Bo powiadam wam, że wielu proroków i królów chciało ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i słyszeć to, co słyszycie, a nie usłyszeli.
Łukasz. 10:24
Wkrótce po tym, jak doktor nauk społecznych Maksym Rudniew został specjalnym przedstawicielem Stalina do spraw złych duchów, w Leningradzie doszło do morderstwa Kirowa, drugiej po Stalinie osoby w partii. Został zabity przez młodego komunistę, Nikołajewa.
Był mroźny zimowy poranek. Marsze żałobne Chopina były stale transmitowane przez radio. Maksym usiadł przy biurku, zamiast porannej herbaty pił wódkę, przeglądał akta osobowe Nikołajewa i mruknął:
„Tak, ma końską nogę... Jak Byron... Znamy te byroniczne typy... Bohaterowie naszych czasów... Tamerlan, Talleyrand, przywódca mieńszewicki Martow, Róża Luksemburg, ojciec Machno, Goebbels... Wszyscy to kulawe nogi i kulawi nauczyciele z Dostojewskiego…”
Borys siedział w sąsiednim pokoju i uczył się historii, po czym otworzył drzwi i zapytał:
„Hej, ty, czarnoksiężniku, co się dzieje?”
„Co... co...” – mruknął Maksym. – „W dodatku ma epilepsję... A jego żona jest od niego dużo starsza... Ale nawet ona go zostawiła... Typowy legionista!”
Biurko Maksyma było stare i proste. A teraz na tym podniszczonym biurku stały trzy telefony: biały – do normalnych rozmów, czerwony – bezpośrednia linia na Kreml i czarny – specjalna linia do 13 Wydziału NKWD.
„Więc wszystko jasne” – Sięgnął po czarny telefon – „Dlatego mówią – kulawy diabeł-ł-ł… Albo zezowaty…”
Popijając wódkę, doktor nauk społecznych zaczął dyktować do telefonu rozkaz specjalnego rejestrowania w 13-tym Wydziale NKWD wszystkich kulawych i zezowatych ludzi w Związku Radzieckim. Przede wszystkim tych, którzy są członkami partii komunistycznej. Ale tylko tych, którzy są kulawi i zezowaci od urodzenia.
Zabójstwo Kirowa posłużyło jako sygnał, po którym rozpoczęła się Wielka Czystka. Najpierw ze ścian zniknęły portrety znanych osób – bohaterów rewolucji, dawnych bolszewików, wczorajszych przywódców partii i rządu. Potem w gazetach pojawiały się ich nazwiska jako wrogów ludu, zdrajców, sabotażystów i zagranicznych szpiegów. Następnie byłych bohaterów wysyłano na taśmociąg śmierci w podziemiach NKWD.
Komisarz do spraw bezpieczeństwa państwa, Rudniew, przejął wachtę Stachanowa: pracował na dwie zmiany po szesnaście godzin na dobę i często nocował na służbie. A gdy wracał do domu, zawsze pachniał wódką. Podczas kolacji siedział w milczeniu, nie rozglądając się.
Przeglądając „Izwiestia” z relacją z najnowszego procesu wrogów ludu, ojciec Rudniew mruknął niezadowolony:
„To diabeł wie co...”
„Tak, diabeł zna się na rzeczy” – skinął głową komisarz bezpieczeństwa państwa, nie odrywając wzroku od talerza. – „Jest taka stara bajka: diabeł obiecuje władzę i chwałę, ale trzeba z nim podpisać kontrakt… No to teraz diabeł żąda spłaty rachunków… A ja prowadzę księgowość”.
„Ale ci rewolucjoniści walczyli o lepszą przyszłość” – powiedział ojciec.
„Historia wielokrotnie pokazała, że raj, który obiecują rewolucjoniści, jest rajem utraconym” – stwierdził komisarz – „A droga do piekła jest wybrukowana pięknymi obietnicami. A sami rewolucjoniści są tam pierwsi”.
„Ale te procesy to przesada!”
