Teraz następuje sąd nad tym światem; Teraz książę tego świata zostanie precz wyrzucony.
Jana 12:31
Po likwidacji kierownictwa partii, czystka przerzuciła się na Armię Czerwoną. W całej swojej militarnej historii, Armia Czerwona nie straciła tylu marszałków, generałów i wyższych oficerów, ilu podczas czystek NKWD.
Legendarnym bohaterom wojny domowej zrywano ordery i oznaczenia stopni wojskowych – romby, cegiełki i kostki. Potem skuwano im ręce za plecami, i aby nie krzyczeli, w usta wkładano przeżutą gumową gruszkę i wysyłano ich na taśmociąg śmierci w podziemiach NKWD. Albo wpędzano ich do wagonów dla cieląt i eszelon za eszelonem gnano na Sybir.
Mówiono, że skazanych na śmierć zabierano do piwnicy i po drodze strzelano im w tył głowy. Aby robić mniej hałasu, bohaterów rewolucji wykańczano nie prawdziwą bronią wojskową, ale małymi kulami, małego kalibru, jakich chłopcy używają do strzelania do szczurów i wron. Tuż obok otwierały się drzwi do sali śmierci, gdzie w stosach leżały zwłoki tych, którzy zostali już rozstrzelani. W nocy zwłoki te wywożono za miasto ciężarówkami, wrzucano do zbiorowych grobów, jak zarażoną padlinę, posypywano wapnem i zasypywano groby równo z ziemią. Żeby nie było śladu. Następnie taki cmentarz ogradzano drutem kolczastym i umieszczano tablice ostrzegawcze: „Niebezpieczeństwo epidemii wąglika! Zakaz wstępu!”
Ludzie rozumieli to na swój sposób i mówili: – „Ten wąglik może zaprowadzić na Sybir… Nie chodźcie tam…”
W ten sposób rząd radziecki nagrodził tych, którzy stworzyli tę władzę.
Ojciec Rudniew nigdy nie był zwolennikiem władzy sowieckiej i uparcie odmawiał wstąpienia do partii, twierdząc, że jest na to za stary. Zawsze jednak stawał po stronie upokorzonych i znieważonych. Dlatego, czytając teraz gazety, ciągle narzekał:
„Rozstrzelać całą generalicję Armii Czerwonej… Przecież to szaleństwo!”
„Całkowicie słusznie” – zgodził się Maksym. – „Istnieje pewien związek między inteligencją a szaleństwem. A im dalej, tym więcej. I w pewnym momencie się zbiegają. Jest to jedna ze sztuczek bliźniego szatana”.
Ojciec potarł nos i dalej wertował gazetę. I Maksym stuknął się palcem w czoło:
„A mechanika tutaj jest taka. Prawie każdy geniusz ma w sobie coś z idioty. Ale to nie znaczy, że każdy idiota jest geniuszem. Poza tym jest tylko kilku geniuszy i miliony idiotów”.
Następnie doktor nauk społecznych zaczął filozofować:
„Oto jesteś, ojcze, bardzo miłym człowiekiem. Ale czy wiesz, że każda pozytywna cecha, gdy osiągnie nadmierny stopień, zamienia się w negatywną? Spójrz na siebie: tak odwaga staje się lekkomyślnością, hojność – ekstrawagancją, miłość – zazdrością. W ten sposób umysł zamienia się w szaleństwo. Dlatego ślepa dobroć czasami zamienia się w patronat nad złem. I tę rzecz dość trudno zrozumieć”.
„Na przykład ty, tato, jesteś ginekologiem. No cóż, oczywiście jest tam przysięga Hipokratesa – pomagać każdemu. Bierzesz kleszcze ginekologiczne i wyciągasz, kogo przyszło, z macicy. Ale gdybyś był psychiatrą, wiedziałbyś, że istnieje taki bolesny kompleks, który nazywa się „kompleksem macicy”: ma to miejsce wtedy, gdy dorośli chcą pójść w drugą stronę i wrócić tam, gdzie ty, ginekolog, ich ciągniesz na zewnątrz. Ci ludzie wydają się żałować, że się urodzili. A gdybyś był kryminologiem, wiedziałbyś, że ten kompleks często występuje u najohydniejszych przestępców. Ale z perspektywy czasu, po popełnieniu przestępstwa”.
„Ty, ginekolog, tego nie wiesz. A ja, doktor socjologii, powinienem wiedzieć i to, i tamto. To nie jest tylko socjologia. To jest Wyższa Socjologia. Czy wiesz, ginekologu, że z punktu widzenia Socjologii Wyższej, część noworodków lepiej byłoby od razu wyrzucić do kosza?”
„Ech!” – powiedział ojciec.
„Dobrze!” – powiedział Borys – „Ludzie tacy jak Zinka Orbeli. W końcu mówią, że zastrzeliła nawet własnych rodziców”.
„Och, nie” – powiedział doktor nauk społecznych – „To najuczciwsza rzecz, jaką zrobiła. Ukarała rodziców za to, że ją urodzili”.
„Jak to?”
„Wiedziała dlaczego. Ponieważ było to przestępstwo z ich strony. Okazało się, podobnie jak Dostojewski: zbrodnia – i kara. Poza dobrem i złem. Nietzsche nie wziął tego z powietrza, ale z życia. Dobro i zło mają taki sam związek, jak inteligencja i szaleństwo”. Naczelnik 13 Wydziału NKWD zmarszczył czoło:
„Ty, ojcze, w głębi serca oskarżasz mnie o okrucieństwa NKWD. Czy wiesz, kto jest winien tej przeklętej czystki?”
„Kto?”
„Ty... Tak... Ty i inni tobie podobni. Muszę dokończyć to, czego wy, ginekolodzy, nie robicie. To, że nie wyrzucacie niektórych noworodków do wiadra na odpadki. Jeśli potraktujemy tę sprawę poważnie, nowo narodzony Napoleon, Karol Marks, Lenin, Hitler i tym podobni wylądowaliby w tym wiadrze. I zapanowałby na świecie spokój i cisza, błogosławieństwo. Żadnych wojen, żadnych rewolucji. Ale skoro wy, ginekolodzy, tego nie robicie…”
„Wiesz co, Maksym” – powiedział z oburzeniem ojciec – „czasami po prostu się za ciebie wstydzę. Roztrząsasz tutaj najróżniejsze szalone idee. A przecież w samej rzeczy, z powodów politycznych, niszczycie zupełnie niewinnych ludzi”.
