Grigorij Klimow «Imię moje Legion»

Rozdział 17. Czyściec

Przed miłością, pieniędzmi i sławą – daj mi prawdę.

Henry David Thoreau

Poznasz prawdę – i ta prawda doprowadzi Cię do szaleństwa.

Aldous Huxley

W Domu Cudów, w którym mieścił się Związek Zawodowy Świętych i Grzeszników, wydarzył się kolejny cud. Ale ten cud jest tak drażliwy, że dla wrażliwych osób byłoby lepiej, gdyby go nie czytały. I na wszelki wypadek przesądnym ludziom nie zaszkodzi przeżegnać się i splunąć przez lewe ramię.

Może nie warto byłoby tego wszystkiego opowiadać, ale szkoda też tego nie mówić. W przeciwnym razie w historii wojny psychologicznej powstanie znacząca luka. I nie dodawanie tu, że tak powiem, szczegółów techniki tej wojny psychologicznej, byłoby wręcz w pewnym sensie nieuczciwe wobec ludzkości.

Kolejne zamieszanie w Domu Cudów rozpoczęło się jak zwykle przez zupełną drobnostkę – butelkę ormiańskiego koniaku.

W kręgach propagandowych krążyły pogłoski, że Dom Cudów wkrótce zostanie zdemontowany i zlikwidowany. W rezultacie tego, komisarz Domu Cudów, Sosja Gilrud, był tak zdenerwowany, że upił się ze smutku. Wcześniej zawsze był bardzo ostrożny z alkoholem. I tak, przez brak przyzwyczajenia, zdarzyła się mu mała wpadka.

Pili razem z Muszerem w konspiracyjnym pomieszczeniu i wypili całą butelkę ormiańskiego koniaku. Ale w Koranie mówi się, że w każdej kropli wina przebywa szaitan. I w tym przypadku dokładnie tak się stało.

Kiedy butelka się skończyła, Sosja zasnął na sofie. Muszer zdecydował, że czas wracać do domu. Wstał i zaczął wkładać śliską nylonową koszulę, która wypadła mu ze spodni. I dla wygody Muszer rozpiął spodnie. A w tym momencie komisarzowi Domu Cudów przydarzyło się coś dziwnego – jakby opętał go szaitan. Sosja wstał jak lunatyk, zrobił kilka kroków i nagle upadł na kolana przed Muszerem. Oczy Sosji były zamknięte, a usta szeroko otwarte. I złożył przed sobą obie ręce, jak gdyby żebrał lub prosił o jałmużnę.

Mówią, że kiedyś dzicy, którzy biegali bez spodni, czcili spodnie białych kolonialistów, myśląc, że cała ich siła jest w spodniach. Sosja klęknął więc na kolanach i modlił się do spodni Muszera.

W warunkach socrealizmu wszystko to jest oczywiście rzeczą dość niezwykłą. Ale skoro nam, Rosjanom, zarzuca się, że jesteśmy oderwani od rzeczywistości, to zmierzajmy w stronę socjalistycznego modernizmu. Aby nie odstawać od „neochrześcijanina” Sołżenicyna, który w swoim „Jednym dniu” pisze: „...a tobie fiuta w usta…” {“...а тебе хрен в рот...”} („Nowy Świat”, nr 11, 1962).

Przecież wielki poszukiwacz prawdy, Dostojewski, powiedział kiedyś, że Rosja jeszcze powie światu swoje nowe słowo. A nazwa tego słowa to modernizm socjalistyczny, socmodernizm. Przecież bez tego nie zrozumiecie, co dzieje się w naszym grzesznym świecie.

Tak czy inaczej, wszystko to było bardzo nieprzyjemne dla biednego Muszera. W głowie szumi mu ormiański koniak, a Sosja wymyśla jakieś ormiańskie żarty. Ogólnie rzecz biorąc, Muszer włożył koszulę i pomimo modlitw Sosji, bezlitośnie podciągnął zamek błyskawiczny w spodniach.

Gdy tylko ołtarz się zamknął, Sosja otworzył oczy, zamknął usta, wstał z kolan i mruknął zawstydzony:

„Oj, chyba trochę się pomyliłem... Myślałem, że to książę Goremykin...”

Potem Sosja opadł na sofę i zasnął. A Muszer pojechał do domu.

Następnego ranka Muszer w pierwszej chwili pomyślał, że tylko mu się to wszystko śniło. Ale nie mógł się powstrzymać i opowiedział to swojej żonie w ramach żartu. A Fufoczka, niedawno wypuszczona z domu wariatów, mówi mu:

„Ach, ty, Muszer, ty głupcze! Nie wiesz tego?”

Mówi się, że kobiety są z reguły bardziej doświadczone w sprawach intymnych niż mężczyźni. Tak samo i Fufu. Z uśmiechem wyższości informuje Muszera, że większość pederastów naciąga jeden drugiego nie w tyłek, a w usta. A wszystko to oznacza, że czarownik Sosja jest po prostu pederastą – i pijanymi oczami pomylił Muszera z księciem Goremykinem.

Po tym Muszer znalazł się w trudnej sytuacji. Faktem jest, że zgodnie z prawem sowieckim, pederastom surowo zabrania się pracy w miejscach takich jak Dom Cudów, które są powiązane z różnego rodzaju podstępnymi instytucjami. A jeśli Muszer o tym wie i milczy, to jest niejako wspólnikiem przestępstwa.

Dlatego Muszer postanowił porozmawiać na ten temat w Domu Cudów. Zaczął od potomka Czyngis-chana i dla zachowania intymności zamknął drzwi na klucz. Ale potomek Czyngis-chana zachował się bardzo dziwnie: od razu się czegoś przestraszył i rzucił się do drzwi.

