Nie ma książki napisanej bez pomocy diabła.
laureat Nagrody Nobla Andre Gide.
„Towarzysze, podam wam kilka ciekawych cytatów. Słynny poeta Niekrasow pisze: „Bracia pisarze, w naszym przeznaczeniu jest coś fatalnego”
.
Amerykański magazyn Time (5 października 1970) donosi, że spośród 6 amerykańskich laureatów literackiej Nagrody Nobla 5 było alkoholikami (Eugene O'Neill, Sinclair Lewis, William Faulkner, Hemingway i Steinbeck). Mówi także, że wśród znanych amerykańskich pisarzy XIX wieku od 30 do 50% stanowili alkoholicy, co wiąże się z kompleksem samozniszczenia i stanem maniakalno-depresyjnym (najpierw wielki sukces, a potem upadek).
„Angielski naukowiec Charles Snow (który jest także pisarzem) stwierdził niedawno, że „dziewięciu pisarzy na dziesięciu jest skorumpowanych politycznie” i że gdyby pisarze nie mieli takiego wpływu na życie polityczne narodów, «świat prawdopodobnie nie poznałby Auschwitz»”.
Dodam, że Charles Snow to nie tylko znany pisarz, ale także wybitny fizyk, lord, par i członek brytyjskiego parlamentu, więc źródło jest dość wiarygodne. A cytat ten zaczerpnąłem z grubego pisma „Mosty” (nr 6, Monachium, 1961, s. 274). Magazyn ten wydawany był za pieniądze amerykańskiej agencji wywiadowczej CIA, dla przerzucenia do Związku Radzieckiego, w celu aktywowania tych samych „9 z 10” w naszym kraju. Jeśli więc mi nie wierzycie, to przynajmniej uwierzcie amerykańskiemu wywiadowi.
W czasopiśmie „Russian Word in Canada” (03-04.1976) czytamy: „Nadeżda Mandelstam w swoich „Wspomnieniach” stwierdziła, że większość współczesnych pisarzy prowadzi swoich czytelników albo w otchłań, albo… w szambo”. Mówi to wdowa po poecie Osipie Mandelstamie, który zginął podczas Wielkiej Czystki, a którego wiersze są obecnie ponownie publikowane przez CIA. Ponownie, wysłać ich do ZSRR, aby podburzać naszych dysydentów.
Gazeta "New Russian Word" w Nowym Jorku (syjoniści i trockiści) czasami przechwala się, że czyta się ją także w Moskwie. Tak, my też to czytamy – i czasami znajdujemy tam ciekawe dla nas rewelacje. Na przykład w numerze z 18 lutego 1968 roku podano, że pisarz Michaił Zoszczenko był neurastenikiem i on sam uważał swoje pisanie za coś w rodzaju choroby. Jednemu ze swoich przyjaciół powiedział: „Wiesz jednak, to jest jak choroba. Ogólnie rzecz biorąc, dobre życie nie czyni cię pisarzem. Trzeba coś znieść, a nawet zachorować...”
Czytałem gdzieś, że Fonwizin, już na wpół sparaliżowany, jechał wozem przed uniwersytetem i krzyczał do studentów: „Oto do czego prowadzi literatura! Nigdy nie bądźcie pisarzem! Nigdy nie zajmujcie się literaturą!”
Swoją drogą, chociaż Zoszczenko celowo pisał prostackim językiem, z urodzenia był szlachcicem. I chociaż był pisarzem-humorystą, w życiu prywatnym ten skory do śmiechu człowiek był pogrążony w głębokiej depresji i melancholii.
Cóż, mała osobista obserwacja. Niedawno moja żona poznała studentkę z Algierii, która studiuje na Uniwersytecie Lumumby. I ta studentka opowiada jej, że na wydziale medycznym, na którym studiuje, profesorowie wprost mówią, że większość pisarzy to schizofrenicy. A ponieważ sam trochę popisuję, żona spojrzała na mnie dość ironicznie. Tylko ona nie wie, co piszę…”
„Wiemy, co pisze” – szepnął jeden student do drugiego. - „Pisze zalecenia, którego z braci pisarzy należy wysłać do durdomu, a którego wyrzucić za granicę”.
Wybitny pisarz Borys Rudniew, członek honorowy Związku Pisarzy Radzieckich i jednocześnie generał-profesor w Instytucie Badań Naukowych NII-13, przeglądał swoje notatki:
„Angielski specjalista od spraw sowieckich, Robert Conquest w swojej grubej książce „Wielki Terror” (Londyn, 1968), w której analizuje Wielką Czystkę, pisze, że spośród 700 pisarzy, którzy w 1934 r. uczestniczyli w I Kongresie Pisarzy Radzieckich, jedynie 50 przeżyło Wielką Czystkę i wzięło udział w Drugim Kongresie Pisarzy w 1954 roku. I Sołżenicyn również mówi, że podczas czystki usunięto ponad 600 pisarzy (s. 322)”.
Jeśli zajrzycie do 8-tomowej sowieckiej „Krótkiej encyklopedii literackiej” (Moskwa, 1962-1975) i przyjrzycie się biografiom pisarzy radzieckich, którzy rozkwitli przed Wielką Czystką, zobaczycie, że większość tych biografii kończy się formułą sakramentalną: nielegalnie represjonowany – pośmiertnie zrehabilitowany. Oznacza to, że został zlikwidowany podczas Wielkiej Czystki.
Dnia 3 listopada 1977 roku międzynarodowa organizacja pisarzy PEN złożyła formalną skargę do Organizacji Narodów Zjednoczonych, zarzucając represje pisarzy w 55 z 80 objętych badaniem krajów. W załączeniu znajduje się lista z nazwiskami 606 pisarzy, z których 471 przebywa w więzieniu, 22 w szpitalach psychiatrycznych, 7 na wygnaniu, 12 w areszcie domowym i tak dalej.
