I zwracając się do uczniów, powiedział im szczególnie: błogosławione oczy, które widzą to, co wy widzicie!
Łuk. 10:23.
Generał Arcybiskup Pitirim, przełożony zakonu jezuitów radzieckich, ponownie rozłożył na tablicy diagram drzewa zła:
„A teraz, towarzysze, spójrzmy na drugą część tego drzewa zła – chorobę psychiczną. Są to te same rzeczy, które w dawnych, dobrych czasach nazywano demonami. Konwencjonalnie demony te dzieli się w następujący sposób: psychozy pochodzące z mózgu i nerwice pochodzące z centralnego układu nerwowego. Ale często jedno łączy się z drugim.
W grupie psychoz na pierwszym miejscu znajdują się psychozy funkcjonalno-psychogenetyczne, czyli takie, w których na psychikę wpływa genetyka i zła dziedziczność. Przypomnę, co mówi na ten temat nasz przyjaciel, profesor Lombroso: „Według większości naukowców szaleństwo w 90% przypadków jest wynikiem dziedziczności”
. Że tak powiem, za grzechy rodziców.
Ten typ psychozy obejmuje paranoję, urojenia wielkości i urojenia prześladowcze. Typowym tego przykładem jest towarzysz Stalin. Przecież po śmierci Stalina wszystkie zachodnie gazety pisały, że w ostatnim okresie życia był on wyraźnie paranoikiem.
Potem przychodzi schizofrenia, czyli rozdwojenie jaźni. Upłynnienie mózgu, jak mówią moderniści. Jest to najcięższa i najczęstsza przewlekła choroba psychiczna, charakteryzująca się utrzymującymi się zmianami psychicznymi, które postępują w miarę postępu choroby. Rozpoczyna się stopniowo, z powoli narastającymi zmianami charakteru – pacjent staje się wycofany i ekscentryczny. Rzadziej – nagłe pojawienie się złudzeń, halucynacji, strachu. Jeśli wynik jest niekorzystny, prowadzi to do demencji.
Na kolejnej gałęzi drzewa zła widać depresje maniakalne, a także egocentryzm lub egomanię, które powodują niewiarygodną chorobliwą próżność, tak charakterystyczną, jak twierdzi Lombroso, u wielu geniuszy. Na przykład słynny pisarz Balzac był absolutnym egocentrykiem i nie potrafił rozmawiać o nikim innym jak tylko o sobie. A jego ojciec bez żadnych wyraźnych przyczyn leżał w łóżku przez 20 lat – depresja.
Ale nasz dysydent Amalrik, porzucony student, z którego zachodnia propaganda zrobiła „historyka” przez duże „H”, ma podobną historię. W jego rodzinie panuje dziedziczny letarg, a jego ojciec pewnego razu spał, nie budząc się, przez cały tydzień. Ale to, co jest wybaczalne dla Balzaka, jest niewybaczalne dla Amalrika. Więc po prostu wyrzuciliśmy go za granicę.
W pobliżu znajduje się także kompleks poczucia winy i autodestrukcji, którego konsekwencją jest skłonność do samobójstwa. Kiedy na Zachodzie jakiś szaleniec próbuje popełnić samobójstwo, automatycznie trafia do szpitala psychiatrycznego na badania. A kiedy ten sam psychol dokonuje samospalenia w ZSRR lub Czechosłowacji, wówczas zachodnia propaganda w formie wojny psychologicznej nazywa to „walką o wolność osobistą”. Dlatego wojna psychologiczna jest w istocie wojną psycholi. Psychowojna.
Obok kompleksu winy i samozniszczenia, istnieje kompleks kastracji, który dla sekty eunuchów stanowi psychologiczną motywację. Przecież można po prostu zostać mnichem i nie dopuścić się barbarzyńskiego samookaleczenia. Lew Tołstoj był bardzo zainteresowany tymi eunuchami, sam pod koniec głosił umartwienie, a w prawdziwym życiu spłodził 13 dzieci.
Są też psychozy organiczne, czyli takie, w których chora psychika odbija się na fizyce ciała. Przypomnijmy, co powiedział na ten temat dr Berne, profesor neurologii na Uniwersytecie Fordham w Nowym Jorku: „W ponad 90% wszystkich chorób człowieka, dominującym czynnikiem jest psychika
”, a większość z tych 90% chorób człowieka ma podłoże podatne na samoleczenie, jeśli te „dominujące czynniki psychiczne”, czyli zaburzenia psychiczne, są eliminowane.
Oto mały przykład dla was. Amerykański psychiatra, John Grite, profesor Uniwersytetu Wisconsin, w „New York Times” z 4 listopada 1976 roku donosi, że w leczeniu ciężkiej depresji o wiele bardziej przydatne jest nie pójście do psychiatry, ale po prostu bieganie. Wziął dwie grupy psycholi: jedna poszła do psychoanalityka, a druga po prostu biegała po bloku, czyli na codziennym wychowaniu fizycznym. W rezultacie wśród osób regularnie biegających i spacerujących przez trzy tygodnie, 6 na 8 psycholi pozbyło się ciężkiej depresji. Ci, którzy poszli do psychiatry, nadal wariowali.
No cóż, szalony Stalin po prostu wpędzał innych szaleńców do koncłagrów, gdzie robili rzeczy bardziej pożyteczne niż bieganie po bloku. Dlatego po śmierci Stalina w koncłagrach przebywało ponad 12 milionów ludzi”.
Jeden ze studentów, członek Biura Politycznego, szepnął do innego studenta, członka Rady Najwyższej:
„Ci jezuici za wszystko obwiniają teraz ojca Stalina. Ale to oni sami szeptali mu do ucha – ta czarna socjologia”.
„W kolejności destalinizacji” – kontynuował Arcybiskup Generał – „z tych 12 milionów uwolniliśmy 10 milionów. Jakie są rezultaty? Zamiast koncłagrów musieliśmy otwierać szpitale psychiatryczne i durdomy.
Wróćmy jednak do naszych psychoz organicznych. Jednym z nich jest niedowład lub półparaliż. Lenin i Hitler mieli coś podobnego przed śmiercią. Podczas ostatnich dni pobytu w bunkrze, Hitler był częściowo sparaliżowany. Obok jest zwyrodnieniowa demencja starcza. Lew Tołstoj miał coś takiego na starość; jak mówią, postradał zmysły. Ale zdarza się to również niektórym wielkim mężom stanu naszych czasów, co znacząco przyczynia się do sukcesu radzieckiej polityki i dyplomacji.
