Grigorij Klimow «Książę tego świata»

ZATRUTE KLUCZE

Posłowie dr B.W. Sacharowa, profesora psychologii społecznej na Uniwersytecie Woodhaven, do drugiego wydania (Globus Publishing House, San Francisco 1980)

Ale Bóg wie, że w dniu, w którym z niego zjecie, otworzą się wasze oczy i będziecie jak bogowie, znający dobro i zło.

Rodzaju 3:5

Choć „Książę tego Świata” jest powieścią fascynującą w formie, porusza tak wiele poważnych zagadnień, że wymaga szczegółowego wyjaśnienia. Podobnie, jak twarda okładka chroniąca książkę, tak samo narzuca się tu nie tylko szczegółowa przedmowa, ale i posłowie.

Ponieważ Klimow pracował kiedyś w systemie amerykańskiej wojny psychologicznej, jego „Książę” jest rodzajem produktu i analizy tej wojny psychologicznej.

Dzień po dniu pierwsze strony wszystkich gazet na świecie zapełniają się doniesieniami o efektach tej, tak zwanej wojny psychologicznej. Lecz niewiele osób rozumie, co kryje się za tym niejasnym terminem.

Co to znaczy? Jeśli wojna bakteriologiczna jest wojną przy pomocy bakterii i chorób zakaźnych, to wojna psychologiczna, z naukowego punktu widzenia, jest wojną przy pomocy chorób psychicznych.

Rolę drobnoustrojów pełnią tu legiony psychopatów, którzy dla niewtajemniczonych są równie niewidzialni, jak mikroby. Ilu ich jest? Cóż, na przykład, według amerykańskich statystyk, w Stanach Zjednoczonych leczenia psychiatrycznego potrzebuje około 18,5% populacji, czyli 37 milionów osób. A jeśli podejść do tego problemu od drugiej strony, od strony seksu i wziąć statystyki doktora Kinseya, i jeśli wierzyć Freudowi, okazuje się, że jest ich jeszcze więcej – 37%, czyli 74 miliony ludzi z 200 milionów populacji. Legion ten okazuje się być całkiem solidny. A takie legiony istnieją w większym lub mniejszym stopniu w każdym kraju – aż do nowych republik afrykańskich.

Jaką rolę odgrywają te legiony? Czy ci legioniści siedzą spokojnie w poczekalniach psychiatrów? A może biorą środki uspokajające? A może ci psychopaci decydują o losach świata? Cóż, zobaczmy.

Dawno, dawno temu, w Związku Radzieckim istniał instytut czerwonej profesury, w którym po rewolucji szkolono niezbędny czerwony personel. Teraz, jak podają poważne źródła, w Moskwie działa Instytut Wyższej Socjologii, który, przez analogię, nazywa się Instytutem Czarnej Profesury, gdyż zajmuje się pewnymi mrocznymi problemami socjologicznymi. Aby zrozumieć te problemy, weźmy na pomoc tak ciężką artylerię, jak Lew Tołstoj.

W swoim dzienniku z 12 czerwca 1900 roku Tołstoj pisze: „Jestem głęboko przekonany, że światem rządzą ludzie całkowicie szaleni. Ci, którzy nie są szaleni, albo wstrzymują się, albo nie mogą brać udziału”.

W swoim dzienniku z 27 czerwca 1910 r., Tołstoj ponownie, wracając do tego tematu, pisze: „Ludzie szaleni zawsze lepiej osiągają swoje cele, aniżeli ludzie zdrowi. Dzieje się tak, ponieważ nie ma dla nich żadnych barier moralnych: ani wstydu, ani prawdomówności, ani sumienia, ani nawet strachu”.

Co to jest – żart? Dobrze, weźmy Hitlera i Stalina jako przykłady. Przecież po śmierci Hitlera wszędzie pisano, że jest chory psychicznie, paranoik, maniak, psychopata i tak dalej. Po śmierci Stalina znowu ta sama historia: okazuje się, że on też był paranoikiem, schizofrenikiem, maniakiem i tak dalej! Co to znaczy?

Okazuje się, że Tołstoj miał rację. Tylko, jako pisarz, nie dokonał rozróżnienia między szalonymi a chorymi psychicznie, gdzie na każdego prawdziwego szaleńca, siedzącego w domu wariatów, przypada dziesiątki wszelkiego rodzaju pośrednich typów pomieszanych i chorych psychicznie, którzy znajdują się między nami – i których nie zauważamy. Co więcej, wielu z nich nawet nie rozumie, co się z nimi dzieje.

Wiele chorób psychicznych, jak, na przykład, mania wielkości czy mania prześladowcza, to rodzaj hipertrofii, czyli chorobliwego przerostu najbardziej zwyczajnych ludzkich cech. Upraszczając, wyobraźcie sobie, że te choroby psychiczne rozciągają się jak guma: od 1% do 100%. Każdy z nas – w różnym stopniu – ma poczucie wielkości i poczucie prześladowania, powiedzmy, w około 2-3%. Ale kiedy te uczucia wzrosną, powiedzmy, do 40-60%, wówczas mamy do czynienia z przejściowymi stopniami megalomanii i urojeń prześladowczych, jak u Stalina czy Hitlera, z ich kultem samoubóstwienia z jednej strony, i systemem obozów koncentracyjnych, z drugiej strony.

Sprawa polega na tym, że manie te stają się wyraźnie widoczne dopiero wtedy, gdy osiągają 100%. Wtedy taki człowiek staje się nieszkodliwym szaleńcem, który upiera się, że jest Napoleonem i zostaje umieszczony w domu dla psychicznie chorych. Ale wcześniej, maniacy średniego szczebla, jak Hitler i Stalin, będą mieli czas na wywrócenie całego świata do góry nogami.

Możemy więc narysować wyraźną granicę między szaleńcami a chorymi psychicznie. Ta granica, to dom wariatów. Nie ma jednak wyraźnej granicy pomiędzy osobami chorymi psychicznie i zdrowymi – linia ta rozciąga się jak gumowa lina, od 1 do 100%.

Zatem, te pośrednie typy osób chorych psychicznie, zwane szalonymi i psychopatami, neurotykami i psychotykami, tworzą niejako specjalne typy ludzi, o wyraźnych, specyficznych cechach. A kombinacji jest tu więcej, niż w kalejdoskopie. Tych ludzi trudno nazwać jednoznacznie chorymi psychicznie. Ale ci ludzie nie są całkiem zwyczajni: są to wszelkiego rodzaju dziwacy i ekscentrycy, mający obsesję na punkcie wszelkiego rodzaju kompleksów, według wzorców Kinseya, Freuda i Dostojewskiego. W przeciwieństwie do zwykłych ludzi, Dostojewski nazywał ich ludźmi nadzwyczajnymi. To właśnie ci legioniści, o których mowa w „Księciu”.

