Kiedy kłamie, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa.
Jana 8:44
Kiedy Maksym dopiero zaczynał karierę w NKWD, często przechwalał się, że współpracuje ze słynną funkcjonariuszką bezpieczeństwa, Zinaidą Genrichowną Orbeli. Zasłynęła tym, że będąc ze starej rodziny szlacheckiej, księżniczką lub półksiężniczką, w wieku 17 lat uciekła z Instytutu Smolnego dla Szlachetnych Dziewic i poszła do pracy w CzeKa, gdzie osobiście przeprowadzała egzekucje. Do tego stopnia, że śpiewali o niej piosenkę:
Ech, jabłuszko, dokąd się toczysz? Jeśli w łapy Zinki wpadniesz, nie powrócisz!
W pewnym okresie była naczelnikiem prowincjonalnej Czeka i w akcie przejawu świadomości klasowej rozstrzelała nawet własnych rodziców. I własną ręką. Potem jej okrucieństwo okazało się zbyt duże nawet dla CzeKa, a ona sama omal nie została rozstrzelana. Ale sam Trocki stanął w jej obronie i, powołując się na jedność proletariacką, sprawa ta została jakoś wyciszona.
Słysząc wiele o jej wyczynach, Borys był bardzo zaskoczony, gdy po raz pierwszy spotkał Zinaidę Genrichowną. Była bardzo miłą młodą kobietą o pięknej twarzy i inteligentnych oczach, wysoka i szczupła, o szybkich i pewnych ruchach, smukłych dłoniach oraz energicznym, sprężystym chodzie. Można było nawet odnieść wrażenie, że rzeczywiście przypomina księżniczkę z Instytutu Szlachetnych Dziewic. Ale ta dziewczyna miała na sobie mundur wojskowy, a na jej malinowych naszywkach groźnie pobłyskiwały ostre romby – generał NKWD.
Potem Borys często spotykał ją w nowym mieszkaniu Maksyma. Ostrożnie pomagała Oldze w pracach domowych lub wzruszająco opiekowała się dzieckiem. Czasami Olga woziła dziecko w wózku po Parku Pietrowskim, a Zinaida Genrichowna spacerowała obok i niosła butelkę mleka. Czasami chodził z nimi brat Zinaidy Genrichowny, ekscentryczna istota, którą wszyscy nazywali bohaterem Pieriekopu.
Mówiono, że w czasie wojny domowej był dowódcą dywizji lub korpusu kawalerii i słynął z niesamowitej odwagi. Ale podczas zdobywania Pieriekopu doznał kontuzji głowy i uszkodzenia mózgu. Od tego czasu utrzymywał się ze specjalnej emerytury Rady Komisarzy Ludowych i zachowywał się dziwnie. Każdy inny już dawno zostałby uwięziony za takie sztuczki, ale jemu, jako bohaterowi Pieriekopu uchodziło to bezkarnie.
Za szczególne zasługi dla władzy sowieckiej otrzymał całą rezydencję, w której mieszkał samotnie w dwudziestu pięciu pokojach. To prawda, że w jednym z pokoi trzymał swojego starego bojowego przyjaciela – białą klacz. Ponadto zmusił wszystkich, aby zwracali się do niego nie po imieniu i patronimii, ale nazywali go bohaterem Pieriekopu, mówiąc, że taki jest jego tytuł, nadany mu przez władze sowieckie. Po prostu nie reagował na inne imię.
Gdy bohater Pieriekopu szedł ulicą, zawsze towarzyszyło mu stado ciekawskich chłopców, czekających, aż wymyśli jakąś nową sztuczkę. Kiedyś Borys też to zrobił. A dorośli wręcz przeciwnie, nie lubili bohatera Pieriekopu i starali się go nie zauważać.
Jeśli Zinaida Genrichowna wyglądała bardzo pięknie, to, z drugiej strony, jej brat był wyjątkowo brzydki. Była to wierna kopia staruszka Machno, ukazanego w filmie „Czerwone Diabły”. Był wzrostu krasnoluda i dlatego zawsze nosił specjalne, robione na zamówienie buty na wysokich, prawie kobiecych, obcasach i lakierowanych czółenkach. Po ranach frontowych jedna z jego nóg była krótsza od drugiej i nie zginała się. Dlatego był widocznie skręcony i mocno utykał. Jego twarz była blada i bezkrwawa, jak twarz zmarłego. A na tej białej twarzy czarne i kłujące jak paznokcie oczy. Głowę bohatera Pieriekopu zdobił wysoki czubek włosów, czarny jak sadza i sztywny jak drut, który opadał mu na ramiona, niczym lwia grzywa. Niektórzy twierdzili, że po wstrząśnieniu mózgu, najlżejsze dotknięcie nie tylko czaszki, ale nawet włosów, powoduje rozdzierający ból głowy. Dlatego nie strzyże włosów, i nawet zimą chodzi bez czapki. Inni twierdzili, że wręcz przeciwnie, bohater Pieriekopu całe dnie spędza w salonie fryzjerskim, a jego niezwykłe włosy są zawsze starannie czesane, polerowane i perfumowane, i nawet ma sześciomiesięczną ondulację – trwałą. Dlatego niektórzy uważali, że celowo zapuścił taką grzywę, aby wyglądać na wyższego.
Bohater Pieriekopu wymyślił między innymi także swój własny fantastyczny mundur wojskowy: jaskrawoczerwone kawaleryjskie bryczesy ze skórzanym środkiem i jasnoniebieską bluzę z kaukaskim intarsjowanym pasem wykonanym z poczerniałego srebra i skrzyżowanymi paskami na piersi. Po jego lewej stronie wisiał krzywy kaukaski kindżał {латка} w srebrnej pochwie, a po prawej ogromny mauser w drewnianej kaburze i ze złotą płytką – Honorowa Złota Broń Rewolucyjnej Rady Wojskowej.
Ogólnie rzecz biorąc, kiedy bohater Pieriekopu szedł ulicą, strach było na niego patrzeć. Ale po kilkukrotnym strzelaniu z mausera do wróbli i gonieniu chłopców z dobytą szablą, powoli został rozbrojony. Zabrano mu mausera, pozostała jedynie pusta kabura ze złotą płytką. A szabla była przynitowana tak, że nie można było jej wyjąć z pochwy.