Na przykład prezydent Roosevelt i Konferencja w Jałcie, na której rozwiązywano problemy końca II wojny światowej i świata powojennego. Nawet amerykańska prasa pisze, że w tamtym czasie prezydent Roosevelt nie miał zbyt wiele rozeznania, a jego głównym doradcą był przemiły chłopczyk Alger Hiss, który później okazał się sowieckim agentem.
Prawicowa prasa amerykańska pisze nawet, że prezydent Roosevelt został po cichu otruty przez swoich braci. Co zrobić z wielkim prezydentem, który postradał zmysły? Przenieść go z Białego Domu do Żółtego Domu? Trochę niewygodne. Cóż, przyprawiono go o zawał serca”.
Generał – arcybiskup sowieckich jezuitów odchrząknął i pogładził ręką brodę:
„A potem walą z chorej głowy na zdrową i insynuują, że Stalina, jak mówią, podtruli.. Jednak wielki matematyk Newton również stracił rozum na starość. Ale nie szukajmy winy u wielkich ludzi. To wszystko znajdziecie w rodzinach swoich przyjaciół i znajomych – dziadków, sparaliżowanych czy obłąkanych. Szczególnie w rodzinach inteligenckich.
Istnieją także psychozy toksyczne i traumatyczne. Uważa się, że psychozy toksyczne są spowodowane wpływem trucizn, takich jak narkotyki lub alkohol. Jednak tak naprawdę pociąg do tych trucizn, narkomanii czy alkoholizmu w większości przypadków jest generowany przez pierwotne psychozy, które są wrodzone danej osobie. A używanie narkotyków lub alkoholu powoduje psychozy wtórne, które nazywane są toksycznymi.
Jeśli zapytasz alkoholika, dlaczego pije, odpowie, że żona go opuściła z powodu nieszczęśliwej miłości. A jeśli zapytasz jego żonę, dlaczego go zostawiła, powie, że jest nienormalny seksualnie – albo impotencja, albo słabość seksualna, albo francuska miłość, albo ormiańskie dowcipy. A powodem tego jest zazwyczaj utajony lub stłumiony homoseksualizm, do którego alkoholik nigdy się nie przyzna.
Jeśli pójdziecie do tawerny, gdzie gromadzą się alkoholicy, zobaczycie wśród nich wiele czysto fizycznych deformacji: zezowatych, kulawych, garbatych, o zwiędłych ramionach, z końską nogą, zajęczą wargą, rudowłosych i tak dalej. Tak samo jest, jeśli spojrzeć na amerykańskich hipisów, wśród których narkotyki są powszechne. Wśród tych hipisów jest też wiele potworów, nie tylko duchowych, ale także fizycznych. Dlatego propagują brzydotę we wszystkich obszarach życia duchowego: pornografię w literaturze i kinie, kakofonię w muzyce i tę samą brzydotę w malarstwie.
W przypadku psychoz traumatycznych uważa się, że są one spowodowane urazem zewnętrznym lub szokiem, gdy dana osoba zapada na chorobę psychiczną w wyniku ciężkiego szoku psychicznego. Ale tutaj trzeba wziąć pod uwagę, że osoba o zdrowej psychice może łatwiej lub trudniej znieść ten szok, natomiast osoba, która była już niezrównoważona psychicznie, nie jest w stanie wytrzymać tego szoku i jest całkowicie wytrącona ze swojej równowagi psychicznej.
Kiedy w czasie Wielkiej Czystki dokonano likwidacji marszałka Tuchaczewskiego, jego żona, Żydówka Natalia Sats, oszalała z szoku, a jego 12-letnia córka powiesiła się. Dla opinii publicznej jest to oczywiście tragedia. Ale z punktu widzenia psychoanalizy, nie przemawia to na korzyść marszałka Tuchaczewskiego: jeśli żona i córka są chore psychicznie, to… formuła jest następująca: kruk leci do kruka.
Warto zauważyć, że marszałek Tuchaczewski był nieślubnym synem carskiego generała ze swoją praczką. Od ojca, generała, otrzymał pierwszorzędne wykształcenie oficerskie w armii carskiej. Co skłoniło go do przejścia na stronę rewolucji? Kiedy podczas I wojny światowej podporucznik Tuchaczewski otrzymał mniejszą nagrodę, Order Włodzimierza IV stopnia, za zasługi wojskowe zamiast oczekiwanej broni św. Jerzego, ten dzielny oficer wpadł w prawdziwą histerię i płakał jak kobieta.
Taka histeria jest nietypowa dla normalnych mężczyzn. A to wskazuje na bolesną ambicję, która nazywa się pychą. A według chrześcijańskiej tabeli rang, pycha jest pierwszym grzechem śmiertelnym. To właśnie ta pycha doprowadziła podporucznika carskiego do zdradzenia przysięgi carskiej, przejścia na stronę rewolucji, do chwilowej chwały i haniebnej śmierci w piwnicach NKWD. Powiem, że marszałek Tuchaczewski nie zginął bohatersko – płakał i histeryzował, jak kobieta. Nawiasem mówiąc, Napoleon również rozpoczął swoją karierę od zdrady przysięgi, a zakończył na wyspie św. Heleny.
Uważa się, że marszałek Tuchaczewski przygotowywał wojskowy zamach stanu, na wzór Napoleona. To zabawne, że Tuchaczewski był nawet powierzchownie podobny do Napoleona. Spójrzcie na jego portrety: te same kobiece rysy twarzy, przeszklone oczy, niski wzrost, skłonność do nadwagi, krótkie nogi i ramiona. I cały jest trochę słodki, jak czekoladowy żołnierzyk”.
Generał-arcybiskup przesunął wskaźnik na pobliską gałąź drzewa zła:
„Przejdźmy teraz od psychoz do nerwic. Najczęstsze przypadki to neurastenia i histeria.
