Grigorij Klimow «Książę tego świata»

Rozdział 9. Krzyżem i mieczem

Nadejdą takie wstrząsy, jakich świat nie widział... Ruś się zachmurzy, ziemia będzie płakać za starymi bogami…

F. M. Dostojewski «Biesy»

Wczesnym czerwcowym rankiem 1941 roku rozpoczęła się wojna. Jak we wszystkich instytucjach o znaczeniu obronnym, także 13 Wydział NKWD otworzył pakiet mobilizacyjny, który zawierał listę środków na wypadek wojny. Pierwszym krokiem było powołanie Komisarza Bezpieczeństwa Państwowego, Rudniewa, w stopniu generała pułkownika, na stanowisko szefa specjalnych rodzajów broni NKWD.

Armady powietrzne Hitlera zbombardowały Kijów, Odessę i Mińsk. Niemieckie dywizje pancerne wdzierały się w głąb Związku Radzieckiego. Armia Czerwona cofała się, ponosząc wielomilionowe straty w zabitych, rannych i jeńcach. Stalin wygłosił przez radio apel:

„Drodzy bracia i siostry…”

Z podniecenia napił się wody, a ludzie słyszeli szczękanie jego zębów o krawędź szklanki.

W holu instytutu przemysłowego, w którym studiował Borys, powieszono dużą mapę Związku Radzieckiego, na której, za pomocą czerwonej nici i szpilek, zaznaczono linię frontu. Borys codziennie widział, jak ta linia cofa się w niekontrolowany sposób.

Gdy tylko Wielka Czystka dobiegła końca, Maksym przestał pić tak nagle, jak zaczął. I nawet wydawał się trochę znudzony. Teraz, gdy wieczorami strzelały nad Moskwą działa przeciwlotnicze, nagle zainteresował się historią starożytnych rzymskich rozrywek. Po drodze przeglądał książki o psychoanalizie.

Z mroków tysiącleci, w oczach generała, wyłaniały się amfiteatry rzymskich cyrków i pierwsi chrześcijańscy męczennicy, zmierzający ku śmierci. Krzyżowano ich, rzucano na rozszarpanie przez dzikie zwierzęta i palono, jako żywe pochodnie Nerona. Czasami pod jednym warunkiem mogli uratować życie. Ale woleli śmierć i, śpiewając psalmy, szli umierać na arenach amfiteatrów.

„Jeszcze raz, pod jednym warunkiem” – mruknął w zamyśleniu generał. – „Zatem amfiteatr jest potrzebny. Cóż, spróbujmy…”

Wkrótce w gazetach pojawił się raport o niezwykłym wyczynie trzech radzieckich pilotów myśliwców, na obrzeżach Leningradu. Gdy zostali bez amunicji, rzucili się piersiami bezbronnych «jastrzębi» na niemieckie bombowce i zginęli wraz ze strąconymi wrogami. Portrety poległych bohaterów trafiały na pierwsze strony wszystkich gazet. Wszyscy trzej zostali pośmiertnie odznaczeni tytułem Bohatera Związku Radzieckiego.

Potem takie wyczyny stały się tak modne, że nawet z pełną amunicją, radzieccy piloci szli taranować, na pewną śmierć, mieszając razem metal i krew, swoją i cudzą. Słynne niemieckie asy nie wiedziały, co zrobić z sowieckimi młokosami, którzy łamali wszelkie zasady walki powietrznej.

Czytelnicy sowieckich gazet uważali, że są to po prostu propagandowe chwyty Sowinformbiuro. Ale dowództwo radzieckiego lotnictwa, zaniepokojone bezsensownym niszczeniem samolotów, zwróciło się z protestem do Stalina, prosząc o ochronę przed tajemniczymi eksperymentami Trzynastego Wydziału NKWD. W rezultacie, pojawił się specjalny rozkaz, zezwalający na taranowanie tylko w szczególnych przypadkach. Samoloty były droższe od ludzi.

Każdy, kto w czasie wojny śledził sowieckie gazety, pamięta, jak podążając za taranowaniami samolotowymi, rozpoczęła się kolejna, nie mniej niezwykła akcja. Tym razem w Korpusie Piechoty Morskiej, utworzonym z załóg zatopionych okrętów. Związawszy się wiązkami granatów, bohaterscy marynarze nagle zaczęli rzucać się pod gąsienice niemieckich czołgów niczym żywe miny. Czołgi wzbijały się w powietrze wraz z odważnymi ludźmi zmierzającymi na pewną śmierć. To było tańsze, niż taranowanie samolotami.

