Grigorij Klimow «Protokoły Mędrców Sowieckich»

Protokół 9. Synowie Złego

Kąkol to synowie złego; wrogiem, który je posiał, jest diabeł.

Mateusz. 13:38-39.

Generał-profesor Borys Rudniew wykładał teorię literatury:

„Towarzysze, przed rewolucją w literaturze rosyjskiej były bardzo silne wszelkiego rodzaju tendencje dekadenckie, które podważały moralne podstawy istniejącego ustroju. Na przykład Tołstoj i jego nauczanie o „nieprzeciwstawianiu się złu poprzez przemoc”. Jak to wyglądało w praktyce? Kiedy rewolucyjni terroryści zabijali żandarmów, hrabia Tołstoj milczał jak ryba. Ale kiedy złapano i powieszono tych morderców, hrabia Tołstoj krzyknął na cały świat: „Nie mogę milczeć!” Z tego powodu Lenin wprost nazwał Tołstoja „zwierciadłem naszej rewolucji”.

Po rewolucji, podczas Wielkiej Czystki, Stalin wypędził na Syberię prawie połowę Związku Pisarzy Radzieckich. Co więcej, ucierpieli przede wszystkim ci pisarze lewicowi, którzy pomogli sprawie rewolucji.

Po Stalinie przyszedł Chruszczow i zlikwidował koncłagry. Dał ludziom więcej wolności. Ale wkrótce kłopoty zaczęły się ponownie. Przede wszystkim z pisarzami, począwszy od Pasternaka, a skończywszy na Sołżenicynie, których nazywano dysydentami. Teraz musimy wyrzucić część tych dysydentów za granicę. Jaki jest problem z tymi pisarzami?

Aby zrozumieć ten problem, przyjrzyjmy się temu zakątkowi krytyki literackiej, o którym pisarze zwykle nie lubią pamiętać. Weźmy książkę psychiatry Maxa Nordau-Südfelda „Degeneracja”, która szczegółowo porusza problematykę degeneracji w literaturze. Podsumujmy, że tak powiem, podstawy teoretyczne.

Doktor Nordau jest uczniem słynnego profesora psychiatry, Lombroso, o którym już trochę wiecie i któremu dedykowana jest ta książka. Charakterystyczne jest, że Lombroso jest włoskim Żydem, a Nordau jest niemieckim Żydem. Nordau to pseudonim literacki, a jego prawdziwe nazwisko to Südfeld (1849-1923). Urodził się, podobnie jak Karol Marks, w rodzinie rabinów. Oprócz degeneracji pasjonował się także syjonizmem i był, po Theodorze Herzlu, drugim przywódcą syjonizmu. W rezultacie doszło do zamachu na jego życie... Uważacie, że jest antysemitą? Nie, o mało nie został zabity przez innego syjonistę. Początkowo Nordau chciał poślubić Żydówkę, ale matka mu to uniemożliwiła, a panna młoda próbowała popełnić samobójstwo. Następnie ten przywódca syjonizmu poślubił gojkę, czyli sziksę, jak mówią po hebrajsku.

Nordau nie był ani radykałem, ani reakcjonistą. Był po prostu uczciwym socjologiem i bronił interesów normalnego człowieka. Ponadto był bardzo bystrym politykiem i z wyprzedzeniem przepowiedział wojnę 1914 roku.

Książka, którą recenzuję, autorstwa dr Nordaua, „Degeneracja”, została opublikowana w języku rosyjskim w 1902 r., wydanie trzecie. We wstępie pisarz W. Awsiejenko pisze: „Rzadko zdarza się, aby książka odniosła tak wielki sukces wśród publiczności, jak książka Maxa Nordaua „Degeneracja”… Trudno znaleźć książkę filozoficzną, która byłaby w stanie bardziej zadowolić współczesnego czytelnika”.

Potem następuje ten interesujący fragment:

„Sama degeneracja nie jest niczym innym jak nieuniknionym zjawiskiem postępu historycznego, tkwiącym w twórczości historycznej, tj. zniszczenie niektórych form i utworzenie nowych. W najbardziej odnawiających, najbardziej konstruktywnych rewolucjach w historii świata zawsze był obecny nurt, który nasz autor nazywa degeneracją”.

A teraz pomyślcie sami – jakie są te „najbardziej odnawiające, najbardziej konstruktywne rewolucje w historii świata?" – Generał profesor nasrożył się. – To nasza rewolucja, wojna domowa, czystki stalinowskie i koncłagry. Wszyscy przeszliśmy przez tę maszynkę do mięsa – i dobrze wiemy, co to jest.

Zamiast przedmowy autora dr Nordau pisze:

„Zdegenerowani nie zawsze są przestępcami, rozpustnikami, anarchistami lub zdeklarowanymi szaleńcami; czasem są to pisarze, przedstawiciele sztuki, ale dominują w nich te same psychiczne, a w większości przypadków także fizyczne, cechy, tej samej rodziny antropologicznej, uzbrajające ręce jednych w nóż lub ładunek dynamitowy, ręce drugich w długopis lub pędzel”.

„Niektórzy z tych degeneratów w literaturze, muzyce czy świecie sztuki, weszli w modę w ostatnich latach i zostali okrzyknięci przez licznych wielbicieli twórcami nowej sztuki i zwiastunami przyszłych stuleci”.

„Zjawisko to nie jest obojętne. Książki i dzieła sztuki wywierają silny wpływ na masy: współcześni czerpią z nich ideały moralności i piękna. Jeśli wydają się szalone i wrogo nastawione do porządku społecznego, niewątpliwie wprowadzają zamieszanie w umysły i wywierają katastrofalny wpływ na całe pokolenia”.

Następnie dr Nordau ze smutkiem zauważa:

„Każdego, kto wkracza w zasady estetyczne, czeka gorzki los. Pisarz czy przedstawiciel sztuki, którego dotknął, nigdy nie wybaczy mu tej śmiałości; podniesie się zjadliwa krytyka i nawet publika będzie niezadowolona, jeśli w końcu otworzą się jej oczy i zobaczy, że pomyliła głupców, bufonów i szyderców z prorokami. Grafomaniacy i ich krytyczni strażnicy przejęli całą prasę i przez resztę życia będą torturować i prześladować sygnalistę, który jest dla nich wyraźnie niewygodny”.