„Ach tak!” – powiedział komisarz bezpieczeństwa państwa. – „W takim razie coś ci pokażę… Co to za ludzie…”
Podszedł do biurka, wyciągnął jakąś książkę historyczną, otworzył ją i położył przed ojcem. Na pożółkłych kartkach znajdowały się zapisy średniowiecznego procesu dużego, tajnego zgromadzenia czarownic i czarowników, oskarżonych o spisek państwowy przeciwko królowi angielskiemu. Po procesie wszyscy ci czarownicy i spiskowcy zostali bezlitośnie powieszeni.
„Teraz spójrz na to” – pokazał Maksym. Była to po prostu tablica znaków, rosnących w sekwencji geometrycznej: najpierw trójkąty, potem sześciany, cegły, a na końcu romby. Poniżej wskazano, że znakami tymi posługiwali się budowniczowie egipskich piramid i kapłani Ozyrysa. A w średniowieczu znaki te zostały przyjęte przez czarownice i czarowników do własnych celów, nadając im jakąś tajemną symbolikę. Organizując tajne spiski, wymyślali wymówki, że też coś budują. Podobnie jak budowniczowie piramid. I że kontynuują dzieło kapłanów Ozyrysa.
Ale najważniejsze było to, że insygnia czarnoksięskie – trójkąty, sześciany, cegły i romby – całkowicie pokrywały się i występowały w tej samej kolejności, co insygnia dowódców Armii Czerwonej. Tej samej kadry dowódczej, której znaczna część, z jakiegoś powodu, została teraz bezlitośnie rozstrzelana, lub zesłana na Sybir.
„Hmm…” – powiedział ojciec, pocierając nos kłykciem – „Dziwny zbieg okoliczności…”
„Zbieg okoliczności?” – powiedział ponuro doradca Stalina ds. złych duchów – „Popatrz na to…”
Wyjął drugą książkę, na której widniał nawet znak cenzury watykańskiej: «Nihil Obstat – Censor librorum». Książka ta opisuje pewien rodzaj afery zwanej «Affaire des riches», która wywołała wielki zamęt we Francji w latach 1901-04. To już stosunkowo niedawno. A wszystko to zostało szczegółowo opisane we francuskich gazetach. Tak więc, w armii francuskiej odkryto pewną tajną organizację. Tak tajna, że nie miała nawet listy swoich członków. Ale spiskowcy postąpili odwrotnie: na czarnej liście umieścili 18 000 oficerów, którzy nie byli częścią tej tajnej organizacji. Co więcej, na czarną listę trafiali nie najgorsi oficerowie, lecz wręcz przeciwnie – najlepsi. Powiązania spiskowców były tak silne, że ta czarna lista była przechowywana bezpośrednio we francuskim Ministerstwie Wojny. Miało to na celu niedopuszczenie do awansu osób, znajdujących się na czarnej liście, dając miejsce spiskowcom, nie figurującym na liście, którzy w ten sposób chcieli przejąć całą władzę we Francji.
Na marginesach książki, ręką Maksyma, niedbale namalowano trójkąty, sześciany i romby – insygnia sztabu dowodzenia Armii Czerwonej, które naczelnik 13 Wydziału NKWD zdemaskował, jako tajne odznaki kapłanów Ozyrysa.
„Hmm, dziwne” – powtórzył ojciec.
„Nie ma nic nowego pod słońcem” – Maksym uśmiechnął się – „Wystarczy poznać historię”.
I zaczął twierdzić, że wszystkie te spiski zostały ułożone na tej samej zasadzie i przez ten sam społecznie szkodliwy element i że to samo wydarzyło się w Armii Czerwonej. Jedyna różnica jest taka, że w niepoważnej Francji skończyło się to po prostu skandalem, a w ZSRR rozstrzelano, zesłano na Syberię i zdegradowano ponad 35 000 sowieckich oficerów i generałów, w tym większość marszałków.
„Co to za element szkodliwy społecznie?” – zapytał Borys.
Ale zamiast odpowiedzieć, doktor nauk społecznych zaczął przeklinać wulgarnymi słowami.
Podczas czystek zmieniły się insygnia wyższego dowództwa Armii Czerwonej i NKWD: zamiast rombów generałowie mieli teraz małe złote gwiazdki, a marszałkowie jedną dużą gwiazdę. Wszędzie wisiały portrety żelaznego komisarza ludowego, Jeżowa, Generalnego Komisarza Bezpieczeństwa Państwowego, z wielką gwiazdą na kołnierzu, jak u marszałka. Pozostali dowódcy, jak poprzednio, nosili swoje trójkąty, kostki i cegły, prawda, z nowymi kwadratami i gwiazdami na rękawach.
„Maks” – powiedział Borys – „kto wymyślił te dziecięce klocki i cegiełki?”
„Kto, kto… A kto stworzył Armię Czerwoną? Towarzysze Lenin i Trocki”.
Borys skinął głową na nową złotą gwiazdę na kołnierzu Maksyma:
„Dlaczego tylko generałowie zmienili swoje znaki?”
„Powiedziałem Stalinowi, żeby to zmienił” – powiedział komisarz. – „O pozostałych pomyślę później”.
Czystka trwała już drugi rok. Razem z bolszewicką gwardią leninowską zmieciono prawie cały skład Kominternu. Wcześniej zasiadali tam przywódcy zagranicznych partii komunistycznych zakorzenionych w Moskwie. A teraz, jak to ujęli w Moskwie, „siedzieli na odwrót”, czyli w NKWD. Całe swoje życie poświęcili szerzeniu komunizmu na całym świecie. A teraz wszyscy ci komiwojażerowie komunizmu okazali się nagle szpiegami, sabotażystami, wywrotowcami i ogólnie wrogami ludu.
Wśród pracowników Kominternu zarówno mąż, jak i żona byli zwykle zaangażowani w politykę. Dlatego też zostawali razem aresztowani. W domach dziecka nagle pojawiła się fala sierot o zagranicznych nazwiskach. Tam nadawano im nowe imiona, tak, żeby nawet nie wiedzieli, kim byli ich rodzice. Wiedziało o tym tylko NKWD.