Kiedy zdechła stara przyjaciółka bohatera, biała klacz, urządził jej pogrzeb z wojskową orkiestrą dętą, pochował ją w swoim ogrodzie i wzniósł marmurowy pomnik, na którym złożono wieńce laurowe i opuszczono flagi do połowy masztu. Przywiózł ten pomnik z jakiegoś cmentarza pod Moskwą, z grobu jakiegoś carskiego generała.
Potem, zamiast białej klaczy, bohater Pieriekopu kupił sobie ogromny motocykl, odkręcił tłumiki i jeździł nim z takim hałasem i rykiem, że okoliczne starsze kobiety tylko się żegnały: „O Panie, znowu ten czo-o-ort jedzie na swoim trandulecie!” Nie było potrzeby odbierać mu motocykla, gdyż wkrótce rozbił się on na placek, razem z motocyklem.
Okoliczne starsze kobiety miały nadzieję, że bohater Pieriekopu w końcu umrze. Ale przeżył. Zinaida Genrichowna wychodziła i opiekowała się swoim znamienitym bratem jak małym dzieckiem i karmiła go łyżeczką, dopóki nie stanął na nogi. A gdy tylko wstał, znów zaczął zachowywać się dziwniej niż wcześniej.
Kiedy rozpoczęła się Wielka Czystka, bohater Pieriekopu zaczął wychodzić z mody. Najpierw odebrano mu dom. Następnie przeniósł się do pobliskiego hotelu i przywiózł ze sobą tylko dwie rzeczy: ogromny fortepian koncertowy, na którym nie umiał grać, oraz swój własny portret, rozmiarem na całą ścianę, jadącego na białej klaczy i trzymającego obnażoną szablę. Cały dzień przesiadywał przy fortepianie, brzdąkał dwoma palcami coś, czego nikt nie rozumiał i podziwiał swój portret.
Potem bohater Pieriekopu nagle zniknął. Krążyły pogłoski, że za portret trafił do więzienia. Nie można powiesić tak dużego portretu w kraju, w którym jest większy człowiek. Uznano to za obrazę Stalina. Wraz z bohaterem Pieriekopu zniknęła także jego siostra, Zinaida Genrichowna. Powiedziano, że zajmowała się sabotażem w NKWD: nie strzelała do tych, do których było trzeba, ale wręcz przeciwnie, to znaczy na polecenie centrum terrorystycznego trockistowsko-zinowiewskiego.
„Maks” – powiedział Borys – „dlaczego bohater Pieriekopu został uwięziony?”
„Za sprawę” – mruknął komisarz bezpieczeństwa państwa.
„Więc sam nie wiesz” – stwierdził młodszy.
„Ja nie wiem?!” – wzburzył się – „Cóż, to ja go uwięziłem”.
„A za co?” – dopytywał młodszy.
I tu Maksym opowiedział naprawdę niezwykłą historię. Okazało się, że bohater Pieriekopu wcale nie był bohaterem i nawet nigdy nie widział Pieriekopu. Tak naprawdę, był kiedyś fryzjerem i aktorem amatorem i uwielbiał występować na scenie w bohaterskich rolach. A potem podał się za bohatera Pieriekopu.
„No cóż, to znaczy, że jest dobrym artystą” – stwierdził student. – „A wasz rząd sowiecki jest głupawy, skoro tak łatwo go oszukać”.
„To nie jest takie proste” – stwierdził komisarz.
Okazuje się, że dawno temu bohater Pieriekopu istniał naprawdę. Ale był to zupełnie inny człowiek. I człowiek o naprawdę szalonej odwadze. Taka odwaga, że nawet po zakończeniu wojny domowej, bohater nadal walczył i rozbijał wszystko na prawo i lewo, aż trafił do CzeKa. Tam okazało się, że należał kiedyś do maksymalistycznej partii anarchistycznej, która miała swoją siedzibę w Szwajcarii. Następnie w czasie rewolucji przyłączył się do bolszewików.
Podczas rewolucji krążyły legendy o tym bohaterze. Miał cukrzycę i dlatego musiał stale wstrzykiwać sobie leki. Ale mimo tej poważnej choroby, był tak oddany rewolucji, że nie wstając z siodła, wyjął z kieszeni strzykawkę, wstrzyknął sobie przez spodnie i poprowadził swoje dywizje prosto na karabiny maszynowe Białej Gwardii.
CzeKa dowiedziała się, że jest po prostu narkomanem i wstrzyknął sobie przez spodnie nie byle co, tylko morfinę. A szaloną odwagę bohatera tłumaczono faktem, że był po prostu na wpół szalony, i już kilkakrotnie próbował popełnić samobójstwo. Szukał więc śmierci w bitwie. Kiedy go rozstrzeliwano, uśmiechnął się radośnie i zaśpiewał marsz anarchistyczny:
Kurczak sma-ażony,
Kurczak pie-eczony,
Kurczak też chce żyć!
Złapa-ali go, aresztowa-ali,
Nie da-ali mu długo żyć!
To było na południu Rosji. Kilka lat później Zinaida Genrichowna odnalazła akta rozstrzelanego bohatera Pieriekopu w Centralnym Archiwum CzeKa w Moskwie – i zauważyła, że jest on bardzo podobny do jej brata. Do tego stopnia, że również jest kulawy. I wtedy przyszedł jej do głowy pewien pomysł. Wszyscy funkcjonariusze bezpieczeństwa, którzy byli zaangażowani w sprawę bohatera Pieriekopu, już w tym czasie nie żyli. Oznacza to, że nie ma żadnych świadków. Poza tym sprawa ta była ściśle tajna i nigdzie nie odnotowano egzekucji bohatera. Ale wiele napisano o jego wyczynach we wszystkich gazetach.