Spójrzcie teraz na swoje notatki, co inny pionier w dziedzinie degeneracji, dr Lange Eichbaum, napisał na ten sam temat w swojej książce „Geniusz, szaleństwo i chwała”: „Badacz w tej dziedzinie zbiera niewdzięczność, a nawet nienawiść, a jego praca staje się zabroniona... Już samo zebranie tego materiału wiąże się z niekończącymi się trudnościami”.

I nie jest to przypadkowa zbieżność w wypowiedziach dr Nordaua i dr Lange. Wiedzą to z własnego doświadczenia. Diabeł nie lubi, gdy ktoś ciągnie go za ogon. Dotknięcie legionu degeneratów jest gorsze niż siedzenie z gołym tyłkiem w pokrzywie lub w stercie mrówek.

Ale... bez tego nie zrozumiecie, dlaczego Stalin wygnał na Syberię połowę Związku Pisarzy Radzieckich i dlaczego my teraz wypędzamy naszych pisarzy-dysydentów za granicę.

Następnie Nordau mówi o duchowych znakach „fin-de-siecle”, co po francusku oznacza „koniec epoki”. Wyrażenie to jest używane w odniesieniu do degeneratów współczesnej kultury. To zabawne, ale Nordau nie zauważył, że to wyrażenie znajduje się już w Ewangelii, w przypowieści o kąkolu: „Kąkole są synami złego; wrogiem, który ich zasiał, jest diabeł, żniwo to koniec wieku... Dlatego jak zbiera się kąkol i spala w ogniu, tak będzie przy końcu tego wieku” (Mateusza 13:38-40). Nawiasem mówiąc, to „żniwo” bardzo przypomina czystki stalinowskie.

Nordau pisze: „Pojęcie zwyrodnienia w nauce o chorobach psychicznych zostało po raz pierwszy zdefiniowane i mocno ugruntowane przez Morela... Degeneracja objawia się u ludzi pewnymi wadami fizycznymi. Istnieje bardzo pewny sposób na udowodnienie, że zwiastuny „końca stulecia” w literaturze i sztuce są po prostu zdegenerowane: aby przekonać się, że to nie przypadek, ale udowodniony fakt, wystarczyłoby dokonać fizycznego pomiaru autorów i zapoznać się z ich drzewem genealogicznym. Wtedy niewątpliwie prawie każdy miałby zdegenerowanych krewnych”.

„Nauka odkryła, oprócz fizycznych, także charakterystyczne psychiczne oznaki zwyrodnienia… Lombroso mówi konkretnie o „mattoidach” (od włoskiego słowa „matto” – szaleni) i „grafomanach”. Mówiąc o nich, ma na myśli półnormalnych ludzi z obsesją na punkcie pisania. To, co charakteryzuje zdegenerowanego, to przede wszystkim brak pojęcia o moralności i prawdzie. Dla nich nie ma praw, wątpliwości i poczucia wstydu; popełniają zbrodnie i występki z największym spokojem i samozadowoleniem... W swej najwyższej formie zjawisko takie nazywane jest „szaleństwem moralnym”; ale są różne stopnie choroby, jest też tak, swoją drogą, kiedy degenerat sam nie robi nic, co by go skonfliktowało z prawem, a teoretycznie dochodzi do usprawiedliwienia przestępstwa, całymi potokami słów udowadnia, że „dobro” i „zło”, cnota i występek są podziałami czysto arbitralnymi, podziwia przestępców i ich czyny, odkrywa w nich szczególne piękno i stara się obudzić zainteresowanie i sympatię dla dzikich instynktów. Korzeni takiego moralnego szaleństwa można doszukać się psychologicznie w niesamowitym egoizmie…”

„Niektórzy głupi krytycy, bojąc się, że zostaną uznani za zacofanych, podejmują czasami desperackie wysiłki, aby przeniknąć znaczenie komicznego i miernego dzieła zdegenerowanego autora, aby docenić cudowne piękno wyrazu bredzenia na wpół szalonego człowieka”.

Ale tutaj nie zgadzam się z Nordauem” – zauważył generał i profesor nowej sowieckiej inkwizycji. – Praktyka pokazuje, że w większości przypadków ci „głupi krytycy” nie są wcale tacy głupi, ale bardzo przebiegli. I chwalą zdegenerowanego autora, bo sami są degeneratami. Wrażliwość klasowa. Solidaryzm.

Nordau pisze: „Do oznak zwyrodnienia należy zaliczyć niechęć do wszelkiej pracy, strach przed działaniem, «chorobę woli»... Osoba o słabej woli, opętana strachem przed pracą, degenerująca się, nieświadoma swojej niezdolności do pracy, to dziedziczna choroba mózgu, deklaruje, że świadomie gardzi pracą, że lubi bezczynność. Aby usprawiedliwić się we własnych oczach, buduje teorię filozoficzną…”

Zatem, towarzysze, to właśnie ci filozofowie zrodzili filozofię komunizmu, w której każdy będzie „pracował według swoich możliwości i otrzymywał według swoich potrzeb”. Rezultatem były stalinowskie koncłagry. Według przepisu Lwa Tołstoja na „leczenie przez pracę”. Do tej kategorii degeneratów zaliczają się dziś zachodni hipisi i nasze sławne „obiboki”.

„Niektóre cechy degeneratów są dobrze znane... Stają się twórcami systemów metafizycznych, rozwiązują odwieczne tajemnice wszechświata, poszukują kwadratury koła i eliksiru mądrości... Według Lombroso, dzieło wielu anarchistów opiera się właśnie na takich przesłankach... Marzą o powszechnym szczęściu i wymyślają plany przekształcenia Wszechświata, porażając swoją wyimaginowaną miłością do innych, obok absurdu i przerażającej ignorancji dotyczącej faktycznie istniejących relacji.

„Główną cechą charakterystyczną degenerata, którą zachowałem na zakończenie, jest mistycyzm. „Spośród wszystkich bolesnych objawów”, mówi psychiatra Colen, „nie znamy dokładniejszej definicji zaburzenia psychicznego jak punktu mistycznego szaleństwa. Jeśli sprawa nie osiągnęła jeszcze swojego ostrego okresu, nienormalność wyraża się w ustawicznym zainteresowaniu sprawami mistycznymi i religijnymi, w przesadnej pobożności itp”.