Czy sądzicie, że ZSRR jest na pierwszym miejscu? Nie, na pierwszym miejscu jest Argentyna, gdzie rząd wojskowy, aby zwalczać dziką anarchię i morderczych terrorystów, uwięził 119 papierowych bazgrołów podsycających tę anarchię. Na drugim miejscu jest ZSRR: 78 atramentowych dusz, głównie dysydentów, których umieszczamy w durdomach lub wyrzucamy za granicę. Ale nawet w USA, gdzie tak wiele krzyczy się o „prawach człowieka”, 6 pisarzy, głównie pornografów, zajmujących się deprawacją ludzkich dusz, podlega represjom.
Ojciec filozofii egzystencjalizmu, czyli dekadencji w filozofii i literaturze, duński filozof Soren Kierkegaard (1813-1855), garbus i homoseksualista żydowskiego pochodzenia, z Żydów, którzy przeszli na chrześcijaństwo, twierdzi, że od wynalezienia prasy drukarskiej diabeł zamieszkał w farbie drukarskiej i w rezultacie tego we współczesnym świecie, w którym opinię publiczną kształtuje prasa, nie da się głosić chrześcijaństwa.
Jak jednak rozszyfrować tę filozoficzną zagadkę? Tak, nawiasem mówiąc, drugim słynnym duńskim homo był nasz wspólny znajomy – bajkopisarz Andersen.
Kierkegaard powtarza słowa wybitnego francuskiego pisarza i laureata Nagrody Nobla Andre Gide'a (1869-1951), który wprost stwierdza, że nie ma książki napisanej bez pomocy diabła. Aby zrozumieć tę maksymę, trzeba wiedzieć, że Gide jest takim samym pederastą, jak Kierkegaard. Ale co on sugeruje? Przecież diabeł to tylko pseudonim degeneracji. Jaki jest zatem związek tego diabła z literaturą?
* * *
„Przyjrzyjmy się temu drażliwemu problemowi bardziej szczegółowo. Czy twórczość literacka rzeczywiście jest tak ściśle kojarzona z diabłem degeneracji? Czy degeneracja jest naprawdę nieuniknioną ceną geniuszu?”
Nie, niekoniecznie. Największy geniusz literatury rosyjskiej, Aleksander Siergiejewicz Puszkin, był zupełnie normalnym człowiekiem. Słoneczny geniusz! Dlatego mówią, że największy talent pochodzi od Boga. A diabeł tylko go przedrzeźnia. Dlatego diabeł nazywany jest małpą Pana Boga.
Cóż, chociaż geniusz Puszkina pochodził od Boga, diabeł też nie spał – i to on doprowadził Puszkina pod kulę d'Anthesa. Diabeł ten ukrywał się w duszy jego żony, pięknej Natalii Gonczarowej.
Teraz przeanalizujemy jej rodowód i od razu zobaczycie o co chodzi. Babcia ze strony ojca Natalii Gonczarowej, hrabina Nadieżda Płatonowna Musina-Puszkina, zmarła w stanie całkowitego szaleństwa. Jej syn, Nikołaj Afanasjewicz, ojciec Natalii Gonczarowej, również pod koniec życia „zniszczył swój umysł” tak bardzo, że rzucił się z nożem na żonę, z którą miał 6 dzieci. Wyrokiem sądowym uznano go za osobę chorą psychicznie, a sprawami rodzinnymi zajmował się jego brat, Dmitrij Nikołajewicz. Matka Natalii Gonczarowej, Natalia Iwanowna, też nie była lepsza: na starość wpadła w alkoholizm i lekkomyślnie żyła z lokajami i woźnicami. I to są objawy tłumionego homoseksualizmu.
Siostra Natalii Gonczarowej, Aleksandra, była całkowicie zezowata, a sama Natalia była lekko zezowata. A Puszkin nawet na łożu śmierci nazwał ją „moją zezowatą Madonną”. Pamiętajcie więc przesąd o „złym oku”, które przynosi nieszczęście.
Chociaż Natalia Gonczarowa urodziła Puszkinowi 4 dzieci w ciągu 4 lat, od 1832 do 1836 r., w życiu intymnym była oziębła, czyli impotentna. Puszkin opisuje to w ten sposób:
Och, jak boleśnie jestem z tobą szczęśliw!
Kiedy schylając się do długich modlitw,
czule, bez zachwytu oddajesz się mi,
Wstydliwie-schłodzona, ku mojej radości
Ledwo odpowiadasz, niczego nie słuchasz,
A potem coraz bardziej się rozpalasz,
I dzielisz mój płomień
W końcu mimowolnie.
Tak więc, z żartobliwością i łatwością geniuszu, Puszkin opisuje swoją żonę w łóżku. Potem lubił powtarzać:
Jeśli chcesz być mądry, ucz się,
Jeśli chcesz być w niebie, módl się,
Jeśli chcesz być w piekle, ożeń się!
Dalsze materiały czerpię głównie z książki P.E. Szczegolewa „Pojedynek i śmierć Puszkina”, wydanej w Moskwie w 1936 roku (s. 357-358). Zwróćcie uwagę na datę – 1936. W samym środku Wielkiej Czystki. I ten zbieg okoliczności wcale nie jest przypadkowy.
Powodem pojedynku Puszkina były zaloty d'Anthesa do jego żony, gdzie ta głupia i zimna piękność zachowała się bardzo nierozsądnie. W rezultacie Puszkin otrzymał anonimowy dyplom „Zakonu Rogaczy”. Jednak późniejsze dochodzenia wykazały, że ten „dyplom” został napisany ręką księcia Piotra Władimirowicza Dołgorukowa. Był to 20-letni kulawy pederasta, którego matka zmarła przy porodzie i który przechwalał się, że pochodzi z rodziny Rurykowiczów. Należał do kręgu pederastów skupionych wokół posła holenderskiego, Heeckerena, który w tej sprawie odegrał rolę złego geniusza.
Bogaty baron Heeckeren w wieku 45 lat adoptował 24-letniego biednego barona d'Anthesa, którego ojciec wówczas jeszcze żył. Stara sztuczka – stary pederasta usynawia młodego pederastę. Ogólnie rzecz biorąc, Puszkin został wytropiony i zabity przez gang pederastów – Heeckerena, d'Anthesa, Dolgorukowa i Co.