„Co mogę powiedzieć... Przecież to oni rozpoczęli bratobójczą wojnę domową... Przecież to oni sprowadzili na Rosję zniszczenia, głód i zarazę... Czy wiecie, że kosztowało to Rosję więcej ludzkiego życia niż cała wojna światowa?.. No cóż, teraz czas za to wszystko zapłacić”.
Tymczasem czystka przybierała coraz bardziej fantastyczne formy. Podczas pokazowego procesu w obecności międzynarodowej prasy, kremlowscy lekarze pod przewodnictwem dr. Lewina publicznie i szczegółowo przyznali, jak po cichu truli swoich kremlowskich pacjentów. Namawiał ich do tego najwyższy strażnik Kremla, sam szef NKWD, Jagoda. A ideologiczne przywództwo zatruwania należało do cichych idealistów z gwardii Lenina, znanych miłośników wolności i filantropów. Prosto z sali sądowej dawni bohaterowie rewolucji zostali wysłani do rzeźni NKWD. Wydawało się, że Moskwę ogarnęło jakieś krwawe szaleństwo.
Wieczorem ojciec czytał na głos gazetę z niedowierzaniem:
„Zatruć dokonywano poprzez rozpylanie przez butelkę z rozpylaczem wolno działających trucizn, głównie soli rtęci. Spryskiwali dywany, zasłony i meble tapicerowane. Trucizny te przedostawały się przez płuca do krwioobiegu i stopniowo niszczyły najsłabsze punkty ciała ofiary, powodując śmierć, jakby z przyczyn naturalnych…”
Komisarz Bezpieczeństwa Państwa siorbnął zupę i mruknął do talerza:
„Otworzyłem książkę Stalinowi i pokazałem ją: «Widzicie, te same metody, co w XVI wieku. Renesa-a-ans-s!»”
Zanurzył łyżkę w zupie i wyciągnął rękę do solniczki:
„Swoją drogą, dzisiaj z tej właśnie ręki zastrzeliłem zabójcę cara, Biełoborodowa…”.
„Słuchaj, Maksym” – powiedział ojciec – „ale czy najbliżsi współpracownicy Lenina byli naprawdę zagranicznymi szpiegami? Nie można w to uwierzyć!”.
„Co jest w tym takiego specjalnego?” – Maksym ponuro wpatrywał się w swój talerz. – „Przecież sam Lenin był niemieckim szpiegiem. Przecież Niemcy wysłali go do Rosji w zapieczętowanym wagonie. A jaki jest pop, taka i parafia”.
Ojciec przeczytał ostatnie słowa prokuratora Wyszyńskiego: – „Wszystkich tych wrogów ludu należy rozstrzelać jak wściekłe psy!”
„Głupia retoryka prokuratora” – stwierdził ojciec.
„To nie jest retoryka, tylko prawda” – mruknął Maksym – „Ci ludzie są znacznie gorsi niż wściekłe psy. One są natychmiast widoczne, a oni nie są natychmiast widoczni”.
„Ale czy to możliwe, że ci szanowani rewolucjoniści” – powiedziała cicho matka – „byli jednocześnie informatorami carskiej tajnej policji?”
„Oczywiście” – Maksym skinął głową – „Podczas przeszukań w archiwach opozycji odnaleziono nawet donosy kierowane do tajnej policji, pisane ręką naszego najdroższego towarzysza Stalina. Opozycja trzymała to w swoim arsenale jako ostatnią broń. Ale tych wspomnień z młodości nie pokazałem Józefowi Wissarionowiczowi”.
„Mój Boże!” – westchnęła matka – „Co za horror”.