„...Degeneracja w żaden sposób nie przesądza o przeciętności. Prawie wszyscy badacze, którzy obserwowali degeneratów, mówią coś wręcz przeciwnego. „Zdegenerowany” – twierdzi psychiatra Legrain – „może być nawet geniuszem”. Francuski naukowiec Lassegue wybuchł sloganem: „Geniusz to zaburzenie nerwowe”. Ale nauka wcale nie twierdzi, że geniusz musi być szalony: wręcz przeciwnie, są zdrowi, silni i zrównoważeni geniusze. I to nie znaczy, że każdy szaleniec jest koniecznie geniuszem…”

Ale tutaj jest kontrowersyjny fragment: „Nie zgadzam się z Lombroso” – mówi Nordau – „że zdegenerowani geniusze są potężnym czynnikiem postępu ludzkości. Przekupują nas i oślepiają; Niestety, często mają oni głęboki wpływ, ale zawsze ze szkodą dla ludzkości. Prowadzą ją wybraną przez siebie ścieżką, lecz ich ostatecznym celem jest otchłań lub pustynia i niczym błędne ogniki na bagnach, prowadzą ją w bagno.

Chcecie konkretny przykład? Cóż, oto Marks i Engels, Lenin i Stalin. Albo, jeśli wolicie, Hitler. Kiedy taki „postęp” ma miejsce na własnej skórze, to tutaj bardziej zgadzam się nie z Lombroso, ale z Nordau.

A teraz o poetach-wywrotowcach: „Jako poetów często wyróżnia ich bogactwo rymów i błyskotliwość formy, ale jednocześnie brak jakiejkolwiek myśli”.

Dla przykładu możemy wywołać naszego poetę Osipa Mandelstama, którego Stalin zgnoił na Syberii, a obecnie uchodzi za geniusza na Zachodzie. Przeczytajcie jego wiersze: na końcach jest rym, ale środek nie ma żadnego sensu. Bełkot szaleńca.

Nordau pisze: „To właśnie ci najbardziej utalentowani ludzie otwierają nowe horyzonty w sztuce i literaturze, a których entuzjastyczna młodzież wita jako przywódców powołanych do poprowadzenia ludzkości do ziemi obiecanej. Przeważają wśród nich degeneraci i mattoidy (półszaleni). Tłum, zachwycony i klęczący, goniący za modą, którą sam wymyślił i która jest oryginalna, należy uważać za histeryczny lub opętany neurastenią...”

„Wcześniejsi obserwatorzy mówili o bezgranicznym oszustwie histeryków... Histerycy nigdy nie kłamią świadomie. Wierzą w prawdziwość swoich najbardziej makabrycznych zeznań. Bolesna ruchliwość umysłu i niezwykła lekkość wyobraźni prowadzą ich do niesamowitych metamorfoz, a oni sami wierzą w swoje najbardziej nieprawdopodobne wymysły”.

Cóż, teraz dr Nordau mówi bezpośrednio o naszych dysydentach, których umieszczamy w domach wariatów i których na Zachodzie wychwala się jako proroków:

„Udowodniliśmy, jak rodzą się nowe szkoły. Ich pierwotnym źródłem jest degeneracja autorów i ich zagorzałych naśladowców. Stają się modnymi i odnoszą spektakularny sukces dzięki histerii współczesnego społeczeństwa... Pustogłowi, którzy niczego bardziej się nie boją, niż tego, że zostaną uznani za zacofanych, dołączają do nich z okrzykami „Hurra!” i dzikim śpiewaniem „hymnów”… Za histerycznym zachwytem, nieświadomie zaszczepionym, podąża nieubłaganie zwariowany na punkcie mody głupiec i estetyczny gaduła, który pali kadzidło młodzieży. Za hipokrytą podąża agent reklamowy, a uliczny tłum depcze im obojgu po nogach... A cały ten motłoch, choćby dlatego, że jest chory, samolubny i próżny, wywołuje więcej hałasu i zamieszania niż zatłoczone zgromadzenie zdrowych ludzi…”

Mały szczegół. Doktor Nordau zauważa, że Balzac mówił już „o wpływie imienia na los człowieka”. Choć nie jestem Balzakiem, mogę też powiedzieć, że czasami imię może naprawdę wpłynąć na los człowieka. Na przykład w lipcu 1977 roku w prasie amerykańskiej ukazał się histeryczny list do prezydenta Cartera od radzieckiego dysydenta Gelija Snegirewa, członka Związku Pisarzy, reżysera, członka Partii Komunistycznej, a nawet członka biura partyjnego, gdzie ten komunista skarży się kapitalistycznemu prezydentowi, że go zewsząd wyrzucono – za sprzeciw. Ale już po jego imieniu „Helium” mogę stwierdzić, że jego rodzice byli idiotami. W końcu hel jest gazem, pierwiastkiem chemicznym. A takie modernistyczne imiona zazwyczaj nadają swoim dzieciom idioci. No cóż, synu... jak to mówią, niedaleko pada jabłko od jabłoni.

Kierownik grupy onomastyki, czyli wydziału lingwistyki zajmującej się badaniem nazw własnych i ich pochodzenia, w Instytucie Lingwistyki Akademii Nauk ZSRR, A. Superanskaja, podaje następującą listę modernistycznych imion, które pojawiły się po rewolucji. Na przykład Barykada, Ciągnik i Wielki Piec. Tak więc Traktor Iwanowicz poślubia Barrikadę Pietrowną i mają córkę o imieniu Domna Traktorowna. Jak ci się podoba? Albo takie skróty nazw: Borkomin (BORec KOMunistycznego INternationalu), Velior (WIELki Organizator Rewolucji), Karmiy (Krasnaya [Czerwona] ARMIa), Yunata (YUna [Młody] NATuralista), Lagshmivara (LAGer SHMIdta W ARktike), Kim (Komunistycznej Internacjonal Młodzieży). Albo takie chwyty słowne: Gertruda (GERoj TRUDA [praca]), Renata (REwolucja NAuka Trud), Aurora (na cześć krążownika „Aurora”), Iskra (na cześć gazety „Iskra”).

Dysydent Sołżenicyn w swoim „Pierwszym Kręgu” podaje imiona: Dinera (DItia Nowej ERy) i Dotnara (DOcz Tudowogo NARoda {Córka Ludu Pracy}). To córki sowieckiego prokuratora, którego żona, jego przyjaciółka z wojny domowej, zmarła przy porodzie. Dlaczego zmarła podczas porodu? Tak, ponieważ jest degeneratką – i znajduje to odzwierciedlenie w imionach dzieci. A zawód prokuratora ma posmak sadyzmu. Znamy się także na psychoanalizie.