Wróćmy jednak do proroczych słów Tołstoja, że światem rządzą szaleńcy. Po pierwsze, Tołstoj potwierdza jedynie to, co jest powiedziane w Biblii i w tytule książki Klimowa: «Książę tego świata». Po drugie, najlepszym tego przykładem był sam Tołstoj. Lenin nazwał Tołstoja «zwierciadłem naszej rewolucji», a słynny psychiatra Rossolimo, który leczył zarówno Lenina, jak i Tołstoja, postawił następującą diagnozę na temat Tołstoja: „Zdegenerowana podwójna konstytucja: paranoidalna i histeryczna, z przewagą tej pierwszej”. Czy to nie jest interesujące?

Weźmy Stalina i Hitlera. Tak więc, Związkiem Radzieckim przez prawie 30 lat rządził chory psychicznie Stalin, a Niemcami przez 12 lat rządził psychicznie chory Hitler. A potem, prowadzone przez swoich chorych psychicznie przywódców, dwa wielkie narody stoczyły śmiertelną bitwę, która kosztowała miliony ludzkich ofiar. Niesamowita ilość zniszczenia, żalu, krwi i łez. Po co? Dlaczego?

Czy nie jest to ciemny problem socjologii?

Niektórzy czytelnicy mogą pomyśleć naiwnie: „Czy nie byłoby łatwiej Rosjanom i Niemcom, zamiast walczyć, złapać takich psychicznie chorych, jak Stalin i Hitler – i wsadzić ich do odpowiednich klatek? Ale takiego pytania nie można zadać. Dlaczego? Ponieważ dokładnie to właśnie zrobił sam Stalin i sam Hitler. Zgodnie z pierwszym prawem dialektyki marksistowskiej – o jedności i walce przeciwieństw. Widzicie, już osiągnęliście socjologiczny impas. Dlatego te problemy nazywane są problemami przeklętymi.

Aby podejść do problemu przywódców w sposób akademicki, nie zaszkodzi sprawdzić innych wielkich przywódców, którzy brali udział w II wojnie światowej. Choć na Zachodzie lubią podkreślać, że nie można wyjść na Plac Czerwony i powiedzieć, że Stalin jest głupcem, a tutaj, na Zachodzie, o naszych przywódcach możemy mówić, co chcemy. Lecz i w tym przypadku należy zachować ostrożność.

Weźcie kolejnego wielkiego człowieka, a już z gazet dowiecie się, że u jego dzieci występuje cała historia poważnych chorób psychicznych.

A w Biblii znajduje się trafna diagnoza w tej kwestii: „Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, ale wewnątrz są drapieżnymi wilkami: poznacie ich po ich owocach... Każde dobre drzewo wydaje dobre owoce , a złe drzewo wydaje owoce złe: dobre drzewo nie może wydawać złych owoców... Dlatego poznacie ich po owocach” (Ewang. Mateusza 7:15-20).

Jeśli pójdziecie dalej tą ścieżką, wkrótce poczujecie się jak Czerwony Kapturek w ciemnym lesie, gdzie biegają szare wilki w owczych skórach. To właśnie tenże ciemny las nazywa się «wyższą socjologią». I można chyba powiedzieć, że jest to obszar bardziej paradoksalny i tajemniczy, niż badania atomowe.

Aby zrozumieć zagadkę Stalina i Hitlera – jakim to sposobem ci ludzie zostali przywódcami – trzeba poznać tak zwany «kompleks władzy», który tworzy tak zwanego «naturalnego przywódcę». Ten drażliwy kompleks jest dobrze znany naukowcom, którzy badali... syberyjskich szamanów i murzyńskich czarowników. I tam odkryli to samo, co u Stalina i Hitlera: pewną kombinację chorób psychicznych, które powodują ten kompleks władzy – bolesne pragnienie władzy.

A kompleks ten jest tak silny, że kiedy odbierano szamanowi władzę, prawdziwy szaman poważnie chorował, a czasem nawet umierał. Coś podobnego zdarzyło się z Napoleonem, gdy znalazł się na wyspie Świętej Heleny.

Okazuje się, że to paradoks: urodzony przywódca, to człowiek najbardziej nieodpowiedni do sprawowania władzy. I ten paradoks jest przyczyną prawie wszystkich wojen i rewolucji w historii ludzkości.

Na przykład, kiedyś dużo pisano o afrykańskiej sekcie terrorystycznej Mau Mau. Krwawe rytuały tej sekty miały w sobie wiele z murzyńskich kultów. Było to tak obrzydliwe, że gazety nie były nawet w stanie tego opisać. Teraz, za błogosławieństwem Korony Brytyjskiej, były przywódca Mau Mau, Jomo Kenyatta, został demokratycznym premierem nowej demokratycznej Kenii. Już z połączenia nazw Kenia – Kenyatta widać złudzenia wielkości i kompleks władzy. Mam nadzieję, że Jego Ekscelencja Pan Premier nie obrazi się na mnie.

I ten temat, kompleks władzy czy formuła władzy, jest tematem tabu nie tylko w Afryce, ale także wśród przywódców cywilizowanego świata.

We wstępie do „Księcia” czytamy, że jest to książka inna niż wszystkie. Wydało mi się to na tyle niezwykłe, że postanowiłem sprawdzić, czy to prawda.

Jeśli mówimy o temacie „Księcia”, to w zasadzie opisuje on rodzaj złożonej choroby społecznej, którą wcześniej nazywano diabłem, a obecnie nazywa się zwyrodnieniem lub degeneracją, a którą autor nazywa legionizacją. Najwyraźniej autor trzyma się starej zasady, że diabeł nie lubi, gdy się go nazywa.

Aby to sprawdzić, zajrzałem do Głównej Biblioteki Publicznej w Nowym Jorku, która uważana jest za jedną z najlepszych na świecie. W katalogu tematycznym na temat «Degeneracja» znalazłem setki kart – nawiązań do dwóch głównych składników tego kompleksu: choroby psychicznej i perwersji seksualnej. Dalsze odniesienia dotyczyły związku geniuszu z szaleństwem. Między chorobą psychiczną a przestępczością i tak dalej, i tak dalej. Po drodze uderzył mnie fakt, że w Ameryce, kraju o najwyższym wskaźniku przestępczości na świecie, ojciec kryminologii naukowej, profesor Lombroso, praktycznie nie jest przetłumaczony na język angielski.

Lecz najważniejsze było to, że w tej największej bibliotece w Ameryce nie było ani jednej książki, która opisywałaby degenerację w całościowym ujęciu. To znaczy, choroby psychiczne – są, perwersje seksualne – są, a ta degeneracja, która składa się z tych dwóch części, ta degeneracja… nie!? Oznacza to, że brakuje klucza. A bez tego klucza nic w tym obszarze nie zrozumiecie. Okazuje się więc, że „Książę” to rzeczywiście książka inna niż wszystkie.

Swoją drogą, już od kilku lat nagrody Nobla przyznawane są naukowcom za «badania nad dziedzicznością komórek pierwotnych». Czego szukają ci naukowcy? Najwyraźniej tego samego – tajemnicy degeneracji, wynikającej z dziedziczności. Wydaje się, że naukowcom udało się już ustalić dziedziczność niektórych mchów i grzybów.