Dawno, dawno temu całe narody drżały na samo imię Czyngis-chana. Przeszedł ogniem i mieczem od Pacyfiku do Dunaju, a jego imperium było większe niż kiedykolwiek było imperium rzymskie. A teraz potomek tego Czyngis-chana drapał paznokciami zamknięte drzwi i piszczał histerycznie:

„Dlaczego mnie zamknięto? nic nie wiem…”

Potem Muszer porozmawiał z Filimonem. Ten jeszcze bardziej zmrużył zeza i poradził:

„Słuchaj, Muszer, nie zachowuj się jak senator McCarthy. Czy wiesz, że to szkodzi zdrowiu…”

Kolejnym numerem był przemiły Adam Abramowicz z radia „Liberty”. Ale najmilszy Adam nagle strasznie się rozsierdził. Z podniecenia pocił się tak bardzo, że jego łysina dymiła.

„Oczerniasz uczciwych ludzi!” – krzyknął Adam. – „Powinieneś trafić do więzienia!”

Wszystko udało się jak w ormiańskim dowcipie – wszystko było na odwrót. A w domu Fufu tylko się uśmiechnęła:

„Ech, Muszer, jaki jesteś głupi! Przecież to wszystko jest jeden gang. Widzisz, jacy oni są solidarni – prawdziwi solidaryści. Jeden za wszystkich – wszyscy za jednego!”

Kiedy przyszła kolej na chudego Artamona, okazało się, że nie bez powodu został dyrektorem szkoły specjalnej, dla dzieci ułomnych. Natychmiast wpadł w wściekłość. Jego siwa grzywa sterczała jak grzebień koguta, jego łzawiące oczy były przekrwione, a z ust wydobywał się smród niczym u smoka. Wydawało się, że teraz się rzuci i zacznie kąsać. Muszer otworzył szufladę biurka. Tam leżało czarne wieczne pióro pozostawione przez Borysa Rudniewa.

Rozpryskując się śliną, Artamon syknął groźnie:

„Senator McCarthy miał pogrzeb z kwiatami i muzyką… Upewnij się, że Tobie też się to nie przydarzy…”

„Zobaczymy” – powiedział przewodniczący Domu Cudów.

Wziął czarny długopis i nacisnął przycisk. Rozległ się strzał jak z pistoletu. I specjalista ds. dzieci niepełnosprawnych zniknął w chmurze białego dymu.

Wtedy cudaki z Domu Cudów zobaczyły nowy cud. Artamon na długich nogach wyleciał z pokoju Muszera z hałasem i dymem niczym rakieta międzyplanetarna. Wcześniej tylko inni ludzie płakali przez Artamona. Teraz on sam płakał. Ale jak?! Łzy płynęły, kapały, płynęły z niego – z oczu, z nosa, z ust, ze wszystkich fałdów pomarszczonej twarzy i, jak później zapewnił Żorżik Butyrski, nawet z uszu.

Zataczając się i trzymając się ściany, Artamon biegł korytarzem, jakby głowę miał zanurzoną w musztardzie, a pod ogonem nasmarowane terpentyną. Kasłał, kichał, wydmuchiwał nos, spluwał, czkał, drapał się i przeklinał. I płakał i płakał. płakał. Płakał tak palącymi łzami, jakich nikt nigdy nie widział w Domu Cudów.

Baron cygański Liusia Szelaputin wstał i pokręcił głową:

„Och, wojna psychologiczna przybiera nowe formy”.

Potem wydarzenia w Domu Cudów zaczęły rozwijać się z cybernetyczną szybkością. To Fufu była temu wszystkiemu winna. Zadzwoniła o całej tej historii do Niedorobiewa, a niedorobieni rozprzestrzenili ją po całej Moskwie.

Jeśli kiedyś sikorka nie mogła podpalić oceanu, teraz Fufu niczym zapalniczka podpaliła to publiczne bagno. I plotki rozchodziły się, jak nocne ogniki na bagnach. Znaleźli się też mądrale, którzy zaczęli szeptać, że cały zagraniczny wydział agitpropu to nic innego, jak zmodernizowana wersja „Biesów” Dostojewskiego. Ponieważ, jak mówią, Dom Cudów i radio „Wolność” są narzędziami wojny psychologicznej, czyli ideologicznego sabotażu, podkopywania i rozkładu, to do tego wybrano ludzi o odpowiedniej psychice – takich samych psycholi, których Dostojewski ochrzcił jako biesy.

Różni półintelektualiści podchwycili ten pomysł i zaczęli fantazjować. Tak, mówią, zaprzęgli te biesy do machiny propagandowej. Wcześniej oznaczało to, że nieczyste siły latały okrakiem na miotle, a teraz transmitują ich przez radio.

I wokół agitpropu zrobiło się prawdziwe pandemonium.

Wszystko to tak zdenerwowało biednego Sosję Gilruda, że zabarykadował się w swojej kryjówce i z Domem Cudów porozumiewał się jedynie telefonicznie, a wychodząc na zewnątrz, zakładał czarne okulary. Następnie oświadczył, że jest chory z przepracowania i udał się do szpitala.

Wtedy w agitpropie zaczęła się epidemia tajemniczych chorób. Szef agitpropu nagle zaczął narzekać na kamienie wątrobowe. A za jego plecami szeptali:

„To Sosja utknął w wątrobie...”

A biedny Sosja tak długo leżał w łóżku, że dostał odleżyn. Teraz już naprawdę nie mógł wstać z łóżka, leżał z plecami do góry i jęczał, że został otruty jakąś specjalną trucizną.

Szef radia „Liberty”, przemiły Adam Abramowicz, nagle wpadł w manię prześladowczą. Zaczął ciągle zmieniać mieszkania, ukrywając swój adres i numer telefonu nawet przed najbliższymi pracownikami. Potem hemoroidy stały się tak poważne, że konieczna była operacja. A Adam kopał i krzyczał:

„Wiem, że chcą mnie zadźgać na śmierć na stole operacyjnym!”

Chudy Artamon złożył wniosek o zainstalowanie w swoim biurze żelaznych drzwi i specjalnego elektrycznego alarmu, który miałby chronić przed próbami zamachu. Z powodu różnych zmartwień pogorszył się jego wrzód żołądka, więc leczył go wódką. Następnie w stanie nietrzeźwym spadł ze schodów, rozbił sobie twarz i twierdził, że go napadli i chcieli zabić.