No więc jak homoseksualista {педермот} Dantes zabiegał o żonę Puszkina? I dlaczego z nim flirtowała? Najwyraźniej Natalia Gonczarowa należała do tych 47% zamężnych kobiet ze statystyk doktora Wittelsa, które są mniej lub bardziej zakażone homoseksualizmem. Powiedzmy, że to nie są prawdziwe lesbijki, ale wittelsjanki. A tych wittellsjan instynktownie, podświadomie ciągnie do takich samych ludzi ze statystyk doktora Kinseya (37%), do kinseyanów.
Nasz wolnomyśliciel dysydent Siniawski-Tertz, którego wyrzuciliśmy na izraelskiej wizie, a który zamiast w Izraelu utknął w Paryżu, napisał tam obsceniczną książkę „Wędrówka z Puszkinem”, w której, ten idiota – swoją drogą – ma zezowate oczy jak żona Puszkina i jej siostra – analizując związek Natalii Gonczarowej z d'Anthesem, bezczelnie pyta: „Dała czy nie dała?” A przecież była oziębłą, impotentną kobietą. I tutaj pytanie należy postawić inaczej. I to pytanie w równym stopniu dotyczy zezowatego Siniawskiego, w którego pismach nawet niektórzy zachodni eksperci, na przykład amerykański profesor literatury rosyjskiej, Edward Brown, nie widzą nic poza impotencją, chorobą psychiczną i perwersją seksualną. Zastanówcie się nad tym pytaniem samodzielnie.
Zwolennicy diabła natychmiast zaczną protestować: „Ale jakim pederastą jest d'Anthes, skoro poślubił siostrę żony Puszkina, Katarzynę?” To bardzo proste: kinseyanin ożenił się z wittelsjanką. W końcu, jeśli jedna siostra jest „taka”, to inne siostry z reguły też nie są lepsze.
Jakie są tego rezultaty? Później, kiedy mieszkali w Paryżu, córka d'Anthesa i Katarzyny, Leonia-Charlotte, oszalała z miłości do wuja Puszkina i zmarła jako chora psychicznie. Jej pokój zamieniono na salę modlitewną, gdzie przed mównicą wisiał duży portret Puszkina, a na ścianach wisiały inne portrety jej zmarłego wuja. Córka d'Anthesa modliła się przed portretem wuja, nie rozmawiała jednak z ojcem, nazywając go zabójcą Puszkina.
Nie mógł oszczędzić chwały naszej,
Nie mógł zrozumieć w tej chwili krwawej,
Na co on rękę podnosił.
Przyjrzyjmy się bliżej szczegółom pobocznym. Wiadomo, że Puszkin mieszkał trochę z siostrą swojej żony, zezowatą Aleksandrą, która zdawała się go pocieszać w niepowodzeniach życia rodzinnego. Ale co się dzieje? Żona Puszkina, Natalia, flirtowała z homoseksualistą d'Anthesem. Jej siostra Aleksandra sypia z Puszkinem. A potem trzecia siostra, Katarzyna, poślubia tego samego d'Anthesa. Co to za dziwny bałagan? Jak u Dostojewskiego! Ale ten bałagan jest dobrze znany psychoanalitykom: oznacza to, że wszystkie trzy siostrzyczki są homoseksualne i czują pociąg do siebie nawzajem. A zwykły człowiek służy im jako psychologiczny pomost.
Kolejna mała zagadka. Ranny Puszkin strzelił do d'Anthesa z odległości 10 kroków, czyli około 8 metrów. Puszkin był uważany za dobrego strzelca – a dystans był zabójczy. Ale d'Anthes, co dziwne, wyszedł z tego tylko z przerażeniem i zadrapaniem. Wyjaśniono to faktem, że kula Puszkina trafiła w guzik munduru d'Anthesa, co go uratowało.
W 1938 roku, wkrótce po opublikowaniu książki Szczegolewa, inżynier M.Z. Komar dokonał następujących obliczeń: znając średnicę pocisku, prędkość początkową i siłę penetracji w odległości 10 kroków, doszedł do wniosku, że guzik tutaj nie pomoże. Z materiałów wojskowej komisji śledczej po pojedynku, wiadomo, że d'Anthes nie tylko nie przedstawił sędziom guzika obronnego, ale nawet nie potrafił jasno wyjaśnić, w który guzik trafiła kula.
Obliczenia M.Z. Komara przedstawiają w nowym świetle zarówno bezczelny uśmiech d'Anthesa podczas pojedynku, jak i bardzo dziwne zachowanie jego przybranego ojca, barona Louisa Heeckerena przed pojedynkiem, kiedy upokarzająco, niemal na kolanach, błagał Puszkina o przełożenie pojedynku na dwa tygodnie. Pisarz W.W. Wieriesajew sugeruje, że w tym czasie Heeckeren zdobył dla swojego sługi kolczugę, która była „guzikiem”, który uratował d'Anthesowi jego podłe życie.
Następnie obliczenia M.Z. Komara powtórzył lekarz medycyny sądowej, W. Safonow. I doszedł też do wniosku, że sądząc po naturze ukrytego złamania żeber d'Anthesa, to nie „guzik” go uratował, ale kolczuga pod mundurem. I zgodnie z ówczesnym prawem karnym nie oznaczało to pojedynku, lecz celowe morderstwo. Patrząc wstecz, może to służyć jedynie jako historyczny przykład przebiegłości i podłości pederastów Heeckerena i d'Anthesa. I ta banda, w tym ten gnojek, książę Dołgorukow, który napadł na Puszkina”.
* * *
„Jeśli Puszkin zmarł w wieku 37 lat, to drugi najlepszy poeta Rosji, Michaił Jurjewicz Lermontow, również zginął w pojedynku, w wieku 26 lat. Uważa się, że Lermontow został również zniszczony przez środowisko. Zobaczmy, kto tu jest winien?
Mąż babci Lermontowa, Jelizawiety Aleksiejewny Stołypiny-Arseniewej, Michaił Arseniew, popełnił samobójstwo i otruł się. A to już jest zły znak. Po 17 latach małżeństwa mieli tylko jedną córkę, Marię Michajłownę, matkę Lermontowa. To także zły znak. Ojciec Lermontowa był kobieciarzem i ożenił się tylko dla pieniędzy babci. Matka Lermontowa była bardzo nerwowa i chorowita i zmarła w wieku 21 lat.