Zwykle takie głupie imiona nadawali swoim dzieciom maniakalni rewolucjoniści i wszelkiego rodzaju psychole. A to wpływa na psychikę dzieci. Całkowicie zgadzam się z Balzakiem.

Doktor Nordau pisze, że histerię i neurastenię najczęściej spotyka się we Francji, dlatego wszystkie szkodliwe ruchy dekadenckie w sztuce i literaturze wywodzą się z Francji, gdzie wymyślili termin na określenie degeneracji: „fin-de-siecle” – koniec stulecia. Dlatego teraz Francja sama, niczym samobójca, drogą parlamentarną zmierza w stronę komunizmu – ku własnej zagładzie.

Ale zubożała komunistyczna Francja nam nie odpowiada. Gdzie otrzymamy pożyczki? Z kim będziemy handlować? To wyjaśnia paradoks, o którym wiecie z zachodniej prasy: przed wyborami parlamentarnymi we Francji, dyplomacja radziecka z jakiegoś powodu wspiera nie lewy blok komunistów i socjalistów, ale prawicowy.

Niech rewolucję światową przeprowadzają psychole. Próbowaliśmy już tego z Chinami. I co się stało? Obudziliśmy chińskiego smoka, który teraz gryzie nas w bok”.

W czasie przerwy, studenci Instytutu Socjologii Wyższej, który obecnie zastąpił dawny Instytut Czerwonych Profesorów, siwowłosi członkowie rządu ZSRR, poszli zapalić i wymienili wrażenia:

„Mówią, że ten profesor Rudniew jest członkiem honorowym Związku Pisarzy Radzieckich…”

„Nie, to trochę inaczej… Oficjalny szef Związku Literatów jest postacią czysto fikcyjną. A prawdziwym szefem jest profesor Rudniew. Jest jak super pisarz”.

„Co sam pisze?”

„Pisze, którego z kolegów pisarzy należy wysłać do domu wariatów, a którego wyrzucić za granicę”.

„Tak, ostatnio pisarz Sasza Sokołow, autorka książki „Szkoła dla głupców”, notatki schizofrenika, który przebywał w domu dla upośledzonych dzieci – dla głupców, został wyrzucony za granicę”.

„Och” – westchnął dowódca połączonych grup strategicznego lotnictwa nuklearnego, Borodin. – „Żyj wiecznie, ucz się wiecznie, a umrzesz głupim…”

* * *

Po przerwie superpisarz Borys Rudniew kontynuował:

„Analizując tendencje dekadenckie w literaturze XIX wieku, dr Nordau wymienia poetę Swinburne’a, nazywając go degeneratem najwyższej próby i „pierwszym przedstawicielem demonizmu w poezji angielskiej”. Istniała wówczas nawet literacka „szkoła satanizmu”, do której zaliczały się tak znane nazwiska, jak Byron, Shelley, Georges Sand i Victor Hugo, którzy postanowili pogwałcić wszelkie normy moralne religii chrześcijańskiej.

A teraz biorę radziecką „Encyklopedię literacką”, Moskwa, 1972. Swinburne (1837–1901), syn admirała, studiował w najlepszych instytucjach edukacyjnych w Anglii – Eton i Oksfordzie. Następnie zaczął burzyć kanony poezji wiktoriańskiej. Szokował czytelnika „zakazanymi tematami” i pogańskim hedonizmem. Wróg Kościoła. Potępia tyranię, wzywa do wolności. Tematy losu, niemożliwości szczęścia. Motywy walki z Bogiem. Niedokończona powieść "Lesbia Brandon" została opublikowana pośmiertnie. Hmm, czy tu chodzi o lesbijki? A komu to potrzebne?

Cóż, jako osoba, poeta Swinburne był ciężkim alkoholikiem i ekscentrykiem. Na słynnych obiadach literackich braci Goncourt w Paryżu, gdzie był także nasz Turgieniew, tak opowiadali o Swinburnie... Był znanym pedałem i chcąc zachować oryginalność, wziął za swego sługę-kochankę dużą małpę ubraną w kobiecą sukienkę. Ale to wciąż jeszcze mało. Następnie poeta Swinburne załatwił sobie innego sługę i poczęstował go kotletami z tej małpy. Oto korzenie tego buntu – pederastia i choroba psychiczna.

Pedał i satanista Swinburne tak pisze: „O złu – chcemy je pocałować: nie ma już zła!” A dr Nordau pisze o poezji Swinburne’a: „To poezja absolutnie szalona. W sztuce takie przedstawienie jest równoznaczne z tak zwaną halucynacją w chorobie psychicznej”.

Następnie Nordau zwraca uwagę na wielkiego pisarza ziemi rosyjskiej, Lwa Tołstoja, i pisze: „Bez względu na to, jak wybitny byłby talent artystyczny Tołstoja, nie zawdzięcza on swojej światowej sławy i wpływu swoim współczesnym. Jego powieści uznano za najwybitniejsze dzieła literackie; mimo to „Wojna i pokój” oraz „Anna Karenina” przez dziesięciolecia nie miały prawie żadnych czytelników poza Rosją, a krytyka odnosiła się do autora z wielkimi zastrzeżeniami... Dopiero „Sonata Kreutzerowska”, która ukazała się w 1889 r., rozprzestrzeniła jego imię we wszystkich zakątkach globu; opowiadanie zostało przetłumaczone na wszystkie języki europejskie i opublikowane w setkach tysięcy egzemplarzy; miliony ludzi czytają go z pasją. Od tego momentu zachodnia opinia publiczna umieściła go w czołówce współczesnych pisarzy; jego nazwisko było na ustach wszystkich... „Sonata Kreutzerowska” jako dzieło sztuki ustępuje większości jego powieści i opowiadań; mimo to zdobyła sławę, jaką dawno nie cieszył się autor „Wojny i pokoju”, „Kozaków” i „Anny Kareniny”…”

Jaka jest tajemnica tej „Sonaty Kreutzerowskiej”? Tam mąż zabija swoją żonę, rzekomo z zazdrości o jej kochanka. Ale psychoanalitycy, czytając tę historię, uśmiechają się i mówią, że mąż nie był zakochany w swojej żonie, ale w jej kochanku. I tak zabił swoją żonę nie z zazdrości o nią, ale z zazdrości o jej kochanka. Jest na odwrót – jak 69. Wiesz, 69 sposobów na bycie nieszczęśliwym. Dlatego też historia ta znajduje się we wszystkich podręcznikach psychopatologii jako żywy przykład ukrytego lub stłumionego homoseksualizmu. Nawiasem mówiąc, żona Tołstoja nienawidziła tej historii.