Neurastenia to funkcjonalna choroba ośrodkowego układu nerwowego, objawiająca się połączeniem zwiększonej pobudliwości (drażliwość, gwałtowne reakcje w drobnych sytuacjach itp.), bólu neuralgicznego (szczególnie głowy) z objawami wyczerpania układu nerwowego (zmęczenie, osłabiona pamięć itp.). Ogólnie drżący, neurotyczny. Istnieje wrodzona i nabyta neurastenia. Nabyta neurastenia ustępuje dość szybko, gdy wyeliminowane zostaną przyczyny, które ją spowodowały, np. żona, która działa na nerwy mężowi. Ale wrodzona neurastenia jest jak znamię.
Na histerię składają się ataki histeryczne (łzy, śmiech, krzyki, drgawki), wszelkiego rodzaju zaburzenia czucia (ból lub odwrotnie, znieczulenie, zwężenie pola widzenia itp.), zaburzenia ruchu (paraliż, skurcze, jąkanie, tiki twarzowe) itp.) i zachowania histeryczne – skrajny egoizm, przesada, teatralność, symulacja, bolesne oszustwo, nagłe zmiany nastroju i tym podobne.
Wydawałoby się to bzdurą. Tak, ale Napoleon, Kiereński i Hitler wpadali w histerię. Zarażali innych swoją histerią – skutkiem była masowa histeria polityczna, coś w rodzaju tańca św. Wita. Kiereński słynie z histerii, którą rzucał na masowe wiece i na posiedzeniach Rządu Tymczasowego. Zachowywał się jak rozhisteryzowana kobieta, a potem uciekł w kobiecej spódnicy.
Niektórzy psychiatrzy uważają, że najlepszym lekarstwem na histerię jest uderzenie dłonią w policzki. Byłoby to dobre lekarstwo dla Kiereńskiego i jemu podobnych.
Na kolejnej gałęzi naszego drzewa zła znajduje się hipochondria, czyli stan bolesnego przygnębienia. Są tu wszelkiego rodzaju fobie lub lęki obsesyjne, jak klaustrofobia, czyli strach przed zamkniętymi miejscami i agorafobia, czyli strach przed miejscami otwartymi, na przykład placami. Czasem człowiek ma jedno i drugie – i nie znajduje dla siebie miejsca ani w miejscu zamkniętym, ani w otwartym. Nawiasem mówiąc, sam ojciec psychoanalizy, Freud, cierpiał na agorafobię i inne demony, które próbował wypędzić ze swoich pacjentów, ale nie mógł ich wypędzić z siebie.
Dlaczego to wszystko się dzieje? Zwykle psychiatrzy nie lubią o tym rozmawiać. Inaczej stracą swoich pacjentów. I wielu z nich ma tę samą historię, co słynny Freud. Ale tutaj sięgnę po jeden z podręczników o chorobach psychicznych, opublikowany na początku XX wieku. Na tej samej rozkładówce, na której znajduje się strona tytułowa, niczym fronton, mówiący o tym, co najważniejsze w książce, znajduje się portret kobiety z brodą, z brodą przypominającą Rasputina. Oznacza to, że kluczem do tego wszystkiego jest przesunięcie płci i cech seksualnych.
Biorę więc drugą podobną książkę: „An Illustrated History of Psychology and Psychiatry”, Roebuck i Kiernan, Philosophical Library, Nowy Jork, 1969. Pierwsza ilustracja przedstawia dwie lesbijki ocierające się o siebie. To jest klucz do całej historii psychologii i psychiatrii.
Przyjrzyjmy się teraz chorobom psychicznym w Stanach Zjednoczonych, rozwiniętym kraju świata zachodniego. Według amerykańskich statystyk, choroby psychiczne dotykają więcej ludzi niż choroby serca, nowotwory i wszystkie inne choroby razem wzięte. Trudno w to uwierzyć, ale to prawda: ponad połowę łóżek w amerykańskich szpitalach zajmują osoby chore psychicznie.
Największy amerykański magazyn „Time” z 12 sierpnia 1966 roku podaje, że w 1965 roku z powodu chorób psychicznych leczono w klinikach około 2,5 miliona Amerykanów. Najniebezpieczniejszy typ to schizofrenik paranoidalny, który często ma głęboko zakorzenione problemy seksualne, często z udziałem matki, co powoduje, że w Stanach Zjednoczonych żyje około 200 000 „potencjalnych masowych morderców”.
Nawiasem mówiąc, mały zbieg okoliczności: pod rządami Hitlera w Niemczech zniszczono dokładnie 200 tysięcy poważnie chorych psychicznie osób. Pierwszy obóz koncentracyjny Hitlera, Dachau, został zorganizowany przez niejakiego Theodora Eicke. Ale czy wiecie, gdzie był ten Eicke przed Dachau? Był w domu wariatów! I na rozkaz Himmlera wyszedł prosto z tego domu wariatów, aby zorganizować Dachau. Dokładnie według pierwszego prawa marksizmu: jedność i walka przeciwieństw…
Senacka Komisja ds. Przestępczości podaje, że w 1966 roku w Stanach Zjednoczonych było co najmniej 600.000 nieletnich przestępców. Wszyscy ci przestępcy to ludzie wymagający leczenia psychiatrycznego. Według tej komisji całkowita liczba dzieci wymagających leczenia psychiatrycznego w Stanach Zjednoczonych wynosi 4,5 miliona, co stanowi około 10% wszystkich dzieci amerykańskich.
Centrum Medyczne Uniwersytetu Cornell spędziło 8 lat na testowaniu psychiki nowojorczyków o różnych ścieżkach życia. W 1962 roku wyniki są następujące: na pięć osób tylko jedna jest całkowicie zdrowa psychicznie. Z pozostałych, trzech jest lekko chorych psychicznie, a jeden jest ciężko chory psychicznie. Wśród osób rozwiedzionych szczególnie dużo jest osób chorych psychicznie: na 25 rozwiedzionych mężczyzn (winna strona) tylko jeden jest zdrowy psychicznie, a na 14 rozwiedzionych kobiet (winna strona) tylko 1 jest psychicznie zdrowa. Żydzi mają wyższy procent chorych psychicznie, niż goje.
„The New York Times” z 3 lutego 1960 roku donosi, że psychiatra Franz Kalman z Nowojorskiego Instytutu Psychiatrycznego ustalił, że przyczyną schizofrenii jest dziedziczny enzym we krwi. Schizofrenicy stanowią 50% wszystkich pacjentów w zakładach dla obłąkanych w Stanach Zjednoczonych.