Widząc, że wszyscy wokół niego chorują, zezowaty Filimon przysięgał, że to nowy spisek lekarzy – trucicieli. A Ostap Ogłojedow dostał niedźwiedziej choroby {zespół jelita drażliwego – przypis tłum.} ze strachu, a także skarżył się, że został otruty.

A potem pojawiły się pogłoski, że wkrótce nastąpią poważne perturbacje i że radio „Liberty” również zostanie zlikwidowane. Komentator radiowy Ostap Ogłojedow złapał się za brzuch i jęknął:

„A dokądże ja pójdę? W końcu jestem inwalidą wojny psychologicznej. Ech, gdyby tylko dali mi emeryturę…”

* * *

Oprócz wykładów w Instytucie Czarnej Profesury – NII-13, profesor ciemnych spraw, Malinin, udzielał także prywatnych lekcji Borysowi Rudniewowi.

„Borys Aleksanycz, jezuici na przykład nawet w USA mają swoje kolegia jezuickie. A wyższe wykształcenie jezuickie trwa łącznie 13 lat. Wielu nie może tego wytrzymać i porzuca. A my z tobą musimy poznać Boga i diabła w znacznie krótszym czasie. Weźmy wasz Dom Cudów jako praktyczny przykład. Byłeś tam prezesem przez kilka lat. Dobrze znasz tych wszystkich cudaków. Ale niewiele tam widziałeś. Teraz zobaczymy coś, czego nie widziałeś. Jak mówi Ewangelia: «Mający oczy – niechaj widzą!»

Mówiłem już, że Dom Cudów jest rodzajem broni wojny psychologicznej, w której biorą udział wszelkiego rodzaju psychopaci. Jednakże choroby psychiczne są ściśle powiązane z perwersją seksualną. Doktor Freud powie ci to samo. Ale z Freudem należy postępować ostrożnie: zawsze stoi po stronie swoich pacjentów-legionistów, dużo kłamie i wprowadza zamieszanie. Na przykład, jeśli porozmawiasz z freudystami o zwyrodnieniu, zaczną mieć drgawki i histerię. Dlatego Freud jest w zasadzie zakazany nie tylko przez Kościół katolicki, ale także przez partię komunistyczną.

Aby zrozumieć problem degeneracji, na którą składają się perwersje seksualne i choroby psychiczne, lepiej wyobrazić sobie sprawę w ten sposób: po pierwsze, natura lub, jak kto chce, Bóg, wysyła tym ludziom ostrzeżenie w postaci perwersji seksualnych – zaprzestańcie rozmnażania danego rodu. A jeśli ci legioniści nie będą posłuszni Bogu, to w kolejnych pokoleniach zaczną się choroby psychiczne. No i kilka innych fizycznych deformacji ciała.

Przeanalizujmy teraz ten problem i poddajmy wasz Dom Cudów pod odrobinę psychoanalizy.” Generał-profesor wyjął z szafy kilka teczek i położył je przed Borysem. Były to akta osobowe cudaków z Domu Cudów. I te sprawy zaczynały się od dawna.

Na pierwszym miejscu był komisarz Domu Cudów, Sosja Iwajewicz Gilrud. Dawno, dawno temu jego ojciec, Izaj Mojsiejewicz wydawał w krajach bałtyckich lewicowo-demokratyczną gazetę, w której wspierał „lutowców”, czyli sprawę Kiereńskiego. Będąc humanistą i filantropem, otaczał się liberalnymi pisarzami i poetami. Ale prawdziwym celem całego tego liberalizmu było to, że była to szajka homoseksualistów, rodzaj tajnego stowarzyszenia. Ulubionym sługą – minionem, czyli kochankiem ojca Sosji, był w swojej młodości zniewieściały potomek Czyngis-chana. Kulawonogi Artamon również kręcił się w tym samym gangu. A teraz, syn potomka Czyngis-chana, baron cygański Liusia Szelaputin, był nie tylko kierowcą, ale także minionem – służącym kulawego Artamona.

„Widzisz, jak to wszystko się odbywa” – powiedział generał-profesor.

Part-Mefistofeles, Sosja Gilrud, łącznik między białą i czarną magią agitpropu, pracował w konspiracyjnym lokalu ze swoim sekretarzem, Kotikiem Goremykinem. Okazuje się jednak, że główną konspiracją było to, że mieli tam konspiracyjny romans. Niektórzy robią to ze swoją sekretarką, inni wolą sekretarza.

„Mówią, że słowo sekretarz wzięło się z tych sekretów” – uśmiechnął się generał-profesor.

W swoim czasie chudy Artamon był dyrektorem szkoły dla upośledzonych dzieci. Okazuje się jednak, że on sam był trochę upośledzony i był sądzony za molestowanie dzieci.

Zezowaty Filimon przyjaźnił się kiedyś z pierwszym mężem swojej żony. Okazuje się jednak, że ci dwaj mężowie wykorzystywali się nawzajem. A żona służyła im tylko jako przykrywka.

Potrójny agent, Żorżik Butyrski, słynął ze swoich miłosnych przygód. Ale w rzeczywistości ma kompleks Don Juana, to znaczy, po prostu utajony lub stłumiony homoseksualizm. Właściwie biseksualna suka – 33% doktora Kinseya. Żorżik służył także jako sługa-minion Sosji Gilruda. Dlatego Sosja opiekował się Żorżikiem jako przybrany ojciec.

Księgowy Domu Cudów, geniusz finansowy Akob Sarkisjan, choć był żonaty z Rosjanką, robił z nią najróżniejsze ormiańskie żarty, które nazywane są dwójnikami i trójnikami. W wyniku tych żartów jego syn urodził się zezowaty i cierpi na epilepsję.

Czarna Socjologia była nauką niezwykle zagmatwaną. Ci szaleńcy, prawdziwi szaleńcy, którzy w końcu trafili do zakładów dla obłąkanych, są po prostu ofiarami naszej cywilizacji, ofiarami postępu. A uczciwi, otwarci homoseksualiści są po prostu ostatnią stacją postępu. Ale wszystkie kłopoty, całe zło jest w pośrednich stadiach tego procesu. To tu toczy się walka Boga z diabłem – w duszy człowieka. A kombinacji jest więcej niż włosów na głowie.