Masowe aresztowania zagranicznych komunistów zaniepokoiły cały świat, o czym wiele pisano w zagranicznych gazetach, porównując sowiecką czystkę ze średniowiecznym „polowaniem na czarownice”. Tylko tam użyli tego w cudzysłowie, a organizator tej czystki, doktor nauk społecznych, Maksym Rudniew, zapewniał, że tak jest naprawdę – że czystki przeprowadzane są z tych samych powodów i dotyczą tych samych ludzi, na których polowała kiedyś średniowieczna inkwizycja.
Dawno, dawno temu, współcześni Attyli, zabijając swoich wrogów, robili z czaszek kubki do picia. Teraz Maksyma zdecydowanie pociągało pójście w ślady barbarzyńców. Kiedy był w domu, niemal co wieczór siadał przy swoim kiepskim biurku z trzema różnokolorowymi telefonami, przeglądając teczki z aktami wrogów ludu i popijając wódkę ze swojego symbolicznego, ale nieapetycznego naczynia zapomnienia, w kształcie ludzkiej czaszki. Borys starał się go nie prowokować, ale gdy starszy brat do pewnego stopnia się napompował, zaczynał się usprawiedliwiać:
„Bobka, wiem, że wszyscy uważacie mnie za swołocz... Ale jak słusznie powiedział papież Innocenty, czarownice i wiedźmini zawsze starają się robić ludziom zło... I widzę ich twarze... Widzę ich... Z wszystkimi zasadami nauki i techniki... A więc robię dobre uczynki... Zgodnie z filozofią Bierdiajewa – o dobrym złu i złym dobru... Robię to... złe dobro... Złe, ale dobro…”
„Znamy twoje dobre uczynki” – powiedział Borys.
„Lepiej bądź cicho. Chcesz, żebym ci coś udowodnił? Więc myślisz, że jestem winien tej czystki... Ale jeśli się temu przyjrzysz, jeśli poszukasz pierwotnej przyczyny... Więc to wszystko twoja wina...”
„No cóż, to znaczy, że jestem także wrogiem ludu” – zgodził się Borys.
„Tak, to twoja wina, że kieruję tą czystką” – mruknął po pijanemu komisarz. – „Przecież to ty wrzuciłeś mi ziarno racjonalności… Z którego to wszystko wykiełkowało… ”
Borys siedział i rozwiązywał problemy dotyczące wytrzymałości materiałów. A Maksym, niczym jezuita, zajmował się kazuistyką.
„Ale ja cię nie winię, Bobka... Ty, że tak powiem, jesteś winny bez poczucia winy... Jesteś po prostu ciemnym człowiekiem... Ślepym. Nawet nie wiesz, czym jest diabeł…”
„Piłeś wódkę z tym diabłem?”
„Czy rozumiesz, chłopcze” – komisarz bezpieczeństwa państwa potrząsnął głową ze zmęczeniem i jakimś smutkiem – „Aby to zrozumieć, trzeba samemu doświadczyć, czym jest piekło”.
„Byłeś już w piekle?” – Borys uśmiechnął się.
„Nie widziałeś tego?” – powiedział cicho Maksym.
„Czy pamiętasz ... Kiedy zabrałeś mi broń... Przecież diabeł mi ją podsunął... I podszeptuje: – «Zastrzel się»... Ale ktoś tego nie chciał i cię wysłał...”
„Wtedy poszedłem po książkę”.
„Ech, nieee... Tylko tobie się tak wydaje... Z punktu widzenia materializmu dialektycznego nic nie dzieje się przez przypadek... Dlatego wszystko... co teraz robię, jest znowu twoją winą... Widzisz…”
Komisarz bezpieczeństwa państwowego gadał ze swoim kielichem w kształcie ludzkiej czaszki i kołysał się z boku na bok jak chiński manekin.
Młodszy brat przestał się uśmiechać.
„I co?”
„Co?... – „Jak przebywałem w tym piekle... Jak zobaczyłem co to było... Poznałem się z towarzyszem szatanem i wszystkimi jego braćmi... Od tego czasu mam z tymi... z diabłami... osobiste porachunki... Wiesz, osobiste... Więc ogłaszam walkę klasową z nimi... Li-li-li-kwiduję ich jako klasę!”
Komisarz zmęczony zgarbił się nad swoim biurkiem, zaśmieconym teczkami, z aktami dotyczącymi wrogów ludu. – „Przecież raj i piekło – w sercach ludzi... I tak, jak w tym piekle podpiekłem się, tak i moje serce spło-onęło... Od tego czasu jestem bez se-erca... Więc towarzyszu szatanie, litości z mojej strony... nie oczekuj…”
Podczas gdy doktor nauk społecznych Maksym Rudniew rozliczał się z diabłem i pomagał Stalinowi eliminować wszelką opozycję w Związku Radzieckim, w domu nieustannie spotykał się ze sprzeciwem we własnej rodzinie.
Ale ponieważ nie posadzisz ojca i matki w NKWD, Maksym wymyślił wyjątkową taktykę.
Matka była mniej więcej obojętna na religię – ani „za”, ani „przeciw”.
„Jak wszystkie dobre kobiety” – powiedział Maksym. – „Typowy kompromis”.
„O mój Boże” – westchnęła matka – „Jak ci nie wstyd!”
Natomiast ojciec Rudniew był dość religijny i uwielbiał chodzić do cerkwi w niedziele. Zwłaszcza na nabożeństwa ceremonialne. Później wszystkie cerkwie pozamykano, a ojciec narzekał z niezadowoleniem. A naczelnik 13 Wydziału NKWD zaczynał wszczynać spory z ojcem na tematy religijne:
„Ojcze, kim jest Bóg?”
Ojciec próbował to objaśnić, ale okazało się to nieprzekonujące.
„Ojcze, kim jest Syn Boży?”
Ojciec znów był zdezorientowany, a komisarz, niczym inkwizytor, pytał:
„Dlaczego Ewangelia dosłownie oznacza Dobrą Nowinę? Jaka jest ta dobra nowina?”
Ojciec, z zakłopotaniem, wycierał swoje zaparowane binokle, a Maksym bezlitośnie kontynuował przesłuchanie:
„Dlaczego Jezus Chrystus nazywany jest Zbawicielem?”