„Rewolucjoniści po rewolucji są pająkami w historii” – stwierdził doktor nauk społecznych. – „I będą się gryźć o władzę, dopóki się nie pozabijają. Przecież jeśli czyta się archiwa tajnej policji, widać wyraźnie, że najbardziej aktywni w przygotowaniu rewolucji byli eserowcy. A po rewolucji, to oni zostali rozstrzelani jako pierwsi. A potem bolszewicy zjedli mieńszewików. A teraz bolszewicy likwidują się nawzajem. To samo stało się z jakobinami i żyrondystami. Kto doprowadził Hitlera do władzy? Szturmowcy. Gdzie są teraz ci szturmowcy? Hitler ich wszystkich rozstrzelał. Jako rezultat, zawsze zostaje jeden wielki pająk – Napoleon, Hitler lub Stalin. Jest to wzorzec historyczny. A im szybciej to się skończy, tym lepiej”.
Skończywszy obiad, Maksym nalał sobie kieliszek wódki, wypił połowę i zmęczony rozsiadł się wygodnie na krześle. Ojciec zwinął gazetę i westchnął:
„A jednak nie wierzę w te oskarżenia”.
„Tak, jest w tym tylko kawałek prawdy” – Maksym uśmiechnął się ironicznie. „A jeśli powiem ci całą prawdę, uwierzysz jeszcze mniej”. Pewnego razu Lenin zażądał, aby jego partia była „partią profesjonalnych rewolucjonistów. A cała tajemnica polega na tym, że prawdziwi rewolucjoniści, profesjonalni rewolucjoniści, nie są zwykłymi ludźmi. To są wyjątkowi ludzie”.
„Jakiego rodzaju?”
„Tacy… To bardzo specyficzna kategoria ludzi… Z takimi szczególnymi kompleksami…”
„Dziwne. Co to za kompleksy?”
Doktor nauk społecznych dopił wódkę i pouczająco podniósł palec:
„Tutaj się to zaczyna… To jest to samo, co kiedyś nazywano demonami. Jeśli w człowieku pojawi się ten kompleks, to on sam zamienia się w demona... albo diabła... i zaczyna robić Bóg wie co... Rozumiesz?”
Widząc, że Maksym się upił i znów zaczął zachwycać się złymi duchami, ojciec ostrożnie powiedział: – „Hmm, naprawdę trudno w to uwierzyć”.
„Tak, ale tak jest... Kiedy te diabły zostają aresztowane, poddaję ich najsurowszym badaniom lekarskim... analizom…”
„Jakim analizom?”
„Wszelkiego rodzaju... Łącznie z wydzielinami wewnętrznymi... I prawie każdy ma tę samą historię. To samo, co kiedyś nazywano opętaniem demonicznym. A jednym z najniebezpieczniejszych przejawów tej obsesji jest niekontrolowane, bolesne pragnienie władzy. To specjalny kompleks władzy. Co tworzy tzw. naturalnych przywódców. Dlatego ludzie mający obsesję na punkcie tego kompleksu, dla władzy zrobią wszystko... każde przestępstwo”.
Radziecki doktor Faust pstryknął butelkę z wódką: „Dla prawdziwych, urodzonych rewolucjonistów, rewolucja jest walką o władzę. A wszystko inne to tylko środek do celu. I nikt nie nienawidzi się tak bardzo, jak te zakompleksione demony, kłócące się o władzę lub pozory władzy. Przecież Lenin był bardziej zaangażowany w walkę frakcyjną niż w walkę z caratem. Dlatego te diabły donosiły na siebie tajnej policji. I na przebój współpracowali z zagranicznymi służbami wywiadowczymi”. – Maksym uderzył pięścią w stół – „Dlatego Biblia mówi, że ich pan, diabeł, zawsze dąży do władzy”.
Następnego wieczoru, czytając nowe, pełne skruchy przemówienia wrogów ludu, ojciec ponownie potrząsnął głową i mruknął:
„Ale to są starzy bolszewicy. Przeszli przez wszystkie carskie więzienia i ssyłki i nigdy nie okazali skruchy. A teraz takie niesamowite samooskarżenia?!”
„Mówią, że dają im jakieś ogłupiające zastrzyki” – zauważyła matka.