Największą miłością Lermontowa była jego kuzynka, WarWara Aleksandrowna Łopuchina. Drugą miłością Lermontowa była Anna Grigoriewna Stołypina, kuzynka jego matki, która była od niego o 5 lat starsza. Jako nastolatek był także zakochany w Jekatierinie Suszkowej, która znowu była jego krewną i była od niego starsza. Wszystko to są złe znaki: zakochiwanie się w krewnych, a nawet starszych, oznacza podświadome pociąganie do kazirodztwa.
Trzeba powiedzieć, że fizycznie Lermontow był dość brzydki i bardzo cierpiał z tego powodu. Żadna z kobiet nie kochała go za życia, a on sam traktował kobiety przeważnie z drwiną lub wrogością. Ale cóż za genialny talent! Napisać tyle wspaniałych rzeczy w wieku 26 lat... Nie, to już nie talent, ale geniusz!
Ale w duszy tego geniusza siedział demon, który współcześni psychologowie nazywają kompleksem samozniszczenia. I jest to bardzo zauważalne w twórczości Lermontowa. Na przykład, bohater naszych czasów Pieczorin – w końcu to byronizm. A dr Lange-Eichbaum mówi, że Lord Byron był homoseksualistą i mieszkał razem ze swoją przyrodnią siostrą Augustą, przez co żona Byrona zaaranżowała skandaliczny rozwód, a Byron musiał uciekać z Anglii. Ojciec, matka i dziadek Byrona popełnili samobójstwo, a dziadek Lermontowa ze strony matki popełnił samobójstwo. Te same objawy. Nie tylko w ich pracy, ale także w życiu i śmierci było wiele wspólnego. Z punktu widzenia psychoanalizy śmierć Lermontowa i śmierć Byrona są rodzajem podświadomie zainscenizowanych samobójstw.
Takie są także korzenie „Demona” Lermontowa. Nawiasem mówiąc, artysta Vrubel, który zaczynał od malowania cerkwi, a potem niczym opętany, ilustrował „Demona”, w wieku 54 lat wykończył się postępującym paraliżem, ślepotą i zmarł w szpitalu psychiatrycznym. Diabeł nie lubi, gdy ktoś ciągnie go za ogon.
Uwielbiam Lermontowa. Gdybym był carem, przydzieliłbym mu dwóch archaniołów, aby go chronili – przed nim samym” – ze smutkiem pokręcił głową generał-profesor sowieckiej inkwizycji. – Teraz robimy to z niektórymi naszymi poetami. Tylko wszyscy oni nie mogą równać się z Lermontowem”.
„Jak to robicie?” – rozległo się z audytorium – „Wprowadzacie ich do durdomów?”
„Nie, niektórym z naszych zbuntowanych poetów, w głębi serca masochistom, podstawiamy odpowiednie z naszych dziewcząt z KGB. A potem zwykła historia, dobrze znana psychiatrom. Piękność zdejmuje spodnie masochistycznemu poecie, krzyczy na niego ostatnimi słowami i chłoszcze go biczem, aż do orgazmu. Potem poeta nie narzeka już na światowy smutek i nie buntuje się, ale pisze o cudownych sowieckich kobietach. To lepsze niż kula Martynowa”.
Tak więc Lermontow został zniszczony nie przez środowisko, ale przez złą dziedziczność – od swojego dziadka-samobójcy. W końcu Lermontow zrobił to samo, co jego byroniczny bohater Pieczorin – sprowokował do pojedynku swojego najlepszego przyjaciela, Martynowa. A podczas pojedynku nawet nie podniósł pistoletu. Samobójstwo. A ile zachwycających rzeczy mógłby jeszcze napisać ten 26-letni geniusz, gdyby dożył 70 lat…
Tak więc zarówno Puszkin, jak i Lermontow zostali zniszczeni, jeden od zewnątrz, a drugi od wewnątrz, z tego samego powodu – diabła degeneracji. Ten anioł śmierci, którego Lermontow opisał w swoim „Demonie”:
Jestem tym, którego spojrzenie nadzieję niszczy;
Jestem tym, którego nikt nie lubi;
Jestem moich ziemskich niewolników biczem,
Jestem wiedzy i wolności carem,
Jestem wrogiem nieba, natury jestem złem…
Tak, cóż, napisano z wielką znajomością tematu. Bardzo precyzyjne sformułowanie.
* * *
„Kolejnym filarem literatury rosyjskiej jest hrabia Lew Tołstoj. Mówiliśmy już o tym w poprzednim wykładzie. Przypomnę tylko wpis w pamiętniku Tołstoja z 29 listopada 1851 roku: „Nigdy nie kochałem kobiety... ale dość często zakochiwałem się w mężczyznach... Zakochałem się w mężczyźnie, nie wiedząc jeszcze, co to jest pederastia”.
To jest klucz do zrozumienia wielu mrocznych i zagmatwanych miejsc w twórczości Tołstoja. Weźmy na przykład jego historię „Diabeł”. Tam młody ziemianin najpierw związuje się z wieśniaczką z podwórza, a potem poślubia kobietę ze swojego kręgu. Ale nie może zapomnieć o wieśniaczce, żona go brzydzi i łamie sobie głowę, co zrobić: zabić tę wieśniaczkę, zabić swoją żonę, czy może zabić siebie samego?
Dla zwykłego czytelnika ta historia jest kompletnym idiotyzmem. Zrozumiecie to wszystko tylko wtedy, gdy poznacie sekretny „klucz”: bohaterem tego „Diabła” jest taki sam biseksualny homoseksualista, co hrabia Tołstoj. I na początku zadawał się nie z wieśniaczką, ale z chłopem. A potem się ożenił, ale nadal pociągają go mężczyźni. Więc po co strzelać do swojej żony? Albo innego pedermota? Logiczny wniosek – zastrzel się sam! I zwróćcie uwagę na charakterystyczną nazwę – „Diabeł”.