Kronika z 24 kwietnia 1972 roku podaje, że dr David Rosenthal z Narodowego Instytutu Psychiatrii stwierdził na posiedzeniu Narodowej Akademii Nauk, że choroby psychiczne są skutkiem złej dziedziczności, podobnie jak homoseksualizm, przestępczość i alkoholizm. Doktor Rosenthal uważa, że na 200 milionów populacji, ponad 60 milionów ludzi można uznać za schizofreników, że 9 milionów Amerykanów to mniej lub bardziej alkoholicy, a co piąty nastolatek zostanie ostatecznie skazany za przestępstwo. Doktor Rosenthal twierdzi, że w Stanach Zjednoczonych prawie nie ma rodziny wolnej od chorób psychicznych.
Jednak profesor Segal donosi, że pod koniec lat 60-tych choroby psychiczne kosztowały Wujka Sama 20 miliardów dolarów rocznie.
„The New York Times” z 25 czerwca 1973 roku donosi, że na spotkaniu Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego, psychiatra Ronald Fieve stwierdził, że około 6 milionów Amerykanów cierpi na sporadyczne ataki stanu maniakalno-depresyjnego, podczas którego maniakalne uniesienie zastępuje depresja. Doktor Thebes mówi:
„Odkryłem, że na tę przypadłość cierpią niektórzy z najbardziej utalentowanych ludzi w naszym społeczeństwie, w tym wielu wybitnych pisarzy, polityków, magnatów przemysłowych i naukowców, którym kolosalne pokłady maniakalnej energii i wyobraźni umożliwiły im osiągnięcie szczytu sukcesu”.
Ale potem mówi się, że w USA rejestruje się 30 tysięcy samobójstw rocznie – w wyniku tych samych depresji. Na przykład słynny pisarz, Hemingway, czy sekretarz wojny, Forrestal. A potem ze smutkiem stwierdza się, że wszystko to najwyraźniej jest wynikiem dziedziczności”.
„Widzicie, towarzysze, ile demonów jest w kapitalistycznej Ameryce” – podsumował Generał-arcybiskup Radzieckich Jezuitów. – „A z punktu widzenia czystego marksizmu nie chodzi tu o kapitalizm, ale o te demony, które niszczą Amerykę. No cóż, powiedzmy, że Ameryka umiera. Gdzie wtedy kupimy chleb?”
* * *
„Towarzysze, abyście mogli odpocząć od demonów naszego generała-arcybiskupa Pitirima, czytajmy zakazaną literaturę, naszych dysydentów, opozycjonistów i nieprawomyślnych, których wrzucamy do domów wariatów lub wyrzucamy za granicę. I zobaczmy, dlaczego to robimy”.
Profesor generał Toptygin spojrzał na swoje notatki:
„Najpierw przeanalizujmy książkę Anatolija Marczenki „Moje świadectwa”, która ukazała się w Paryżu w 1969 roku. Wszystkie książki tego rodzaju wydawane są z reguły za pieniądze wydziału propagandy amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) w formie wojny psychologicznej, a ściślej, wojny psycholi. Amerykańskie prawo zabrania wydawania pieniędzy na zagraniczną propagandę. Aby jednak obejść to prawo, propagandę tę powierzono CIA, gdzie wszystkie wydatki są tajne.
Anatolij Marczenko to mały opryszek, który pierwszy raz trafił do koncłagru po prostu za walkę z przeciwnikami, a drugi raz za próbę nielegalnego przekroczenia granicy. Czas akcji: początek lat 60-tych. To już są liberalne obozy Chruszczowa. Przecież dysydent Sołżenicyn pisze, że Chruszczow wypuścił z obozów 12 milionów ludzi. A akademicki dysydent Sacharow jest oburzony faktem, że w 1973 r. w sowieckich obozach przebywało jeszcze 1,7 miliona ludzi, i żąda ich wolności.
Tylko akademik Sacharow nie zna amerykańskich statystyk i nie wziął pod uwagę, że w najbardziej wolnym kraju świata, USA, w tym samym czasie, w 1973 r. w więzieniach przebywało 1,33 mln osób, czyli jako odsetek ludności, to prawie tyle samo, co w ZSRR. Jeśli wierzyć danym Sacharowa, będzie to 1,7 miliona więźniów na 250 milionów mieszkańców ZSRR. Oraz 1,33 miliona więźniów na 210 milionów mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Wynosi to 0,63% w USA i 0,68% w ZSRR.
Ponadto należy wziąć pod uwagę, że w Stanach Zjednoczonych popełnia się średnio 9 milionów przestępstw rocznie, ale tylko 1,5% przestępców, którzy popełniają te przestępstwa, trafia do więzienia. A gdyby wszyscy przestępcy w Stanach Zjednoczonych trafili do więzienia, teoretycznie byłoby to 9 milionów osób.
A w przeklętych czasach carskich, maksymalna liczba więźniów w Rosji w 1910 r., po rewolucji 1905 r., wynosiła zaledwie 174.728 osób. Dla 147 milionów mieszkańców będzie to 0,12%, czyli 5-6 razy mniej niż obecnie w ZSRR czy USA. Ale niestety to właśnie ten niski odsetek doprowadził do rewolucji.
Zobaczmy teraz, co pisze Marczenko. Jest jąkaczem, czyli ma nerwicę, której zwykle towarzyszą skurcze innych mięśni – grymasy, drżenie ręki lub nogi i tak dalej. W relacjach z wszystkimi jest niemiły, bezczelny i zaprzecza, nawet gdy nie ma ku temu powodu (s. 39). Z jakiegoś powodu więzień Siergiej przybija mosznę do ławy (s. 129). A inny dziwak po prostu odciął sobie penisa i wyrzucił go przez okno (s. 166). Ale to wcale nie jest protest, ale kompleks kastracyjny. Jak nauczał Jezus Chrystus: „Lepiej jest dla was, aby zginął jeden z waszych członków, a nie żeby całe ciało wasze miało być wrzucone do piekła”
(Mat. 5:29).