Za tym wszystkim stał 13 Wydział NKWD, który nawet po śmierci opiekował się swoimi umęczonymi bohaterami. Wszystkie doniesienia prasowe, entuzjastyczne pochwały, nagrody w ogóle, wszystko, co wiązało się z ich śmiercią, było ściśle kontrolowane przez profesora Rudniewa, który znał tajemnicę żywych pochodni Nerona.

„Znowu igrasz ze śmiercią” – powiedział Borys. – „O co dokładnie chodzi?”

Tym razem Maksym odpowiedział dość chętnie:

„Widzisz, kiedy wzięli grupę męczenników i zaoferowali im wybór: wyrzekną się chrześcijaństwa, bo inaczej zostaną zabici w piwnicy, większość się wyrzekła. Kiedy jednak na arenie amfiteatru zaproponowano im wyrzeczenie się lub śmierć, większość wolała śmierć. Ale śmierć przychodzącą z chwałą. Rzecz w tym, że ci męczennicy należeli do pewnej psychologicznej kategorii ludzi, których spotkać można do dziś. Trzeba tylko stworzyć odpowiednie warunki”.

„Tak, ale to prawie morderstwo” – powiedział Borys, zwracając się do brata.

Pułkownik Dobronrawow, który siedział obok niego, odpowiedział za niego:

„Trochę się mylisz, młody człowieku. Właściwie przeszkoliliśmy tylko pierwszych trzech ochotników. Następnie stworzyliśmy dla nich niezbędną aurę i, że tak powiem, otworzyliśmy bramy nieba. Reszta sama przeszła przez te bramy. Co więcej, nie wiedzieliśmy nawet, kto dokładnie pojedzie. Ponadto, gdybyśmy nie umożliwili im śmierci z honorem, chwałą i korzyściami, większość z nich i tak skończyłaby źle. I nikt by nie wiedział, co jest nie tak”.

„Jasne jest, że jest to ciemna sprawa” – powiedział student.

„Och, ty, Tomaszu Niedowierzający” – powiedział Maksym.

„Co tam studiujesz?” – zapytał dobrodusznie pułkownik Dobronrawow, zaglądając Borysowi przez ramię. „Ach, te reformy Stołypina. Tak, Stołypin był wielkim mężem stanu. Gdyby nie kula Bogrowa, kto wie, może cała historia Rosji potoczyłaby się zupełnie inną drogą”.

„Do której partii należał ten Bogrow”?

„Do partii, którą niektórzy kojarzą z antychrystem” – uśmiechnął się szeroko pułkownik NKWD specjalizujący się w historii kultów religijnych. – „W dodatku Bogrow był urodzonym terrorystą, czymś w rodzaju żywej, piekielnej machiny. I niektórzy o tym wiedzieli.”

„Jak to się stało?”

„Aby zrozumieć tę sprawę, trzeba wiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze, w tamtych niespokojnych czasach, w kręgach zgniłej inteligencji, morderstwo mężów stanu uważano za sprawę o takim samym męstwie i bohaterstwie, jak obecnie są wyczyny naszych ochotników – samobójców. A i wtedy i teraz prasa to przygotowuje. Po drugie, co jest bardzo typowe, przed zamachem na Stołypina, Bogrow próbował popełnić samobójstwo. On sam szukał śmierci, ale wolał śmierć z chwałą”.

„Ponadto służył jako informator w tajnej policji” – dodał Maksym.

„To całkiem naturalne” – zgodził się pułkownik. – „Ci schizofrenicy zawsze prowadzą podwójne życie. Problem świętych i grzeszników”.

„Nie da się stwierdzić, gdzie są święci, a gdzie grzesznicy” – zauważył Borys, na wzór Niedowierzającego Tomasza. – „Wczoraj byli świętymi, a dziś są grzesznikami”.