Zinaida Genrichowna skonsultowała się ze swoim bratem i bardzo spodobał mu się ten pomysł. W archiwach CzeKa przechowywano wszystkie dokumenty i rewolucyjne insygnia straconego bohatera. Zinaida Genrichowna przekazała to wszystko swojemu bratu i zniszczyła resztę akt. Na podstawie fotografii zmarłego bohatera, brat odpowiednio zmienił swój wygląd: zapuścił dzikie włosy, jakie nosił bohater, i zamówił sobie taki sam malowniczy mundur wojskowy, jaki miał bohater. W tym niespokojnym okresie porewolucyjnym było wielu różnych ekscentryków i nikt nie był niczym zaskoczony. W ten sposób aktor-amator, marzący o bohaterskich rolach, stał się prawdziwym bohaterem Pieriekopu.
„Co teraz zrobiliście z tym bohaterem?” – zapytał Borys.
„Postawiłem przed nim wszystkie dowody i powiedziałem: – „No, przyznaj się!”
„A on mówi”: – „Nie, żyłem jak bohater – i umrę jak bohater!”
Mówię: „Dość grania. Ty, głupcze, nie jesteś na scenie, ale w NKWD. Zapędzę cię na Syberię”. A on swoje: „Wolałbym pojechać na Syberię. Ale wszyscy będą wiedzieć, że jestem bohaterem Pieriekopu. Cierpi za prawdę!” – Komisarz Bezpieczeństwa Państwa bezradnie rozłożył ręce: – „I gadaj z nim. Ten idiota tak przyzwyczaił się do swojej roli, że już sam nie rozumie, gdzie jest prawda, a gdzie fantazja. A przecież w rzeczywistości jest to całkowicie nieszkodliwe stworzenie. On po prostu wygląda strasznie. A naprawdę jest żałosnym tchórzem. Lecz dla maski bohatera jest gotów choćby na Sybir. A wszystko to wina tej przeklętej Zinki. Wygląda jak anioł, a w rzeczywistości jest szatanem w spódnicy”.
„Jak rozwiązano tę sprawę?” – zapytał Borys.
„Mam nową metodę. Nie przechodzę od zbrodni do zbrodni, wręcz odwrotnie – od kryminalisty do zbrodni”.
„Jak to?”
„Bardzo prosto. Biorę człowieka. Daję mu kartkę papieru i mówię: – „No cóż, pisz – przyznaję się!”
„Świetnie” – stwierdził student. – „W ten sposób napiszę, że ukradłem jabłka sąsiadom”.
„Głupiec” – stwierdził doktor nauk społecznych. – „To jest metoda naukowa. Biorę, nie tylko po prostu ludzi, ale ludzi, o których wiem, że kryją się za nimi jakieś przestępstwa. Tylko nie wiem, jakie dokładnie. To właśnie takiemu typowi mówię: „No, przyznaj się!”
„A jeśli nic nie zrobił?”
„Jeśli nie zrobił tego teraz, zrobi to później”.
„No cóż, co za metoda” – powiedział student.
„Tak, właśnie tą metodą” – powiedział komisarz bezpieczeństwa państwa – „rozwiązałem sprawę bohatera Pieriekopu. Wiedziałem, że za Zinką kryje się wiele zbrodni. Poszperałem i znalazłem”.
„Więc dlatego została uwięziona?”
„Nie, to tylko plewy... Kryje się za nią dużo gorszych rzeczy..”.
„Co jeszcze?”
„To tajemnica służbowa” – stwierdził sucho komisarz.
Za Maksymem na półce leżało duże, płaskie pudełko, a w nim zbiór kilku odznak z numerowanymi tabliczkami. Na jednej z odznak widniał mały złoty emblemat – czaszka i skrzyżowane kości. Podobnie jak na pirackiej fladze. Odznaki na pewno nie są pionierskie.
Obok znajduje się plamista brązowa skorupa, wielkości połowy orzecha włoskiego. Muszla oprawiona w cienki drut platynowy, w formie zawieszki lub wisiorka. Dołączona jest do niej tabliczka wypełniona kaligraficznym pismem pisarza wojskowego NKWD:
„Sprawa «Błękitnej Gwiazdy». Dowód nr 127-D. Skonfiskowane podczas przeszukania obywatelki Zinaidy Genrichowny Orbeli.”
„Maks, co to za zabawka?” – zapytał Borys.
„To żuk” – odpowiedział komisarz.
„Co to za żuk, jeśli to skorupa?”
„To jest ich sekretny żargon. Ta skorupa zastępuje skarabeusza, który obrazował żuka gnojarza”.
„A po czorta tobie ten żuk?”
Komisarz czarnoksiężników skrzywił się, jakby był zmęczony wyjaśnianiem najwyższej mądrości wszelkiego rodzaju głąbom. Potem zaczął mamrotać, że w starożytnym Egipcie istniały specjalne tajne sekty, w których żuk gnojarz z kulką służył jako symbol przesilenia i cyklu życia. Aby się rozpoznać, członkowie tych sekt używali skarabeuszy jako tajnych symboli.
Ale główną tajemnicą było to, że w tamtym czasie te tajne sekty przypominały starożytnych egipskich wrogów ludu. Dlatego ukrywali się w opuszczonych piramidach tacy, na których polowało starożytne egipskie NKWD. Kiedy ich złapano, zgodnie z ówczesną technologią, kamienowano ich na śmierć. Później podobne tajne sekty istniały w Europie, i jako symboli używały muszli, powierzchownie przypominających żuka. Później muszle te stały się symbolem tylko dla tych kobiet, które oddawały się wszelkiego rodzaju kultom dianickim.
„Dobrze” – powiedział Borys. – „Więc jaki jest sekret?”
„Odwróć tę skorupę na grzbiet” – mruknął komisarz bezpieczeństwa państwa – „Widzisz, co mi to przypomina? Kobiecy narząd…”
„Tak, na to wygląda” – zgodził się Borys – „Cóż, symbolika!”
Tajemnicza muszla przedstawiała kobiecy symbol, który zwykle jest malowany na ścianach publicznych toalet.