„Nie ogłupiające, a wręcz przeciwnie, rozjaśniające” – sprzeciwił się komisarz bezpieczeństwa państwa. – „Wstrzykujemy im środki, które wypędzają tak zwane biesy. Wtedy chwilowo stają się zwykłymi ludźmi, uświadamiają sobie swoje grzechy i wyznają je. A na potrzeby publicznych procesów wstrzykujemy im silniejsze środki. Wtedy nawet skłaniają się ku pokucie i dopuszczają się samobiczowania”.
Doktor nauk społecznych sięgnął po kieliszek wódki:
„Wszystko to jednak jest w pełni zgodne z podstawowym prawem materializmu dialektycznego – o jedności i walce przeciwieństw, jako motorach procesu historycznego. Borka, znasz to prawo?”
„Znam”.
„Ale to jest całkowicie sprzeczne z prawem o walce klas jako o głównym motorze historii. Gdzie jest jedność w walce klasowej?”
„Nie wiem”.
„O to właśnie chodzi. Sprzeczności tej nie może wytłumaczyć żaden profesor marksizmu-leninizmu. A jeśli wyjaśni, zostanie rozstrzelany”.
„Dlaczego?” – zapytał ojciec.
„Tak, bo to jest marksistowska jedność i walka przeciwieństw... Ha-ach!.. Przecież Marks po prostu sparafrazował starą formułę średniowiecznych czcicieli ostu... Ale mnie nie oszukacie... Ja znam to wszystko”.
„Co to za formuła?” – zainteresował się Borys.
„In daemone deus” – wymamrotał przez zaciśnięte zęby komisarz bezpieczeństwa państwa. – „Bóg jest w diable... Oto cała tajemnica tej jedności i walki przeciwieństw”.
„Tak, ale co to jest?”
„To zagadka filozoficzna, kamień filozoficzny, nad którym zastanawiają się największe umysły ludzkości. Niektórzy nawet oszaleli. Bo tej zagadki nie da się rozwiązać”.
„Cóż, rozwiązałeś tę zagadkę?” – Borys mrugnął.
„Oczywiście” – powiedział z przekonaniem uczeń papieża Innocentego – „Bóg jest Bogiem, a diabeł jest diabłem!”
„Słuchaj, Maksym”. – Ojciec zdjął binokle i zawstydzony zaczął je wycierać chusteczką” – „Sam mówisz, że niektórzy oszaleli na punkcie tych problemów. Czy wiesz, że nadal istnieje takie religijne szaleństwo?... Może te twoje książki o złych duchach wywarły na Ciebie zbyt duży wpływ?…”
Doktor nauk społecznych prychnął pogardliwie:
„Jeśli powiedzenie „Lekarzu, ulecz samego siebie!” odnosi się do kogokolwiek, to dotyczy to przede wszystkim psychiatrów. W końcu wielu psychiatrów zostaje psychiatrami, aby być bliżej własnego naturalnego środowiska. Ale my też to wiemy”.
Ojciec udawał, że poleruje swoje binokle. A Maksym uśmiechnął się pewnie:
„Lepiej przyślij do mnie tego psychiatrę. Wkrótce dowiem się, że jest w nim coś nienormalnego”.
Kiedy starszy brat był w pracy, Borys odkrył na jego biurku książkę Machiavellego „Książę”, która jest zwykle cytowana jako przykład politycznego cynizmu. Książka ta została napisana we Włoszech za czasów Cezara Borgii, kiedy toczyła się zacięta walka pomiędzy udzielnymi książętami, którzy używali wszystkiego – morderstwa, trucizny, zdrady i fałszerstwa. A Machiavelli całkowicie usprawiedliwił wszystkie zbrodnie książąt i ułożył niejako filozoficzny przepis na polityczną zdradę i brak zasad, wszelkiego rodzaju podłość i oszustwo.