„Od grzesznika do świętego i odwrotnie, odległość jest znacznie mniejsza, niż myślisz” – powiedział głębokim głosem pułkownik. – „Czasami śpią nawet w tym samym łóżku. Czasami jest to ta sama osoba. Czasem nie jest łatwo ustalić, gdzie jest grzeszny święty a gdzie jest święty grzesznik”. – Wyprostował ramiona i przeciągnął się tak, że materiał jego kurtki zatrzeszczał. – „Swoją drogą, Maksymie Aleksandrowiczu, bardzo podobały mi się problemy, które nam postawiłeś na ostatnim spotkaniu. Jak słusznie powiedziałeś: «zwei seelen leben in meiner brust» (z niemieckiego: «w mojej piersi mieszkają dwie dusze»). A sam Goethe jest tego dobrym przykładem. Te dusze walczą. Czasami jedna dusza próbuje oszukać drugą. A co, jeśli spróbujemy pomóc tej zwiedzionej duszy? Wspaniały pomysł!” – Wesoły pułkownik zerwał się i zaczął chodzić po sali. – „W związku z tym, wspomniałeś, Maksymie Aleksandrowiczu, o roli religii w tej kwestii. Jeśli wszystko pójdzie po twojej myśli... Ale jesteś jedyną osobą, którą Stalin bierze pod uwagę. Generalnie, proszę wziąć pod uwagę, że od dzieciństwa strasznie lubiłem zapach kadzideł”.

Zgodnie z wytycznymi pakietu mobilizacyjnego, kadra naukowa instytutu profesora Rudniewa otrzymała nowe zadania. Część z nich, historycy-specjaliści, gorączkowo przeglądali jakieś tajne archiwa państwowe i grzebali w stosach zakazanych lub skonfiskowanych książek, z wydawnictw przedrewolucyjnych. Inni z nich, psychologowie-specjaliści, zaciągnęli do NKWD kilku zgrzybiałych starców i kobiet, których nazwiska wiązały się z archiwami, i przesłuchiwali, uderzając pistoletami w stół:

„Zrozum, teraz nie jest czas na bycie wobec ciebie altruistycznym. Więc…”

Śledczych w białych fartuchach interesowały rzeczy tak niezwykłe, że starzy mężczyźni i kobiety, na wpół umarli ze strachu, po przesłuchaniach tylko żegnali się, zastanawiając się, jak tajemniczy śledczy mogą czytać w ludzkich duszach. Członkowie zespołu profesora Rudniewa znali się na rzeczy. Jakimś cudem wiedzieli nawet o tych drobnych grzechach, do których starsi grzesznicy nie przyznali się na żadnej spowiedzi i mieli nadzieję, że zabiorą te tajemnice ze sobą do grobu. Ale przede wszystkim śledczych interesowały najróżniejsze szczegóły z życia zmarłych.

„Po co to wam?” – nieśmiało protestował grzesznik. – „W końcu ci ludzie umarli dawno temu”.

„To konieczne, aby ocalić Ojczyznę” – upierał się inkwizytor w białym fartuchu.

„Ale to było tylko kółko literackie…”

„Czy studiowali filozofię Bierdiajewa?”

„No cóż, po prostu nowy nurt w filozofii…”

„A co z antropozofią Steinera?”

„Tak, ale wtedy było to modne…”

„Czy studiowali okultyzm Bławatskiej?”

„Tak z nudów…”

„Czy uprawiali spirytyzm?”

„Ale to było tak, rozpieszczanie…”

„My wiemy lepiej, co to jest” – przerwał sucho śledczy. – „Podpisz zobowiązanie o nieujawnianiu tajemnicy wojskowej. I pamiętajcie, że kara jest tylko jedna – śmierć”.

Oczywiście, śledczy w białych fartuchach nie zamierzali brać udziału w seansach spirytystycznych i przywoływać duchy zmarłych. Ale byli bardzo zainteresowani żywymi dziećmi lub krewnymi tych zmarłych.

„A po rewolucji wszystkich tych ludzi wysłano za granicę” – dziwił się grzesznik. – „Razem z rodzinami. W związku ze sprawą «Błękitnej Gwiazdy».

„A co z dziećmi Marii Abramownej?” – przypomniał śledczy.

„Co wy mówicie, co mówicie, Maria Abramowna nie miała dzieci. Bardzo lubiła wszelkiego rodzaju rewolucje”.

„Czy jej siostra jeszcze żyje?”

„Tak, wiecie, spotkało ją takie nieszczęście. W podeszłym wieku nagle, niespodziewanie, została otruta. Mówią, że z powodu nieszczęśliwej miłości”.

„A co z jej dziećmi?”

„Wiera Aleksandrowna miała…”

„Przepraszam, czy to nie siostra Marii Abramownej?”

„Nie, przyrodnia siostra. Z drugiego małżeństwa. I tak córka, jej córka mieszkała w Berlinie, a adoptowany syn był gdzieś w…”

„Nie interesują nas dzieci adoptowane. Ale opowiedz mi więcej o córce. Czy ona jest zamężna?”