Pewnego razu Borys znalazł w pokoju Maksyma książkę niejakiego George’a Sinclaira, pod tytułem „Niewidzialny świat szatana”, która ukazała się w Edynburgu w 1875 roku. Na marginesach widniały notatki z wzmiankami o bohaterze Pieriekopu i jego siostrze, generał NKWD Zinaidzie Genrichownej, w związku z jakąś sprawą «Błękitnej Gwiazdy». A w tej książce opisano co następuje:
„...Thomas Ware, obłudny purytanin, a nawet przywódca surowej wspólnoty prezbiteriańskiej, uważany w Edynburgu za niemal świętego, przez cały ten czas w tajemnicy wiódł życie pełne obrzydliwej rozpusty i był pogrążony w najbardziej nikczemne i nienaturalne zbrodnie. W 1670 roku, gdy miał siedemdziesiąt lat, ogarnęły go straszliwe ataki wyrzutów sumienia i rozpaczy, wyrzuty sumienia doprowadziły go na skraj szaleństwa, a jego mękę można było złagodzić jedynie poprzez całkowitą, szczerą i publiczną skruchę za jego okrucieństwa.
Przez kilka miesięcy jego gmina, chcąc uniknąć skandalu i wstydu, próbowała zatuszować całą sprawę, lecz jego spowiednik wyjawił tajemnicę burmistrzowi miasta i nakazał wszczęcie śledztwa. Nieszczęsny starzec upierał się, że „strach Pański, który ciąży na jego duszy, zmusił go do przyznania się do winy i złożenia zeznań”. Thomas Ware został aresztowany wraz ze swoją ułomną siostrą, Jean, która była zamieszana w jego obrzydliwe czyny.
Borys pamiętał, jak bohater Pieriekopu uroczyście przechadzał się ulicami w czerwonych bryczesach, z zakrzywioną szablą i ogromnym mauserem – złotą bronią Rewolucyjnej Rady Wojskowej. A potem w książce napisano:
„...Przez cały czas pobytu Tomasza Ware w lochu, boleśnie odczuwał ciężki gniew Boży, który wpędził go w rozpacz, i kilku odwiedzającym go spowiednikom wyznał: „Wiem, że jestem skazany na wieczne potępienie i mój wyrok został już podpisany przez niebo... Dlatego znajduję w duszy tylko ciemność, ciemność, popiół i to mnie pali jak na dnie piekła. Takie nagłe wzburzenie uczuć, nienawiść do niegodziwych czynów, połączona z całkowitą niemożnością wyrzeczenia się ich, jest całkowicie zrozumiała u mężczyzny siedemdziesięcioletniego, którego ciało zostało zniszczone latami ekscesów, a umysł osłabł od ciężkiego wysiłku związanego z koniecznością ustawicznego odgrywania sztucznej i trudnej roli”.
Borys pamiętał, jak poznał Zinaidę Genrichowną w mieszkaniu Maksyma, jak wzruszająco pomagała Oldze w pracach domowych. Albo, jak spacerowali z dzieckiem po Parku Pietrowskim. A obok kulawy bohater Pieriekopu krzyczał i ostrożnie niósł butelkę mleka.
A w „Niewidzialnym świecie szatana” doniesiono:
„Siostra Thomasa Ware’a desperacko oskarżała swojego brata o czary. Chociaż od dawna cieszył się złą sławą, a ludzie opowiadali niezwykłe historie o jego praktykowaniu magii i zaklęć, czary nie były głównym zarzutem postawionym mu przed oficjalnym sądem. Uznano go za winnego cudzołóstwa, rozpusty, kazirodztwa i sodomii i na tej podstawie skazano go na uduszenie pętlą, a następnie spalenie na stosie pomiędzy Edynburgiem a Leith w poniedziałek 11 kwietnia 1670 r., a jego ciało obrócono w popiół. Jego szalona święta {юродивая } siostra, Jean Ware, została skazana za kazirodztwo i czary i powieszona na rynku w Edynburgu 12 kwietnia”.
Kiedy Borys zapytał, co to ma wspólnego z bohaterem Pieriekopu i Zinaidą Genrichowną, Maksym odpowiedział wymijająco:
„Psychoanaliza porównawcza. Sędziowie Inkwizycji rozumieli te kwestie lepiej niż sędziowie naszych czasów”.
Chociaż bohater Pieriekopu był wyjątkowo brzydki, kiedyś Zinaida Genrichowna często powtarzała, że, co dziwne, cieszył się ogromnym powodzeniem u kobiet. A po mieście krążyły też pogłoski, że bohater Pieriekopu był strasznym łamaczem serc i zawsze miał jakieś romantyczne historie. W końcu, mówią, że niektóre kobiety szczególnie kochają brzydkich mężczyzn. Tak więc, księżna Alby kochała artystę Goyę za jego brzydotę, aby w ten sposób podkreślić własne piękno.
Pamiętając tajemnicze samobójstwo Olgi, Borys czasami myślał, że może po prostu miała romans z bohaterem Pieriekopu. A kiedy Maksym się o tym dowiedział, to... Dlatego unika mówienia na ten temat i wymyśla wszelkiego rodzaju średniowieczne psychoanalizy.
Przecież, chociaż piękna Olga wyglądała jak Madonna, była też w jakiś sposób dziwna. Nie bez powodu doszło już do dwóch samobójstw z jej powodu.
Podczas gdy naczelnik 13 Wydziału NKWD był na służbie, Borys przeprowadził małą rewizję w jego pokoju. Mając nadzieję, że nikt się nie połapie w jego diabelstwach, Maksym nie ukrywał już swoich papierów, ale ukrywał się za wszelkiego rodzaju, dosłownie, szyframi.
Pod pudłem, w którym trzymał dziwne odznaki z symbolami śmierci, Borys znalazł teczkę z nazwiskiem Zinaidy Genrichownej Orbeli. Zamiast zwykłego kwestionariusza, dotyczącego pochodzenia społecznego, na górze znajdował się diagram drzewa genealogicznego Orbeli. Z boku były notatki naniesione ołówkiem: „Jeden dziadek był alkoholikiem i powiesił się, a babcia poszła do klasztoru. Jej drugi dziadek był znanym psychiatrą, a babcia była nihilistką.