Książka leżąca na biurku Maksyma została opublikowana w Moskwie na krótko przed morderstwem Kirowa. Znakomite wydanie Akademii. Stare ryciny. I także nowy przekład. A najbardziej zadziwiające było to, że przedmowę do „Księcia” napisał Kamieniew. Był człowiekiem kulturalnym i łagodnym, typowym cichym idealistą z gwardii leninowskiej. We wstępie podziwiał filozofię Machiavellego i gorąco polecał ją jako praktyczny przewodnik po polityce.
Wkrótce Kamieniew został aresztowany w sprawie „Trockistowsko-Zinowiewskiego Centrum Terrorystycznego”, i sam wpadł w pułapkę tej receptury, którą tak gorliwie wychwalał. W związku z tym aresztowano „Księcia” Machiavellego – wydano zakaz i wycofano z obiegu.
Na stronie tytułowej widniała własnoręczna notatka Maksyma: „Charakterystyczne jest to, że filozofia Machiavellego podzielona jest na 13 zasad. Nie jest to oczywiście przypadkowe, lecz celowe. Sprawdzić jego «Mandragorę». Rośnie pod szubienicą.”
Kiedy Borys wstąpił do instytutu przemysłowego, na mundurach funkcjonariuszy bezpieczeństwa państwa pojawił się nowy emblemat NKWD: wąż, unoszący się na ogonie i przebity mieczem. Widząc ten owalny emblemat wyhaftowany złotem i srebrem na rękawie Maksyma, Borys zapytał:
„Co to za wąż?”
„To jest hydra r-rewolucji” – odpowiedział Maksym.
Widząc niedowierzające spojrzenie młodszego brata, sięgnął do stołu i wyjął stos fotografii umieszczonych w specjalnej teczce NKWD. Była to obszerna kolekcja odznak, herbów, flag i symboli wszelkiego rodzaju rewolucyjnych terrorystycznych i tajnych stowarzyszeń, począwszy od egipskich piramid, po Wielką Rewolucję Październikową. Wiele fotografii pokazywało dokładnie tego samego węża unoszącego się na ogonie, którego przebił miecz na rękawie komisarza bezpieczeństwa państwa.
„Co to oznacza?” – zapytał student.
„Oznacza to, że wąż zmienia skórę, ale sam się nie zmienia” – Maksym przeciągnął się zmęczony – „Specjalnie wymyśliłem ten emblemat… Żeby wiedzieli, że ja też ich znam”.
„Kim oni są?”
„Ci sami” – odpowiedział komisarz – „których wcześniej nazywano biesami, diabłami i wiedźminami”.
„Dobrze” – powiedział Borys – „Więc strzelacie do rewolucjonistów i kłamiecie, że są kontrrewolucjonistami”.
„Faktem jest” – uśmiechnął się doktor nauk społecznych – „że zgodnie z dialektycznym prawem jedności przeciwieństw rewolucjoniści i kontrrewolucjoniści są jednym i tym samym”.
„Jak to?”
„Bardzo proste. Prawdziwi rewolucjoniści są permanentnymi rewolucjonistami. Po rewolucji nadal szaleją, ale tym razem przeciwko nowemu rewolucyjnemu reżimowi i w ten sposób stają się kontrrewolucjonistami. Dlatego po rewolucji, zgodnie z drugą częścią dialektyki marksistowskiej – dotyczącą walki przeciwieństw, należy natychmiast rozstrzelać wszystkich rewolucjonistów, jak wściekłe psy! Zrozumiałeś?”
„Ile wódki dzisiaj wypiłeś?” – zapytał młodszy.
„No cóż” – mruknął urażony starszy – „Wyjaśniam mu istotę marksizmu, a on nie rozumie… Sam Stalin mi wierzy… A ten głupiec mi nie wierzy”.
Stopniowo krwawy szał NKWD ogarnął cały kraj. Chwytali wszystkich, ale przede wszystkim chwytali członków partii. Żelazne pięści nowego komisarza ludowego NKWD, Jeżowa, ogarnęły niemal wszystkich przywódców organów partyjnych i sowieckich, w obwodach, miastach i powiatach. Powołani zostają nowi naczelnicy. A potem, jak widać, ci nowi są już aresztowani. Wydawało się, że rząd radziecki albo gryzie własny ogon, albo zmienia skórę.