Skąd jednak takie ogólnoświatowe zainteresowanie i sława? Zasłużył na to niewidzialny legion doktora Kinseya: 37% wszystkich mężczyzn w Stanach Zjednoczonych, 50% inteligencji, 75% pisarzy. A poza tym wg. doktora Wittelsa jest mnóstwo: 47% zamężnych kobiet i 71% niezamężnych kobiet w Stanach Zjednoczonych. I w innych krajach cywilizowanych też nie jest lepiej. W czasach doktora Nordau statystyki te były wciąż nieznane i nazywał on ten legion po prostu „tłumem histeryków i neurotyków”.

Doktor Nordau uważa, że główną chwałę Tołstojowi przyniosły nie jego powieści, ale jego filozofia – chora filozofia, tak zwany „tołstojanizm”, gdzie głównym przykazaniem jest „nieprzeciwstawienie się złu przemocą”, czyli brzmi: „Nie stawiajcie oporu występkowi, nie osądzajcie, nie zabijajcie. Precz zatem z sądami, wojskiem, więzieniami, podatkami”. Skutkiem będzie kompletna anarchia.

Nordau pisze: "Pierwszym zadaniem wspólnoty, w imię której jednostki zjednoczyły się we wspólnocie, jest ochrona jej członków przed chorymi, przed tymi, których opętała żądza zabijania, przed próżniakami, przed niezdrowymi odchyleniami od normy, przed tymi, którzy starają się żyć kosztem pracy innych i usuwają z drogi wszelkie stworzenie, które przeszkadza im w zaspokajaniu ich żądz. Osoby o tendencjach aspołecznych niewątpliwie staną się większością, jeśli zdrowi ludzie przestaną z nimi walczyć i nie będą przeszkadzać w ich reprodukcji; jeśli pozostaną w większości, społeczeństwo i ludzkość zginą”.

Następnie Nordau analizuje słynną miłość Tołstoja do ludzkości na przykładzie „Notatek księcia Niechliudowa” i stwierdza: „Dobroduszny miłośnik ludzkości okazał się najbardziej niebezpiecznym i bezbożnym samolubem”.

„Istotnym punktem nauczania Tołstoja na temat moralności jest umartwianie ciała. Wszelki stosunek z kobietą jest nieczysty; małżeństwo jest tak samo grzeszne, jak swobodne współżycie obu płci. „Sonata Kreutzerowska” odtwarza tę naukę w obrazach artystycznych. Zabójca z zazdrości, Pozdnyszew, mówi: «Miesiąc miodowy! Przecież ta nazwa jest po prostu okropna!.. To coś podobnego do tego, czego doświadczyłem, gdy uczyłem się palić, gdy chciało mi się wymiotować i śliniłem się, połykałem to i udawałem, że mi się podoba»”.

Następnie Pozdnyszew, przez którego usta Tołstoj głosi kazania, przyznaje, że „uważają go za niepoczytalnego”. Nawiasem mówiąc, Tołstoj skopiował wizerunek żony Pozdnyszewa od własnej żony. Możliwe, że opisywał także swój miesiąc miodowy – miał ochotę wymiotować i tak dalej.

O co chodzi? Tołstoj uważany jest za supermana, który miał całą masę dzieci. A sam Tołstoj w swoim pamiętniku z 29 listopada 1851 roku, w wieku 23 lat, pisze co następuje: „Nigdy nie kochałem kobiet... ale dość często zakochiwałem się w mężczyznach... Zakochałem się w mężczyźnie nawet nie wiedząc, czym jest pederastia… Na przykład Diakow – chciałem go udusić pocałunkami i płakać”. Zostało to opublikowane w wielu biografiach Tołstoja.

A żona Tołstoja czytała wszystkie jego pamiętniki. Kiedy Tołstoj miał już ponad 80 lat, a jego żona ponad 60, wziął na sekretarza niejakiego Czertkowa. A hrabina biega wokół hrabiego, głośno oskarżając go o pederastię – i grożąc, że zastrzeli tego cholernego Czertkowa. I wszystko to na oczach ich dorosłych dzieci. Wyobraź sobie – szczęście rodzinne!

Dlatego w swoim opowiadaniu „Szczęście rodzinne” Tołstoj zapewnia, że mężczyzna i kobieta, nawet jeśli pobiorą się z miłości, po ślubie muszą stać się wrogami. Tołstoj opisuje degeneratów, ale tego nie mówi i przenosi tę miarę na wszystkich ludzi. Oto macie wielkiego poszukiwacza prawdy!

Nordau pisze: „Droga do szczęścia według Tołstoja polega na wyrzeczeniu się nauki i wiedzy, na powrocie do życia naturalnego, czyli do rolnictwa: trzeba opuścić miasta, zwolnić ludzi z fabryk, wrócić do ziemi”.

Swoją drogą nasz Sołżenicyn głosi to samo – powrót do konia.