„Nie. Historia samobójstwa matki poruszyła ją tak bardzo, że…”

„Rozumiem. A co ona robiła w Berlinie? Po pierwsze, oto lista osób, które zostały wysłane za granicę. Jest tu kilkaset osób. Przyjrzyj się uważnie i powiedz, z którymi z nich utrzymywała kontakty. Zwłaszcza poprzez tajne stowarzyszenie «Błękitnej Gwiazdy». I inne podobne stowarzyszenia. Rozumiecie?”

Korzystając z wyników tych przesłuchań, agenci 13 Wydziału nie polegali na okultystycznym przekazywaniu myśli na odległość, według metody Bławatskiej, ale woleli korzystać z szyfrowanej komunikacji radiowej. W nocy szyfrowane wiadomości wysyłano do rezydentów sowieckiego wywiadu we wszystkich krajach Europy.

Wracając do domu po pracy, zamiast pić, Maksym z nudów studiował poezję. Ponadto czytał zawiłe wiersze francuskich symbolistów, najbardziej nieodpowiednie dla sytuacji militarnej i nie mniej pokręcone, dekadenckie dzieła rosyjskich dekadentów, którzy, niczym muchomory, zalewali literaturę rosyjską przed I wojną światową.

Kiedy na wszystkich frontach, od Morza Czarnego po Morze Białe, toczyły się krwawe walki tylnej straży z pędzącymi do przodu kolumnami czołgów i eskadrami powietrznymi Hitlera, generał Rudniew usiadł i ponownie przeczytał wiersz Błoka „Dwunastu”, w którym symbolistyczny poeta opisał oddział dwunastu zamordowanych czerwonogwardzistów podczas rewolucji.

Zakończenie tego wiersza było tajemnicą dla wszystkich – zarówno czerwonych, jak i białych: „W białej koronie róż – z przodu Jezus Chrystus”. Dla białych było to bluźnierstwem. Dla czerwonych – irytujący mistycyzm religijny.

„A więc jest dwunastu czerwonogwardzistów, a Chrystus jest trzynastym” – mruknął szef 13 Wydziału NKWD. – „Więc to nie jest Chrystus, ale antychryst. Znamy ich sztuczki – wywrócić wszystko na odwrót, jak 69”. Wydawnictwo Alkonost (Sirin i Alkonost to ptaki radości i smutku w mitologii słowiańskiej).

„Znamy także Sirina (Sirin to pseudonim autora „Lolity” Nabokowa). I gallijamby Katullusa. Jego „Wiersze dla Lesbii” są dobre. Ech, dla mnie to symboliści. Znamy wasze symbole”.

„Co to za dialektyka?” – zapytał Borys.

„Tak, Błok umarł w stanie cichego szaleństwa”.

„Maks, wszyscy u ciebie są szaleni. Z wyjątkiem ciebie samego”.

Generał nie zwracał na niego uwagi i dalej mamrotał wiersze Błoka:

Boję się mojej dwulicowej duszy…
Szukam ochrony u Chrystusa...
Ale spod maski obłudy
kłamliwe usta śmieją się...
Budzę wspomnienie o Dwulicowym…

A potem zaczął się czysty kabalizm:

„Dwulicowy... In daemone deus – Bóg jest w diable... Marksistowska jedność i walka przeciwieństw... Przecież Hitler i Stalin to jedno i to samo... I z tego powodu miliony ludzi niszczą się nawzajem... Dlaczego?.. In daemone deus… ”.

Zimą drzwi do pokoju Borysa się nie zamykały, nie było tam pieca, bo inaczej byłoby tam za zimno. Dlatego Borys musiał słuchać wszystkiego, co działo się w pokoju brata.

„Maks” – zapytał student – „jeśli jeszcze całkowicie nie zwariowałeś, to, mimo wszystko, wyjaśnij mi, czym jest diabeł”.

„Diabeł to rodzaj złożonego kompleksu psychobiologicznego, który niszczy duszę i ciało człowieka. I koncepcja filozoficzna”.

„Czyli w takim razie nie ma diabła jako takiego?!”

„Gdyby nie on” – generał uśmiechnął się gorzko – „nie byłoby ani Hitlera, ani Stalina. I nie byłoby tej cholernej wojny”.

Zmieniły się także gusta muzyczne Maksyma. Zamiast pieśni zbójniczej Chaliapina, z wieczora na wieczór siedział i ze spuszczoną głową, w zamyśleniu, słuchał tej samej płyty – uwertury Czajkowskiego „Rok 1812” – o inwazji Napoleona na Rosję.