W książce często pojawia się słowo „pederasta”. Beriewitów, czyli byłych pracowników Berii, w więzieniu nazywano pederastami (s. 148). Jest ich wielu, zarówno wśród więźniów, jak i wśród strażników. Na s. 131 pederasta Subbotin nagle z jakiegoś powodu wziął i połknął całą partię domino złożoną z 28 kostek domina. Istnieje wiele różnych rodzajów psychopatologii, takich jak kanibalizm, ale autor nazywa wszystkich tych psychopatów, normalnymi ludźmi (s. 155).
Ale jakiś cudak więzień odciął sobie ucho. Rana została zagojona i umieszczono go w szpitalu psychiatrycznym, gdzie odciął sobie drugie ucho, połknął łyżkę i kawałki drutu kolczastego. Trzeba było operować. Czterdzieści dni przed zwolnieniem połknął całą partię szachów, wszystkie figury, białe i czarne. Znów był operowany. „Czy on oszalał?” – Marczenko pyta i odpowiada: „Z wyglądu sprawiał wrażenie znacznie bardziej normalnego człowieka niż pozostali więźniowie”
(s. 307).
I to jest sedno całej książki. Autor pisze: „Często słyszałem od różnych więźniów, że wśród nas, jeśli się zastanowić, nie ma ani jednej normalnej osoby… W prawie każdej celi więzienia we Włodzimierzu jest więzień prawdziwie „szalony” ... Zgaszone światło – Sania kładzie się do łóżka i czeka, aż wszyscy zasną. Następnie wstaje, podchodzi do czyjegoś łóżka i załatwia się bezpośrednio na śpiącym współwięźniu, a nawet próbuje dostać się mu na twarz. I tak każdej nocy.” A oto drugi ekscentryk: „A jego dziwactwo polegało na tym, że całe jedzenie w misce rozcieńczał zawartością wiadra”. I zachęcał innych: „Spróbuj, moja mama ugotowała mi tę owsiankę, kiedy byłem dzieckiem, jest bardzo smaczna!” (s. 176-177).
To „szaleni”, a oto normalni. Przestępca o ksywie Workuta podcina sobie nadgarstki. A drugi, Węgier, o ksywie Magyar, stawia miskę, zbiera krew, kruszy w niej chleb – i zjada to jedzenie (s. 183).
Diagnoza psychiatry: urinofilia, koprofilia, kompleksy obsceniczne, wampiryzm. I tak CIA publikuje wszystkie te brudne chwyty pod szyldem wydawnictwa Free Press, rzekomo jako „ruch demokratyczny w ZSRR”.
Następnie Marczenko pisze: „Wśród przestępców homoseksualizm kwitnie. Prawie wszyscy osadzeni tak robią”. Złapano jedynie tych, którzy odgrywali rolę kobiet. A ci, którzy odgrywali rolę mężczyzn, nie byli uważani za pederastów; chodzili jak bohaterowie. A tymi pierwszymi, biernymi, pogardzano (s. 312-313).
To tyle, jeśli chodzi o związek między chorobą psychiczną a homoseksualizmem. Może zrobili to, bo nie było kobiet? Ale nie, Marczenko pisze, że w łagrach dozwolone były widzenia z żonami, w tym czynności seksualne: oddzielne pokoje, noclegi, czasem widzenia trwające do 3 dni (s. 260-262). W łagrach jest masa zieleni i kwiatów, stadion, boisko do siatkówki, biblioteka (s. 292). To już nie są koncłagry Stalina, ale liberalne łagry Chruszczowa. To już nie łagier, tylko sanatorium.
Po opuszczeniu łagru w 1966 r., Marczenko natychmiast przyłączył się do żydowskich dysydentów. Oznacza to, że prosi o ponowny wyjazd do łagru. Ostatecznie poślubił żydowską dysydentkę, Larisę Bogoraz-Brukhman, byłą żonę żydowskiego dysydenta Juliego Daniela, partnerkę Siniawskiego-Tertza.
Ale zdradzę wam sekret: jeśli goj żeni się z Żydówką, to zły znak. Oznacza to, że coś jest nie tak z tym szabes-gojem. Jak sam pisze w swojej książce: „Często słyszałem od różnych więźniów, że wśród nas... nie ma ani jednego normalnego człowieka”
.
Spójrzmy teraz na pisma dysydenckiego pisarza, Władimira Maksimowa, którego wyrzuciliśmy za granicę. Biorę jego główną książkę „Siedem dni stworzenia”, opublikowaną w 1971 r. przez wydawnictwo Posiew-NTS, które istnieje dzięki pieniądzom tej samej CIA.
Dzieciństwo Maksimowa jest bardzo zagmatwane. Wychowywał się w sierocińcach i możliwe, że sam nie wie, kim są jego rodzice. Zbiegło się to z czasem z Wielką Czystką, kiedy permanentnych rewolucjonistów rozstrzeliwaano jako kontrrewolucjonistów, a ich dzieci oddawano do sierocińców z piętnem RWN – krewnych wrogów ludu. Już w wieku 16 lat, jako recydywista, nieletni Maksimow został na podstawie oficjalnego badania lekarskiego uznany za „niepoczytalnego”, czyli szaleńca. Pragnę zauważyć, że 16 rok życia, okres dojrzewania, to niebezpieczny wiek, kiedy u osób ze złą dziedzicznością, wraz z ich płcią, budzi się jej złe następstwo – choroba psychiczna.
W 1967 Maksimow był członkiem redakcji magazynu „Październik”, ale potem trafił do szpitala psychiatrycznego. Z powodów, jak mówią, niejasnych. A po opuszczeniu tego domu wariatów dołączył do dysydentów. Zwykle dysydenci trafiają do domu wariatów, ale Maksimow zaczynał w domu wariatów.
Siedzący na widowni Minister Kultury ZSRR szepnął do sąsiada:
„Czy wiesz, kim jest ten wujek?” – skinął głową w stronę profesora. – „Jest także głównym cenzorem ZSRR. Radziecki Pobiedonoscew... Prokurator Synodu nowej Inkwizycji Radzieckiej…”
„Przyjrzyjmy się teraz „Siedmiu dniom” Maksimowa. Głównym bohaterem jest były komisarz Armii Czerwonej i bolszewik, Piotr Łaszkow, którego ręce są trochę zakrwawione. Jego nazwisko jest czysto rosyjskie. Ale z naszych archiwów znam innego Łaszkowa – Henryka Samuiłowicza, starego żydowskiego oficera bezpieczeństwa i generała NKWD, który uciekł do Japonii podczas Wielkiej Czystki w 1937 roku.