W rezultacie tej walki, ojciec Sosji Gilruda przeszedł od antychrysta do Chrystusa, czyli został ochrzczony. Lecz potem pociągnęło go z powrotem i postanowił oszukać – poślubił Karaimkę, to znaczy kobietę z żydowskich staroobrzędowców Testamentu Mojżeszowego. Ale Boga nie da się oszukać – więc jego syn, Sosja, okazał się tak samo homoseksualnym, jak ojciec. Co więcej, z ogromną czarną plamą na boku, którą kiedyś nazywano znakiem diabła. Ponadto Sosja ma tak zwane zwyrodnienie tłuszczowe, dlatego jest gruby, jak kobieta. Dlatego ludzie mówią, że dobry kogut jest zawsze chudy.

To prawda, że Sosja był homo tzw. typu aktywnego, czyli uwodzącego innych mężczyzn, swego rodzaju nadczłowiekiem, Übermenschem. Za tę działalność diabeł zwyrodnienia nagrodził go kompleksem władzy i uczynił typowym komisarzem. Ale ten komisarz robi wszystko zza pleców, od tyłu i odwrotnie. Dlatego Sosja jest taki zaradny, dwulicowy i podstępny. I to już jest jedna z form schizofrenii, rozdwojenia osobowości, w której człowiek sam nie zauważa, gdzie jest prawda, a gdzie kłamstwo. Poza tym Sosja jest typowym neurastenikiem i histerykiem. Dlatego tak ostrożnie podchodzi do alkoholu, bo wtedy funkcje hamujące słabną i wszystkie brudne sztuczki wyskakują z jego duszy. Tak jak to często bywa z Artamonem na chwiejnych nogach.

„Hmm, ale dlaczego wszyscy ci ludzie są żonaci?” – zdziwił się Borys, przeglądając ich osobiste akta.

„Przyjrzyj się bliżej” – poradził generał-profesor. – „Wszystkie te małżeństwa nie są zwyczajne, tylko wyjątkowe. Trzeba jedynie znaleźć odpowiednią kobietę – taką z francuskich dowcipów. A ich też są legiony. Tych legionistów nie widać, ale oni doskonale się widzą”.

Popatrz, żona Sosji jest chora. A jej choroba nie jest gdzieś, tylko w głowie. Sosja nie ma dzieci. Artamon też nie ma dzieci. I Filimon znowu, też bezdzietne małżeństwo. A ktokolwiek ma dzieci, te dzieci z reguły są z ułomnościami. Tak, że lepiej ich nie mieć.

Zagadki wszystkich innych cudaków z Domu Cudów zostały wyjaśnione równie prosto. Potomek Czyngis-chana był homo typu biernego, czyli swego rodzaju pod-mężczyzną, czyli untermenschem. Poza tym jest masochistą i impotentem. Stąd jego odwieczne wiersze o nieszczęśliwej miłości i ulubione rozmowy o samobójstwie. Dlatego zawsze jest taki brudny i nieumyty. Po prostu stary beatnik, czyli jak teraz mówią, hippis.

Mały szczegół techniczny. Większość ludzi myśli, że homos używają siebie nawzajem w tyłki. Ale w rzeczywistości większość tych legionistów używa się nawzajem nie w tyłek, tylko w usta, co w medycynie nazywa się „fellatio”. Dlatego zdarzały się takie pozornie bezsensowne przekleństwa, jak ch...ssacze i… piep...ni w usta. W dzisiejszych czasach nie przeszkadza to zwykłym ludziom, żeby również wiedzieli, żeby nie wpaść w kłopoty.

Na przykład, gdy potomek Czyngis-chana zestarzał się i nie uwodził już innych homos, nabrał złego nawyku. Pił z kimś i wsypywał tabletki nasenne do szklanki swojego towarzysza picia. Kiedy tamten zasnął, nieszczęsny poeta ssał go bezzębnymi ustami. W większości przypadków pozostawało to niezauważone.

Następnego ranka ofiara czuła, że w spodniach ma jakiś nieporządek, ale nie rozumiała, co to było. Ale czasami ofiara uświadamiała sobie, że dużo piła z ch...ssaczem, i wtedy stary poeta zostawał dość mocno wygrzmocony.

Oto macie poetę – śpiewaka miłości! Ach, te szare oczy mnie urzekły…

Była żona, siódma żona potomka Czyngis-chana, nie była lepsza – Irina Zabubiennaja, baronowa-poetka, która także pisała wiersze o czystej miłości. W młodości Irina była trochę lesbijką. Była homo typu aktywnego, czyli rodzajem chłopo-baby. Dlatego pali i pije jak mężczyzna. Za to diabeł zwyrodnienia nagrodził ją nimfomanią, jak mówią ludzie, wścieklizną maciczną i skłonnościami sadystycznymi. W jej „biernym” mężu ta „aktywistka” znalazła to, czego potrzebowała: ssał mężczyzn i lizał kobiety. Według recepty papy Freuda na erotyzm oralny.

Po takiej namiastce kawy, wiedźma Irina dopuszczała się lubieżności z całą grupą kochanków, którzy rzucali się na nią według kolejności zgłoszeń. A nieszczęsny mąż-wilkołak patrzył na to wszystko, płakał szczęśliwymi masochistycznymi łzami i pisał improwizowane wiersze o nieszczęśliwej miłości.

To właśnie z takiego psiego ślubu narodził się ich problematyczny syn – cygański baron, Liusia Szelaputin, także bierny homo, masochista i impotent. Dlatego sadysta Artamon wziął masochistę Liusię za swojego kierowcę, aby przy każdej okazji naśmiewać się z niego, z czego oboje czerpią ogromną przyjemność, czasem aż do orgazmu.