Temat „Księcia” jest tematem niezwykle kontrowersyjnym. Dyskutuje się o tym, odkąd istnieje rasa ludzka. Głównie dlatego, że większość legionistów ma tendencję do kwestionowania wszystkiego i czegokolwiek, aby udowodnić, że jest inaczej. Dlatego diabeł nazywany jest już w Biblii kłamcą i ojcem kłamstwa, który zawsze stara się udowodnić, że go nie ma, że jest Nikim i Niczym.

Dlatego posłuchajcie dobrej rady: nigdy nie sprzeczajcie się na ten temat ze znajomymi. Bo inaczej zrozumiecie, dlaczego legion nazywa się legionem. Lepiej siedźcie sobie spokojnie, słuchajcie oczywistych kłamstw – i zapamiętajcie to sobie. W ten sposób poznacie wszystkich legionistów, kandydatów, współtowarzyszy tej drogi i sympatyków. Wtedy, jak przez magiczny kryształ, zobaczycie prawdę i fałsz, sprawiedliwych i grzeszników.

Jeśli chodzi o „Księcia”, będą przede wszystkim spierać się o Wielką Czystkę, kiedy rewolucjonista i legionista Stalin niszczył sobie podobnych. Swoją drogą, dlatego filozofowie mówią, że diabeł ma skłonność do samozagłady.

Dobrze, sprawdźmy, czy to prawda, czy nie. Mówiąc o Wielkiej Czystce, ponownie zwracam się o pomoc tak ciężkiej artylerii, jak Dostojewski, który w swoich „Biesach” tak pisał o rewolucjonistach:

„Te biesy… wszystkie wrzody, wszystkie wyziewy, wszystkie nieczystości… nagromadzone w naszym wielkim i drogim chorym, w naszej Rosji… i rzucimy się, szaleni i wściekli, ze skały w morze, i wszyscy utoniemy, i tędy nasza droga... Ale chory zostanie uzdrowiony i «usiądzie u stóp Jezusowych»... i wszyscy będą patrzeć ze zdumieniem…”

Dostojewski uważany jest za proroka. Cóż, to on opisał Wielką Czystkę. I nie jest to ślepa przepowiednia. Po prostu znał cykle socjologiczne, które powtarzają się po każdej rewolucji.

Jeśli chodzi o „Księcia”, postawiłem sobie przede wszystkim bardzo konkretne zadanie – sprawdzić, na ile ta powieść odpowiada, a na ile nie, rzeczywistości historycznej.

Ciekawe jest porównanie z książką Josepha Novaka „Przyszłość należy do nas, towarzyszu!” (Doubleday, Nowy Jork, 1960). Novak był członkiem Partii Komunistycznej jednego z sowieckich krajów satelickich, następnie uciekł na Zachód i pisał tutaj wspomnienia ze swojego życia w Związku Radzieckim. W Moskwie autor wdał się kiedyś w rozmowę ze starszym sowieckim psychiatrą. Kiedy poruszono kwestię małej liczby pacjentów psychiatrycznych w Związku Radzieckim, lekarz, znany specjalista w tej dziedzinie, powiedział, co następuje:

„Sprawa nie jest tak prosta, jak sobie wyobrażają niektórzy moi młodzi koledzy, tak zwani przedstawiciele nowej radzieckiej medycyny i psychiatrii. Ich zdaniem, po rewolucji w naszym kraju zniknęły znane choroby psychiczne... Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Przede wszystkim, w pierwszym okresie porewolucyjnym, pacjentów psychiatrycznych... rozstrzeliwano, jako elementy niebezpieczne lub wysyłano do łagrów na przymusowe roboty... Jeśli teraz przyjrzycie się bliżej naszym klinikom psychiatrycznym, uderzy was brak typowych chorób psychicznych, które są bardzo powszechne w działających klinikach w USA, Anglii, Szwecji i innych krajach. Mam na myśli niektóre rodzaje neurastenii, niektóre typy schizofrenii i wszelkiego rodzaju perwersje seksualne – czyli inaczej, tego typu choroby psychiczne, które można ukryć w życiu codziennym... Duża liczba ludzi, którzy za granicą trafiliby do zakładów dla chorych psychicznie, tutaj... są wysyłani do pracy przymusowej, a bardzo często wysyłani na daleką Północ, do ciężkiej pracy, która rzekomo czyni z nich pożytecznych członków społeczeństwa… Tylko, że za tymi statystykami, które z dumą podkreślają minimalny odsetek pacjentów psychiatrycznych w Związku Radzieckim, ukryta jest tragedia tysięcy pacjentów cierpiących za czyny, których dopuścili się nieświadomie.”

To właśnie ci legioniści opisani są w „Księciu”. Tak więc, chociaż jest to powieść, oparta jest na bardzo realnej rzeczywistości.

Mówiąc o Wielkiej Czystce, należy zauważyć, co następuje. Decyzja o jej przeprowadzeniu została podjęta na posiedzeniu stalinowskiego politbiura 13 maja 1935 roku, na którym zdecydowano «wyczyścić» około 5% ludności ZSRR. Jakie były rezultaty?

Z samej Partii Komunistycznej, liczącej 2 800 000 osób, represjom poddano 1.220.000 osób, czyli 44%. A z 71 członków Komitetu Centralnego Ogólnozwiązkowej Komunistycznej Partii Bolszewików zlikwidowano 55, czyli 78%. To samo przydarzyło się wszystkim władzom partii i rządu, łącznie z dowództwem Armii Czerwonej. I ostatnia fala czystek przetoczyła się przez czyściec NKWD, na którego czele stał jego naczelnik Jeżow. Tak więc, choć czystka dotknęła wszystkich (5%), to przede wszystkim dotknęła samą partię komunistyczną (44%), a w jeszcze większym stopniu jej władze (78%). W ten sposób rewolucja pożerała swoje dzieci.

Na podobieństwo Kaina i Abla, jedną z pierwszych ofiar tej czystki był Abel Jenukidze, kompan Stalina w rewolucyjnej robocie na Kaukazie. Z kolei w „Prawdzie” z 13 czerwca 1935 r., ukazał się artykuł Chruszczowa, w którym Jenukidze nazwano „degeneratem politycznym i moralnym”. Kiedy po śmierci Stalina zlikwidowano Berię, byłego szefa tajnej policji, m.in. w prasie sowieckiej ponownie pojawiło się to samo dziwne oskarżenie: „burżuazyjny degenerat”.

Książka amerykańskiego prawnika, Geralda Dicklera „Człowiek przed Sądem” opisuje 13 procesów historycznych, w tym pierwszy proces moskiewski, w którym wzięło udział 33 oskarżonych. Co to za dziwne skupienie liczby 13? I to z zupełnie różnych stron: zarówno radzieckiej, jak i amerykańskiej. Może ten czartowski tuzin naprawdę przynosi nieszczęście?

Częściowej odpowiedzi na to pytanie dostarczają statystyki dr Kinseya, które stwierdzają, co następuje: „Jeden na 13 Amerykanów w wieku od 16 do 55 lat był w pełni homoseksualny przez co najmniej trzy lata swojego dorosłego życia”. Potem wielu z tych ludzi zawiera ślub, ma dzieci – i nic tam nie zobaczycie. Nie zobaczycie często powiązanych i wspomnianych powyżej „objawów chorób psychicznych, które pacjenci mogą ukrywać w życiu codziennym”. Zobaczycie tylko „działania, które popełnili nieświadomie”.