Geniusz wielkiego kompozytora ucieleśniał w muzyce ciężki krok francuskich grenadierów zbliżających się do Moskwy. W ostatnią noc przed bitwą, nad śpiącym polem Borodino unoszą się poranne mgły. Fanfary trębaczy rozbrzmiewają i budzą żołnierzy do walki nie na życie, a na śmierć. Grzmią bębny nadciągających pułków Napoleona, a na spotkanie im ciężko huczą armaty rosyjskich redut.

Moskwa z białego kamienia, płonie, podpalana rękami Rosjan. Napoleon z rękami skrzyżowanymi na piersi stoi na murze Kremla i ponuro patrzy na pokonaną, ale nie poddaną stolicę.

Pewnego zimowego wieczoru, kiedy Niemcy byli już na obrzeżach Moskwy, Maksym ponownie siedział ze zbiorem zawiłych poetów-fuistów, pod obiecującym tytułem „Upłynnianie mózgu”. Ale nie czytał, z zamkniętymi oczami słuchał uwertury Czajkowskiego. Kiedy na polu Borodino zagrzmiały fanfary trębaczy, wzywając do bitwy, generał wstał gwałtownie i powiedział głośno, jakby rozmawiał z geniuszem kompozytora:

„Dobrze, Piotrze Iljiczu!” – Poprawił kurtkę, jakby szykował się do wyjścia na wędrówkę. – „Zobaczymy, co z tego wyniknie”.

„Co się stało?” – odpowiedział Borys ze swojego pokoju. Z rękami w kieszeniach bryczesów, generał bezpieczeństwa państwa, już trzeźwy, znów zaczął bredzić:

„Spróbujmy walczyć z diabłem krzyżem i mieczem. Po pierwsze – krzyż. I tylko, jeśli to nie pomoże, to miecz”.

„Czyli polityka ulega zasadniczym zmianom?” – powiedział młodszy swoim zwykłym drwiącym tonem.

„Tak” – odpowiedział z żalem starszy. – „Ta klątwa rasy ludzkiej jest o wiele bardziej złożona i poważna, niż wydaje się takiemu Niedowierzającemu Tomaszowi jak ty”.

„Więc nie udało ci się wypełnić zadania partii i rządu?”

„Tak. Ostatecznie problem diabła jest nierozwiązywalny. Ale można go zlokalizować. Lub skierować go w bardziej korzystnym kierunku”.

Tomasz Niewierzący współczuł:

„No cóż, generale, zamknij inkwizycję i zapisz się do monastyru”.

„Absolutna racja. Z biegiem czasu Ojcowie Kościoła doszli do takiego samego wniosku. Ale jeśli diabła nie da się wyeliminować, to zmuszę go do służby... Wyślę go na front!”

„Pamiętaj, aby nie zapomnieć podpisać z nim umowy. O przyjaźni i wzajemnej pomocy”.

„Tak, spróbujmy!” – zawołał generał bezpieczeństwa państwowego ZSRR. – „W końcu mam w swoich łagrach mnóstwo pierwszorzędnych wilkołaków. Nikt nie zgadnie, co oni sobą przedstawiają”.

„Nie zapomnij o swoich wiedźmach” – zaśmiał się Tomasz Niedowierzający.

„Tak, są tam i piękne, i mądre kobiety”. – Generał tak się rozmarzył, że w jego głosie można było nawet usłyszeć współczucie dla zaprzysiężonych wrogów. – „Dam im możliwość igrania ze śmiercią”.

„Nie zapomnij o czarownikach” – poradził Borys. – „Po co trzymać ich w zamknięciu? Niech cała ta kompania goblinów ruszy za Hitlerem. Być może, otrzymasz kolejny medal”.

Generał przeszedł już wewnętrznie na stronę grzeszników i niczym adwokat diabła próbował usprawiedliwiać swoich niedawnych wrogów:

„Przecież wielu z nich nie jest aż tak winnych. Przez całe życie zmuszeni byli skrywać się, maskować, zachowywać dwulicowo i łgać”.

„Więc będą doskonałymi szpiegami i dywersantami” – student dolał oliwy do ognia. – „Albo sabotażystami? A co z piątą kolumną?”

„Tak, zmuszę ich do obrony ojczyzny” – powiedział surowo generał. Zagryzł wargi i wymamrotał przez zęby: – „A przecież są ludźmi. W większości przypadków winni są ich prarodzice... Wszyscy jesteśmy winni. Zobaczmy więc”.