Następnie, niczym na egzaminie, podpowiadał ojcu: – „Od czego ratuje? No-o?! Przecież Ewangelia opisuje, jak Jezus Chrystus leczył ludzi... Jak to możliwe, że Ty, ginekolog, nie wiesz? Przecież to jest, że tak powiem, twoja specjalność... A może nie czytałeś Ewangelii?”
Ojciec czuł się jak uczeń, a komisarz bezpieczeństwa państwowego z wyrzutem kiwał głową:
„Jak ty, osoba z wyższym wykształceniem, możesz wierzyć w coś, czego nie znasz? Idziesz, żegnasz się, kłaniasz – i nie wiesz, dlaczego?!”
Całkowicie zdezorientowawszy ojca, Maksym, jak prawdziwy jezuita, powiedział protekcjonalnie:
„Z punktu widzenia materializmu dialektycznego, Bóg – to zbiór wyższych praw natury, odnoszących się do człowieka, które dla uproszczenia nazywane są jednym słowem – Bogiem. A człowieka, który jako pierwszy sformułował te prawa, nazywają Synem Bożym”.
Uczeń papieża Innocentego podniósł pouczająco palec: – «Tam, gdzie ludzie nie przestrzegają tych praw, czyli Bożych, pojawia się złożony zespół chorób społecznych, które dla uproszczenia, jako przeciwieństwo Boga, nazwano jednym słowem – diabłem». Nauczanie Chrystusa – Ewangelia wskazuje drogi zbawienia od tych chorób społecznych. Dlatego to nauczanie nazywa się Dobrą Nowiną, a Chrystusa – Zbawicielem. Jasne?”
Odtąd, gdy tylko pojawiały się jakiekolwiek kontrowersje, doktor nauk społecznych natychmiast chował się za Biblią, zapewniając, że każda biblijna przypowieść ma swoje ukryte znaczenie. Trzeba było przyznać, że znał Biblię na pamięć, a teraz podśmiewał się z ojca:
„Przecież w Biblii powiedziano: «Mają oczy, a nie widzą; mają uszy, a nie słyszą». – Taki właśnie jesteś. Ale Biblia mówi także o kluczach wiedzy… ”
Borys lubił konkretyzować:
„Gdzie są te klucze?”
„Gdzie?” – komisarz uśmiechnął się – „O to właśnie chodzi, te klucze są w rękach diabła. I te klucze są zatrutymi kluczami”.
W procesie czystki, wrogów ludu aresztowano zbiorowo – grupami. Aresztowany został więc sekretarz okręgowego komitetu partii, a za nim nie tylko jego żona i krewni, ale także wszyscy jego asystenci, pracownicy i przyjaciele. Choć ojciec nie lubił wszystkich członków partii, kiedy ich aresztowano, stanął po ich stronie i oburzył się:
„I tylko za co ich aresztują?”
„A ty, ojcze, spójrz na Biblię” – radził komisarz bezpieczeństwa państwa – „Jest tam przypowieść o kąkolu. Czy wiesz, czym jest kąkol?”
„To są chwasty” – odpowiedział ojciec.
„Nie tylko chwasty” – poprawił Maksym – „Uważa się, że kąkol to trująca, zdegenerowana pszenica. A Ewangelia mówi, że przy końcu wieku te chwasty zostaną wyplenione. Koniec stulecia jest końcem pewnego cyklu historycznego, którego granicą jest rewolucja. Cóż, oto jesteśmy i sprzątamy te plewy”.
„No cóż, po co aresztować wszystkich pracowników i znajomych?” – zaprotestował ojciec.
„Ponieważ te kąkole zawsze się zbierają” – odpowiedział Maksym – „To partia partii i związek związków. Jeżeli któryś z nich dotrze na górę, to obsadza takimi samymi z góry do dołu. I będzie miał takiego sekretarza i wszystkich swoich przyjaciół i kumpli. Dlatego musimy wszystkich czyścić, pod rząd. Przecież i Ewangelia tak mówi: „I ci synowie Złego zostaną wrzuceni do pieca rozpalonego, i tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Dlatego Biblię nazywa się księgą ksiąg. To jest księga prorocza. A może myślałeś, że to tylko puste słowa?” – Uczeń papieża Innocentego pokornie spuścił wzrok – „Tłumaczę to samemu Stalinowi. Uczono go i nauczano w seminarium, ale niczego się nie nauczył. I udowodniłem mu to wszystko dialektycznie. I mówi do mnie: «Ty jesteś u mnie, Maksym, teraz, czerwonym kardynałem». Jestem teraz, w pewnym sensie, jego duchowym mentorem. Uczę go dialektycznego chrześcijaństwa”.
W końcu czystka przerodziła się w rodzaj niewidzialnej wojny domowej. W całym Związku Radzieckim miały miejsce masowe aresztowania i rozstrzeliwania. Cały świat wstrzymał oddech, obserwując nieprawdopodobne rezultaty procesów moskiewskich.
A czerwony kardynał Stalina dostał gdzieś starą płytę Chaliapina i nakręcał w swoim pokoju patefon.
«Zakochałem się w dziewczynie całą duszą» – śpiewał znamienity bas. – «Jestem gotów oddać za nią życie…»
Maksym kołysał się na krześle i popijał wódkę ze swojego ulubionego pucharu w kształcie ludzkiej czaszki.
«Udekoruję pokój turkusem» – rozbrzmiewało z patefonu. – «Postawię złote łóżko…»
Czerwony kardynał obserwował, jak jego własny cień kołysze się na ścianie.
«Ozdobię ją, jak malowaną» – dochodziło do Borysa przez półotwarte drzwi. – «I oddam wszystko to za miłość…»
Maksym tępo kiwał głową w rytm piosenki. Za oknem szeleścił liśćmi stary orzech.
«Ale jeśli w moje serce wkradnie się zwątpienie» – śpiewał Chaliapin – «że piękność jest mi niewierna…»
„Za karę cały świat zadrży” – podchwycił Maksym kozim barytonem – „I sam szatan się przerazi…”.
Z pokoju starszego brata rozległy się strzały. Młodszy otworzył drzwi. Czerwony kardynał huśtał się na krześle i strzelał z pistoletu do własnego cienia.
Fiedźka Kosoj, niegdyś najbardziej zdegenerowany chuligan w rejonie Parku Piotrowskiego, również wpadł w tryby Wielkiej Czystki. Ten sam Fiedźka Kosoj, po bójkach z którym, Maksym zwracał się do Boga różnymi głupimi modlitwami, prosząc, aby uczynił go dużym i silnym.