Ostatnio widziałem film na podstawie opowiadania Tołstoja „Kozacy”. I znowu to samo kłamstwo. Młody szlachcic żegna się w stolicy z pijanymi towarzyszami i wyrusza na Kaukaz, rzekomo w poszukiwaniu jakichś ideałów. Spotyka tam prawdziwych ludzi – Kozaków – a nawet wydaje się, że zakochuje się w prostej Kozaczce, ucieleśnieniu zdrowia i urody. Kiedy jednak piękna Kozaczka w końcu mówi mu „tak”, nasz bohater z jakiegoś powodu poddaje się i pospiesznie ucieka.
Dlaczego? Tak, bo Tołstoj włożył w swoich bohaterów własną duszę – duszę pedała {душу педермота}. Ogólnie rzecz biorąc, Tołstoj oszukuje nas, przedstawiając nienormalnych ludzi jako normalnych.
Teraz na Zachodzie Sołżenicyn porównywany jest do Tołstoja. Tak, jest kilka rzeczy wspólnych. Na przykład w opowiadaniu „Incydent na stacji Kreczetowka”, bujna piękność usiłuje zwabić bohatera do łóżka, a on uparcie siedzi i studiuje Karola Marksa. Wtedy piękność wstaje z gorącego łóżka i staje nago przed bohaterem, zapraszając go do skosztowania wszystkich dobrodziejstw raju. Kto z was nie dałby się tutaj skusić? Ale bohater Sołżenicyna chwyta książkę Karola Marksa i wybiega na ulicę. Cóż za świadomość polityczna! I cóż za prymitywność literacka!
Ta obsesja na punkcie impotencji przewija się przez wiele jego dzieł – zarówno w „Pierwszym kręgu”, jak i „Oddziale onkologicznym”. Jego bohaterowie zdają się zbliżać do kobiet, jednak w ostatniej chwili, gdy bohaterka mówi „tak”, z jakiegoś powodu poddają się i uciekają. Typowa reakcja impotentów.
Faktem jest, że na takich osobach nie można polegać. Są bardzo ambiwalentne i dwulicowe. A potem okazuje się, że jest schizofrenikiem lub paranoikiem. Przypomnę diagnozę słynnego psychiatry Rossolimo na temat Tołstoja: „Podwójna konstytucja zwyrodnieniowa: paranoidalna i histeryczna, z przewagą pierwszej”
(Aleksandra Tołstaja, „Ojciec”, t. 2, s. 365).
„Opowieści Sewastopola” oraz „Wojna i pokój” to dzieła bardzo patriotyczne. Wydawać by się mogło, że hrabia Tołstoj kocha swoją ojczyznę? Ale spójrzcie, co jednocześnie pisze w swoich pamiętnikach i prywatnej korespondencji:
„Rosja jest obrzydliwa, po prostu nie cierpię jej”
– czytamy w pamiętniku z 6 sierpnia 1857 r., po powrocie z Europy. A w liście do Aleksandry Tołstoj z 18 sierpnia tego samego roku pisze: „W Rosji jest fatalnie, beznadziejnie, źle... Czy uwierzycie, że po przybyciu do Rosji długo zmagałem się z poczuciem wstrętu do ojczyzny…”
(A. Tołstaja, „Ojciec”, t. 1, s. 153).
PPrzyjechawszy do domu w Jasnej Polanie zapisuje w swoim pamiętniku z 8 sierpnia 1857 r.: „...Rosja jest obrzydliwa i czuję, jak to kłamliwe, niegrzeczne życie otacza mnie ze wszystkich stron”
(pol. sobr. soch., „Gosizdat”, t. 47, s. 150).
Po pobycie w Europie, gdzie również mu się nie podobało, Tołstoj pisze w swoim notatniku z 13/25 maja 1857 r., że „wszystkie rządy są równe pod względem zła i dobra” oraz że „najlepszym ideałem jest anarchia”. (Tamże, s. 208). Widzicie, czego on chce – anarchii! To są hrabiowie, którzy zrujnowali Rosję”.
Członkowie rządu radzieckiego siedzący na widowni, słuchając tego wszystkiego, myśleli: „Tak, ci profesorowie KGB znają się na swojej pracy – jak zapewnić bezpieczeństwo państwa. Oznacza to, że wyrzucili także Sołżenicyna – aby szerzył swoją krytykę i anarchię za granicą”.
A generał-profesor Rudniew mówił dalej:
„Żebyście nie pomyśleli, że zajmuję się dyskredytowaniem wielkich ludzi, posłuchajmy teraz drugiej strony – amerykańskiej agencji wywiadowczej CIA. W swoim czasopiśmie „Mosty” (nr 6, Monachium, 1961, s. 209) w artykule „Demon równości” o Tołstoju piszą tak: „Pisarz był bliski szaleństwa, samobójstwa (ten szok psychiczny Tołstoja został przekonująco przeanalizowany przez naszego najsubtelniejszego filozofa – psychologa, Lwa Szestowa)…”
.
A oto, co dzieje się z córkami hrabiego Tołstoja, Maszą i Tanią: „Bóg pozbawił Maszę dzieci. Po 7-8 miesiącach noszenia dziecka ustały jego ruchy i dziecko zmarło. Za pierwszym razem wyjaśniono to jako wypadek, ale to samo powtórzyło się w drugiej i trzeciej ciąży – dzieci rodziły się martwe, a to samo przydarzyło się Tani podczas pierwszej ciąży”
.
To pisze trzynaste dziecko Tołstoja, Aleksandra, w swojej książce „Ojciec”, t. 2, s. 214. Patrząc na to wszystko, Aleksandra Tołstaja pozostała starą panną i zamiast męża znalazła sobie żydowską przyjaciółkę, Tatianę Szaufus. Obie wzięły sobie adoptowane dzieci. Szczerze mówiąc, jest to bardziej uczciwe niż to, co zrobił hrabia Tołstoj.