Często, wraz z wrogami ludu aresztowano członków ich rodzin. Im wyższa pozycja władzy aresztowanego, tym częściej wraz z nim znikała jego żona i dzieci. Żony na ssyłkę, a dzieci umieszczano w specjalnych sierocińcach.
Ojciec Rudniew był niezwykle dobrym człowiekiem. Wieczorami lubił długo pić herbatę i czytać gazetę. Muchy wlatywały do światła przez otwarte okno i wpadały do jego herbaty. Ojciec łapał muchę łyżeczką, wynosił ją na balkon i robił muszce sztuczne oddychanie: dmuchał na nią, aż odleciała. To był naprawdę człowiek, który nie skrzywdziłby muchy. Teraz, czytając gazety z opisami krwawych wyczynów NKWD, starał się nie patrzeć na Maksyma, który siedział naprzeciwko niego w mundurze generała NKWD.
„Jaka jest wina żon aresztowanych?” – mruknął ojciec w swoje siwe wąsy – „Albo małych dzieci?”
Komisarz Bezpieczeństwa Państwowego patrzył na ojca oczami czerwonymi od bezsenności i wódki:
„Słuchaj, ty jesteś ginekologiem, a ja doktorem socjologii... Powiedz mi, czy ty, ginekolog, nie wiesz, że te... diabły, że tak powiem, mogą poślubić tylko te... diablice, że tak powiem?” – Mrugnął swoimi białymi rzęsami – „Czyż Ty, ginekolog, nie wiesz, że zamiast dzieci rodzą się takie... małe diabełki, że tak powiem?”
Ojciec siedział i udawał, że nie słyszy jego słów.
„Dlatego w swoim czasie Inkwizycja paliła całe rodziny tych złych duchów” – powiedział Maksym. – „No cóż, teraz to ta sama historia…”
Lekarz ginekolog skrzywił się z niezadowoleniem, a doktor socjologii argumentował:
„Na przykład starszy brat Lenina, Aleksander, został powieszony za zamach na Aleksandra III. Gdyby w odpowiednim czasie oczyścili całą tę rodzinę, Lenina by później nie było. Swoją drogą, w tym samym spisku brał udział niejaki Bronisław Piłsudski. Gdyby wtedy cała rodzina tego Bronisława została oczyszczona, to... w ogóle nie byłoby marszałka Józefa Piłsudskiego, który był młodszym bratem tego Bronisława. A ponieważ tego nie zrobiono, w czasie wojny rosyjsko-japońskiej ów Józef został przywódcą polskich socjalistów, żebrał u Japończyków o pieniądze, zajmował się bandytyzmem i ostatecznie został dyktatorem Polski. Najpierw zepsuł wszystko carowi, potem Leninowi i Stalinowi. Dlatego teraz staramy się nie powtarzać błędów rządu carskiego. Nasze podejście jest czysto naukowe. Choroby społeczne należy nie tylko leczyć, ale także im zapobiegać. Stosować środki prewencyjne”.
Wkrótce nastąpiła fala aresztowań wśród kierowników gospodarstw hodowlanych, specjalistów od hodowli zwierząt i lekarzy weterynarii. Oskarżano ich o organizowanie masowych mordów bydła.
„Hej, czarnoksiężniku” – powiedział Borys – „Czyżby weterynarze truli krowy?!”
Zamiast odpowiedzieć, Maksym wziął z półki książkę i wskazał palcem:
„Czytaj!”
„Wiele osób... zaprzedało się diabłom... i poprzez czary” – czytał Borys, – „poprzez obrzydliwe czyny i straszne zbrodnie zabijali… zwierzęta pociągowe, zwierzęta stadne, a także inne zwierzęta… ”
„Skąd to?”
„To jest bulla papieża Innocentego VIII”.