Kiedy Fiedźka Kosoj dorósł, z ulicznego chuligana stał się ulicznym rabusiem. A potem wyspecjalizował się w napadach na banki z bronią w ręku. Aby pozbyć się zeza, osobiście wyłupił zardzewiałym gwoździem zezowate oko i włożył sobie szklane. Potem otrzymał przydomek „Fiedźka Wyrwioko” {Федька Вырви Глаз }.
Przez kilka lat Fiedźka Wyrwioko był królem przestępczego świata Moskwy i słynął ze swojej nieuchwytności. Aż jedna z jego wielu żon zgłosiła Fiedźkę do wydziału dochodzeniowego.
Usprawiedliwiając się, stwierdziła, że w jej małżeńskim łożu Fiedźka za każdym razem atakuje ją z naładowanym rewolwerem w dłoni, inscenizując albo gwałt, albo rabunek. Bo inaczej jest całkowicie bezsilny i nie może nic zdziałać. Jako rezultat tego, cztery żony już od niego uciekły. A piątej już to tak się przejadło, że postanowiła się wybawić się od niego przy pomocy Wydziału kryminalnego {угрозыска}. Fiedźka Wyrwioko został aresztowany i zesłany na Syberię.
Dowiedziawszy się o tej wiadomości od sąsiadów, Borys jak zwykle zwrócił się do Maksyma o informacje:
„Hej, mówią, że twój przyjaciel został tam zamieciony”.
„Który?”
„Fiedźka Kosoj”.
„No cóż, skoro już pozamiatane, to pozamiatane…”
„O co chodzi?”
„Kompleks Stalina”.
„A co to jest?”
„No przecież, bo Stalin w młodości też zajmował się bandytyzmem. Obie jego żony również zmarły w dość dziwnych okolicznościach. Poza tym Fiedźka miał zeza, a Stalin suchą rękę. Ale pochodzi to z tego samego korzenia.
„Uważaj, żeby za takie gadanie ciebie samego nie wymietli” – poradził Borys.
Ale czerwony kardynał Stalina nadal bredził:
„Psychodynamika jest ta sama – kompleks wodza. Z punktu widzenia Socjologii Wyższej wszyscy prawdziwi przywódcy są potencjalnymi przestępcami. A wszyscy prawdziwi przestępcy to potencjalni przywódcy”.
„Typowe bredzenie idioty” – stwierdził Borys.
„Tak, to bredzenie idioty” – zgodził się tajny doradca Stalina – „Ale ten idiota nazywał się Karol Marks. I to bredzenie jest podstawowym prawem dialektyki marksistowskiej – o jedności i walce przeciwieństw”.
W ślad za Fiedźką Wyrwiokiem zmieciono także jego brata, Iwana Wędrowca, futurystycznego poetę, piszącego wiersze pod pseudonimem «Mort», co po łacinie oznaczało śmierć. Kiedy go aresztowano, wyciągnął spod łóżka przygotowaną na wypadek aresztowania walizkę i uśmiechnął się dobrodusznie: „Myślicie, że tam będzie mi gorzej niż tutaj? Nie, będzie mi tam lepiej niż tutaj. To jest nasza siła i wasza bezsilność”.
Kiedy agent NKWD otworzył walizkę poety, w środku znajdował się tomik wierszy Baudelaire’a „Kwiaty zła” oraz zapas narkotyków.
„To jest moje lekarstwo” – wyjaśnił futurysta – „Nie mogę bez tego żyć”.
„To nic” – powiedział agent – „wyleczymy cię”.
Dawno, dawno temu, poszukiwacz Boga, Bierdiajew, głosił braterstwo w antychryście, a w rezultacie królestwo księcia tego świata. Teraz to królestwo było śmierdzącym pokojem, gdzie w kącie sparaliżowana siostra w antychryście leżała w łóżku i robiła pod siebie.
„Słuchajcie” – powiedział futurysta – „Przecież ona jest byłą zasłużoną czekistką. A kto teraz będzie dla niej nocnik wynosić?”
„To nic” – odpowiedział funkcjonariusz NKWD – „ją też wyleczymy”.
Tej samej nocy, wraz z Iwanem Mortem zmieciono także jego przyjaciół, którzy pomagali mu kochać jego żonę-nimfomankę: zabawnego Ormianina z jego ormiańskimi zabawami i wesołego mnicha, którego kiedyś wygnano z monastyru za pewne grzechy. A kochliwa czekistka-nimfomanka, straciwszy wszystkich kochanków, wkrótce oszalała z braku miłości i też gdzieś ją zabrano.
Poeta Iwan Wędrowiec-młodszy uciekł już z tego domu, w którym królowało królestwo księcia tego świata. Opuściwszy szkołę dla dzieci szczególnie uzdolnionych, stał się dzieckiem bezdomnym. Zarabiał na życie grając łyżkami na bazarach, a od czasu do czasu pisał wiersze dla współczujących przekupek, podpisując je nowym pseudonimem – Iwan Dieliagin.
Rodzice Iriny, u których Olga była kiedyś lokatorką, zostali aresztowani. Powiedzieli, że matkę aresztowano, bo jej pierwszy mąż, Koriakowicz, był mieńszewikiem. Choć teraz miała już czwartego męża i prawdziwego bolszewika z legitymacją partyjną, to i ten czwarty mąż został zmieciony.
„Hej, Max, dlaczego zabrano tego bolszewika?” – zapytał Borys.
„Zgodnie z pierwszym prawem marksizmu” – mruknął Maksym. – „O jedności przeciwieństw”.
„Dlaczego zabrano Iwana Wędrowca?”
„Przez trockizm i permanentną rewolucję”.
„A co to takiego?”
Komisarz bezpieczeństwa państwowego ziewnął i niechętnie stwierdził, że z punktu widzenia Socjologii Wyższej, Iwan jest po prostu masochistą, który ma bolesną potrzebę cierpienia, bycia poniżanym i obrażanym, bitym. A jego żona, czekistka, jest po prostu sadystką. Tacy ludzie zawsze się do siebie przyciągają. I w każdej rewolucji roi się od takich ludzi, gdzie sadyści szukają okazji do torturowania innych, a masochiści szukają okazji do torturowania siebie.