Wszystko to doskonale wiedzą specjaliści, którzy tam, gdzie zajdzie taka potrzeba, celowo wtrącają tę symboliczną liczbę 13.

Rewolucja – to bolesny proces społeczny i, niczym ropień, przyciąga wszystkie chore elementy społeczeństwa. Dlatego po każdej rewolucji następują nieuniknione czystki, podczas których, jako reguła, naiwni ludzie niszczą się nawzajem. A jednocześnie, niestety, ginie wielu zupełnie niewinnych ludzi.

Oczywiście, należy podkreślić, że oprócz 13 Wydziału NKWD, w czystce brały udział także inne wydziały, które działały na innych zasadach. Wspomniano już o tym we wstępie i w tekście powieści, gdzie wskazano, że inne wydziały „pracowały po staremu”. Ale chcę to powtórzyć po raz trzeci. Ponieważ to właśnie w tym momencie adwokaci diabła będą starali się przede wszystkim udowodnić coś przeciwnego.

Dlatego rozważmy tę kwestię bardziej szczegółowo. Zacznijmy od samego początku: ile wydziałów było w NKWD-MWD?

W swojej książce „Tajemniczy świat”, Piotr Deriabin, były podpułkownik MSW, który uciekł na Zachód, szczegółowo opisuje organizację MSW i 12 wydziałów! A Klimow opisuje 13 wydział, który jest tak tajny, że oficjalnie nie istnieje. Muszę przyznać, że zbieg okoliczności jest niesamowity! Mówią, że niektórzy pisarze mają dar przewidywania.

Przejdźmy teraz do specjalistów z innej dziedziny. W książce Donalda Coreya „Homoseksualiści w Ameryce” stwierdza się, że „po rewolucji rosyjskiej uchylono prawa skierowane przeciwko homoseksualistom”. Nawiasem mówiąc, Corey pisze wcześniej, że w całej historii cywilizacji chrześcijańskiej, prawa skierowane przeciwko homoseksualistom zostały po raz pierwszy zniesione w wyniku Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Hmm, co to za dziwny związek między rewolucjami i pederastami?

Corey pisze dalej, że w marcu 1934 roku, Kalinin podpisał dekret, który ponownie przywrócił homoseksualizm na listę przestępstw społecznych… 1934 rok. A w 1936 roku rozpoczęła się Wielka Czystka. Zbieżność tę odnotowuje także sam Corey, pisząc: „To znacząca data, gdyż był to okres intensywnej walki ze starymi bolszewikami... Od tego czasu pojawiło się kilka doniesień o zaangażowaniu homoseksualistów w antystalinowskie działania spiskowe.

Cytuje także książkę Wilhelma Reicha «Rewolucja seksualna», w której napisano o Wielkiej Czystce: „Masowe aresztowania homoseksualistów doprowadziły do paniki… Mówią, że w armii było wiele samobójstw”.

Zatem ta część Wielkiej Czystki opisana w „Księciu” w pełni odpowiada rzeczywistości historycznej.

Ale zwolennicy diabła natychmiast podniosą krzyk i zaczną protestować: „Spójrzcie na Lenina, Trockiego i Stalina. Przecież oni wszyscy są żonaci. Co to za homoseksualiści?”

„Hmmm” – powiedzą w 13 Wydziale – Całkowicie słusznie. Ale, jak widzicie, statystyki doktora Kinseya mówią, że wśród populacji amerykańskiej, czyli w społeczeństwie o dużej kulturze, na 4% pełnych homoseksualistów przypada 33% wszystkich typów pośrednich, którzy robią to 5 lat, 3 lata, 1 rok czy jeden raz, albo nawet śnili o tym tylko we śnie – ale aż do orgazmu. Nazywa się to homoseksualizmem utajonym lub tłumionym. A «apostoł» Freud twierdzi, że to właśnie w tej grupie 33%, choroby psychiczne objawiają się silniej i częściej niż w pierwszej grupie 4%. To tutaj jest pies pogrzebany {Вот тут-то собака и зарыта. }.

„Nawiasem mówiąc” – powiedzą w 13 Wydziale. – „Biblijni apostołowie już o tym doskonale wiedzieli”.

Na przykład apostoł Mateusz 12:43-45 tak mówi na ten temat: „Kiedy duch nieczysty opuszcza człowieka, chodzi po bezwodnych miejscach, szukając odpoczynku, ale go nie znajduje. Potem mówi: Wrócę do mojego domu, skąd przyszedłem... Następnie idzie i zabiera ze sobą siedem innych duchów, gorszych od siebie, i one wchodzą i tam mieszkają; i dla tego człowieka ostatnia rzecz jest gorsza niż pierwsza”.

Zatem z punktu widzenia Wydziału 13 i chwytania demonów, czyli chorób psychicznych, 4% pełnych homos to element znacznie bardziej nieszkodliwy niż 33% ukrytych lub częściowych homos, czyli swego rodzaju kandydatów, towarzyszy podróży i sympatyków tego legionu.

Dlatego filozofowie mówią, że diabeł ma wiele alibi i incognito oraz że diabeł jest niebezpieczny nie wtedy, gdy się pojawia i nas przeraża, ale wtedy, gdy go nie widzimy.

Do tej ukrytej kategorii należeli towarzysze Lenin, Trocki i Stalin. Można do tego dodać jeszcze Marksa i Hitlera.

Tak, na pierwszy rzut oka, wszyscy ci ludzie byli w małżeństwach. Ale jeśli przyjrzycie się bliżej, od razu zobaczycie, że są to wszystko „małżeństwa dla pozoru”, rodzaj małżeństw fikcyjnych. Trzeba tylko znaleźć odpowiednią kobietę. A ich też są legiony. Na tym polega sztuczka.

A jeśli spojrzycie na produkty „tych małżeństw”, obraz stanie się jeszcze wyraźniejszy. Lenin i Hitler mieli bezdzietne małżeństwa, podczas gdy Marks, Trocki i Stalin mieli całą serię samobójstw i poważnych chorób psychicznych w swoich rodzinach i wśród swoich dzieci. Dlatego Biblia mówi: „Poznacie ich po ich owocach” (Przysłów 2:1).

Weźmy dla przykładu samobójstwo Hitlera i jego nowo poślubionej żony. Zaćmienie Bogów. W końcu Hitler po prostu zabił swoją nowo poślubioną, aby później nie sprzedała Amerykanom za milion dolarów wspomnień z życia intymnego Führera, czego Führer naprawdę nie chciał.

Zapoznajcie się z biografiami tych osób. I od razu zobaczycie, że wszystko to jest tak jasne, jak dwa plus dwa równa się cztery.