Mały szczegół techniczny. Dziwny rodowód cygańskiego barona, Liusi Szelaputina, to wcale nie przypadek, ale swego rodzaju wzorzec. Ta metoda poczęcia, z czyimś wujkiem, jest stosowana przez zwyrodniałych rodziców dość świadomie i dość często, aby zmniejszyć ryzyko diabelskiej degeneracji o 50%. Z punktu widzenia analizy semantycznej, to właśnie z tych tricków narodziło się to pozornie pozbawione znaczenia wyrażenie: „Na cudzym ch… wjechać do raju”. I sami legioniści go wprowadzili do obiegu. Ale oszukać Boga nie jest tak łatwo. I dlatego baron cygański, Liusia Szelaputin, nie trafił do raju, ale do tego samego piekła, w którym dusili się jego rodzice. Dlatego już kilkakrotnie próbował popełnić samobójstwo. Kompleks samozniszczenia.

Tak głosiły akta 13 Wydziału KGB. I teraz Borys Rudniew, sowiecki Tomasz Niedowierzający, przekonał się na własne oczy, że to wszystko prawda. Oto oni, biesy 13-tego Wydziału, których Czerwony Papa, Maksym Rudniew, zakuł w łańcuchy i zmusił do służenia władzy sowieckiej.

Flegmatyczny Filimon ma w duszy demona sukkuba, który zamienia mężczyzn w kobiety, demona biernej pederastii. Dlatego Filimon zasugerował futuryście Majakowskiemu tę reklamę sutka Gławreziny: „Nie ma lepszych sutków na świecie – jestem gotowy ssać, aż do starości lat”.

To z powodu tego futuryzmu Majakowski się zastrzelił.

Ponadto Filimon ma kompleks kastracji. Dlatego też, gdy się upije, zabiera się, aby całować mężczyzn, a następnie kopie obiekt swojej miłości kolanem między nogi, za co wielokrotnie został uderzony w twarz. Dlatego też Filimon jest zezowaty.

„Bóg naznacza łotra” – wyjaśnił profesor mrocznych spraw, Malinin. – „Spójrz, ten przyjaciel nazwiskiem Greczko, z którym Filimon zamienił się żoną, też ma zeza. Syn Akoba Sarkisjana również jest zezowaty. Pasierbica Ostapa Oglojedowa jest zezowata. A twoja, przepraszam, księżniczka, Nina von Miller, ma zezowatą kuzynkę. Dlatego mówią: «złe oko, które przynosi ludziom szkody, czyli nieszczęścia». Są to typowe objawy zwyrodnieniowe. Artamon jest koślawy i utyka, co maskuje butami ortopedycznymi. Twoja, przepraszam, bogini, Nina von Miller ma nie tylko zezowatą kuzynkę, ale także matkę tej kuzynki, która jest koślawa i kulawa od urodzenia”.

„Nina powiedziała, że upadła, gdy była dzieckiem”.

„Więc wszyscy kłamią. Dlatego mówią, że diabeł zwyrodnienia jest kłamcą i ojcem kłamstwa. A ta kuzynka najwyraźniej została stworzona palcem, ponieważ męża tam nie ma – i nigdy nie było. Pewnie dlatego Nina zaczęła z Tobą rozmawiać o sztucznym zapłodnieniu. Aby sprawdzić, czy znasz te sztuczki, czy nie.

Należy pamiętać, że Sosja Gilrud ma na boku ogromną czarną plamę, która w dawnych dobrych czasach nazywana była piętnem diabła. A twoja była bogini, Nina, ma podobną pieczęć na brodzie – znak wiedźmy, choć trochę wycięty. I ma jeszcze kilka takich pieczęci na swoim ciele”.

Były ulubieniec bogów przejrzał osobiste akta swojej byłej bogini i zmarszczył brwi. Nina kiedyś zaćwierkała:

„Ze wszystkich niemożliwych-możliwych możliwości, jesteś najbardziej niemożliwą ze wszystkich – i najsłodszą ze wszystkich!”

Tą sekretną miłością była francuska Liza. A ich gniazdem miłosnym była toaleta dla pań w radiu „Liberty”, gdzie uprawiały tak zwaną wzajemną masturbację. Miłość na szybką rękę.

Czego się wstydzić w naszych czasach, gdzie nawet miłość ulega modernizacji. Przecież teraz w amerykańskich szkołach wprowadzono nowy przedmiot – edukację seksualną, gdzie uczy się dzieci, że wszystkie rodzaje seksu, w tym cunnilingus i fellatio, czyli lizanie i ssanie, są całkowicie normalne. To, co kiedyś nazywało się miłością francuską, jest teraz miłością amerykańską.

Młodziutkie wiedźmy, Nina i Liza miały jeszcze jedno gniazdeczko – w Zaułku Entuzjastów. Dlatego pokój Niny był tak starannie zamykany, jak warsztat fałszerzy. Uprawiały tam fałszywą miłość – cunnilingus. Wiedźmy kładły się na sposób waleta, lizały się tak, że piana latała w powietrzu i radośnie oblizywały wargi.

Dla zilustrowania sprawy Niny, załączono serię zdjęć wykonanych tajnym aparatem. Dzieje się tak, aby wiedźmy nie zaprzeczały później, że są wiedźmami. Inkwizycja radziecka nie lubi żartować. Przecież zgodnie z literą prawa, grozi to karą więzienia.

Niewiele osób wie, że w większości krajów, w tym w USA, gdzie w szkołach uczy się cunnilingus i fellatio, jednocześnie obowiązują także prawa, zgodnie z którymi oficjalnie uważa się to, co nazywa się francuską miłością, lodzikiem, cunnilingus lub fellatio, czyli oralnym erotyzmem Freuda, za zbrodnię przeciwko naturze – i za to grozi kara więzienia. Jedynym problemem jest to, że nie będzie wystarczającej liczby więzień.

Któregoś razu Nina zaćwierkała wesoło, że technicznie rzecz biorąc, jest jeszcze dziewczyną, ale w ogóle jest wielką b-e-e-e, czyli dziwką. Wtedy wydawało się to pikantnym żartem. Ale Nina mówiła prawdę. Od 16 roku życia lekkomyślnie uprawiała lesbijstwo, na prawo i lewo, ale technicznie rzecz biorąc, pozostała dziewicą. A oto lista jej kochanków, a raczej kochanek. I ta lista była dość długa.