Dalej było napisane: «Ci łajdacy zadają cierpienie i dręczą... zwierzęta strasznymi i godnymi pożałowania udrękami oraz bolesnymi chorobami, zarówno wewnętrznymi, jak i zewnętrznymi».
„Widzisz” – powiedział komisarz – „Wystarczy tylko znać historię”.
Niedaleko ich domu znajdował się park DKA. A w tym parku był staruszek-stróż i osioł, na którym woził drewno opałowe i opadłe liście. Teraz aresztowano także tego stróża. Mówiono, że trochę cudzołożył z tym osłem. Cóż, przypisano mu podkopywanie ekonomiki socjalistycznej.
Oficjalnie NKWD miało dwanaście wydziałów. Wypiwszy za dużo, Maksym przechwalał się, że jego 13 Wydział był tak utajniony, że nawet funkcjonariusze pozostałych dwunastu wydziałów nie powinni o nim wiedzieć.
Decyzję o czystce podjęto na posiedzeniu Biura Politycznego 13 maja 1935 roku. A Maksym zapewniał, że kompletne plany czystki zostały przygotowane przez jego Naukowo-badawczy Instytut, a generalne zarządzanie powierzono jego 13-temu Wydziałowi NKWD.
„Łapiecie zbyt wielu ludzi” – powiedział ojciec z wyrzutem.
„To złożona operacja społeczna” – uzasadniał doktor nauk społecznych – „Jak gangrena. Albo rak. Musisz przeciąć żywą tkankę”.
„Boże” – westchnęła matka – „Co za horror!”
Widząc, że ojciec i matka są przeciwko niemu i że ich nie przekona, Maksym był jak najbardziej otwarty w rozmowach z młodszym bratem. Dlatego im bardziej rozwijała się czystka, tym bardziej Borys utwierdzał się w przekonaniu, że Maksym wyraźnie stracił rozum.
Kiedy po rewolucji powstawał nowy Kodeks karny ZSRR, wszystkie przestępstwa polityczne zostały objęte art. 58 tego kodeksu. Zatem wszystkie ofiary czystki i wszyscy wrogowie ludu podlegają teraz temu 58 artykułowi.
A Maksym, mający obsesję na punkcie swojego średniowiecznego kabalizmu, powiedział:
„Bobka, czy wiesz, co oznacza Artykuł 58?”
„Co?”
„To dodaj pięć plus osiem... Ile to będzie?”
„Pięć plus osiem... Trzynaście”.
„No widzisz... Trzynaście! Nie jest to przypadkowe, ale celowe – symbolika. Ci, którzy stworzyli ten kod, wiedzieli, że prawie wszystkie przestępstwa polityczne mają swoje źródło w tym korzeniu”.
„Jakim korzeniu?”
„Z księżyca”.
Oczywiście, że coś takiego może powiedzieć tylko szaleniec. A stalinowski komisarz ds. złych duchów spokojnie udowadniał swoje racje:
„Słuchaj, Bobka… Przecież w naszym obecnym kalendarzu, dwanaście miesięcy zostało wziętych sztucznie, dla wygody. Wcześniej istniał rodzaj naturalnego kalendarza księżycowego, trzynastomiesięcznego. Ponieważ w roku jest trzynaście nowiów księżyca. Ludy prymitywne tak mówiły: nie pięć miesięcy, ale pięć księżyców. A rosyjskie słowo „miesiąc” według kalendarza oznacza także miesiąc – Księżyc”.
„Co ma z tym wspólnego art. 58?”
„Ty, głupcze, słuchaj i nie przeszkadzaj... Na początku ludzie czcili słońce. Jako życiodajną zasadę. Jako symbol życia. A potem” – tutaj radziecki lekarz Faust podniósł palec – „i wtedy niektórzy ludzie wystąpili w opozycji i zaczęli czcić Księżyc. Jak nieżyciodajny, zimny, martwy początek”.
Borys pochylił się nad podręcznikiem ekonomii politycznej i powiedział:
„No i niech sobie czczą”.