Dziadek psychiatra i babcia nihilistka zorganizowali w Moskwie jakieś stowarzyszenie religijno-filozoficzne «Błękitna Gwiazda». Ale to stowarzyszenie, choć czysto humanistyczne i liberalne, z jakiegoś powodu było tajne. Dlatego niektórzy nazywali ich humanistami, a inni satanistami. To właśnie ten dziadek był właścicielem kolekcji tajemniczych odznak z symbolami śmierci.
Później, w tym bardzo tajnym stowarzyszeniu humanistów-satanistów, znakomity książę Orbeli poznał swoją przyszłą żonę, która była córką psychiatry i nihilistki. Jeśli tata Orbeli był prawdziwym księciem, to mama została zaszyfrowana pod dziwnym oznaczeniem – marsjanka.
Tak więc była bohaterka rewolucji i słynna funkcjonariuszka bezpieczeństwa, Zinaida Genrichowna, była w połowie księżniczką, a w połowie marsjanką. A na boku notatka ołówkiem: „Półrasa {«półkrwi» – «half-breed»}, skrzyżowanie szatana i antychrysta. Typowe zjawisko.”
Najwyraźniej Maksym czytał powieści science fiction o marsjanach, którzy chcą przejąć władzę na Ziemi, i przekazał tych marsjan jako szyfr dla 13 Wydziału. Cóż, dodał także biblijną postać, w osobie antychrysta. Ale czym jest ten koktajl szatana i antychrysta?
A z boku formalny dopisek: „Mamy ten proces w rodzinach Lenina i najwyraźniej Hitlera i Himmlera. A w rodzinie Stalina proces ten przebiega w odwrotnym kierunku.”
W towarzystwie religijno-filozoficznym «Błękitna Gwiazda» studiowali filozofię Sołowjowa i Bierdiajewa, których nazywano poszukiwaczami Boga. A obok leżało zaświadczenie od specjalistów 13 Wydziału. Poszukiwacz Boga Sołowjow skarżył się, że kusiły go biesy i w związku z tymi biesami, leczono go terpentyną. Zmarł w wyniku zatrucia własnej roboty lizakami terpentynowymi.
Na marginesie podsumowania doktora Rudniewa: – „Ten poszukiwacz Boga nie powinien był połykać terpentyny, lecz posmarować sobie tyłek terpentyną”.
A o filozofie Bierdiajewie, którego niektórzy uważają za największego rosyjskiego filozofa XX wieku, specjaliści z 13 Wydziału przekazali następujące informacje. Zaczął od marksizmu, za co został zesłany. Potem popadł w poszukiwanie Boga. Za te poszukiwania Boga, w 1915 roku został postawiony przed jurysdykcją Świętego Synodu, który skazał go na wieczne zesłanie na Syberię, co jest zjawiskiem zupełnie wyjątkowym w historii Rosji. Rewolucja lutowa uratowała go z Syberii. Ale wkrótce rząd Kiereńskiego wsadził tego filozofa za kratki. Z tych krat lutowych został uwolniony przez rewolucję październikową. Wkrótce jednak bolszewicy postanowili pozbyć się niespokojnego poszukiwacza Boga i w 1922 roku wysłali go wraz z grupą braci za granicę.
Podsumowanie filozofii Bierdiajewa. Rozumowanie o człowieku-bogu i bogu-człowieku. Filozofia dobrego zła i złego dobra: „Czasami dobrze jest podążać drogą zła, gdyż prowadzi ona do najwyższego dobra”. Głoszenie „wspólnoty z Antychrystem, królestwem księcia tego świata”. Metafizyka tragicznej wolności, która jest „zakorzeniona w Nicości”. „Diabeł” i „Antychryst” pisał wielką literą. Był egzystencjalistą, to jest potwierdzał istnienie szatana. Lizał zad antychrysta. Chwalił tajne stowarzyszenia, takie jak «Błękitna Gwiazda». Jest twórcą schizmy w Cerkwi Prawosławnej za granicą. Spójrz na sprawę: Akademia Duchowa św. Bierdiajewa.
Na marginesie konkluzja doktora filozofii Rudniewa:
„Filozofia Bierdiajewa jest typową filozofią 69, taką jak jego dobre zło i złe dobro. Święty Synod miał rację, skazując go na wieczne zesłanie na Syberię”.
Następnie pojawiła się lista członków tajnego stowarzyszenia «Błękitna Gwiazda», napisana na staromodnej maszynie do pisania. Lista ta została sporządzona przez CzeKa w 1918 roku. Obok jest protokół przesłuchania jednego z członków tego stowarzyszenia religijno-filozoficznego. Oprócz filozofii Sołowjowa i Bierdiajewa interesowali się antropozofią Steinera, teozofią okultystyczną Madame Bławatskiej, poszukiwaniem szczęścia według metody Gurdżijewa, kultem joginów i wszelkim mistycyzmem.
A w dziedzinie religii, w poszukiwaniu nowego boga, ci poszukiwacze bogów eksperymentowali z czymś, co kiedyś nazywano czarną mszą. Postawili coś w rodzaju ołtarza. Lecz zamiast krucyfiksu rozpinali na ołtarzu nagą kobietę, zawsze dziewicę, która symbolizowała Dziewicę Maryję. Następnie poszukiwacze Boga stawali w kolejce i całowali modernistyczny krucyfiks – namiętnie całowali i lizali nagą dziewczynę w święte świętych.
Z boku, fioletowym, wyblakłym tuszem, widnieje notatka sporządzona ręką czekisty, który w 1918 roku spisywał to przesłuchanie. Z brutalną szczerością barbarzyńcy pisał: „Przecież to jest tylko banda jakichś degeneratów. To nie są filozofowie, a pi…-lizy…”.
Poszukiwacze Boga na swój sposób unowocześnili także sakrament komunii. Chrześcijanie przyjmowali komunię z mis ze Świętymi Darami wypełnionymi winem i prosforą, które symbolizowały Krew i Ciało Zbawiciela. A modernistyczni poszukiwacze Boga, zgodnie z zasadami czarnej mszy, napełniali te kubki moczem i ekskrementami, ustawiali się w kolejce i je spożywali.