Oprócz francuskiej Lizy na tej liście znalazła się kapitalna Kapitalina, której nadano to imię na cześć „Kapitału” Karola Marksa, sekretarka czarownika Sosji. Chociaż w swoich kapitalnych kształtach obiecywała wszystkie rajskie błogosławieństwa, to jednak siedział w niej bies nimfomanii i grzeszyła nie tylko z mężczyznami i kobietami, ale nawet z psami.

Następna na liście była przyjaciółka Kapitaliny – nierządnica Magdalena, sekretarka Adama Bałamuta, dzięki której Monna Nina malowała kiedyś rubensowskie kobiety. Mówią, że artyści często wdają się w amory ze swoimi nagimi modelkami. Oto Nina i Magdalena.

Lista kochanek Niny była tak długa, że Borys nawet patrzył na nią z pewną zazdrością.

Oto Twoja Monna Nina! Śpiąca królewna... Madonna z Agitpropu... Dlatego na śmietniku Agitpropu nazywano ją belladonna – belladonna, szalona wiśnia, senne odurzenie... Bella-donna, piękna dama, o której starsi ludzie mówią dzieciom: „Nie dotykajcie tego świństwa – będziecie płakać!”

Były ulubieniec bogów zatrzasnął akta personalne swojej byłej bogini i poczuł się zmęczony jak jezuita po 13 latach studiów.

„To nic takiego” – pocieszył go profesor Malinin. – „Jeśli chcesz pannę młodą z dobrej rodziny, to 50% z nich jest takich”.

* * *

Lata powoli pełzały nad Moskwą, a wojna psychologiczna przybierała nowe formy. Projekty specjalne „Oset” i „Związek Zawodowy Świętych i Grzeszników” zostały zastąpione nowymi projektami specjalnymi – „Golem” i „Ahasferus” { „Żyd Wieczny Tułacz” }, opracowanymi w zespole mózgowców profesora Maksyma Rudniewa. Prace teoretyczne prowadził Instytut Badań Naukowych – NII-13, a prace praktyczne – 13-ty Wydział KGB.

Według doniesień prasy zachodniej, w Moskwie szybko rozwijał się demokratyczny ruch na rzecz wolności i praw człowieka, w postaci dysydentów, przeciwników, opozycjonistów, którzy ochoczo promowali „Samizdat”. Jednocześnie zachodnia prasa była oburzona, że radziecka tajna policja – KGB – nazywała tych dysydentów i przeciwników po prostu schizofrenikami i paranoikami oraz wrzucała tych biednych demokratów do durdomów. I nikt nic nie rozumiał. Kto ma tutaj rację, a kto się myli?

A za to wszystko winna była dialektyka marksistowska i leninizm. A także projekt specjalny „Golem”. Aby jednak zrozumieć sprawę durdomów, należy najpierw wybrać się na krótką wycieczkę historyczną i spojrzeć na to wszystko z historycznej perspektywy.

Wszystko zaczęło się od tego, że na początku lat 50-tych, Wujek Sam zlecił najlepszemu trustowi mózgowemu w Ameryce, uniwersytetowi Harvard, opracowanie planów wojny psychologicznej przeciwko ZSRR. W rezultacie narodził się „Project Harvard”, w którym główną rolę odegrał profesor Nathan Leites i cała gromada Mędrców Syjonu z długimi marksistowskimi brodami – i utykających na lewą nogę.

Ci mędrcy Syjonu radzili i radzili, szeptali kabalistyczne formuły Marksa i Freuda, aż w końcu wymędrkowali, że wojna psychologiczna powinna opierać się na leninizmie, czyli na kompleksie Lenina, a dokładniej na kompleksie ukrytej pederastii towarzysza Lenina („Nowe Słowo Rosyjskie” 23.IX.1958 i czasopismo niemieckie „Der Monat”, organ amerykańskiej administracji wojskowej w Berlinie, nr 107, sierpień 1957, artykuł redaktora naczelnego Melvina Lasky’ego, „List z Oksfordu”, str. 19; Ogólnie rzecz biorąc, typowa freudowska kabalistyka.

W następstwie projektu harwardzkiego powstał pewien Amerykański Komitet Wyzwolenia Rosji od bolszewików przy pomocy trockistów i mieńszewików, a następnie cały kombinat psychowojny w Nowym Jorku i Monachium: radio „Liberation”, radio „Głos Ameryki”, radio „Wolna Europa” i inne tuby propagandowe. Za tym wszystkim stała amerykańska agencja wywiadowcza Si-Aj-Ej w Waszyngtonie.

Podczas gdy Mędrcy Syjonu z Projektu Harvardzkiego zaglądali pod ogon towarzysza Lenina, w Moskwie też nie spali. Radzieccy mędrcy z zespołu mózgowców profesora Maksyma Rudniewa doskonale wiedzieli, czym jest „kompleks Lenina”. Przecież Papele Freud twierdzi, że homoseksualizm utajony, czyli francuska miłość typu Ch-S lub P-L, jest główną przyczyną większości chorób psychicznych. Freudyści uważają, że homoseksualizm jest pierwotnym źródłem agresji i wszelkiej agresji, począwszy od zwykłej kłótni między mężem i żoną, aż po wojny światowe i rewolucje.

Z punktu widzenia 13 Wydziału KGB wszystko wyglądało tak. Jeśli Amerykanie opierają swoją fabrykę wojny psychologicznej na „kompleksie Lenina”, oznacza to, że umieścili tam wszelkiego rodzaju leninistów z „kompleksem Lenina”, czyli wszelkiego rodzaju degeneratów, jak Ch-S czy jak P-L, tak więc za pośrednictwem radia i prasy nękali „kompleksem Lenina” swoich sowieckich braci, także typu Ch-S lub P-L, czyli schizofreników i paranoików, sadystów i masochistów i podżegali ich do buntu przeciwko reżimowi sowieckiemu. Ogólnie rzecz biorąc, dramatyzacja „Biesów” Dostojewskiego inscenizowana przez amerykański wywiad.