Ale spróbujcie to powiedzieć. Wtedy natychmiast zaczną się cuda: 33% Amerykanów, czyli 66 milionów ludzi, stanie w obronie Stalina i Hitlera – i zacznie to wszystko kwestionować. Przede wszystkim, będą podważać statystyki doktora Kinseya, gdzie w anonimowych ankietach sami umieszczali krzyżyki, a dr Kinsey tylko te krzyżyki policzył. Wyniki zadziwiły cały świat – i samego doktora Kinseya. Przecież statystyki te są efektem wieloletniej pracy całego instytutu badawczego i cieszą się uznaniem nie tylko w Ameryce, ale także w Europie, a nawet w Związku Radzieckim.

A jeśli pójdziemy dalej tą drogą, co robią wszelkie dociekliwe instytucje, i weźmiemy inteligencję pod lupę, to te 33% – lub 37%, jeśli dodamy 4% uczciwych, otwartych homos – wzrośnie do 50%, a w przypadku poetów, pisarzy i ogólnie literatów – do 75%.

Okazuje się, że to paradoks. Z jednej strony, postępowy legion to 37 – 50 – 75%. A z drugiej strony, który z tych legionistów oprócz anonimowych ankiet, chciałby przyznać się do choroby, którą tak poważne autorytety, jak noblista Thomas Mann, uważają za gorszą od syfilisu? Syfilis można wyleczyć, a degeneracji się nie wyleczy. Dlatego jest całkiem naturalne, że prawie wszyscy legioniści będą to ukrywać. Dlatego w Biblii ta istota nazywa się „Imię moje legion”, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa.

Podobny paradoks w większym lub mniejszym stopniu, będzie istniał w każdym kraju. Włączając i emigrację rosyjską. Włączając i wasz krąg osobistych znajomych.

Czy teraz rozumiecie, dlaczego „Książę” stał się zakazanym owocem? A potem stanie się kością niezgody {яблоком раздора}.

Lecz jednocześnie „Książę” pomaga zrozumieć wiele niezrozumiałych rzeczy. Czytając tę książkę, wydaje się, że tragiczna i złowieszcza postać marszałka bezpieczeństwa państwowego ZSRR, Maksyma Rudniewa, jego tajemniczy 13 Wydział Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i tajemniczy Instytut Czarnych Profesorów to tylko fragmenty powieści. Ale, chociaż może się to wydawać dziwne, wszystko to zadziwiająco pokrywa się z rzeczywistością.

Na przykład, podczas wizyty radzieckiego premiera Chruszczowa w Nowym Jorku, 9 września 1969 roku, pod naciskiem sowieckich sił bezpieczeństwa, amerykańska policja nagle podjęła dziwną masową akcję, dość nietypową dla amerykańskiej demokracji. Gazety napisały, że z jakiegoś powodu, bez wyjaśnienia, policja zaczęła podejmować bardzo zdecydowane działania wobec miejsc, w których gromadzili się beatnicy, homoseksualiści i inne niezwykłe typy „jak Dostojewski”. W odpowiedzi rozległy się oburzone okrzyki: „Co my w Rosji?!”. Tym pytaniem sami protestujący powiązali tę akcję z przybyciem Chruszczowa. Wiedzieli, co się dzieje. Wiedziała o tym doskonale radziecka tajna policja, która kierowała ochroną Chruszczowa.

Aby zrozumieć tę niezrozumiałą akcję, wystarczy uważnie przeczytać gazety z opisami biografii i psychologii zabójcy prezydenta Kennedy’ego, Lee Oswalda i kontrzabójcy, Jacka Ruby’ego. Jak prawie wszyscy terroryści, obaj byli typowymi przedstawicielami tego samego złożonego legionu, który został rozproszony podczas przybycia Chruszczowa do Nowego Jorku.

Jeśli przyjrzeć się niektórym wypowiedziom przywódców sowieckich, można odnieść wrażenie, że naprawdę kryje się za nimi jakiś tajny radca, który dobrze zna ten legion.

Zachowanie Chruszczowa na wystawie artystów w moskiewskim maneżu na początku 1964 roku, było pod tym względem bardzo charakterystyczne. Oglądając obrazy modernistycznych artystów, radziecki premier zwrócił się do tych modernistów w następujący sposób:

„Panowie, jesteście pederastami czy normalnymi ludźmi?.. Oświadczam wam, dajcie mi listę, którzy z was chcą wyjechać za granicę. Jutro wręczymy wam zagraniczne paszporty – wyjeżdżacie?”

Podchodzi modernistyczny artysta Żutowski. Premier ponownie zwraca się do niego z pytaniem:

„Jesteś pederastą czy normalnym mężczyzną? Jeśli chcesz wyjechać za granicę – jedź. Jedź, za darmo dowieziemy cię do granicy... I nie wydamy na to g..no sobacze ani kopiejki.

Przy autoportretach Żutowskiego premier mówi:

„Obraz jest brzydki, ale duchowy związek między oryginałem a autoportretem jest oczywisty”.

„Ale to są eksperymenty” – odpowiada Żutowski.

„Patrząc na te eksperymenty” – mówi premier – „mam prawo myśleć, że jesteście pederastami, a u nas dają za to dziesięć lat. Postradaliście zmysły i chcecie nas sprowadzić na manowce. Nie... panowie, wypowiadamy wam wojnę!”.

To nie jest anegdota, ale dosłowny zapis stenograficzny sporządzony przez zachodnich korespondentów. I trzeba przyznać, że Chruszczow jest bardzo, bardzo dobrze zorientowany w sztuce modernistycznej.

Ustami Chruszczowa rząd radziecki oficjalnie wypowiada legionowi wojnę, którą od dawna prowadzi marszałek bezpieczeństwa państwa, Rudniew. Radziecki premier publicznie prosi legionistów, aby wyjechali za granicę, a przecież jest to ta sama broń kwantowa, z której marszałek Rudniew systematycznie strzela do Zachodu: zaczynając od biseksualnych dziewcząt MSW, które są podsuwane zachodnim dziennikarzom i dyplomatom, a kończąc na pisarzach z zakładu dla obłąkanych, którzy są wydalani na Zachód.

Porównując „Księcia” z powyższymi faktami, a faktów podobnych jest wiele, wychodzi na jaw jedna z dwóch rzeczy: albo przywódcy sowieccy idą w ślady „Księcia”, albo „Książę” idzie w ślady „Księcia” przywódców sowieckich. Albo wszyscy podążają ścieżką rzeczywistości historycznej i naukowej. Tak czy inaczej, trzeba przyznać, że „Książę” – to powieść, w dużej mierze, dokumentalna.

Wróćmy teraz do głównego tematu „Księcia” – Wielkiej Czystki i zobaczmy, co napisali o niej zachodni pisarze. Weźmy powieść Victora Serge’a „Przypadek towarzysza Tułajewa”, którą recenzent Bertram Wolf określił w „The New York Times” jako „być może największą powieść o rosyjskich czystkach”.

W tej powieści, Serge uważa Wielką Czystkę za, po prostu pewnego rodzaju nieporozumienie, w którym rewolucjoniści po prostu popełnili drobny błąd. I Serge nie pisze ani słowa o tym, co zostało powiedziane w „Księciu”.

Dobrze, spójrzmy na samego Serge'a. Jest nie tylko zawodowym rewolucjonistą, ale nawet dziedzicznym rewolucjonistą. Serge to tylko pseudonim. A jego prawdziwe nazwisko to Siergiej Lwowicz Kibalczicz, krewny tego samego carobójcy Kibalczicza, który został stracony za zamach na Aleksandra II.