Obok, wyblakłym fioletowym atramentem, widnieje adnotacja barbarzyńcy – czekisty: „Przecież to tylko g...jady. To jest diabelsko zgniła inteligencja. I do tego chowają się za jakimiś filozofiami.”
Poniżej późniejsza, bardziej kulturalna notatka specjalisty z 13 Wydziału NKWD: „Cunnilingus. Urynofilia. Koprofilia. Imitacja czarnej mszy średniowiecza (patrz załącznik nr 8).”
Oto także Załącznik nr 8: kserokopia jakiegoś protokołu średniowiecznej Inkwizycji z opisem czarnej mszy, podczas której sataniści XVI wieku palą czarne świece i czynią to samo, co poszukiwacze Boga XX wieku.
Na liście tajnego stowarzyszenia «Błękitnej Gwiazdy» nazwiska księcia Orbeli i jego żony zostały zaznaczone krzyżykiem. A obok, czerwonym atramentem, gładkim i pięknym pismem napisano: „Rozstrzelać”. A poniżej, tym samym pięknym pismem, napis: „Przewodniczący Gub-CzeKa – Zinaida Orbeli”.
W tym samym czasie studentka Instytutu Szlachetnych Dziewic zaleciła władzom wyższym, aby wszystkich pozostałych poszukiwaczy Boga postawili rakiem { głowa niżej niż tyłek } i rozstrzelali. Lecz wtedy sam Trocki stanął w ich obronie. Popierali go Ludowy Komisarz ds. Edukacji, Łunaczarski, który w swoim czasie również interesował się poszukiwaniem Boga, oraz przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych, Boncz-Brujewicz, który przed rewolucją zajmował się poszukiwaniem Boga wraz z Lwem Tołstojem, a po rewolucji został doradcą samego Lenina.
Następnie otrzymano zaświadczenie od specjalistów 13 Wydziału NKWD. Kiedy młody rewolucjonista Trocki przebywał w więzieniu żandarmerii w Odessie, wykorzystywał ten czas na samokształcenie i czytał wiele książek, które otrzymywał według spisu. Później z archiwów żandarmerii carskiej spisy tych ksiąg, pisane ręką Trockiego, trafiły w ręce 13 Wydziału NKWD. I to wszystko nie były dzieła Karola Marksa, z których Trocki tylko kpił, i nie książki o historii komunizmu, ale książki o teorii i praktyce tych bardzo ezoterycznych tajnych stowarzyszeń, które niektórzy nazywają humanistami, a inni satanistami. Trocki dokładnie przestudiował te książki i aby nie zapomnieć, sporządził nawet obszerne streszczenie, liczące tysiąc stron. Zagraniczni biografowie Trockiego również wspominali o tych tajemniczych notatkach, które później zniknęły bez śladu.
Choć sprawę «Błękitnej Gwiazdy» zamknięto w 1918 roku, na mocy rozkazu humanisty Trockiego, w 1936 r. NKWD ponownie zajęło się tą sprawą. Na liście znalazło się kilkaset osób.
Część z nich została wysłana za granicę, ponownie przy pomocy humanisty Trockiego, a część zginęła. A teraz 13 Wydział dokładnie sprawdzał wszystkich krewnych, dzieci, a nawet znajomych tych poszukiwaczy Boga.
Borys znalazł na tej liście kilka znajomych nazwisk. Oto ojciec Iwana Wędrowca, z którym Borys uczył się w tej samej klasie. Ten ojciec również miał na imię Iwan, a specjaliści 13 Wydziału przekazali o nim następujące informacje.
Przed rewolucją był drobnym poetą futurystą i pisał pod pseudonimem Iwan Mort. Ale specjaliści 13 Wydziału byli lepiej wykształceni niż barbarzyńscy funkcjonariusze bezpieczeństwa z 1918 r., Znali nawet łacinę i dlatego byli zainteresowani następującymi kwestiami: dlaczego Iwan Wędrowiec-Mort wybrał dla siebie pseudonim, taki, co po łacinie oznacza śmierć?
Jeśli poszukiwacz Boga, Bierdiajew, argumentował, że szatan i antychryst istnieją – oczywiście z punktu widzenia filozofii abstrakcyjnej – to badacze Trzynastego Wydziału podeszli do tego z punktu widzenia materializmu dialektycznego – i poważnie wierzyli, że szatan i antychryst nie tylko istnieją, ale nawet zawierają związki małżeńskie. Tak, pisali o jakimś mieszanym małżeństwie... pomiędzy szatanem i antychrystem!
Poeta Iwan Wędrowiec-Mort miał tak dziwne mieszane małżeństwo. Oprócz tego, był narkomanem. Oprócz tego, jego żona jest kulawa. Oprócz tego, po rewolucji ta kulawa kobieta pracowała w CzeKa. A potem od tej nerwowej pracy została sparaliżowana i od tego czasu jest przykuta do łóżka.
Potem szła cała plejada sytuacji jak z Dostojewskiego. Żona-marsjanka przez lata leżała w łóżku i robiła pod siebie. A kochający mąż-futurysta biegał z nocnikiem. A potem, żeby odetchnąć, wciągał kokainę.
Ale to nie wszystko. Żona ta, choć sparaliżowana, na dodatek cierpiała na nimfomanię. A jej kochający mąż bezinteresownie przyprowadzał do niej kochanków. A potem, żeby się uspokoić, ponownie wciągał kokainę.
Wśród stałych klientów tej nimfomanki był pewien Ormianin. A obok notatka z 13-tego Wydziału : «Dlatego te sztuczki nazywają się żartami ormiańskimi. Znamy te żarty».
Za figlarnym Ormianinem w kolejce stał jakiś były mnich, pozbawiony święceń, który został wydalony z monastyru za cudzołóstwo. A 13 Wydział dokładnie to wszystko rejestrował. Faktem jest, że specjaliści 13 Wydziału podejrzewali, że Iwan Wędrowiec był trochę dziwny, trochę nienormalny. Ale on sam, czytając Bierdiajewa, uważał się albo za boga-człowieka, albo za człowieka-boga, któremu powierzono jakąś specjalną misję. Dlatego, zarówno pracując jako cenzor w wydziale prasowym Urzędu Miejskiego, jak i w życiu osobistym, postępował tam ze wszystkim na odwrót.