„Tak, ale to nie jest takie proste” – powiedział komisarz bezpieczeństwa państwa. – „Księżyc był dla nich symbolem nie życia, lecz śmierci. I mieli szczególne powody, aby interesować się nie życiem, a śmiercią. A ponieważ w roku jest trzynaście księżyców, zaczęli gromadzić się w kręgach trzynastu osób. Stąd wzięła się cała symbolika związana z tym czartowskim tuzinem”.
„No cóż, do diabła z nim!” – powiedział Borys.
„E-e, nie-e-e” – naczelnik 13 Wydziału NKWD pokręcił głową – „to nie są zwykli ludzie, to są ludzie wyjątkowi… To ci sami, których w średniowieczu palono jako czarownice i czarowników... I to są ci sami, którzy są teraz eliminowani jako wrogowie ludu. Przecież to ja doradziłem Stalinowi określenie «wróg ludu». Myślisz, że zdjąłem to określenie z półki? Nieee…”
Maksym sięgnął do stosu literatury biblijnej i zaczął ją pokazywać. Często widniały słowa podkreślone czerwonym ołówkiem: «wrogowie rodzaju ludzkiego».
„Widzisz?” – powiedział komisarz – „Oto skąd pochodzą ci wrogowie ludu. Nie ma nic nowego pod słońcem. Wystarczy poznać historię”.
Wtedy doktor nauk społecznych znowu zaczął bredzić, że najważniejszym wrogiem rodzaju ludzkiego jest sam szatan, że jest on sprawcą niemal całego zła i kłopotów rodzaju ludzkiego, począwszy od najprostszych rozwodów męża i żony, a kończąc na krwawych wojnach i rewolucjach.
„Gdzie on mieszka, ten szatan?” – zapytał Borys.
„Tutaj!” – Maksym poklepał się po czole – „I tutaj” – Poklepał się po innym miejscu. Po takim, że i rozmowa jest żenująca.
Potem westchnął ciężko:
„To wartość czysto filozoficzna. Ale jeśli znasz ten sekret, możesz rozwikłać wszystkie tajemnice ludzkiej duszy. Potrafisz czytać przeszłość i przyszłość”.
Borys usłyszał kiedyś, że istnieje związek między geniuszem a szaleństwem. Teraz spojrzał na Maksyma i pomyślał: geniusz on, czy szalony?
Wiosną przyszedł list od rodziców Olgi z Bieriezowki, w którym ze smutkiem poinformowali, że maleńka córeczka Maksyma zachorowała na zapalenie płuc i zmarła. Dowiedziawszy się o smutnej wiadomości, matka zapłakała:
„Boże mój, jakie to było dobre dziecko, takie zdrowe”.
Maksym zmarszczył brwi i milczał.
„Pojedziesz na pogrzeb?” – zapytała matka.
„Nie”.
„Nie żal ci własnego dziecka?!”
„Oczywiście, żal”, – powiedział gorzko Maksym. – „Ale tak będzie lepiej…”
„Co będzie lepiej?”
„Że zmarła jako dziecko”.
„Maksym, wstydź się!” – zawołała matka.
„Już przy urodzeniu była skazana na śmierć” – komisarz westchnął ciężko i zakrył oczy dłonią. - „Tak będzie lepiej dla niej i dla wszystkich…”
Przez kilka minut siedział w milczeniu. Następnie, nie podnosząc głowy, zapytał głucho:
„Mamo, kiedy się urodziłem... czy mnie ochrzciłaś?”
„Oczywiście” – odpowiedziała matka.
„A ja jej nie ochrzciłem... Dam ci mój samochód... Jedź do Bieriezowki... Ochrzcij ją nawet po śmierci...”
Ciężka łza męska spłynęła przez palce komisarza na stół.
„Zamów panichidę…* Zrób wszystko, żeby ocalić chociaż jej duszę...”.
Następny rozdział
Powrót do spisu treści