Początkowo Serge przebywał we francuskich więzieniach za przynależność do anarchistów i terrorystów. Następnie z francuskiego koncłagru został wysłany, w ramach wymiany, do ZSRR. Tam był początkowo małą sowiecką szyszką w Kominternie, ale wkrótce znalazł się w sowieckim koncłagrze, skąd został odesłany z powrotem do Francji. Krewni Serge’a – Kibalczicza, którzy przebywali w ZSRR, zostali zesłani podczas Wielkiej Czystki, wszyscy, co do jednego. Zesłani zostali także wszyscy krewni jego żony. A jego żonę uratowało tylko wcześniejsze szaleństwo.

A po tym wszystkim, opisując Wielką Czystkę, Serge nie ma pojęcia o niczym i nic nie wie. I nie czytał też „Biesów” Dostojewskiego? Po prostu, zdarzyła się tylko pomyłka.

A co z Bertramem Wolfem, który „Sprawę towarzysza Tułajewa” uważa za „najwspanialszą książkę o rosyjskich czystkach”? Może ten Bert jest analfabetą? Nie, Bertram Wolf był szefem Działu Doradztwa Ideologicznego w Departamencie Stanu i „Głosie Ameryki”. Wykładał o komunizmie na najlepszych amerykańskich uniwersytetach, a nawet otrzymał doktorat honoris causa.

Jednym słowem, Bert jest jednym z najlepszych jewrykańskich {еврриканских} ekspertów w sprawach sowieckich. Cechą charakterystyczną tej specyficznej kategorii jest to, że większość z nich w młodości była komunistami, trockistami lub w ogóle czerwonymi i rozczarowała się swoimi ideałami, głównie po Wielkiej Czystce. I okazuje się, że o czerwonym niebezpieczeństwie, amerykańskie owce są nauczane przez dawne, czerwone, wilki w owczych skórach, które wielu tematów nie dopowiadają.

Bertram Wolf ostatnio pracował w Instytucie Hoovera Studiów nad Wojną, Rewolucją i Pokojem, na Uniwersytecie Stanford, gdzie opublikował książkę „Dziwni komuniści, których znam”. Już sam tytuł książki mówi, że wśród komunistów jest sporo „dziwnych” ludzi. A co do Wielkiej Czystki, podczas której wyczyszczono tych «dziwnych» ludzi – profesor Wolf nie ma o tym zielonego pojęcia, co trzeba wiedzieć – nie wie, co trzeba znać – nie zna.

Weźmy drugą książkę o Wielkiej Czystce, „Ciemność w Południe”, uważaną za najlepszą książkę Arthura Koestlera. I oto ta sama historia: w komunistyczne popołudnie doszło do jakiegoś strasznego zaćmienia słońca i bohater powieści, Nikołaj Salmonowicz, bardzo sympatyczny człowiek, został przez pomyłkę wysłany na tamten świat.

Teraz spójrzmy na autora. Koestler był członkiem Partii Komunistycznej od 1931 do 1938 roku, to znaczy rozczarował się komunizmem zaraz po Wielkiej Czystce. W swojej poprzedniej książce „Gladiatorzy”, opisującej powstanie Spartakusa, którego komuniści lubią włączać do swojej genealogii, Koestler trochę opisuje także pederastię. Właśnie dlatego ci „Gladiatorzy” trafili nawet do specjalnego podręcznika bibliograficznego „Homoseksualiści w literaturze”, zawierającego chronologiczną bibliografię od 700 roku p.n.e. do dnia dzisiejszego. A zatem, co wydarzyło się przed narodzeniem Chrystusa – Koestler to wie. A to, co wydarzyło się w naszych czasach – Koestler tego nie wie.

Cóż, spójrzmy na najnowszą książkę o Wielkiej Czystce – „Wielki Terror”, napisaną przez angielskiego poetę i pisarza politycznego, Roberta Conquista. Choć książka ta ma 13 rozdziałów i aż 633 strony, to nie ma w niej nic, co zostało powiedziane w „Księciu”.

Conquist w 13 rozdziałach szacuje, że podczas Wielkiej Czystki zginęło 13 milionów ludzi. Hmm, znowu ta mistyczna trzynastka!? Spośród nich, według obliczeń Conquista, 1 milion rozstrzelano, a 12 milionów zamordowano w koncłagrach. Dlaczego? – Nie ma żadnego wyjaśnienia. Po prostu fenomen. Sekret.

Recenzentem książki dla „The New York Times” jest George Kennan, były ambasador USA w Związku Radzieckim i profesor historii na Uniwersytecie Princeton, Instytucie Studiów Zaawansowanych, w którym wykładał kiedyś Albert Einstein. Poziom jest tak wysoki, że nie ma już dokąd iść. Ale profesor Kennan nie dodaje nic do tajemnicy Wielkiej Czystki. Zjawisko, kropka. Nawiasem mówiąc, dziadek tego Kennana, George Kennan senior, był zaangażowany w rewolucyjną propagandę wśród rosyjskich jeńców wojennych w Japonii, w 1906 roku. Za pieniądze bankierów jewrykańskich {евриканских}. A jego prabratanek niczego ciekawego nie wie o rewolucjonistach.

Widzicie, cała grupa ekspertów od spraw sowieckich pisała o Wielkiej Czystce – a tajemnica pozostaje tajemnicą. Jakiś błąd, zaćmienie, fenomen. A mistyczne 13 milionów!? Dlatego „Książę” Klimowa – to naprawdę książka inna niż wszystkie.

We wstępie do „Księcia” profesor Nowikow porusza problem «kompleksu Lenina», na którym opierał się projekt harwardzki, gdzie najwyraźniej opracowywano plany wojny psychologicznej, zaprojektowanej z myślą o nowej rewolucji w ZSRR. Przyjrzyjmy się bliżej, czym jest ten tajemniczy «kompleks Lenina».

Pisano o tym w czasopiśmie „Der Monat”, będącym oficjalnym organem amerykańskiej administracji wojskowej w Niemczech i mającym na celu reedukację Niemców w duchu demokratycznym.

W artykule „List z Oxfordu” („Der Monat”, sierpień 1957) redaktor naczelny tego pisma, Melvin Lasky, opisuje pięciodniową konferencję specjalistów na temat wyzwolenia Rosji od bolszewizmu, która odbyła się na Uniwersytecie Oxford w Anglii. Jednocześnie Lasky wspomina o Projekcie Harvardzkim – gigantycznym badaniu bolszewizmu, powierzonym Nathanowi Leitesowi i opartym na założeniu, że «kompleks Lenina», z psychoanalitycznego punktu widzenia, jest po prostu kompleksem ukrytego homoseksualizmu. Później informacja ta została przedrukowana nawet w „Nowym Rosyjskim Słowie”.

Nieuchronnie pojawia się pytanie: czyżby sowiecki wywiad naprawdę tego nie przeczytał? I nie rozumiem, co to wszystko znaczyło? A dla specjalistów wszystkie te rzeczy są na tyle elementarne, że bez wątpienia wywiad sowiecki wiedział o tym bardzo dobrze – nawet znacznie wcześniej. Przecież to można znaleźć w każdym dobrym podręczniku psychologii i socjologii.