Przepuszczał przez cenzurę szkodliwe, dekadenckie pisma swoich towarzyszy, twierdząc, że to jego partia, i tłumił zdrową literaturę proletariacką, twierdząc, że to urojenia siwej kobyły.
Dlatego specjaliści z 13 Wydziału umieścili go na liście szkodników. Znajduje się tam następujący wniosek podpisany przez doktora Bykowa, majora służby medycznej NKWD: „Leczyć go pracą według metody Tołstoja. Swoją drogą, to leczenie bardzo pomogło Dostojewskiemu”.
Tam także jest świadectwo lekarskie syna, Iwana Wędrowca Juniora. Okazuje się, że jego syn ma jakąś dziwną wadę fizyczną, którą naukowcy nazywają „stulejką – phimosis”, a po rosyjsku „nezalupą”. Dlatego też, kiedy Wania osiągnie dojrzałość płciową, chcesz czy nie chcesz, będzie musiał zostać obrzezany.
Świadectwo ze szkoły. Wania uczy się na tyle słabo ze wszystkich przedmiotów, że kiedyś myślano o przeniesieniu go do szkoły specjalnej, dla dzieci niepełnosprawnych. A jednocześnie Wania pisze bardzo dobre wiersze. Tak dobre, że postanowiono przenieść go do szkoły specjalnej, dla szczególnie uzdolnionych dzieci.
Borys przewinął dalej. Znowu kserokopia z jakiegoś średniowiecznego traktatu, gdzie uczeni mnisi całkiem poważnie podają, że jeśli chrześcijanka kopuluje z antychrystem, to jest to równoznaczne z kopulacją z psem i taką parę, po odpowiednich modlitwach, należy spalić na stosie. Ale nie psa, co nie jest jego winą, a ludzi, gdyż taki związek z antychrystem jest pewnym znakiem paktu z diabłem. Jest też wzmianka o jakimś francuskim diakonie, który zgrzeszył z antychrześcijanką i został za to skazany na stos.
To dziwne, pomyślał Borys, poszukiwacz Boga, Bierdiajew, bredzi na temat szatana i antychrysta, i mnisi – podobnie. Lecz dlaczego 13 Wydział podąża tą samą ścieżką? Tak, nawet sam diabeł nie zrozumie tego diabelstwa.
W sprawie «Błękitnej Gwiazdy» wspomniany został także Fiedźka Kosoj, uznawany za najbardziej notorycznego chuligana w całym okręgu. Ten sam, po walkach z którym Maksym modlił się do Boga i prosił, aby uczynił go dużym i silnym. Okazuje się, że Fiedźka Kosoj był bratem poety Iwana Wędrowca seniora.
A poeta Iwan Wędrowiec-młodszy był kuzynem Zawaliszyna, z którym Borys wybrał się kiedyś na polowanie, a który później zastrzelił się z powodu Olgi. A matka tego Zawaliszyna znajduje się na liście «Błękitnej Gwiazdy». Znowu jakieś powiązania rodzinne.
Jest tu także matka Iriny, do której domu Borys często bywał na wieczornych przyjęciach i gdzie jako lokatorka mieszkała anielska Olga. W młodości, jeszcze przed rewolucją, matka Iriny i matka Zawaliszyna były nierozłącznymi przyjaciółkami, pisały wiersze, pasjonowały się mistycyzmem i teoriami trzeciego oka, które widzi to, czego inni nie widzą. Oprócz tego, uczęszczały do swego rodzaju kręgu, gdzie zajmowano się poszukiwaniem szczęścia według metody Gurdżijewa. Ten krąg był rodzajem odnogi «Błękitnej Gwiazdy». W tym kręgu nierozłączne przyjaciółki również znalazły swoje szczęście, to znaczy swoich mężów – Koriakowicza i Zawaliszyna, którzy także byli wielkimi przyjaciółmi. Jednak ci mężowie wplątali się w ruch mieńszewików-rewolucjonistów. Dlatego po rewolucji bolszewicy rozstrzelali Koriakowicza za kontrrewolucję, co tak podziałało na Zawaliszyna, że sam z żalu się zastrzelił.
Oprócz kręgu Gurdżijewa, tajne stowarzyszenie «Błękitna Gwiazda», podobnie jak promienie gwiazdy, miało jeszcze jedną gałąź – krąg teozofów, którzy zajmowali się poszukiwaniem szczęścia, przywołując duchy poprzez wirujące stoliki. Jednym z członków tego kręgu był ojciec pięknej Olgi, Georges Guyer, z Niemców bałtyckich. Jest też jego zdjęcie z młodości: bardzo przystojny, podobny do cheruba, młody mężczyzna w mundurze carskiego Korpusu Paziów.
A żona tego cheruba, Dora Mazurkina, była prawdziwą kobietą-wojownikiem, czystym rozbójnikiem. Poza tym, była starsza od męża. Jeśli ojciec-cherubin był bardziej zainteresowany wirującymi stolikami, to matka-rabuś była zajadłą bolszewiczką i nawet osobiście znała samego towarzysza Lenina, z którego żoną kiedyś łączyła ją przyjaźń.
Poniżej znajduje się szczegółowa opinia sporządzona przez Maksyma. Po pierwsze, według szyfru 13 Wydziału, jego teściowa, Dora Mazurkina, była, swojego rodzaju dezerterką. Ale biegała tylko pomiędzy czerwonymi i białymi. I nie między bolszewikami a mieńszewikami. Nie, używając terminologii poszukiwacza Boga, Bierdiajewa i 13 Wydziału NKWD, ta teściowa-dezerterka biegała pomiędzy antychrystem, Chrystusem i szatanem. Mówiąc dokładniej, była nawet podwójną dezerterką: jej rodzice uciekali od antychrysta do Chrystusa, a Dora uciekała od Chrystusa do szatana.