I maszyna 13 Wydziału NKWD zaczęła pracować na trzy zmiany. Bramy koncłagrów i specjalnych izolatek otwierały się bez skrzypienia, gdzie budowniczowie społeczeństwa bezklasowego trzymali element klasowo obcy: wiedźmy i czarowników, goblinów i wilkołaków, diabłów i diablice. W trudnej godzinie dla ojczyzny, generał Maksym Rudniew pognał sługi diabła do walki za Ojczyznę.

Pod dowództwem generała-czarnoksiężnika oddziały czarowników, które stały się doświadczone w dywersji, rzuciły się za linię frontu, aby wysadzać drogi, mosty i magazyny na tyłach niemieckich. Zimne i uwodzicielskie piękności, wiedźmy, stając się szpiegami, wpełzały, jak węże, do łóżek niemieckich oficerów i do tajemnic wojskowych Wehrmachtu. Tysiące, tysiące i tysiące wilkołaków, goblinów i innych złych duchów, pracując trucizną, nożami i dynamitem, niszczyły machinę wojenną Hitlera od tyłu. Niczym opętany, diabelski generał bezlitośnie popychał swoje hordy na spotkanie śmierci.

Oficjalnie niewiele wiadomo o tym, jak walczyły nieczyste siły profesora Rudniewa, ale najwyraźniej całkiem skutecznie, sądząc po orderach, które pojawiły się na jego piersi. Rok później, wracając z tajnej wyprawy inspekcyjnej z tyłów armii niemieckiej, gdzie diabelski generał sprawdzał działanie swojej nieczystej siły, został awansowany na generała armii broni specjalnych i otrzymał drugą Złotą Gwiazdę Bohatera Związku Radzieckiego. Sojusz z diabłem zaowocował.

„To właśnie ci doradziłem” – próbował zażartować Borys. Lecz w duszy nie miał nastroju na żarty.

Podczas gdy generał Rudniew osłabiał tyły niemieckie, profesor Rudniew rozpoczął pracę nad wzmocnieniem tyłów sowieckich. Wyposażeni w nadzwyczajne pełnomocnictwa, wysłannicy 13 Wydziału przeszukali wszystkie uniwersytety i instytucje naukowe Związku Radzieckiego, w poszukiwaniu odpowiednich mózgów do zespołu mózgowców profesora Rudniewa.

Cały świat zamarł ze zdziwienia, gdy po ćwierćwieczu niesamowitych prześladowań, Stalin nagle zniósł zakaz nałożony na Cerkiew Prawosławną. Wkrótce otwarto pierwsze seminarium duchowne, a niedaleko Moskwy – pierwszy monastyr. Najbardziej ze wszystkich, sam Stalin był zdumiony, gdy dowiedział się, że ludzie chętnie zawierają związki małżeńskie i chrzczą swoje dzieci w cerkwi. Ale nikt nie wiedział, że za tą, trudną dla dyktatora decyzją, stał jego czerwony kardynał, doktor socjologii Rudniew, który interesował się Bogiem jedynie jako antytezą diabła. I nikt nie wiedział, że skromny arcybiskup Pitirim, dla świata – generał-major bezpieczeństwa państwa, Pitirim Fiodorowicz Dobronrawow, jest prawą ręką naczelnika 13 Wydziału NKWD.

W ciemne partyzanckie noce, brodaci mężczyźni, ciesząc się, że można się teraz żegnać, zamaszyście czynili znak krzyża, a potem opowiadali młodym partyzantom przy ogniskach obozowych, że w najciemniejsze noce, kiedy błyskają błyskawice i grzmią grzmoty, kiedy obchodzi swoje święto nieczysta siła, wtedy sam diabeł leci z Moskwy na tyły partyzanckie w mundurze generała NKWD.

„Taki ryży. A oczy zielone. I blady jak martwy” – relacjonował brodacz. – „Jeśli przyciągniesz jego wzrok, nie żyjesz już na tym świecie”.

„Och, wujku, to straszne!” – krzyknęła młoda partyzantka.

„A ty, głupia, przeżegnaj się” – poradził brodacz.

Szeptano, że z ziemianki, w której diabelski generał wymierzał sprawiedliwość i karę, w nocy słychać było czasami dźwięki prymitywnej pieśni o zawiedzionej miłości, a kozi baryton śpiewał:

Za karę zadrży cały świat,
a s-a-a-am szata-a-an też będzie przerażony!..