Ale nawet po rewolucji ci ludzie będą kontynuować to samo – rewolucję permanentną, czyli anarchię i nihilizm, to samo bierdiajewowskie «Nicość, która unicestwia» {«Ничто, которое ничтожит»}. Wszystko to jakoby doskonale wiedział towarzysz Trocki, który głosił rewolucję permanentną i który wybierał swoich zwolenników wcale nie ze względów politycznych, tylko ze względów psychobiologicznych.
Z klinicznego punktu widzenia, są to po prostu chorzy psychicznie psychopaci. Ale, z jednej strony, nie są jeszcze na tyle szaleni, żeby zamykać ich w domach wariatów. Z drugiej strony, ich imię legion, a tych legionistów jest tak wielu, że w zakładach dla obłąkanych nie ma już miejsc. A jednocześnie będą szaleć, dopóki nie zostaną zniszczeni. Freud nazywa to kompleksem samozniszczenia.
„A więc” – powiedział Borys – „okazuje się, że nie wy ich niszczycie, tylko oni niszczą siebie. Tak?”
„Oczywiście” – Maksym skinął głową. – „Dlatego Iwan Wędrowiec wybrał dla siebie taki pseudonim – Mort, czyli śmierć”.
Następnie komisarz bezpieczeństwa państwa zaczął tłumaczyć, że dla ludzi takich jak Iwan Mort, wolność jest szkodliwa, że prędzej czy później, ten futurysta umrze z powodu narkotyków lub popełni samobójstwo, tak jak zrobił to przywódca futurystów, Majakowski. Dlatego, aby chronić ich przed sobą, takich futurystów wypędza się teraz na Syberię, gdzie leczy się ich pracą, zgodnie z metodą poszukiwacza Boga, Lwa Tołstoja.
Swoją drogą, skoro wolność jest dla takich ludzi szkodliwa, ponieważ ta wolność nie jest prosta, tylko specjalna, dlatego poszukiwacz Boga, Bierdiajew, nazywa tę metafizyczną wolność – wolnością tragiczną, zakorzenioną w «Nicości, która unicestwia».
W gazecie „Wieczorna Moskwa”, na ostatniej stronie pojawił się list Iriny Koriakowicz, w której publicznie wyrzekła się rodziców, a nawet oświadczyła, że zmienia nazwisko.
„Co za suka” – powiedział Borys, czytając „Wieczór” – „wyrzeka się własnych rodziców”.
Ale naczelnik 13 Wydziału NKWD sprzeciwił się, twierdząc, że z punktu widzenia socjologii wyższej, jest to typowy chwyt diabła, który lubi robić wszystko po ciemku, od tyłu i odwrotnie.
„Jak to?” – powiedział Borys.
„Bardzo prosto” – powiedział Maksym – „To wcale nie są jej rodzice”.
„To kim ona jest?”
„Jest dzieckiem adoptowanym. Ale było to przed nią ukryte. A kiedy po aresztowaniu poznała prawdę o swoich, tak zwanych rodzicach, całą prawdę, zaczęła wymiotować. Ale to jeszcze bzdury” – Maksym uśmiechnął się – „Ale futurysta Mort, jego syn powstał w iście futurystyczny sposób – poprzez sztuczne zapłodnienie. To znaczy, jak mówią, zrobiony palcem”.
„Skąd to wiesz?”
„To bardzo proste. W razie potrzeby 13 Wydział zwraca się do przychodni z prośbą o podanie grup krwi rodziców i ich dzieci. A potem porównują wyniki. Podobnie, jak to ma miejsce w sądzie, gdy konieczne jest ustalenie wątpliwego ojcostwa”.
„Ale po co robić dzieci palcem?”
„To bardzo proste. Aby zmniejszyć ryzyko złej dziedziczności, która jest dziedziczona w taki sam sposób, jak syfilis. Normalni ludzie oczywiście nic o tym nie wiedzą i nawet tego nie podejrzewają. Jednak dla legionistów jest to złożony problem. Ponieważ klucze do tego problemu są w rękach diabła. I te klucze są zatrutymi kluczami”.
Wypowiadając takie bzdury, Komisarz Bezpieczeństwa Państwa zapewniał, że to jest Wyższa Socjologia. A Borys, wysłuchawszy tych bzdur, tylko machnął ręką i poszedł spać.
Tymczasem w Moskwie aresztowano po kolei wszystkich, którzy byli w ten czy inny sposób związani z tajnym stowarzyszeniem «Błękitna Gwiazda». W ten sposób zmietli krytyka literackiego, Zawaluszyna z krzywym palcem, który był krewnym mieńszewika-samobójcy Zawaliszyna. Chociaż Zawaliszyn wyczyścił swoje nazwisko w paszporcie, to nie pomogło. Zarzucano mu, że ma nie tylko krzywy palec, ale i krzywą duszę, dlatego w tajemnicy wychwala sztukę zgniłą, dekadencką, a nawet głosi bierdiajewizm. I zaczęli się go czepiać w 13-tym Wydziale. Z punktu widzenia filozofii semantycznej, skąd wziął tak dziwne nazwisko – Zawaluszyn – Zawaliszyn? A może dali ci to, bo twoi przodkowie byli już śmieciami, śmieciami, zgniłymi? Ludzkie śmieci, które teraz sprzątamy, zamiatamy. I tak dalej i tak dalej.
Ostatecznie aresztowano także rodziców Olgi. Zostali oskarżeni na podstawie art. 58 ust. 10 i 11, czyli o udział w organizacjach antyradzieckich. Okazuje się, że mieszkając w Bieriezowce niedaleko Moskwy, z nudów zbierali starych bolszewików w krąg miłośników spirytualizmu, gdzie używali swoich legitymacji partyjnych do wirujących stolików i przywoływali duchy. Choć stara bolszewiczka Dora Mazurkina usprawiedliwiała się, że wzywała głównie ducha Lenina, aby konsultować się z nim w sprawie bieżącej polityki, to nie pomogło. Teraz komunikację z duchem Lenina uważano za działalność antyradziecką.
Ponadto na sąsiedniej daczy, u Madame Popkowej, utworzyli rodzaj humanitarnego i poniekąd konspiracyjnego kręgu, w którym młodzi ludzie, nie mogąc w zwykły sposób znaleźć dla siebie szczęścia, szukali szczęścia za pomocą teozofii, czyli mądrości Madame Bławatskiej. Ale teraz tę boską mądrość uznano za kontrrewolucyjne podziemie, gdzie szatan węszył wraz z antychrystem.