I notatka czerwonym ołówkiem: „Typowe zjawisko. To samo wydarzyło się w rodzinie Lenina. Kiedy robi się gorąco, zaczynają biegać. Nie należało łamać pierwszej zasady chrześcijaństwa dialektycznego – że wszyscy ludzie są braćmi. Ale to prawo nie działa z mocą wsteczną.”
Po drugie, idąc dalej tą drogą, Maksym odkrył, że małżeństwo jego teścia-cheruba i teściowej-rozbójniczki było znowu małżeństwem mieszanym, skrzyżowaniem szatana z antychrystem.
I po trzecie, produkt tego małżeństwa, anielska Olga, żona Maksyma, która wyprowadziła go poza dobro i zło, poza życie i śmierć – była nie tylko kobietą, ale pół-aniołem i pół-marsjanką. I smutny krzyk duszy Maksyma: – „Och, gdybym tylko wiedział o tym wcześniej! Ile smutku i nieszczęścia – i tylko dlatego, że o tym nie wiedziałem”.
I notatka robocza: „Ale dlaczego do diabła jest tak mało w prasie na ten temat? Dlaczego pisarze milczą? Albo w najlepszym przypadku nie dopowiadają. Powierzyć doktorowi Bykowowi dochodzenie w sprawie pisarzy w ogóle, a Związku Pisarzy Radzieckich w szczególności”.
Kolejny wniosek w sprawie «Błękitnej Gwiazdy». Wydaje się, że krąg teozofów oprócz wirujących stolików i przywoływania duchów w poszukiwaniu szczęścia, zajmuje się kojarzeniem krzyżówek szatana i antychrysta. Ale czasami sami boją się rezultatów takich krzyżówek i dlatego często stosują sztuczne zapłodnienie, podczas którego matka poczyna dziecko nie z ojcem, ale z obcym wujkiem.
Oczywiście 13 Wydział zainteresował się, jak to się robi? To bardzo proste – te piękności, biegając między szatanem a antychrystem, po prostu kupują używaną prezerwatywę z nasieniem od prostytutki i zapładniają się palcem. To jeden z sekretów mistycznego trzeciego oka i dialektycznego 13-tego Wydziału, który widzi to, czego inni nie widzą.
Jest to podkreślone czerwonym ołówkiem: „Dlatego w języku rosyjskim, na pierwszy rzut oka pojawia się takie dziwne wyrażenie, wtedy, gdy widzi się jakiegoś idiotę – „zrobiony palcem”. Mądrość przemawia ustami ludu. Ta metoda analizy nazywa się filozofią semantyczną.”
Podążając ścieżką mistycznego trzeciego oka, dociekliwy 13 Wydział odnotował, że w rodzinach, w których krzyżują się szatan i antychryst, oprócz sztucznego zapłodnienia, często można spotkać adoptowane dzieci, które często są przedstawiane, jako własne rodzone dzieci.
I konkretny przykład: „Siostra Lenina, Anna, jej jedynym dzieckiem jest adoptowany syn, Gieorgij Łozgaczow. Wszyscy pozostali bracia i siostry Lenina, a także sam Lenin (w sumie 6 osób), nie mieli dzieci. Dlatego Biblia mówi: «Poznacie ich po owocach»”.
Tutaj także specjaliści 13 Wydziału przypomnieli sobie, że przed rewolucją, w języku rosyjskim, gdy mówiono o rewolucjonistach, lub gdy prawica mówiła o lewicy, często używali jakiegoś wstrętnego, podwójnego słowa z myślnikiem, które symbolizowało zjednoczenie szatana i antychrysta. Ale po rewolucji to wstrętne słowo stało się słowem tabu.
To tajemnicze słowo jest tak odrażające, że lepiej go nie pamiętać. W przeciwnym razie podniesie się takie wycie, takie syczenie, taki gwizd i pohukiwanie, jakby dosłownie nadepnięto na ogon i szatanowi, i antychrystowi. A potem wymyślajcie wymówki, że to wszystko jest tylko wymysłem poszukiwacza Boga, Bierdiajewa.
Jednak Borys był stosunkowo mało zainteresowany tymi wszystkimi wzniosłymi sprawami. Bardziej interesowały go znajome nazwiska napotkane w sprawie «Błękitnej Gwiazdy». To dziwne, pomyślał, rodziców łączyło jakieś tajne stowarzyszenie, albo humaniści, albo sataniści. A ich dzieci także łączy jakiś wspólny los.
Ojciec Zawaliszyna zastrzelił się i jego syn również się zastrzelił. I nie z powodu kogokolwiek, tylko z powodu Olgi. Półanioł Olga przyjaźniła się z półksiężną Zinaidą Genrichowną – a ich rodzice też byli przyjaciółmi. Ale tak czy inaczej, wszystko kończy się źle: albo morderstwo, albo samobójstwo, albo coś innego. Co to jest za diabelstwo?
Kończąc poszukiwania u naczelnika 13 Wydziału NKWD, Borys nie znalazł najważniejszej rzeczy. O półbohaterze Pieriekopu istniało tylko zaświadczenie z salonu fryzjerskiego «Artel Inwalidów nr 5», które potwierdzało, że jest niepełnosprawny, kulawy i że pracuje tam jako fryzjer damski.
Aha-a, pomyślał Borys, fryzjer damski, odpowiednia profesja. To on drapie panie za uszami i szepcze im do ucha: „Pozwól mi, pani, zastąpić twojego męża, jeśli twój mąż będzie w podróży służbowej”.
A kiedy Maksym się o tym dowiedział... Oczywiście nie jest to zbyt przyjemne, gdy żona zdradza Cię z jakimś fryzjerem, i to do tego kiepskim. Dlatego Maksym wyjął z teczki «Błękitnej Gwiazdy» wszystko to, co dotyczyło tego bohatera-fryzjera.
Na odwrocie teczki ze sprawą «Błękitnej Gwiazdy» ręką Maksyma było ukośnie napisane:
«Kiedy kłamie, mówi swoje, bo jest kłamcą i Ojcem kłamstwa. I jak tu nie kłamać w takiej sytuacji?»
Następny rozdział
Powrót do spisu treści