Następnie Maksimow opisuje nie tylko sierociniec, ale SPECJALNY sierociniec, lecz nie wyjaśnia, co to jest. Co to za specjalne sierocińce? Są to specjalne sierocińce, w których umieszczano dzieci typu RWN – krewnych wrogów ludu. W tym dzieci Henryka Samuiłowicza Łaszkowa.
Wnukiem starego Łaszkowa jest Wadim, rozumiecie, Władimir Maksimow, bo w książce jest dużo autobiografii. I z jakiegoś powodu ten Wadim jest bardzo zainteresowany kolonią psychiatryczną dla chorych psychicznie, założoną w dawnym klasztorze. Zwróćcie uwagę na połączenie: dawny klasztor i kolonia psychiatryczna. I dlaczego Wadima tam ciągnie? Podobnie jak pijaka do wódki (s. 341-342).”
Ale wkrótce sam Wadim trafia do szpitala psychiatrycznego. Czytelnik ma naturalnie pytanie: dlaczego? Ale tutaj Maksimow miesza na wszelkie możliwe sposoby i milczy. Szczegółowo opisuje życie swojego bohatera w domu wariatów, ale dlaczego się tam znalazł, nie wiadomo. Swoją drogą, dom wariatów to najciekawsze miejsce w książce. I tylko z wielkim trudem, między wierszami, dowiadujesz się, że VWadim został wysłany do szpitala psychiatrycznego za próbę samobójczą. Jednak to samo dzieje się nie tylko w ZSRR, ale także w USA. Jest to standardowa procedura.
Znowu pytanie dlaczego? I tylko przypadkiem dowiadujemy się, że Wadim próbował popełnić samobójstwo, gdyż jego żona, której wcale nie kochał, zarzucała mu, że jest „niekompetentny” (s. 338). Ale nawet tutaj określenie to jest w jakiś sposób zawoalowane, jak wszystko u Maksimowa. Dlaczego nie powiedzieć wprost – impotencja, słabość seksualna? Zatem impotenta umieszczono w domu wariatów, aby uchronić go przed samobójstwem. A Maksimow rzuca cień na płot i robi z tego sprawę polityczną.
W książce często pojawiają się kulawi i nienormalni ludzie, alkoholicy i samobójcy. Nawiasem mówiąc, sam Maksimow jest suchorękim i alkoholikiem, pijakiem. Na s. 396 mąż i żona to alkoholicy, jak pisze Maksimow – „wyrodki” {“выблядки”}. W końcu końców mąż się powiesił. Dużo wyrażeń wulgarnych, np.: „Jeśli będziesz miał pecha, złapiesz rzeżączkę od własnej siostry”
(s. 416). A wszystko to przeplata się ze świętoszkowatymi lamentami na temat Boga. Jakaś głupota.
Seksu w książce jest całkiem sporo, ale wszystko jest jak z psami i kotami: pod schodami, na brudnej podłodze, w najbardziej nieodpowiednim momencie, bez miłości, jak w „Bez czeremchy”. Jest w niej dużo okrucieństwa, które ma posmak sadyzmu, a dusza autora jest zawsze z przestępcami. Wszystko to jest typowe dla degeneratów z chorą płcią i psychiką. Przenoszą więc to wszystko na grunt literatury. I żądają, żeby to wydrukowano.
Język książki też jest jakiś kiepski i pokrętny, gwałtowny, zagmatwany, jakby to wszystko było pisane po objadaniu się. Zdegenerowani krytycy nazywają ją „prozą ozdobną”. A psychiatrzy nazywają to schizofrenią, upłynnieniem mózgu. Na przykład zamiast „śmiertelnej bladości” {“смертельная бледность”} powiedzą wam „śmierdną bladość” {“смердная блядность” } – i zapewnią, że to modernizm, język przyszłości. A ty, głupcze, po prostu tego nie rozumiesz.
Jest oczywiste, że Maksimow jest zaniepokojony „kwestią żydowską”. Wydaje się, że zaczyna się od antysemityzmu (s. 369-370). Ale potem zjadacz Żydów nagle zamienia się w miłośnika Żydów: nagle pojawia się pewien idealny Żyd, Osja Mekler, przed którym wszyscy Żydzi padają na twarz. A wtedy ten szczęśliwy idealista również popełnia samobójstwo.
Dlaczego? Znowu jakaś zagadka, tajemnica. Och, Maksimow uwielbia pisać zagadkami. Ale rozwiążę tę zagadkę również dla was. Faktem jest, że rzeczywiście są niektóre gojki, które specjalizują się w Żydach. Z reguły są to dziewczyny obciągające, francuskostylowe, 69-nice, co oznacza utajony lub stłumiony homoseksualizm. I lezą do Żydów, bo wiedzą, że tam jest tego więcej niż wszystkiego innego.
Taka szabes-gojka podchodzi do idealnego Żyda, Osji Meklera i mówi: „Hej, Osja, chcesz miłości po francusku? Nie bój się. Przecież wiem, że nic innego nie możesz zrobić. Dlatego Osja się powiesił. Przepraszam za takie wyrażenia, ale bez tego nie zrozumiecie tych wszystkich modernistów.
Miliony degeneratów o tym wiedzą, ale oczywiście nie powinni o tym pisać. To jest tabu. Z punktu widzenia naszego generała-arcybiskupa Pitirima, nazywa się to zjednoczeniem szatana i antychrysta, do którego skłonnych jest wiele wiedźm. Ale skutki tego są często dość smutne. Jeśli przyjrzycie się uważnie, zobaczycie to wszystko wśród swoich znajomych.
Zasadniczo: Maksimow opisuje degenerację rodziny Piotra Łaszkowa – czyli żydowskiego funkcjonariusza bezpieczeństwa, Henryka Samuiłowicza Łaszkowa – rzekomo jako karę za krew, którą przelał podczas rewolucji (s. 466). Wszystkie jego dzieci są degeneratami wszelkich odmian i odcieni. Ostatni męski potomek tej rodziny, „niekompetentny” Wadim, przebywał już w szpitalu psychiatrycznym. Córka Antonina, stara panna, mieszka z ojcem do 40 roku życia, po czym wychodzi za mąż. Ale potem, w wieku czterdziestu kilku lat, z jakiegoś powodu związała się z młodym Żydem, tym najbardziej idealnym, Osją Meklerem.