No, dobrze!, Według dialektyki marksistowskiej, zgodnie z prawem jedności i walki przeciwieństw, radzieccy mędrcy z trustu mózgowców profesora Rudniewa odpowiedzieli na Projekt Harvard kordonem sanitarnym w postaci specjalnego projektu „Oset”, w którym starło się w eterze moskiewskie radio „Liberty” z monachijskim radiem „Liberation” i „Głosem Ameryki”. A cudaki z Domu Cudów i niedorobieni z Niedorobiewa pomagali w tym na papierze.

Cały ten „Oset” opierał się na tej samej leninowskiej zasadzie, co „Project Harvard”. Faktem jest, że Mędrcy Syjonu mieli całkowitą rację – w teorii. Ale w praktyce wszystko to zostało zneutralizowane przez specjalny projekt „Oset”. Zgodnie z zasadą „wybić klin klinem”.

Wtedy wywiad amerykański ponownie zwrócił się o radę do Mędrców Syjonu. Mędrkowali, mędrkowali i wymędrkowali akcję „Czarny Krzyż”, która miała działać w Moskwie pod przykrywką demokratycznego ruchu na rzecz wolności i praw człowieka. Jak przystało na taką kabalistykę, skoro towarzysz szatan ma dwa skrzydła, tak i „Czarny Krzyż” miał dwa skrzydła: po lewej stronie neotrockiści ze swoją permanentną rewolucją, czyli anarchiści i nihiliści maskujący się jako demokraci, a po prawej stronie neosataniści-bierdiajewici maskujący się jako neochrześcijanie.

Operacja „Czarny Krzyż” znów opierała się na leninizmie, czyli na kompleksie ukrytej pederastii towarzysza Lenina, gdzie Freud mówi, że to po prostu psychole typu Ch-S lub P-L, czyli ch-ssacze i p-lizy. I tacy ludzie byli, są i będą. Dlatego mówi się, że Lenin umarł, ale jego dzieło żyje. Dlatego też towarzysz Stalin, najlepszy uczeń towarzysza Lenina, podczas Wielkiej Czystki rozstrzeliwał wszystkich tych leninistów jak wściekłe psy. W końcu on sam był „taki” i wiedział to wszystko.

Podczas gdy Mędrcy Syjonu działali ze swoim „Czarnym Krzyżem”, Mędrcy Sowieccy uruchomili specjalny projekt „Golem”.

Kto teraz wie, czym jest Golem? Nawet nie wszyscy Żydzi to wiedzą. Ale mózgowcy profesora Rudniewa dobrze to wiedzieli.

Przecież przed rewolucją w Rosji było około 7 milionów Żydów {евреев}. Potem nastąpiła rewolucja, w której główną rolę odegrali Żydzi {евреи}, rzekomo walczący o swoje prawa. A po rewolucji, podczas której Żydzi otrzymali nie tylko wszystkie prawa, ale także znacznie więcej, 50 lat później, według oficjalnego spisu ludności z 1970 r., w ZSRR pozostało zaledwie około 2 milionów Żydów. Kto zjadł te brakujące 5 milionów? Golem! A pozostali Żydzi krzyczą teraz na cały świat – i uciekają z ZSRR, który sami zrodzili. Ale kto ich tam prześladuje? Ten właśnie Golem!

Istnieje żydowska legenda, że w średniowieczu mądry rabin z Pragi – Judah Levi wyrzeźbił z gliny służącego, imieniem Golem. Następnie mądry rabin Levi przy pomocy kabały tchnął duszę w Golema i poruczył mu, aby chronił naród żydowski. Ale w rezultacie całej tej kabały, Golem nagle zaczął bić samych Żydów.

Takim Golemem okazał się rząd sowiecki, który stworzyli Żydzi. A z mędrcami Syjonu z amerykańskiego wywiadu wydarzyła się ta sama historia, co z mądrym rabinem Judą Levim ze średniowiecznej Pragi.

W wyniku operacji „Czarny Krzyż”, opartej zgodnie z projektem harwardzkim na kompleksie ukrytej półpederastii pół-Żyda Lenina, przede wszystkim zapsychowali radzieccy Żydzi. Po prostu dlatego, że według żydowskich statystyk profesora Lombroso, Żydzi mają 6 razy więcej chorych psychicznie niż inne narody.

W odpowiedzi na „Czarny Krzyż” uruchomiono specjalny projekt „Golem”, czyli specjalne szpitale psychiatryczne – SSP, psychuszki i durdomy, w których więziono psycholi z „kompleksem Lenina”. Ale w większości przypadków byli to Żydzi, osoby pozostające w mieszanych małżeństwach z Żydami lub produkty tych małżeństw – pół-Żydzi i tak dalej. Ogólnie, takie bajstruki jak Lenin, Kiereński, Hitler i Himmler.

Aby nie było krzyków o antysemityzmie, tymi durdomami kierował pułkownik KGB, profesor Lunts, który sam był Żydem. Prawną stronę durdomów przygotował starszy doradca wymiaru sprawiedliwości Prokuratora Generalnego ZSRR, Dawid Lwowicz Golinkow, także Żyd. I tak wyszło: ta sama alegoria – Golem.

Po specjalnym projekcie „Golem” i durdomach, powoli zaczął działać specjalny projekt „Agasfer”. W średniowiecznych legendach Agasfer był imieniem Żyda, który popędzał Jezusa Chrystusa, niosącego krzyż na Kalwarię. Za karę Agasfer został skazany na wieczną tułaczkę po świecie, aż do drugiego przyjścia Chrystusa. Agasfer to Wieczny Żyd, symbolizujący wędrówkę Żydów po całym świecie.

A specjalny projekt „Agasfer” polegał na tym, że zaczęto wysyłać za granicę ludzi, przebywających w durdomach. W większości przypadków byli to znowu Żydzi, osoby pozostające w małżeństwach mieszanych z Żydami lub produkty tych małżeństw – pół-Żydzi i tak dalej.

Jednym z pierwszych wysłanych za granicę, był zasłużony bojownik o wolność, Walery Tarsis, kulawy autor „Oddziału nr 7”, który uparcie zaprzeczał swoim żydowskim rodzicom i upierał się, że jest potomkiem Arystotelesa.