I zaczęli czepiać się tych bogobojnych mędrców w 13 Wydziale. Madame Popkowa miała na policzku duże czarne znamię, wielkości dobrej śliwki, nawet pokryte czarnym meszkiem. Więc tego się czepiali. Co to za plama? A skąd? Tak? A dlaczego?
„Och, mówicie, tak już po prostu jest. Ale książki okultystyczne, skonfiskowane wam, starym bolszewikom, mówią, że to nie jest tylko plama. Mówią, że jest to pieczęć diabła lub znak wiedźmy, co oznacza pakt z diabłem. Wyjaśnijcie nam więc, co to jest”.
„Och, mówicie, to tylko przypadek. Ale dlaczego wy, starzy bolszewicy, zachowywaliście te księgi okultystyczne? – No więc... Mąż madame Popkowej pochodził z rodziny księży, widać to nawet po nazwisku. A potem został sekciarzem – subbotnikiem... Hmmm, dezerter. Nawiasem mówiąc, madame Popkowa – to po mężu, ale jakiej jest ona sama narodowości? Tak, małżeństwo mieszane. Jak powiedział wasz Bierdiajew, jest to związek szatana i antychrysta. Prawda? I nawet znak diabła na policzku. Z okultystycznego punktu widzenia jest to bardzo interesujące. Dlatego wy, mędrcy, wybraliście ją na kapłankę waszego sekretnego kultu. Ech, chociaż jesteście bosko mądrzy, my też jesteśmy ludźmi uczonymi. Wszystko jest jasne. No dalej, stara suko, podpisz protokół!”
„Towarzyszu śledczy, ale… ”
„Co? Gęś nie jest przyjacielem świni!”
„Obywatelu śledczy, ale my walczyliśmy o rewolucję…”
„To, co posialiście, jest tym, co zbieracie. Podpisuj!”
„Ale...”
„Żadnych ale. Przecież wasz bogobojny Bierdiajew nauczał, że czasami dobrze jest podążać ścieżką zła, bo to doprowadzi do najwyższego dobra. Czy widzisz teraz, dokąd to doprowadziło? Podpisuj!”
„Obywatelu śledczy, ale te organizacje są fikcyjne – te organizacje antyradzieckie. Przecież to nieprawda…”
„Ech, czy ty, stara wiedźmo, nie rozumiesz, że ta nieprawda jest dla ciebie lepsza niż prawda? Przecież za prawdę, za wszystkie twoje grzechy, powinnaś zostać rozstrzelana. A za tę półprawdę damy tobie tylko dziesięć lat Sybiru. No to podpisz!”.
Tak Komisarz Bezpieczeństwa Państwowego, Maksym Rudniew, wyjaśnił aresztowanie swojej marsjańskiej teściowej i teścia-cheruba. Zapewniał jednocześnie, że on sam oczywiście nie zajmuje się takimi drobnostkami i jedynie, niczym Piłat, umywa ręce.
Borysowi wydawało się, że wykorzystując sprawę «Błękitnej Gwiazdy», Maksym wyrównał osobiste rachunki i zniszczył wszystkich krewnych i znajomych swojej zmarłej, pięknej żony, tego cichego anioła, który wyprowadził go poza dobro i zło, poza życie i śmierć.
Szczerze mówiąc, można to jeszcze zrozumieć. Wkrótce jednak cała sprawa stała się jeszcze bardziej zagmatwana.
Podczas gdy 13 Wydział NKWD zajmował się przeszukaniami wrogów ludu, Borys od czasu do czasu przeszukiwał pokój naczelnika 13 Wydziału NKWD. Tak z ciekawości. I tak natknął się na szarą teczkę, zajrzał do niej i poczuł się trochę przestraszony. Sprawa ta dotyczyła samego Stalina, a raczej jego żony.
Druga żona Stalina, Nadieżda Alliłujewa, również była pięknością, którą Stalin podobno również bardzo kochał. Ona także zginęła w tajemniczych okolicznościach. Niektórzy twierdzili, że popełniła samobójstwo, inni, że Stalin ją zabił. A w szarym folderze znajdowało się mnóstwo szczegółów. Okazuje się, że dziwne dla żony Stalina nazwisko Alliłujewa wzięło się stąd, że jej przodkowie byli duchownymi. Następnie notatka, że brat żony Stalina, Paweł Alliłujew, ożenił się z córką duchownego, a było to już w czasach sowieckich.
„Dziwne” – pomyślał Borys – „w końcu sam Stalin też kształcił się na duchownego. A twórca CzeKa, Dzierżyński, nagi miecz rewolucji, też miał zostać księdzem. I co z tego wyszło? A potem oni sami, Stalin i Dzierżyński wypędzają wszystkich duchownych na Syberię. Rzeczywiście okazuje się, że jest to coś w rodzaju marksistowskiego prawa o jedności i walce przeciwieństw”.
W szarej teczce wspomniano także o drugim bracie żony Stalina, Fiodorze Alliłujewie, o którym nigdzie oficjalnie nie wspominano. Ale nie podano tego z prostego powodu: Fiodor Alliłujew oszalał. Oszalał podczas wojny domowej. Następna w szarej teczce była starsza siostra żony Stalina, Anna Alliłujewa. W młodości studiowała w Instytucie Psychoneurologicznym w Petersburgu, zamierzając zostać psychiatrą. Ale nie ukończyła tego instytutu, ponieważ sama okazała się chora psychicznie. Schizofrenia. Kilka sióstr jej matki, Olgi Alliłujewej również miało schizofrenię.
Ojciec żony Stalina, Siergiej Alliłujew i jego żona, Olga, byli profesjonalnymi rewolucjonistami. A teraz szeptano w Moskwie, że oni także zostali aresztowani, jako wrogowie ludu. I dla wszystkich było jasne, że teściowej i teścia Stalina nikt nie może aresztować, bez rozkazu samego Stalina.
Wkrótce potem aresztowano Pawła Alliłujewa, brata ukochanej żony Stalina. Następnie zgarnęli Stanisława Redensa, znacznego funkcjonariusza NKWD. Z Zarządu Głównego NKWD – prosto do piwnicy – i kula w tył głowy. A wszyscy wiedzieli, że Redens był mężem Anny Alliłujewej, siostry ukochanej żony Stalina.