Nordau tak mówi o Tołstoju i jego „tołstoizmie”:

„Jako filozof głosi nam w formie koncepcji świata i życia teksty biblijne, stale im zaprzeczając i dziko je interpretując. Jako główny zwiastun moralności propaguje teorię niestawiania oporu złu i przestępczości, podziału majątku i wyniszczania rodzaju ludzkiego poprzez abstynencję. W swoim nauczaniu o stosunkach społecznych i ekonomicznych kładzie nacisk na szkodliwość wiedzy i uzdrawiającą moc niewiedzy…”

„Prawda jest taka, że wszystkie duchowe cechy Tołstoja można doskonale wytłumaczyć dobrze znanymi i charakterystycznymi cechami degeneratów wyższego rzędu. Sam tak o sobie opowiada: „Sceptycyzm doprowadził mnie kiedyś do stanu bliskiego szaleństwa”… W „Wyznaniu” dosłownie mówi: „Poczułem, że nie jestem do końca zdrowy psychicznie”. Jego przeczucie go nie oszukało. Cierpiał na manię zwątpienia i „filozofowania” w postaci obserwowanej u wielu degeneratów najwyższego rzędu... Lombroso, wskazując na cechy charakterystyczne genialnych szaleńców, mówi: „Wszystkich dręczą wątpliwości religijne, ich umysł gnębi ich jak bolesna choroba, jedna i ta sama myśl; ten sam ciężar przytłacza ich serca. Mamy zatem do czynienia nie ze szlachetnym pragnieniem wiedzy, które popycha Tołstoja do pytań o cel i sens życia, ale z chorobą zdegenerowania, z wątpliwościami i intelektualizmem, całkowicie bezowocnym…”

„Cechą choroby, o której wspomnieliśmy powyżej, jest zamiłowanie do sprzeczności i tendencja do posiadania niezależnych poglądów za wszelką cenę. Jeden z najlepszych klinicystów, psychiatra Sollier, nazywa tę ostatnią cechę, cechą charakterystyczną degeneratów. U Tołstoja pojawia się to w pewnych momentach bardzo wyraźnie. "W dążeniu do niezależności" – relacjonuje jego biograf Levenfeld – „Tołstoj często obraża wymagania estetyki, walcząc z ustalonymi autorytetami tylko dlatego, że są one ugruntowane od dawna. Dlatego nazywa Szekspira pospolitym bazgraczem i twierdzi, że podziw dla wielkiego Brytyjczyka nie tłumaczy się niczym innym, jak tylko naszym zwyczajem powtarzania cudzych poglądów bez ich przemyślenia»”.

Generał-Inkwizytor sowieckiej Świętej Inkwizycji zachichotał lekko:

„Swoją drogą, to samo robi nasz sensacyjny dysydent, Siniawski-Tertz, który jako pierwszy trafił do koncłagru, a którego później wyrzuciliśmy za granicę. Chociaż wyemigrowaliśmy go na izraelskiej wizie, z jakiegoś powodu utknął w Paryżu. Przydzielono mu stanowisko nauczyciela literatury rosyjskiej na najlepszym francuskim uniwersytecie – Sorbonie. I co tam robi? W najbardziej obrzydliwej i obscenicznej formie opluwana jest duma literatury rosyjskiej – Puszkin i Gogol! A niektórzy myślą teraz: „Ale ten idiota naprawdę nie powinien na Sorbonę, ale do koncłagru lub domu wariatów!”

Następnie dr Nordau pisze o erotyce Tołstoja: „Tak samo stosunek Tołstoja do kobiet, zupełnie niezrozumiały dla zdrowego umysłu, stanie się dla nas jasny z punktu widzenia degeneracji... Normalny mężczyzna nigdy nie może doświadczyć wstrętu ani namiętnej nienawiści do kobiety... Mężczyzna może, a nawet musi wybrać kobietę do małżeństwa z miłości: ale tym, co wzmacnia związek, nie jest namiętność fizjologiczna, ale złożona mieszanina przyzwyczajenia, wdzięczności, przyjaźni, wygody, chęci ułożenia spraw domowych, pozycja w społeczeństwie, świadomość obowiązków wobec dzieci i państwa, mniej lub bardziej nieświadome trzymanie się ustalonych tradycji. Normalny mąż nigdy nie przeżywa takich uczuć jak w „Sonacie Kreutzerowskiej” czy w „Szczęściu rodzinnym”, do żony…”

„W Rosji istnieje cała sekta degeneratów – eunuchów; w ten sposób są zbawieni od diabła. Pozdnyszew w „Sonacie Kreutzerowskiej” to taki sam eunuch, choć nie zdaje sobie z tego sprawy. Morał filozoficznych opowieści Tołstoja o relacjach między płciami jest literackim wykładem psychopatii seksualnej eunuchów”.

„W światowej sławie Tołstoja jego niezwykły talent artystyczny odgrywa niewątpliwie dużą, ale daleką od głównej rolę… Jego wpływ opiera się nie na podstawach estetycznych, ale na podstawach patologicznych. Tołstoj pozostałby nieznanym nauczycielem wiary, jak jakiś Knudsen z XVII wieku, gdyby ekstrawagancja zdegenerowanego mistyka nie spotkała się ze swoimi współczesnymi, którzy byli gotowi ją dostrzec. Histeria, która przybrała charakter epidemii, utorowała drogę Tołstojowi…”

Nordau ze smutkiem dochodzi do wniosku, że jest to prawdziwy „zmierzch narodów”. Koniec stulecia.

Zatem dr Nordau nie tylko przepowiedział I wojnę światową, ale w pewnym stopniu przewidział także rewolucję w Rosji. Charakterystyczne jest, że po problemie degeneracji, Nordau zainteresował się syjonizmem, w sensie stworzenia własnego państwa żydowskiego, i został przywódcą syjonizmu nr 2. Oznacza to, że przewidział pojawienie się Hitlera. Zatem ta osoba jest dość wnikliwa i autorytatywna.

Dodam jeszcze coś o Tołstoju. Słynny niemiecki pisarz Stefan Zweig w swojej książce „Trzej śpiewacy mojego życia”, analizując życie Tołstoja, uważa, że po 50 latach Tołstoj rozpoczął tzw. psychozę menopauzalną lub szaleństwo menopauzalne. Zazwyczaj psychozy te występują u niektórych kobiet w okresie, gdy aktywność gonad zanika. Ale nawet dla niektórych mężczyzn ze złamaną psychiką, gdzie w duszy mieszają się zasady męskie i żeńskie, ten okres jest jak impuls, gdy choroby psychiczne, które wcześniej wydawały się uśpione w ich duszach, pogłębiają się.

Nawiasem mówiąc, Stefan Zweig, będąc Żydem, popełnił później samobójstwo w proteście przeciwko hitleryzmowi. Bardzo wzruszające – na niemieckiej fladze – razem z żoną. Szkoda, że kiedyś w młodości czytałem opowiadania Zweiga…

Aby więc zrozumieć Tołstoja, trzeba rozróżnić dwa okresy jego życia: przed 50. rokiem życia był mniej więcej czystym geniuszem, a po 50. roku życia był geniuszem szalonym. Tołstoj uważany jest za poszukiwacza Boga. A Nordau pisze: „...w rzeczywistości głosi on dokładnie przeciwieństwo religii chrześcijańskiej – panteizm”. Z tego powodu poszukiwacz Boga, Tołstoj, został ekskomunikowany z cerkwi.