Jednak projekt specjalny „Agasfer” był sprawą dość delikatną. Jeśli zaczniecie deportować tysiące, tysiące i tysiące Żydów za granicę, do tego jeszcze ze szpitali psychiatrycznych, wówczas prasa jewrykańska i jewropejska natychmiast podniesie krzyk, że jest to nowa forma antysemityzmu, że jest to znowu pogrom, że to jest nazizm, faszyzm, ludobójstwo i tak dalej. Dlatego też mózgowy trust profesora Rudniewa postanowił działać według formuły diabła, który wszystko robi po ciemku, od tyłu i odwrotnie. Cóż, nacisnęli odpowiednie przyciski.

Filozof Kierkegaard twierdzi, że w naszych czasach diabeł zamieszkał w farbie drukarskiej. A prasa zachodnia zaczyna działać jak gramofon. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie jest ramię tego gramofonu. Takim jakby ramieniem gramofonowym 13 Wydział KGB pokręcił ogon diabłu, księciu tego świata, który jest nazywany – legion, a który jest kłamcą i ojcem kłamstwa. Dlatego prasa tak kłamie.

Poszukujący diabła filozof Bierdiajew, nazywany przez legionistów najlepszym rosyjskim filozofem XX wieku, uwielbia rozprawiać o zjednoczeniu szatana i antychrysta. Stosując formułę Bierdiajewa, 13 Wydział KGB pociągnął antychrysta za ogon i zaczął szeptać mu do ucha najróżniejsze bzdury, obiecując mu wielkie imperium od Nilu po Eufrat. Z pomocą sowieckich Żydów, którzy chcą walczyć dla wielkiego Izraela i którzy naprawdę bardzo chcą pracować w kibucach. Tylko poproście troszkę – a my chętnie ich wypuścimy.

I nagle stał się cud. Nagle w prasie światowej, jak na zawołanie, wszczęła się dzika wrzawa, żądając wypuszczenia sowieckich Żydów z ZSRR do Izraela. Podczas gdy Żydzi siedzieli na Kremlu i strzelali do siebie nawzajem, rząd sowiecki był dobry. A kiedy kremlowscy Żydzi wystrzelali się nawzajem, a ich synów zaczęto umieszczać w durdomach, a nawet wstrzykiwać im w jedno miejsce sulfazynę i aminazynę, rząd sowiecki natychmiast stał się zły. Dlatego sowieckim Żydom żyje się teraz gorzej, niż w niewoli egipskiej. I wszyscy oni marzą o tym, aby wyemigrować do Izraela.

Ogólnie rzecz biorąc, w światowej prasie był taki zgiełk, takie piski i wrzaski, takie poruszenie opinii publicznej, jakby szatan, antychryst i całe zło pod ich kontrolą wyrwało się z łańcuchów. Jakby na całym świecie nie było innych kłopotów i zmartwień, jak tylko biedni sowieccy Żydzi. Najwyraźniej zarówno Kierkegaard, jak i Bierdiajew mieli rację.

Całe to pandemonium było dokładnie tym, czego potrzebował trust mózgowców profesora Rudniewa do specjalnego projektu „Agasfer”. Skoro sami o to prosicie, nie będziecie już mówić, że to antysemityzm. A za tym krzykiem i hałasem, po cichu spławimy do was wszystkich naszych psychów z durdomów, przede wszystkim tych leninistów, na których tak bardzo liczył profesor Harvardu, Nathan Leites, oraz inni Mędrcy Syjonu z amerykańskiego wywiadu.

Wy znowu, jak w 1917 r., chcieliście nasypać Rosji leninowskich wszy za kołnierz. Lecz teraz zobaczymy, kto w końcu od tych wszy zacznie się drapać. Namądrzyliście tam operację „Czarny Krzyż”, więc powiesimy wam ten czarny krzyż na szyi.

Tak patrzyli na tę sprawę profesorowie z NII-13 i generałowie z 13 Wydziału KGB. Przez marksizm, leninizm i rewolucję, Rosja w ciągu 50 lat władzy sowieckiej zapłaciła 50 milionami istnień ludzkich – za narodziny nowego społeczeństwa. A my – tajna policja państwowa nowej młodej Rosji. I rozprawimy się z tymi nowymi leninistami, którzy znów są żądni krwi, w sposób marksistowski. Według wszystkich zasad dialektyki.

I machina 13 Wydziału KGB zaczęła pracować pełną parą. Bramy Specjalnych Szpitali Psychiatrycznych, psychuszek i durdomów cicho się otwierały. Zgodnie ze specjalnym projektem „Golem”, nowych leninistów umieszczano w domach wariatów, gdzie naprawiano im mózgi za pomocą sulfazyny i aminazyny. A jeśli to nie pomagało, w ramach specjalnego projektu „Agasfer” tych pacjentów psychuszek wysyłano, jak na przenośniku taśmowym, za granicę. Tak więc bunt obrzezanych przekształcił się w obrzezany bunt.

Wszystkie dokumenty związane z projektami specjalnymi „Golem” i „Agasfer” zostały oznaczone jako „ściśle tajne”. Jednak najlepszymi stróżami tych tajemnic byli szatan i antychryst, którzy nie lubią zdradzać swoich tajemnic. W najlepszym przypadku zobaczysz z nich tylko ogon i różki – jak w projekcie Harvard.

Przez wiele lat historycy i pisarze, marzyciele i żartownisie, dziennikarze i inni papierowi bazgracze będą męczyć się i oszukiwać innych, próbując przeanalizować i zsyntetyzować tajemnicę sowieckich durdomów i „trzeciej emigracji” z ZSRR. To będzie dla was taki „Koń Trojański”, takie nowe „Zaufanie”, że… A przebiegli ludzie z najróżniejszych przebiegłych organów we wszystkich krajach świata nadal będą mieć nie lada kłopoty. Chytrze zamyślali, chytrze zamyślali – i przechytrzyli samych siebie.

Kiedy na waszych tyłach, oprócz waszych własnych psycholi, zapsychuje jeszcze 300 tysięcy sowieckich psycholi, wtedy sami zobaczycie, że Lenin umarł, ale jego dzieło żyje dalej.


Następny rozdział
Powrót do spisu treści