Tak więc, jeśli chodzi o Wielką Czystkę, „Książę” jest całkowicie zgodny z psychoanalitycznymi wnioskami profesora Harvardu, Leitesa.

Ale to coś jest dość drażliwe. Na przykład, mimowolnie nasuwa się pytanie: a kogóż to wyłuskiwali, profesorowie Harvardu, za pomocą testów Rorschacha, w sprawie kolejnego wyzwolenia Rosji? Czy nie takich samych legionistów, jakich czyszczono podczas Wielkiej Czystki?

I od razu pojawia się kolejne nieskromne pytanie: dlaczego kierowanie tą psychowojną powierzono głównie Amerykanom, których wyrzucono z Departamentu Stanu jako „niewiarygodnych politycznie?” Pamiętacie czasy maccartyzmu?

Ale żeby to zrobić, musisz wiedzieć, czym jest maccartyzm. Jeśli spojrzycie na książkę Coreya „Homoseksualiści w Ameryce”, którą już cytowaliśmy w związku z Wielką Czystką, przekonacie się, że «mcCarthism» jest amerykańskim wariantem tego, co wydarzyło się w ZSRR podczas Wielkiej Czystki. I pamiętacie, jak wtedy amerykańska prasa krzyczała o «polowaniu na czarownice». Wtedy, gdy setki homoseksualistów zostało wydalonych z Departamentu Stanu.

Czy pamiętacie fantastyczne intrygi kremlowskich lekarzy-trucicieli w czasie Wielkiej Czystki i na krótko przed śmiercią Stalina? Fantastyka!? A w prasie amerykańskiej można znaleźć całą masę poważnych twierdzeń, jakoby senator McCarthy został po prostu otruty. W tym samym szpitalu rządowym, który w Ameryce jest odpowiednikiem szpitala kremlowskiego. Wygląda na to, że i tutaj myszki zjadły kota. Nie ma nic nowego pod słońcem, jak mawiał marszałek bezpieczeństwa państwa, Rudniew.

I jeśli pójdziecie dalej tą ścieżką, to znajdziecie się w takiej dziczy, w takiej dżungli, że… lepiej tam i nie wchodzić. Zobaczycie tam rzeczy, o których nie można dyskutować. Dlatego „Książę” stał się zakazanym owocem.

Jeśli wyobrazicie sobie społeczeństwo ludzkie w formie piramidy społecznej, wówczas, w miarę przesuwania się w górę piramidy, legionizacja będzie wzrastać. W dobrym, kulturalnym społeczeństwie, gdzie od dawna nie było żadnych wstrząsów społecznych i rewolucji, gdzie nie wywrócono tej piramidy do góry nogami, jak podczas rewolucji sowieckiej, w takim dobrym społeczeństwie, legioniści rozsiądą się na stopniach tej piramidy mniej więcej tak: poniżej, wśród robotników i chłopów, legionistów będzie teoretycznie 1%, a na górze – teoretycznie całe 100%.

Przypomnijmy sobie teraz 37% doktora Kinseya, które w przypadku inteligencji wzrasta do 50%, a w przypadku poetów, pisarzy i innych władców ludzkich dusz – do 75%. Swoją drogą, właśnie dlatego filozof-egzystencjalista Kierkegaard, pesymistycznie zauważa, że obecnie diabeł zamieszkał w farbie drukarskiej.

Na pewnym poziomie tej piramidy społecznej – na poziomie inteligencji i prasy – takich legionistów będzie już ponad 50%. I w społeczeństwie demokratycznym oni was demokratycznie przegłosują. To ten sam biblijny książę, tyle, że w przebraniu demokraty. Ale tylko wtajemniczeni to widzą.

Chcecie ilustrację wizualną? Sięgnijcie do kieszeni. Wyjmijcie banknot jednodolarowy. Na odwrotnej stronie zobaczycie tę właśnie piramidę społeczną. Policzcie, ile jest stopni. I upewnijcie się, że jest ich trzynaście, a na samej górze jest oko. To jest oko poznania.

A po drugiej stronie – orzeł. W jednym szponie 13 strzał. Drugi szpon – 13 listków. Nad głową 13 pięcioramiennych gwiazd i hasło z 13 liter. A poniżej wyjaśnienie, że to nie tylko tak sobie, lecz oficjalna państwowa Wielka Pieczęć Stanów Zjednoczonych.

Skąd to upodobanie do diabelskiego tuzinu? Niektórzy powiedzą, że jest to 13 państw założycielskich. A inni powiedzą, że to pieczęć tego samego biblijnego księcia, który w Ameryce został architektem demokracji i buduje właśnie tę piramidę społeczną.

Jeśli zbadacie Statuę Wolności w ten sam sposób, dowiecie się, że był to prezent dla Stanów Zjednoczonych od niektórych francuskich tajnych stowarzyszeń. Tych bardzo ezoterycznych stowarzyszeń filozoficznych, które niektórzy nazywają humanistami, a inni satanistami. I od razu pojawia się dialektyczne pytanie: co wspólnego mają humanizm i satanizm? Albo jaki jest związek między wolnością a szatanem? I jakie są tam tajemnice?

Jeśli odpowiecie na te ezoteryczne pytania, otrzymacie trójkę z Wyższej Socjologii. Mimo, że jestem profesorem, znam ją tylko na czwórkę. I tylko sam Pan Bóg zna na piątkę.

Wiedząc o tym, zrozumiecie niektóre dziwne rzeczy, które dzieją się za Statuą Wolności. Niewiarygodna przestępczość – i Sąd Najwyższy, który systematycznie chroni prawa, nie obywateli, ale przestępców. Co... A jednocześnie cały czas mówi się o „chorym społeczeństwie”. Ale jak nazywa się ta choroba? – W dobrym towarzystwie nie należy zadawać takich naiwnych pytań.

Wystarczy już tej Wyższej Socjologii. Bo już możecie odczuwać zawroty głowy i lekkie mdłości. Ponieważ „Książę” to przede wszystkim powieść, porozmawiajmy o literaturze.

Teraz modernizm jest w modzie w literaturze zachodniej, a socrealizm jest w modzie w Związku Radzieckim. Z tego punktu widzenia, „Książę” jest rodzajem socmodernizmu. Tak, prawdziwy socjalistyczny modernizm, bo tutaj, posługując się metodami socrealizmu, pokazano to, czego moderniści, których w Rosji przed rewolucją nazywano po prostu dekadentami, nie potrafią wyrazić. Nie ma nic nowego pod słońcem.

Wśród zachodnich modernistów modne są obecnie antypowieści i antybohaterowie, których bohaterami są, z reguły, wszelkiego rodzaju legioniści. Z tego punktu widzenia „Książę” jest anty-antypowieścią.