Tołstoj uważany jest za wielkiego moralistę. Przyjrzyjmy się teraz moralnemu charakterowi samego Tołstoja. Kiedy miał już ponad 60 lat, w swoich pismach, takich jak „Sonata Kreutzerowska”, głosił całkowitą czystość i wstrzemięźliwość seksualną. A jednocześnie jego żona jest prawie stale w ciąży. Mają już 12 dzieci, z czego 4 zmarło. Córka Tołstoja, Tania, urodziła pięcioro martwych dzieci. Druga córka, Masza, również miała całą serię martwych dzieci. U syna Tołstoja, Lwa II, rodzi się pierwsze dziecko, Leon III i natychmiast umiera.

Tak się dzieje, gdy dzieci są płodzone według przepisu: „Miałem ochotę wymiotować i ślinić się, i udawałem, że mi się to podoba”. Najwyraźniej, patrząc na to wszystko, siostra Tołstoja, Maria, złożyła śluby zakonne jako zakonnica.

No cóż, co robi wielki moralista Tołstoj, skoro jego dzieci wyraźnie mają złą dziedziczność? Nadal głosi całemu światu wstrzemięźliwość seksualną - a sam swojej żonie spłodzi trzynaste dziecko! To tak, jakby celowo próbował dotrzeć do tego czortowskiego tuzina! Jednocześnie oskarża żonę o przywiedzenie go do grzechu i krzyczy: „Och, jestem grzesznikiem, grzesznikiem. To niedobrze, och, jakie to złe!”

Żona uwiodła? Ale stary bies kłamie! Przecież sam w swoich pamiętnikach przyznaje, że kobiety nigdy go nie pociągały i przyznaje się do pederastii.

Tołstoj chce uszczęśliwić cały świat. I doprowadza najbliższą mu osobę, swoją żonę, na skraj samobójstwa i mówi, że jest ona „kamieniem u jego szyi”. Żona albo chce się otruć, albo wbiega do stawu, żeby się utopić. A sam Tołstoj ukrywa przed sobą broń i liny, żeby się nie zastrzelić ani nie powiesić. To jest naprawdę udręka umysłu!

Cały świat podziwia niezwykłą dobroć Tołstoja. A dzieci Tołstoja piszą później w swoich wspomnieniach, że jego dobroć jest gorsza niż jakakolwiek podłość.

Pod koniec życia, życie rodzinne Tołstoja przypominało dom wariatów. W końcu wzywa się słynnego psychiatrę Rossolimo. Stawia następującą diagnozę: „Zdegenerowana podwójna konstytucja: paranoidalna i histeryczna z przewagą tej pierwszej”. Zwróćcie uwagę - zdegenerowana.

Swoją drogą, ten psychiatra Rossolimo leczył później także naszego towarzysza Lenina. A w naszym Instytucie Mózgu w Moskwie, gdzie gromadzone są mózgi wszystkich znanych ludzi radzieckich, zakonserwowane w słoikach, obok mózgu towarzysza Lenina, którego leczył Rossolimo, w następnym słoiku znajdziecie mózg samego Rossolimo. Jesteśmy ludźmi ostrożnymi – sprawdzamy też tych psychiatrów. Kiedy zobaczycie mózg Lenina, nie przejmujcie się: zamiast połowy mózgu znajduje się tam czarna cząstka wielkości zgniłego orzecha włoskiego. Ale ta czarna cząstka wywróciła cały świat do góry nogami”.

Generał-profesor Rudniew zachichotał lekko:

„Proszę zwrócić uwagę, że lewa połowa mózgu Lenina zgniła. A w mistycyzmie uważa się, że wszystko lewe - od diabła. Wnikając w mózgi wielkich ludzi, naukowcy zauważyli dwa charakterystyczne odchylenia: wielkie mózgi są albo za duże, albo za małe. I dokładnie tak samo jest z mózgami idiotów. Czasem w mózgach idiotów są dziury albo po prostu zgniła połowa mózgu – jak u Lenina. To kolejna paralela pomiędzy geniuszami i idiotami. A czasami okazują się genialnymi idiotami lub, jak mówimy, geniotami.

Wróćmy jednak do hrabiego Tołstoja. W okresie swojej „duchowej przemiany” Tołstoj był bardzo zainteresowany wszelkim sekciarstwem – Duchoborami, Skopcami, Molokanami. Niektórzy pomyślą, że sekta Molokan wzięła swoją nazwę od słowa „mleko”, ale w rzeczywistości wywodzi się od greckiego słowa „malokoy”, które oznacza pederastię i o której mówił już Apostoł Paweł.

O eunuchach można powiedzieć, że w psychiatrii odpowiada to kompleksowi winy i kastracji, gdzie ludzie w tak barbarzyński sposób próbują ratować się przed zwodzącym ich diabłem.

Duchoborowie mieszkają obecnie w Kanadzie i nazywają siebie „Synami Wolności”. Ci miłośnicy wolności zasłynęli głównie z odmowy posyłania dzieci do szkoły, marszów nago, eksplozji i podpaleń. Ogólnie rzecz biorąc, są niczym innym jak kłopotem dla rządu kanadyjskiego. I za to powinniśmy podziękować nikomu innemu, jak wielkiemu filantropowi Tołstojowi, który odegrał główną rolę w przesiedleniu „Synów Wolności” z Rosji do Kanady, a nawet przekazał na to całe swoje honorarium za „Zmartwychwstanie” – 40 tysięcy rubli.

Tołstojanin Władimir Boncz-Brujewicz brał czynny udział w tej sprawie, a nawet towarzyszył statkowi z Duchoborami do Kanady. I jeśli teraz spojrzycie na pierwsze dekrety rządu radzieckiego, zobaczycie tam dwa podpisy: Lenina i... tego samego tołstojanina Boncz-Brujewicza, ale teraz naczelnika Rady Komisarzy Ludowych. Przed rewolucją wraz z hrabią Tołstojem głosił niestawianie oporu złu poprzez przemoc, a po rewolucji wraz z Leninem podpisał dekret o utworzeniu Czeka, gdzie zaczęli seryjnie rozstrzeliwać wszystkich tych hrabiów i książąt. Czy widzicie, jacy dziwni ludzie robią rewolucję?

