej. Musimy dążyć do uświadomienia sobie faktu, że często mężczyźni posiadający radzieckie paszporty są wręcz zmuszani do wstępowania w szeregi Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego; musimy dążyć do zrozumienia, dlaczego nie można obarczać ich polityczną i moralną odpowiedzialnością za reżim, pod którego władzą sami cierpią.

Książka majora Klimowa stanowi niezwykle cenny wkład w niezwykle trudny problem zrozumienia tego, co dzieje się wewnątrz sowieckiej Rosji. Autor przedstawia często dramatyczny opis własnego procesu rozwoju, a także bogatego doświadczenia i obserwacji, które powinny być przedmiotem badań wszystkich, którym leży na sercu przyszłość Zachodu. Wewnętrzny rozwój Rosji w czasie wojny, ustępstwa reżimu Stalina na rzecz naturalnych i nieuniknionych uczuć patriotycznych Rosjan, powołanych do obrony – i bronili – swojego kraju przed wrogim najeźdźcą, ale mających nadzieję, że z samej ich obrony wyłoni się coś nowego, a następnie monstrualna reakcja powojenna, stanowią klucz do zrozumienia wszystkiego, co dzieje się w tym kraju. Jego historia ukazuje głębokie słabości reżimu, ujawnia, jak wrażliwi będą Rosjanie, jeśli świat zachodni przekona się, że nasz spór nie dotyczy Rosji jako takiej, ale reżimu sowieckiego.

W naszej własnej niemieckiej historii doświadczyliśmy czegoś podobnego na małą skalę. Po „elan” wojny o wolność w 1813 roku nastąpiła reakcja, która uczyniła prawdziwą wolność, a wraz z nią prawdziwe zjednoczenie Niemiec, historycznie niemożliwymi. Musimy odzwyczaić się od postrzegania tego sporu jako sporu między Wschodem a Zachodem, a nawet między Niemcami a Rosjanami. Zwłaszcza w Niemczech, ale niestety nie tylko w Niemczech, wszyscy politycy starej daty wciąż skłonni są myśleć kategoriami zaczerpniętymi z przeszłości. Nie zdają sobie sprawy, że prawdziwą rzeczywistością życia są ukryte siły i procesy działające w ludziach.

Nie zdają sobie sprawy, że w naszej walce o wolność najsilniejszymi sojusznikami są sami Rosjanie: ludzie nie mniej, a może nawet bardziej kochający wolność niż ci, którzy tak szybko kręcą nosami na rzekome i rzeczywiste kulturowe zacofanie Wschodu. Kiedyś, w oświadczeniu o przyjaźni niemiecko-rosyjskiej, powiedziałem, że wciąż mam nadzieję, że będę miał okazję zjeść „kaszę” z rosyjskim chłopem w jego chac-ie. Być może ci, którzy nie rozumieją głębi tego pragnienia, ponieważ nie znają Rosji, zrozumieją, co miałem na myśli, czytając dramatyczny opis Klimowa wizyty wysoko postawionego generała partii rosyjskiej w domu jego ojca, chłopa.

Dla tych, którzy potrafią czytać i rozumieć, książka Klimowa daje jednoznaczną odpowiedź na pytanie, które wciąż pada, jak rozwiązać pozornie nierozwiązywalny problem postępowania z Sowietami. Problem zostanie rozwiązany, jeśli wszyscy, uwolnieni od dominacji dawnych koncepcji władzy, uświadomimy sobie, że same narody muszą zostać wyzwolone; zostanie on rozwiązany, gdy narody zrozumieją, że ich własna wolność wewnętrzna będzie ponownie bezpieczna dopiero wtedy, gdy wolność wszystkich narodów będzie bezpieczna. Książka Klimowa ujawnia, jak głębokie są możliwości rozwiązania problemu wolności w Rosji.

To zatem przesłanie nadziei dla nas wszystkich. Ale konieczne jest również, aby świat zrozumiał, jak trudne, a wręcz niewykonalne, jest to zadanie dla każdego narodu, jeśli musi on żyć pod tak szatańskim reżimem, jak obecny reżim sowiecki. Klimow tak dobitnie ujawnia straszliwe konsekwencje tego reżimu, niszczącego wszelkie ludzkie i naturalne skłonności i powiązania, że należy mieć nadzieję, iż absurdalna idea, którą wciąż wyznają miliony, że Rosjanom jako takim nie można ufać i że są oni odpowiedzialni za reżim, pod którym cierpią, zostanie obalona.

Wciąż tylko nieliczni zdają sobie sprawę, że musimy zdobyć autentyczną przyjaźń narodu rosyjskiego. Ta świadomość jest bardziej obecna w umysłach tych, którzy zawodowo zajmują się tą kwestią. Naszym zadaniem musi być uświadomienie jej wszystkim. Z niej może wyrosnąć siła wybuchu. Żadna żelazna kurtyna, żadne środki terroru stosowane przez reżim sowiecki nie będą w stanie powstrzymać dalekosiężnego efektu wewnętrznej przemiany relacji świata Zachodu do tego kraju, Rosji. W tym kierunku możemy wykuć broń skuteczniejszą niż czołgi, granaty i bomby atomowe. W tym kierunku możemy wykuć broń, która wyzwoli świat bez uciekania się do rozlewu krwi. Naszym prawdziwym zadaniem jest zgromadzenie wokół siebie ludzi, którzy, podobnie jak Klimow, przeszli przez czyściec swojego reżimu i zachowali nienaruszoną niezwykłą siłę woli oraz autentyczne umiłowanie prawdy. Mam nadzieję, że ta książka przyczyni się do ukształtowania naszej determinacji w dążeniu do wyzwolenia tego świata, a wraz z nim całego świata, w większym stopniu niż opisy zagranicznych obserwatorów.

ERNST REUTER,
burmistrz Berlina.
Aschau (Cheimgau), 21 sierpnia 1951.


Następny rozdział
Powrót do spisu treści