A po nocnym niebie, od krańca do krańca, w dynamitowych błyskawicach i grzmotach, w blasku pożarów, szła śmierć. Trójkąty, kostki i romby zniknęły w Armii Czerwonej, a na ich miejscu pojawiły się stare carskie insygnia. Stalin wprowadził nowy oficerski kodeks honorowy, obejmujący całowanie sztandaru gwardyjskiego na klęczkach przed bitwą, a po bitwie – rozstrzeliwanie tchórzy przed oddziałem. Nie wszystkie zakony rycerskie mogły pochwalić się takim kodeksem honoru wojskowego, jak Gwardia Sowiecka.

Premier sojuszniczej Anglii, Winston Churchill, obchodził swoje siedemdziesiąte urodziny. Tego dnia w sowieckich gazetach ukazały się serdeczne życzenia od rządu sowieckiego wraz z prywatną fotografią jubilata: w wolnych chwilach od spraw rządowych, premier z cegłą i łopatą w ręku budował kamienną altanę w swoim ogrodzie. Podkreśliło to proletariacką solidarność z proletariackimi skłonnościami ówczesnego bohatera, który w ramach rekreacji lubił oddawać się rzemiosłu murarskiemu. Każdy, kto nie znajdzie tej fotografii w oficjalnych biografiach Churchilla, powinien zajrzeć do sowieckich gazet.

Podejmując decyzje, Hitler nie konsultował się z nikim. Tylko czasami, w przypadku szczególnie ważnych decyzji, naradzał się z jednym człowiekiem – swoim nadwornym astrologiem, Wilhelmem Kraftem. Dowiedziawszy się o tym, Churchill nakazał włączyć swojego własnego astrologa, kapitana Louisa de Wohl, w szeregi brytyjskiej armii, aby śledzić decyzje Hitlera, na podstawie położenia gwiazd. Ale 13 Wydział NKWD nie ufał ani Hitlerowi, ani Churchillowi i już od dawna miał specjalistę, który miał wiedzę i umiejętności, by monitorować działania obu stron.

Szperając w średniowiecznych księgach, pracownicy Instytutu Badawczego NKWD wyczytali, że święci ładnie pachną, a grzesznicy pachną brzydko. Czasami nawet pachną siarką, która, jak wiadomo, jest atrybutem przynależności do podziemia. Od czasu najnowszych osiągnięć nauki i technologii, agenci 13 Wydziału uważnie węszą zagranicznych dyplomatów.

Zespół mózgowców profesora Rudniewa interesowało także następujące pytanie: skąd w mózgu Hitlera wzięła się idea nazizmu, czyli idea rasy wyższej, narodu wybranego? Czy to nowy pomysł? A może Hitler po prostu go zapożyczył? I od kogo? I kogo ta idea uderzyła w pierwszej kolejności?

Takie proste pytanie! Ale spróbujcie na nie odpowiedzieć. Chociaż odpowiedź na to znajduje się już w Biblii. Ponadto odpowiedź ta jest w pełni zgodna z pierwszym prawem marksizmu – jednością i walką przeciwieństw.

Armia Radziecka posuwała się naprzód. Na rynkach miast wyzwolonych od Niemców, podobnie jak w średniowieczu, publicznie wieszano tych, którzy współpracowali ze skrzyżowaniem szatana z antychrystem pod postacią Hitlera. A dla uczniów nowych szkół suworowskich wprowadzono białe rękawiczki i, jak za dawnych dobrych czasów, uczyli się mazurka i poloneza.

Wszystkie te innowacje systemu socjalistycznego wyszły z mózgowego trustu, gdzie wszyscy pracownicy naukowi mieli mundury NKWD, wystające spod białych fartuchów. We wszystkich tych sprawach za Stalinem stał jego czerwony kardynał, doktor nauk społecznych, obskurant i obskurantysta { мракобес и обскурант }, Maksym Rudniew.

Ale im więcej orderów pojawiało się na piersi generała Rudniewa, tym bardziej stawał się milczący. Krążyły wokół niego mroczne legendy, że sam diabelski generał niejednokrotnie szukał śmierci w bitwie, ale nie mógł jej znaleźć; że ani kula, ani ogień, ani woda go nie dosięgną; że mając podpisany kontrakt z diabłem, nie może umrzeć, dopóki kontrakt nie wygaśnie.

I tylko Borys wiedział, że za tymi wszystkimi dziwnymi sprawami, niczym blady duch, kryła się anielska twarz zmarłej, pięknej żony, którą kiedyś przyprowadził do ich domu. Ta sama Olga, która rozgrzewając swoją rybią marsjańską krew, zawsze owijała się białą chustą z wełny angorskiej, tańczyła jak drewno i całowała, nie odrywając ust. Ta cicha Madonna, której miłość wyprowadziła Maksyma poza dobro i zło, poza życie i śmierć.