Cóż, na początek podam jeszcze kilka ciekawych powiedzeń Tołstoja. Tak więc hrabia Tołstoj powiedział: „Z pewnością wszystkie dobre kobiety są nie tylko samicami – są też głupie”. A potem napisał: „Opinię publiczną tworzą kobiety”. Hmmm, te same, które wcześniej nazwał głupimi.

Ale tutaj przypomnę, co mówi na ten temat dr Lange-Eichbaum w swojej książce „Geniusz, szaleństwo i chwała”: „Kobiety potrafią lepiej niż mężczyźni odkrywać i szanować geniuszy, to one grają pierwsze skrzypce w tworzeniu geniuszy”.

Związek Tołstoja z Turgieniewem. Tołstoj napisał: „Turgieniew to łotr, którego trzeba pokonać”. Turgieniew albo groził, że uderzy Tołstoja „w twarz”, albo obiecał wyzwać go na pojedynek. Wyzwali więc siebie na pojedynek, a potem przeprosili. A wszystko to wynika z faktu, że Turgieniew czytał swoją pisaninę Tołstojowi, a Tołstoj zasnął. Pamiętajcie, co Lombroso mówi o chorobliwych ambicjach geniuszy.

Spójrzmy teraz na naszego króla dysydentów, Aleksandra Sołżenicyna. W Moskwie zachowywał się jak imperator Aleksander IV. A kiedy wyemigrowaliśmy go za granicę, zachowuje się jak Napoleon na Elbie.

Pod koniec życia Tołstoj bardzo zainteresował się problemem szaleństwa i w swoim dzienniku z 12 czerwca 1900 roku napisał: „Jestem głęboko przekonany, że światem rządzą ludzie całkowicie szaleni. Ci, którzy nie są szaleni, albo wstrzymują się, albo nie mogą brać udziału”. (Całość dzieł zebranych, „Gosizdat”, tom 54, s. 31).

Zgadza się z tym 13 odprysk Tołstoja, jego córka Aleksandra, która pisze w swoich wspomnieniach „Ojciec”: „Historia pokazała, że ten śmiały, skrajny wyrok nie tylko miał podstawy w tamtym czasie, ale ma także zastosowanie w czasach współczesnych” („Ojciec”, t. 2, s. 235).

W swoim dzienniku z 27 czerwca 1910 r., Tołstoj ponownie powraca do tego tematu i konkluduje: „Ludzie szaleni zawsze lepiej osiągają swoje cele niż ludzie zdrowi. Dzieje się tak, bo nie ma dla nich barier moralnych: ani wstydu, ani prawdomówności, ani sumienia, ani nawet strachu” (Poln. sobr. soch., „Gosizdat”, t. 58, s. 31).

Najlepszym tego przykładem był sam Tołstoj, poszukiwacz Boga, ekskomunikowany z Cerkwi za to poszukiwanie Boga, oraz znakomity hrabia, którego Lenin nazwał „zwierciadłem naszej rewolucji”. Swoją drogą, Lenin mówił też, że Tołstoj był dla niego tym, czym Jan Chrzciciel był dla Jezusa Chrystusa. A słynny niemiecki filozof-socjolog Oswald Spengler, autor bardzo poważnego dzieła historycznego „Upadek Europy”, nazywa Tołstoja „ojcem bolszewizmu”.

W swoim artykule „Chrześcijaństwo i Cerkiew” Tołstoj napisał: „Cerkiew zawsze była instytucją oszukańczą i okrutną”. No cóż, nic dziwnego, że został ekskomunikowany z Cerkwi – jako heretyk.

Doktor Lange-Eichbaum w drugim wydaniu swojej książki „Geniusz, szaleństwo i chwała” tak pisze o Tołstoju: „Jego ojciec miał już cechy zwyrodnieniowe, psychiczne i fizyczne: tiki, błędy mowy. Lew Tołstoj to degenerat, masochista, próby samobójcze, egocentryzm”.

Najpewniejszym sposobem sprawdzenia zwyrodnienia, jest sprawdzenie drzewa genealogicznego. Spójrzmy na drzewo genealogiczne Tołstoja. Cóż, na przykład Lew Tołstoj miał kuzyna – hrabiego Fiodora Iwanowicza Tołstoja, pojedynkującego się i bandytę, który rzekomo zabił w pojedynkach 10 ludzi (uwaga – agresywność). Następnie ten pojedynkujący się poślubił Cygankę, którą uprowadził z obozu. A wszystkie jego dzieci zmarły jedno po drugim w niemowlęctwie. W ten sposób zmarło 10 dzieci, a przy życiu pozostało tylko 11 dziecko, dziewczynka. Mistycyzm? Nie, myślę, że Cyganka spała z innym mężczyzną.

Drzewo genealogiczne żony Tołstoja też nie jest lepsze – jej brat Stiepan zmarł w szpitalu psychiatrycznym.

A co z wyznawcami Tołstoja? Cóż, na przykład w 1898 roku, podczas przesiedlenia 2140 Duchoborów do Kanady, Tołstojowi pomógł niejaki tołstojowiec, L.A. Sulerżycki, który później… przebywał w szpitalu psychiatrycznym. I tak, gdziekolwiek spluniesz, dom wariatów!

Po Tołstoju dr Nordau sprawdza innych mistrzów myśli XIX wieku – Verlaine’a, Maeterlincka, Poe, Schopenhauera, Nietzschego, Oscara Wilde’a, Ibsena, Strindberga, Zoli – i dochodzi do smutnego wniosku, że wszyscy oni są chorymi psychicznie degeneratami. Ogólnie rzecz biorąc, koniec świata”.

„Klinicznie dr Nordau ma oczywiście rację, ale…” – generał-profesor nowej sowieckiej inkwizycji wzruszył ramionami – „Dlatego w czasie Wielkiej Czystki Stalin zagnał na Sybir połowę Związku Pisarzy Radzieckich. Dlatego też i my umieszczamy teraz naszych pisarzy-dysydentów w zakładach psychiatrycznych lub wyrzucamy ich za granicę.

Tak więc, towarzysze, wystarczy na dzisiaj. A jako zadanie domowe przeczytajcie „Wojnę i pokój” Tołstoja. Dobra rzecz...”


Następny rozdział
Powrót do spisu treści