Ta Aleksandra Tołstaja mieszkała w Ameryce i wraz z Madame Schaufus dowodziła tam „Farmą Tołstoja”. Ale czy wiecie, co było wcześniej na tej farmie? – Kolonia dla dzieci ułomnych! A teraz istnieje kolonia dla starców, którzy postradali zmysły, w której pierwszeństwo mają byli rewolucjoniści, jak księżna Panina, jedna z najbogatszych kobiet w Rosji, w której domu Lenin rozpoczynał karierę, i anarchiści, jak machnowiec Żiguliew , który tak o sobie pisze: „Byłem we wszystkich partiach i organizacjach lewicowych. Bardziej na lewo może być tylko dom wariatów”
. Przebywała tam także zbiegła księżniczka Swietłana Stalina. Ogólnie rzecz biorąc, dla każdego stworzenia jest para!
Amerykańskie gazety pisały, że Aleksandra Trzynasta kontynuowała dzieło Tołstoja, otrzymując datki od takich filantropów jak amerykańska agencja wywiadowcza CIA i… Swietłana Stalin. „Nowe Rosyjskie Słowo” z 4 marca 1958 r. (zwane dalej NRS) donosi, że Tołstaja otrzymała duży czek od jakiejś dziwnej organizacji zwanej „Święci i Grzesznicy”. Hmmm, więc zastanówcie się, gdzie są święci i gdzie są grzesznicy. A Stalin po prostu wywiózł ich do koncłagrów – zarówno świętych, jak i grzeszników”.
* * *
„Weźmy kolejnego giganta literatury rosyjskiej – Dostojewskiego. Profesor Lombroso w swojej książce „Geniusz i szaleństwo” pisze, że Dostojewski przedstawił uderzająco wyraziste typy osób chorych psychicznie w „Idiocie”, „Młodzieży” oraz „Zbrodni i karze”. Tołstoj tak mówi o Dostojewskim: „On sam jest chory i wszyscy jego bohaterowie też są chorzy”
. A Dostojewski odpowiada: „Tołstoj jest całkowicie szalony”
. Zobaczcie, co za wymiana uprzejmości między geniuszami!
W wydawanym w Nowym Jorku „Psychiatric Three-Monthly” dr G.M. Davidson, także jeden z mędrców Syjonu, opublikował w 1964 roku artykuł „Dostojewski i wieczny dramat człowieka”. Tam dr Davidson analizuje dramat, no wiecie, choroby psychicznej, od biblijnych proroków i ewangelistów, po Freuda, a następnie wskazuje na pewne „tendencje homoseksualne w życiu i twórczości Dostojewskiego”.
Ojciec Dostojewskiego pochodził z duchowieństwa, był ziemianinem i sadystą. I tak znęcał się nad swoimi poddanymi, że w końcu go zabili. Ale „nawet sąd carski” uniewinnił tych poddanych. Z sadyzmu ojca wywodzą się także „Tendencje” Dostojewskiego, w którego twórczości jest dużo sadomasochizmu, czyli mieszaniny sadyzmu i masochizmu, zwykle łączonego w ten czy inny sposób, z homoseksualizmem. Z czwórki dzieci Dostojewskiego troje zmarło w dzieciństwie, najwyraźniej w wyniku złej dziedziczności.
Charakterystyczne jest, że w młodości sadomasochista Dostojewski był członkiem kręgu rewolucjonistów-pietraszewców, o których sam napisał później w swoich „Biesach”, że było to „nienaturalne i antypaństwowe stowarzyszenie składające się z około trzynastu osób”. Zwróćcie uwagę na symbolikę – trzynaście! Czartowski tuzin! W kręgu Pietraszewskiego Dostojewski był jednym z najbardziej lewicowych i opowiadał się za caroobójstwem. Za to sąd skazał go na śmierć. Ale car, którego chciał zabić, ułaskawił go i zastąpił jego egzekucję ciężką pracą.
Na katordze w Syberii Dostojewski przechodzi swego rodzaju przemianę, z lewicowca przekręca się w prawo, stając się pisarzem reakcyjnym. Możliwe, że pomogło mu „leczenie przez pracę”, głoszone przez Tołstoja.
Porównując Tołstoja i Dostojewskiego, należy zauważyć, że ewolucja Tołstoja przebiegała od Boga do diabła, podczas gdy u Dostojewskiego było odwrotnie – od diabła do Boga. Dlatego Dostojewski umarł jako szczęśliwy, oświecony człowiek. A życie Tołstoja przed śmiercią było piekłem na ziemi, w którym nieustannie biegał z myślą o samobójstwie.
Dostojewski uważany jest za wielkiego psychologa. Dokładniej, jak powiedział Tołstoj, on sam był psychopatą i wszyscy jego bohaterowie też są psychopatami. Ale opisał ich uczciwie, o wiele uczciwiej niż Tołstoj. Krytycy uważają, że Dostojewski nie lubił swoich bohaterów. Bo jak można kochać tych psycholi? U mnie, na przykład, bohaterowie Dostojewskiego budzą niepokój. A na Zachodzie poprzez bohaterów Dostojewskiego osądza się cały naród rosyjski.
Czy Dostojewski był psycholem? Oto podam wam przykład. Kiedy jego ukochana żona, Anna Grigoriewna, była w ciąży, leżała w łóżku w zimnym pokoju, a genialny mężuś drżącymi rękami zdjął obrączkę, chwycił jej jedyną ciepłą spódnicę, pobiegł do lombardu i zastawił ją, a następnie poleciał do kasyna i przegrał wszystko w karty. A jego ukochana żona nie ma nic do jedzenia. Nawiasem mówiąc, Dostojewski i jego żona mieli różnicę wieku 25 lat, a to już zły znak.
Dostojewski i jego bohaterowie to typowi utajeni lub stłumieni homoseksualiści z 37% doktora Kinseya i bohaterki z 47% doktora Wittelsa. Przypomnę, co Biblia mówi na temat takiego tłumionego homoseksualizmu:
„Kiedy duch nieczysty wychodzi z człowieka; potem chodzi po miejscach bezwodnych, szukając spokoju, ale go nie znajduje. Potem mówi: Wrócę do mojego domu, skąd przyszedłem... Potem idzie i zabiera ze sobą siedem innych duchów gorszych od siebie, a one wchodzą i tam mieszkają; a ostatnia rzecz jest dla niego gorsza niż pierwsza” (Mateusza 12:43-45). - „Siedem innych duchów” to po prostu wszelkiego rodzaju psychozy.