Patrząc na niezwykłą karierę Maksyma, Borys nie wiedział, co robić. Z przyzwyczajenia próbował się z niego naśmiewać, jak kiedyś w dzieciństwie, kiedy Maksym jadł lewą ręką lub demonstrował umiejętność poruszania uszami. Ale kiedy przypomniał sobie, co teraz robi Maksym, nie było mu do śmiechu. Czasami wydawało mu się, że może jego starszy brat naprawdę związał się z diabłem.

Dlatego w sprawach sił nieczystych młodszy brat, podobnie jak Tomasz Niedowierzający, zajmował oportunistyczne stanowisko. Śmiał się ze znaków i przesądów, a jednocześnie nie lubił czarnych kotów i na wszelkie możliwe sposoby unikał liczby trzynaście. Działania takie wydawały mu się wystarczającą ochroną przed nieczystymi siłami w naszym racjonalistycznym wieku.

W szczytowym okresie wojny Borys ukończył instytut przemysłowy, włożył dyplom inżyniera do szuflady biurka i natychmiast poszedł na front. Od Moskwy doszedł do Berlina. Po wojnie, zgodnie z nowymi powojennymi zadaniami i w ramach dyscypliny partyjnej, został powołany na stanowisko instruktora agitpropu, czyli Wydziału Agitacji i Propagandy Komitetu Centralnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii Bolszewików {ЦК ВКП(б)}.

Maksym ukończył wojnę jako trzykrotny Bohater Związku Radzieckiego i Marszałek Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR. Jednak w gazetach nie było o tym żadnej informacji. Im wyżej Maksym się wznosił, tym bardziej starał się pozostać w cieniu. Podczas swojego wojskowego sojuszu z diabłem najwyraźniej nauczył się kilku rzeczy od swojego sojusznika, który zawsze działa w ciemności, od tyłu i odwrotnie.

Tak więc, przez przypadek, starszy brat, zamiast nauczycielem historii, został marszałkiem bezpieczeństwa państwowego, który sam tworzy historię, a młodszy, zamiast inżynierem mechanikiem, został inżynierem ludzkich dusz.

Podczas wojny ich rodzice zmarli spokojnie – to jedyna rzecz, która połączyła braci, i rodzina Rudniewów się rozpadła. Maksym osiadł w starej i osobliwej rezydencji, która w pełni odpowiadała jego osobliwym działaniom. A Borys, gdy powrócił z frontu i został instruktorem agitpropu, też osiadł na swoim.

Niezależnie od niezwykłej kariery Maksyma, Borys nadal był wobec tego wszystkiego dosyć sceptyczny. Tym bardziej, że został instruktorem agitpropu, który musi ludziom udowadniać, że nie ma Boga ani diabła, tylko Lenin i Stalin. Dlatego Borys spotykał się z Maksymem dość rzadko i nikomu nawet nie powiedział, że jego starszy brat jest marszałkiem NKWD.

Mroczne czyny i dziwne zachowanie Maksyma budziły w nim jakąś niezrozumiałą wrogość. Maksym, pozostawiony sam sobie na całym szerokim świecie, odczuwał to i czuł się boleśnie dotknięty chłodną postawą swojego jedynego brata.

Wkrótce po wojnie nazwę NKWD przemianowano na Ministerstwo Spraw Wewnętrznych {МВД}. Instytut badawczy profesora Rudniewa przekształcił się w dużą instytucję, mieszczącą się w osobnym nowym budynku, nad brzegiem rzeki Moskwy. Na drzwiach tego budynku nie było jednak żadnego napisu, a wszyscy pracownicy naukowi tej instytucji, pod białymi fartuchami nadal nosili mundury NKWD-MWD. Teraz monitorowali działania diabła na całym świecie. Tego samego diabła, księcia tego świata, na którego niegdyś bezskutecznie polowała średniowieczna inkwizycja, a którego profesor Rudniew oddał na służbę rządu sowieckiego.

Za zasługi specjalne w czasie wojny, marszałek bezpieczeństwa państwowego, Maksym Rudniew, został mianowany pierwszym wiceministrem spraw wewnętrznych ZSRR. Teraz, leworęczny Maksym mógł zniszczyć wszystkich jednym pociągnięciem pióra. W ten sposób spełniło się jego marzenie z dzieciństwa, gdy prosił Boga, aby uczynił go dużym i silnym.


Następny rozdział
Powrót do spisu treści