Tutaj nasz Maksimow kręci się jak zając, mówi aluzjami i trudno go zrozumieć. O ile rozumiem, dziecko Antoniny nie pochodzi od jej męża, ale od tego najbardziej urzekającego Żyda, Osji Meklera, który natychmiast się powiesił z takiego szczęścia. Mąż znika jak dmuchawiec, a Antonina wraca z synem pół-Żydem do ojca. Cały cymes, cała symbolika Maksymowa jest w tym dziecku, poczętym przez Żyda, to jakoby przebaczenie grzechów, odrodzenie życia. A wszystko to przesypano absurdalnymi rozważaniami na temat Boga. Ale co to za Bóg? A może jest to związek szatana i antychrysta?
Wszystko to wydaje się czystym idiotyzmem, bredzeniami szaleńca. A widziałem podobne sztuczki w prawdziwym życiu. Faktem jest, że niektórzy degeneraci żenią się z degeneratkami i celowo mają dzieci z cudzym wujkiem. Żeby te dzieci nie były kompletnymi degeneratami, ale chociaż półdegeneratami. Stąd bierze się to, na pierwszy rzut oka niezrozumiałe sformułowanie: „na cudzym ch… wjechać do raju”. Lub też „zrobione palcem”, co oznacza sztuczne zapłodnienie – z tych samych powodów. Wszystkich tych pikantnych wyrażeń używali sami degeneraci, którzy doskonale wiedzą, co to znaczy. Ale to nigdy nie przyszłoby do głowy normalnym ludziom.
Zachodni recenzenci mówią znacząco, że nasi dysydenci, opozycjoniści i nieprawomyślni posłują się czymś w rodzaju tajnego pisma, kryptogramów, szyfrowania, aby zrozumieć, że trzeba mieć TRZECIE OKO, oko mądrości, jak ten magiczny kryształ, kamień księżycowy, który jest na czole hinduskich bogów. Ale my, w 13-tym Wydziale KGB, też mamy to trzecie oko, za pomocą którego możemy odczytać całe to tajne pismo. Ludzie Światła Księżyca Rozanowa, Dekadencja, proszę panów.
W całych „7 dniach” jest tylko jedno uczciwe miejsce, gdzie radziecki architekt mówi do permanentnych dysydentów-rewolucjonistów w ten sposób:
„Przywołujecie społecznych i duchowych lumpów. Odpady, które pragną umocnić swoją pozycję poprzez krew. Krew cudzą. I waszą, przy okazji, także... Ale ponieważ wasz nowy eksperyment będzie kosztować Rosję kolejną krwawą monetę, jestem temu przeciwny... Dlatego jeśli zaczniecie, usiądę za karabinem maszynowym i będę bronił tego właśnie porządku z którym nie mam nic wspólnego, do ostatniego naboju... Lepsze – to co jest, niż wy. Jesteście ciemnością. Boże uchroń od niej Rosję”.
W swoim kolejnym dziele „Kwarantanna”, Maksimow relacjonuje, że matka Stalina zrodziła Stalina metodą „na cudzym ch… wjechać do raju” (s. 83). Nawiasem mówiąc, ojciec Stalina był alkoholikiem, a Stalin suchorękim. A Maksimow jest zarówno alkoholikiem, jak i suchoręki. W „Kwarantannie” znajdziemy także miłość francuską, obciąganie czy 69, to znaczy utajony lub stłumiony homoseksualizm, który jest przyczyną większości rozwodów i ułomnych dzieci – 69 sposobów na bycie nieszczęśliwym. Jest też kopulacja z koniem, czyli sodomia, czyli zoofilia, podobno ot tak, z nudów. A wszystko to znów towarzyszy świętoszkowatym lamentom nad Bogiem. Ale z punktu widzenia trzeciego oka i naszego 13 Wydziału KGB, jest to trupi jad rodzaju ludzkiego. Duchowa zaraza.
Dlatego w ramach kwarantanny sanitarnej i politycznej wyrzuciliśmy za granicę suchorękiego alkoholika Władimira Maksimowa. Nawiasem mówiąc, jego siostra Katia Breitbart jest żoną Żyda i mieszka w Izraelu. Znów ten sam smutny wzorzec.
Wniosek dotyczący trzeciego oka. Przecież Maksimow jest dzieckiem z sierocińca podczas Wielkiej Czystki. A opozycja wtedy, podobnie jak teraz dysydencka, składała się w większości z psychicznych Żydów, których przestrzelało NKWD, w którym wówczas większość stanowili również Żydzi. I tak to trwało, dopóki nie wystrzelali się nawzajem w walce o władzę. Zgodnie z pierwszym marksistowskim prawem jedności i walki przeciwieństw.
A dzieci tej Wielkiej Czystki zostały przekazane do sierocińców jako RWN, skąd często zabierali je ich adopcyjni rodzice. A sądząc po tym, co pisze Maksimow, właściwie nie wie, kim są jego prawdziwi rodzice, a on sam podejrzewa, że jest z domieszką żydowskiego pochodzenia {с прожидью}. W swojej książce „Pożegnanie znikąd” Maksimow pisze, że pięć „najbliższych mu istot”, czyli bliskich, wyjechało do Izraela (s. 2). A on sam utknął w Paryżu i wydaje tam neotrockistowskie czasopismo „Kontynent”.
Cóż, na deser oddajemy teraz cześć mistrzowi naszych dysydentów, Sołżenicynowi. Dla zabawy czasami będę mówił językiem autora, laureata Nagrody Nobla. Posłuchajmy więc jego opowiadania „Podwórze Matriony”, które niektórzy zachodni krytycy wychwalają wniebogłosy, jak w napadzie epilepsji. Nawiasem mówiąc, bohaterka tej historii, Matriona, również jest epileptyczką. A teraz wkładam w czoło trzecie oko, oko mądrości – i co ja tam zobaczę…”
Generalny Cenzor ZSRR i prokurator synodu nowej Inkwizycji Radzieckiej potarł palcem czoło, jakby sprawdzał trzecie oko:
„Sołżenicyn przedstawia Matrionę jako świętą i prawą kobietę: „...bez której, według przysłowia, nie ma wsi. Ani miasta. Ani całej naszej ziemi”.