Ciekawe, jak Dostojewski pisał swoją powieść „Idiota”. Początkowo chciał tam przedstawić idealnie dobrego człowieka, Jezusa Chrystusa naszych czasów. Rezultatem był „Idiota”. Dlatego w swojej „Legendzie o wielkim inkwizytorze” Dostojewski mówi, że gdyby Jezus Chrystus pojawił się w naszych czasach, zostałby ponownie ukrzyżowany.
Dostojewski uważany jest za proroka. Pozwólcie, że przytoczę kilka interesujących wypowiedzi tego proroka:
„Jeśli ktoś zniszczy Rosję, nie będą to komuniści ani anarchiści, ale przeklęci liberałowie”
. Całkowicie słusznie. I tak się stało. Liberałowie-kadeci niczym termity, podkopali nogi tronu. Dlatego Lenin ich rozstrzelał w pierwszej kolejności. Zgniły liberalizm jest dobrym złem lub, jeśli wolicie, złym dobrem.
A oto wypowiedź Dostojewskiego, która bezpośrednio odnosi się do naszych współczesnych liberalnych dysydentów: „Nasz rosyjski liberał jest przede wszystkim lokajem i chce tylko czyścić komuś buty”
. To są lokaje Zachodu.
Dostojewski pisał: „Prawdziwa prawda jest zawsze nieprawdopodobna”
. Tak, właśnie tak jest. Nasze wykłady są tego dobrym przykładem. Ponieważ używamy tej samej metody analizy, co Dostojewski.
A jak wam się podoba to proroctwo Dostojewskiego: „Rosja sama zostanie ocalona i uratuje cały świat”
. Potem Dostojewski pisał, że Rosja nadal powie światu swoje nowe słowo. Oznacza to, że Dostojewski, który z rewolucjonisty stał się reakcjonistą, przewidział, że Rosja pokona chorobę rewolucji, a potem nadejdzie odrodzenie narodowe.
Dostojewski pisał o tym szerzej w swoich „Biesach”, biesami nazywając rewolucjonistów:
„...widzicie, to jest dokładnie tak, jak nasza Rosja. Te biesy, wychodzące z chorego i wchodzące w świnie, te wszystkie wrzody, cała miazma, cała nieczystość, wszystkie biesy i wszystkie diabełki, które przez wieki nagromadziły się w naszym wielkim i drogim chorym, w naszej Rosji, przez wieki, przez wieki!.. i rzucimy się szaleni i wściekli, ze skały w morze i wszyscy potoniemy, i tamtędy nasza droga... Ale chory zostanie uzdrowiony i „usiądzie u stóp Jezusowych”... i wszyscy będą patrzeć ze zdumieniem…”
Dlatego główny demon rewolucji, Lenin, nazwał Dostojewskiego nie jakoś-tam, a „arcyłotr Dostojewski”, a Tołstoja pieszczotliwie nazwał „zwierciadłem naszej rewolucji”.
Dostojewski tak pisał o rewolucji: „Będzie takie zamieszanie, jakiego świat jeszcze nie widział… Ruś się zachmurzy, ziemia będzie płakać za starymi bogami…”
. Dobrze powiedziane!
W „Biesach” Dostojewski pisze o „bestialskim, zmysłowym tajnym stowarzyszeniu”, potem jest socjalizm, Fourier, Proudhon, „piątki rozsiane po całej Rosji”, z centrum za granicą, kulawe nogi, kulawi nauczyciele, eunuchowie, bicze, nihilizm, podpalenia. A potem Dostojewski oświadcza, że to „nie socjaliści, tylko oszuści”.
A oto co Dostojewski napisał o drożdżach rewolucji:
„Internacjonalizm nakazał, aby rewolucja żydowska rozpoczęła się w Rosji. I to się zacznie... Bunt rozpocznie się od ateizmu i grabieży wszelkiego bogactwa... Żydzi zniszczą Rosję i staną się przywódcami anarchii. Żyd i jego kahał to spisek przeciwko Rosjanom. Przewiduje się straszliwą, kolosalną, spontaniczną rewolucję, która wstrząśnie wszystkimi królestwami świata zmianą oblicza tego świata. Ale to będzie wymagało stu milionów głów. Cały świat będzie zalany krwią…”. To jest z „Dziennika pisarza”.
Chociaż Dostojewski napisał to sto lat temu, jest to nadal bardzo aktualne. Pomyślcie o naszych obecnych żydowskich dysydentach, opozycjonistach i nieprawomyślnych, których umieszczamy w domach wariatów lub wyrzucamy za granicę. A tak zwana „emigracja żydowska” jest w istocie zamaskowanym i selektywnym wydaleniem Żydów z ZSRR.
* * *
„Wróćmy do naszego głównego tematu. Zatem zarówno Tołstoj, jak i Dostojewski byli, jak to ujął Lombroso, degeneratami najwyższego rzędu. Weźmy teraz trzeci filar literatury rosyjskiej – Iwan Siergiejewicz Turgieniew (1818-1883). Jego ojciec i matka żyli bardzo, bardzo źle. Jego matka była bogatą, despotyczną i sadystyczną właścicielką ziemską, podobnie jak Sałtyczicha, typowa „twarda” kobieta, która zwykle ma „miękkich” i masochistycznych synów, którzy nie mogą się ożenić. Więc Turgieniew nie mógł się ożenić”.
W młodości był zakochany w swojej krewnej, Oldze Turgieniewej. A takie podświadome pragnienie kazirodztwa to zły znak, który zwykle kojarzy się z homoseksualizmem. Następnie Turgieniew zakochał się w Natalii Tuczkowej, która później została żoną rewolucjonisty Ogariewa, a w drugim małżeństwie została żoną jego przyjaciela Hercena. Ale dobrze znamy tych dwóch rewolucjonistów: byli członkami tego samego „bestialskiego, lubieżnego tajnego stowarzyszenia”, o którym pisał Dostojewski. I ten sekret polegał na tym, że naciągali się nawzajem, a niestała żona służyła im tylko jako zamaskowanie.