Zatem Stalin nie tylko wtrącił ojca, matkę i brata swojej ukochanej żony do koncłagru, lecz nawet zlikwidował swojego szwagra! Z szarej teczki wynikało, że po śmierci ukochanej żony, Stalin w każdy możliwy sposób krytykował książkę, którą przed śmiercią czytała jego żona. Była to modna powieść Michaela Arlopa „Zielony kapelusz”.
Oto opinia od specjalistów 13 Wydziału: ta powieść kończy się samobójstwem w wyniku syfilisu. I, ręką Maksyma sporządzona notatka: „Legioniści tak bardzo boją się samego słowa „legionizacja”, że mówiąc o legionizacji, zwykle zrzucają winę na niewinny syfilis. Typowe zjawisko.”
„To dziwne” – pomyślał Borys, przeglądając szarą teczkę – „w końcu Maksym też ostatnio rozmawiał o jakiejś chorobie, która jest dziedziczna, jak syfilis, ale która jest znacznie gorsza od syfilisu. Swoją drogą, o Leninie też mówiono, że jest syfilitykiem. Ale co to za legionizacja? A co to za legioniści? Znów jakiś diabelski szyfr z tego diabelskiego 13-tego Wydziału.
Następnie w szarej teczce znajdowała się lista wdów kremlowskich.
Żona pierwszego marksisty Plechanowa – Rosa Markowna.
Żona Cziczerina – także jakaś-tam biblijna róża.
Żona Bucharina – Estera Gurwicz.
Żona Kamieniewa – Olga Dawidowna, młodsza siostra Trockiego.
Żona legendarnego bohatera rewolucji, Szczorsa, – Maria Chaikina.
A lista była dość długa. Następna była lista kremlowskich pań.
Żona Ludowego Komisarza Obrony Woroszyłowa – Jekatierina Dawidowna.
Żona komisarza ludowego Mołotowa – madame Żemczużina-Perleman.
Żona Ludowego Komisarza Kolei Andriejewa – Dora Moisiejewna Chazan.
I wreszcie trzecia, choć nieoficjalna, żona Stalina – Róża Kaganowicz.
Była też adnotacja, że była albo siostrą, albo siostrzenicą Ludowego Komisarza Przemysłu Ciężkiego, Łazara Kaganowicza, ale trudno to ustalić, bo jest dzieckiem adoptowanym i jest to rodzinna tajemnica.
„Dziwne” – pomyślał Borys – „co jest tam na Kremlu? Specjalne biuro matrymonialne, które ma znajdować żydowskie żony dla przywódców Kremla? I dlaczego interesuje się tym 13 Wydział NKWD?”
„Na początku, głupie biblijne bzdury, że diabeł jest księciem tego świata. Potem bełkotanie filozofa – poszukiwacza Boga, Bierdiajewa, o szatanie, antychryście, o braterstwie w antychryście – i w rezultacie o królestwie księcia tego świata. I dlaczego 13 Wydział twierdzi, że szatan i antychryst nie tylko istnieją, ale nawet pobierają się?! I dlaczego te dziwne listy biblijnego personelu wśród żon kremlowskich?! Połowa z nich została już wdowami. Niedawno wymiotło także żonę Mołotowa. Wygląda to na jakiś wzorzec. Ale jaki? Co to znaczy?”
Zespół mózgowców profesora Rudniewa pracował bardzo sprawnie. Nie zostawili nawet pierwszej żony Stalina, Jekatieriny Swanidze, która zmarła dawno temu, w spokoju. Oficjalna biografia Stalina mówi, że była biedną wieśniaczką. A w szarej teczce było napisane, że brat pierwszej żony Stalina, Aleksander Swanidze, ożenił się z Marią Korona, pochodzącą z rodziny zamożnych Żydów, imigrantów z Hiszpanii, że oboje otrzymali doskonałe wykształcenie za granicą, po czym Aleksander Swanidze otrzymał główne stanowisko w rządzie sowieckim. Sądząc po tym, jest mało prawdopodobne, aby pierwsza żona Stalina była ubogą wieśniaczką.
Ale nie o to chodzi. Faktem jest, że cała Moskwa wiedziała, że brat pierwszej żony Stalina został niedawno aresztowany, jako wróg ludu. Razem z nim zmietli nie tylko jego żonę, Marię Korona, ale także ich syna, Dżonika. Ten biedny Dżonik od dzieciństwa cierpiał na wrodzoną neurastenię i był stale leczony w poradni psychoneurologicznej.
W ślad za Aleksandrem Swanidze aresztowano także jego siostrę, Mariko, czyli siostrę pierwszej żony Stalina. Żona Aleksandra Swanidze, Maria Korona, miała brata – więc i ten brat został zmieciony. A wszyscy moskwiczanie wiedzieli bardzo dobrze, że nikt nie odważyłby się aresztować krewnych Stalina, chyba że na bezpośredni rozkaz samego Stalina.
Borys zatrzasnął złowrogą teczkę. Tak więc Stalin nie tylko zlikwidował całą rodzinę swojej ukochanej drugiej żony, ale także wytępił do korzeni wszystkich krewnych swojej pierwszej żony.
A to jest dokładnie to samo, co stało się z Maksymem i Olgą! Czy Maksym naprawdę tak ślepo podąża za Stalinem? A może odwrotnie? Może Stalin idzie w ślady swojego szalonego tajnego radcy? I co to za czortostwo?
Szukając odpowiedzi, Borys odwrócił szarą teczkę. Na okładce, gdzie zwykle widnieje nazwa sprawy, widniał napis: „Sprawa księcia tego świata”. Na odwrocie teczki, gdzie Maksym lubił stawiać konkluzje, widniało coś niezrozumiałego: «I On przyszedł przekonać świat o grzechu i prawdzie, i sądzie: ... o sądzie, że książę tego świata jest skazany».
A po przekątnej, napisana czerwonym tuszem decyzja:
«Potwierdzam werdykt. Wyrok jest ostateczny i nie przysługuje od niego odwołanie».
A poniżej podpis Komisarza Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR, Maksyma Rudniewa.
Ale jeśli Maksym tylko potwierdza ten werdykt... Kto zatem wydał taki werdykt w sprawie księcia tego świata?
Następny rozdział
Powrót do spisu treści