Hmm, Matriona ma epilepsję. Ale ponieważ apostoł Paweł także był epileptykiem, wybaczmy to świętej Matrionie. Ale oto, co jest złe: Matriona miała 6 dzieci, 2 z nich urodziło się martwe, a 4 zmarło w kołysce, zanim osiągnęły 3 miesiące. Jak już wiecie, genialny Goethe miał coś podobnego. Ale Matriona nie jest genialna, lecz jest prostą kołchoźniczką, której głównym zadaniem jest rodzenie dzieci. A Święta Matriona dla męża to największe przekleństwo, jakie może spotkać chłopską rodzinę. Kołchozowa degeneratka! A co by się stało z wioską, gdyby wszystkie baby były takie? Nie istniała by ta wioska? Ni miasto! Ni cała nasza ziemia!
I podobne fundamentalne wypaczenia prawdy są wszędzie u Sołżenicyna. Wychwalając ułomną Matrionę i klaskając, reszta ludzi jest pogardzana i poniżana, jak kompletna banda szumowin: pijacy, bimbrownicy, chciwi, śmierdzący, leniwi, pożeracze, skąpcy, samoluby, grabieżcy, pasożyty. I tylko Sołżenicyn jest dobry. Och, spójrzcie, jaki jestem dobry na tym ciemnym tle. A cała reszta to w całości untermensche, wieśniaki, źli ludzie.
Jeśli ludzie Maksimowa są kulawi, to Sołżenicyn, jego Matriona, nawet kot jest kulawy, ma trzy nogi. A dookoła tylko pijacy, myszy, pluskwy i karaluchy.
A teraz zróbmy małą psychoanalizę freudowską. Ta historia ma charakter autobiograficzny. Sołżenicyn przyjeżdża z zesłania do wsi, w której mieszka Matriona. Czy pamiętacie czas powojenny: mężczyzn było niewielu, młodych bab dużo - i mężczyzn rozdzierały na części. A Sołżenicyn, siedząc w koncłagrze, najwyraźniej był głodny bab. To dlaczego, zamiast młodej kobiety, która da mu wszystko, zamieszkuje ze staruchą Matrioną? Czego się boi? I to samo powtarza się w innych jego pismach: w „Incydencie na stacji Kreczetowka”, „W pierwszym kręgu” i „Oddziale chorych na raka”. O kobietach tylko pogaduszki. I gdy tylko dochodzi do sprawy, bohater pod byle pretekstem wykręca się i łamie się, wymięka i uchodzi.
Papele Freud powie tutaj: „Hmm, coś tu jest nie tak…” A profesor Lombroso powie: „Tak, typowy przypadek”. A teraz sami znamy całą tę mądrość. Po to mamy trzecie oko.
Prawo jest takie: jeśli u człowieka w spodniach (lub pod spódnicą) jest coś nie w porządku, to i w głowie u takich najczęściej także nie w porządku. To jak prawo naczyń połączonych w fizyce, której nauczał kiedyś Sołżenicyn. Dlatego popularna mądrość głosi: „Siki uderzają do głowy”.
Powierzchownemu czytelnikowi sprawy Sołżenicyna i innych dysydentów mogą wydawać się dobre, ale... To jak beczka miodu, w którą wrzucono nie tylko łyżkę, ale całe wiadro dziegciu. Np. wypaczenie prawdy w przypadku św. Matriony.
Nasi dysydenci w literaturze to po prostu neodekadenci w przebraniu. Filozofowie nazywają tę dekadencję, odchodami chorej małpy, tej małpy Pana Boga, którą teolodzy nazywają diabłem, a który naśladuje Pana Boga, lecz wszystko robi po ciemku, od tyłu i odwrotnie. Tak Maksimow i Sołżenicyn zachowują się jak małpy, udając neochrześcijan. Dlatego w ramach prewencji sanitarnej i politycznej umieszczamy tych dysydentów w domach wariatów – projekt specjalny «Golem». Lub wyrzucamy ich za granicę – specjalny projekt «Agasfer»”.
Generalny Cenzor ZSRR i Prokurator Synodu Nowej Inkwizycji Radzieckiej puknął się ołówkiem w czoło:
„Dlatego mamy trzecie oko… Tak, pytali mnie, co to za szyfry „Golem” i „Agasfer”. Golem to bardzo pouczająca żydowska legenda, jak mądry żydowski rabin, Juda Lew ben Bezalil (1520-1609) ze średniowiecznej Pragi, wyrzeźbił z gliny sługę, za pomocą Kabały tchnął w niego duszę i poinstruował go, aby chronił Żydów od antysemityzmu. Ale z jakiegoś powodu ożywiony Golem nagle zaczął bić samych Żydów. Podobnie jak Golem, rząd radziecki, który oni utworzyli za pomocą swojej marksistowskiej kabały, zwrócił się przeciwko Żydom.
A co do naszego specjalnego projektu «Agasfer»... Według legend biblijnych, Agasfer to imię Żyda, który naśmiewał się z Jezusa Chrystusa, gdy niósł krzyż na Golgotę. Za to Agasfer został jakoby skazany na wieczną tułaczkę po świecie, jako Wieczny Żyd, aż do drugiego przyjścia Chrystusa. Stąd nasz specjalny projekt «Agasfer», czyli «Wieczny Żyd»”.
Członek Biura Politycznego siedzący przy biurku, szturchnął swojego przyjaciela, członka Rady Najwyższej:
„Uch, gwardia naszego Czerwonego Papieża jest dobrze wyszkolona. Oni i Papieża Rzymskiego też zatkną za pas…”
„Filozof Bierdiajew, nazywany na Zachodzie najlepszym rosyjskim filozofem XX wieku, zapewnia, że w Rosji nastało nowe średniowiecze. A ponieważ jest średniowiecze, nie ma mowy, żeby obejść się bez Inkwizycji”.
No cóż, tyle dla was… Tak hartowano stal nowej sowieckiej inkwizycji. Jednak żeby to zobaczyć, trzeba mieć trzecie oko”.
Następny rozdział
Powrót do spisu treści