Turgieniew był bardzo bogatym, miłym i życzliwym włascicielem ziemskim, ale z charakteru był słaby i niezdecydowany. I dlatego nigdy się nie ożenił. I zamiast się ożenić, przez wiele lat mieszkał we Francji, w dziwnym „francuskim trójkącie”, z piosenkarką Pauline Viardot i jej mężem. Chociaż Turgieniew miał nieślubną córkę z prostą dziewczyną Awdotią Jermolajewą. I tę córkę wychowywała Pauline Viardot.
Turgieniew także włożył duszę w swoich bohaterów: jego ludzie są zawsze słabi, a kobiety silne. Jego ludzie to „ludzie zbędni”, rodzaj niespokojnych, skazanych na zagładę, umierających przypadkową śmiercią (Rudin, Insarow, Bazarow, Nieżdanow). A inicjatywa zawsze należy do kobiety: jej wola jest silniejsza, jej krew jest gorętsza, jej uczucia są szczersze niż uczucia ludzi Turgieniewa. Dlatego narodził się stereotyp „turgieniewskiej kobiety”.
W zasadzie wszystko to jest sprzeczne z prawami natury. Ogólnie rzecz biorąc, wszystko obraca się przeciwko niemu. A w życiu - to 69 sposobów na bycie nieszczęśliwym. Takie było życie jego ojca i matki. Takie było życie samego Turgieniewa. Najwyraźniej Turgieniew również miał problemy ze złą dziedzicznością”.
* * *
„Kolejnym z największych pisarzy rosyjskich jest Gogol. Choć bardzo dobrze opisywał kobiety, sam całe swoje życie przeżył w dziewictwie. A potem zagłodził się na śmierć w przypływie religijnego szaleństwa.
Ta sama historia dotyczy ukraińskiego muzyka ludowego, kobzara, Tarasa Szewczenki. Przez całe życie marzył o ożenku. Ale nigdy się nie ożenił.
No cóż, kto tam jeszcze jest w XIX wieku? Pisarz Gonczarow, autor „Obłomowa”. On też się nie ożenił. Pod koniec życia cierpiał na ostrą chorobę psychiczną.
Sprawdziliśmy XIX wiek, tzw. złoty wiek literatury rosyjskiej. I jak widać obraz jest smutny. A jeśli weźmiemy XX wiek, czyli Srebrny Wiek literatury rosyjskiej, obraz będzie jeszcze gorszy.
Cały problem w tym, że ci pisarze, będąc degeneratami i psychopatami, przenieśli swoje problemy psychiczne na środowisko, na społeczeństwo i zwalili wszystko z chorej głowy na zdrową. I wyszło jak w krzywym zwierciadle, karykaturalnie. A potem obwiniali to społeczeństwo i żądali jego naprawy. Lecz czy nie prościej jest ponaprawiać samych pisarzy? Dlatego wszyscy mieli kłopoty z rządem i cenzurą.
Dlatego lord Charles Snow twierdzi, że 9 na 10 pisarzy jest skorumpowanych politycznie. Dlatego filozof Kierkegaard filozofuje, że w naszych czasach diabeł zamieszkał w farbie drukarskiej. Dlatego laureat Nagrody Nobla, Andre Gide, twierdzi, że nie ma książki napisanej bez pomocy diabła.
Niedawno z wielkim trudem ukończyłem opus Sołżenicyna „Cielę bodło się z dębem”. To jak podręcznik psychopatologii: urojenia wielkości, urojenia prześladowcze i grafomania. I tam narzeka, że Związkiem Pisarzy ZSRR „kierują generałowie bezpieczeństwa państwa, tacy jak Wiktor Iljin” (s. 592).
Widzicie, nasi przyjaciele z „Nowego Rosyjskiego Słowa” są oburzeni, że Związkiem Pisarzy ZSRR dowodzi były generał KGB, Markow. Sołżenicyn zdnalazł jeszcze generała bezpieczeństwa państwa Iljina”.
Tutaj generał-profesor 13 Wydziału KGB i członek honorowy Związku Pisarzy Radzieckich, Borys Rudniew, żartobliwie zmrużył oczy:
„Jak to się stało, że jeszcze mnie nie wywęszyli? Notabene, w swojej książce „Cielę pod dębem” Sołżenicyn broni pisarza Artema Wiesiełego, zlikwidowanego podczas Wielkiej Czystki (s. 489). Ale jeśli Sołżenicyn zajrzy do „Encyklopedii literackiej”, zobaczy, że pisarz Artem Wiesiełyj był czekistą w latach dwudziestych, a w 1937 roku sam został zlikwidowany. To, co zasiewałeś - jest tym, co zebrałeś. Przez całą książkę Sołżenicyn jest zły na „CzKGB” i jednocześnie… broni czekistę?! Gdzie jest logika? Sam Sołżenicyn pisze, jak został wyrzucony z ZSRR: od chwili aresztowania aż do poronienia we Frankfurcie w towarzystwie lekarza. Dodam jeszcze, że był to lekarz-psychiatra.
Mówią, że powołaniem pisarzy jest odkrywanie tajemnic ludzkiej duszy. Ale u progu najwyższych tajemnic ludzkiej duszy stoją mroczni strażnicy progu – choroby psychiczne, gdzie często spotykają się umysł i szaleństwo, dobre zło i złe dobro. Strażnicy progu... A za tym progiem - Nicość, która unicestwia.
Aby jednak zrehabilitować naszych wielkich pisarzy, muszę powiedzieć, co następuje. Oprócz kontaktów zawodowych, mam oczywiście osobistych przyjaciół i znajomych. Inteligencja, powiedzmy, w trzecim pokoleniu. Wiek 50-60 lat. W związkach małżeńskich, dorosłe dzieci. Znam ich od wielu lat”.
Generał-profesor z trustu mózgowego NII-13 potarł czoło dłonią:
„Ale mam trzecie oko na czole, jak kamień księżycowy na czołach hinduskich bogów. I widzę, że wśród moich znajomych jest tyle samo problemów związanych ze zwyrodnieniem, jest tyle samo wszelkich strażników progu, co wśród wspomnianych wielkich pisarzy. Nie ma tylko jednego – ani talentu, ani geniuszy”.
Następny rozdział
Powrót do spisu treści