Moderniści uwielbiają zajmować się tworzeniem słów, wymyślaniem wszelkiego rodzaju nowych słów i neologizmów. A w „Księciu” nie brakuje także neologizmów. Wcześniej byli pozbawieni praw i awansowani, a teraz są degeneraci i zboczeńcy. Wcześniej byli milicjanci {милиционеры}, a teraz legioniści {легионеры}. Wcześniej byli lekarze wenerolodzy, a teraz są degenerolodzy. Czy to nie są neologizmy? Tak, prawie zapomniałem: wcześniej była kolektywizacja, a teraz jest legionizacja. Wyraźny neologizm.

Moderniści, w tym radzieccy pisarze-buntownicy, uwielbiają posługiwać się swego rodzaju «tajnym pismem». Sekret tego tajnego pisma jest następujący: pisali je legioniści, o legionistach i dla legionistów. Legioniści to przeczytają i od razu zrozumieją, o co chodzi. A zwyczajny człowiek tego nie zauważy.

I „Książę” nie pozostaje w tyle za modernistami. I w „Księciu” jest też tajne pismo. Przypomnijcie sobie, na przykład, te miejsca, w których sowiecki doktor Faust, Maksym Rudniew, podczas Wielkiej Czystki, przeklina czarownice i czarowników, używając wulgarnych słów i najbardziej obrzydliwych, brudnych i bezsensownych klątw. Pamiętacie?

Więc czytacie i nic nie rozumiecie. A legioniści natychmiast rozumieją, że jest to tajne pismo. Czy te przekleństwa są aż tak bezsensowne? A może mają swoje własne znaczenie? Jaka jest tu semantyka?

Normalni ludzie, z reguły, nic o tym nie wiedzą. Chociażby i ukończyli trzy uniwersytety. A legioniści wiedzą to wszystko doskonale, bez żadnych uniwersytetów. Dlatego słowo „wiedźma”, „wiedźmin” pochodzi od starożytnego rosyjskiego słowa „wiedzieć”, {„ведать”} czyli znać. Wiedzieć to, czego nie wiedzą inni. A angielskie słowo „wiedźma” {„уитчь”- „witch”} – również pochodzi z tego samego staroangielskiego rdzenia semantycznego – „uit” {„уит”}, to znaczy znać, wiedzieć. Wiedzieć to, czego nie wiedzą inni. Nie ma nic nowego pod słońcem. Semantyka. Istnieje nawet filozofia semantyczna, która dokładnie w ten sposób dociera do sedna prawdy.

Z punktu widzenia Wyższej Socjologii, nie chodzi oczywiście o przekleństwa, których nie da się wydrukować, ale o te choroby psychiczne, które często się za nimi kryją. Zwłaszcza sadyzm i masochizm, które są trudne do rozpoznania i, które, są najczęstszymi składnikami psychodynamiki prawdziwego rewolucjonisty.

Taki masochista stoi na rogu i z błogim uśmiechem rozprawia o miłości, równości i braterstwie. A wewnątrz niego gotują się freudowskie kompleksy samozniszczenia i pragnienia śmierci. Jeśli zostanie uderzony kijem w głowę, poczuje się tylko dobrze. W tym czasie, jego sadystyczny partner biega z bombami i pistoletami. Następnie spotykają się w kryjówce, gdzie główna konspiracja polega na tym, aby zaspokajać swoje niskie popędy.

A po rewolucji, sadysta idzie do CzeKa, bierze ten sam pistolet i rozstrzeliwuje swojego przyjaciela-masochistę, który nie może się powstrzymać i nadal wywołuje zamieszanie wśród narodu. Sadysta kochającą ręką strzela z przyjemnością masochiście w usta. Ponieważ, według Freuda, stosowali u siebie erotyzm oralny, a pistolet jest dla nich symbolem fallicznym. Oto klasyczna, rewolucyjna powieść dla Was. Modernistyczna i zgodna ze wszystkimi zasadami freudyzmu.

I dlatego też komisarz bezpieczeństwa państwa, Rudniew, przeklinał permanentnych rewolucjonistów słowami, których nie da się wydrukować. Dlatego profesorowie Harwardu zaglądali pod ogon towarzysza Lenina – z punktu widzenia ukrytego homoseksualizmu.

Swoją drogą, istnieją podstawy, by sądzić, że podczas gdy profesorowie Harwardu zaglądali pod ogon towarzysza Lenina i sprawdzali rosyjskich uchodźców w poszukiwaniu nowego Lenina i Trockiego, wywiad sowiecki również nie spał – i zaglądał pod ogon profesorów Harwardu. Z tego samego punktu widzenia. Ale... nie dajmy się rozpraszać. Przecież nie jesteśmy tu detektywami, a jedynie skromnymi literatami. Wróćmy zatem do literatury.

W „Księciu” znajduje się wiele innych, tajnych zapisów. Na przykład, czym jest ten eliksir życia? Ten, który jest gorszy od marynowanych żmij i suszonych karaluchów. Ale lepiej już nie będę wyjaśniać, co to jest. Lepiej popytać o to wśród znajomych.

Ponieważ „Książę” to prawdziwy socmodernizm, zawiera on całe pokłady złota wszelkiego rodzaju tajnych pism. Na przykład, o co chodzi z tymi marsjanami? Co to za mieszane małżeństwa z marsjanami? Kim jest ta półksiężniczka Zinaida Genrichowna? Lub jej braciszek – półbohater Pieriekopu?

Najwyraźniej marsjanie to tylko tajny kod dla 13 Wydziału MSW. Spróbujcie i rozszyfrujcie to sami. Lub popytajcie znajomych. Tylko bądźcie ostrożni: niektórym ludziom może się to pytanie bardzo nie spodobać i powstanie takie wycie, jakby deptano ogon, nie tylko szatana, ale także antychrysta.

* * *

Tak więc, po opublikowaniu książki „Kreml Berliński”, prasa międzynarodowa ogłosiła Klimowa niemal prorokiem. Ale tutaj chciałbym zauważyć, że prawdziwi prorocy często głosili na pustyni. Pamiętacie głos wołającego na pustyni? Oto więc Klimow ze swoim „Księciem” – gdy zajął się prawdziwym proroctwem, znalazł się na pustyni. Cóż, nic nowego pod słońcem.

Ludzie boją się wieszczących słów proroka – i wokół niego tworzy się pustynia. Taka pustynia jest oznaką prawdziwego proroka. A ci prorocy, którzy zaczynali na takiej pustyni, zwykle mieli rację.

Ale co jest takiego strasznego w „Księciu”? Dobrze, spójrzmy na to z punktu widzenia dialektycznego chrześcijaństwa.

Biblię uważa się za najmądrzejszą księgę na świecie. A za najmądrzejszą księgę Biblii uważa się Apokalipsę, czyli Objawienie św. Jana Ewangelisty. I w tej Apokalipsie dwukrotnie powtarza się, że jedna trzecia wszystkich ludzi zostanie zniszczona za wszelakie grzechy (rozdz. 9:15 i 18).

Dlaczego dokładnie jedna trzecia? Sprawdźmy to. Autorytatywne źródła podają, że rewolucja radziecka, w sumie, w ciągu 50 lat władzy radzieckiej, kosztowała Rosję 50 milionów istnień ludzkich. A populacja Rosji przed rewolucją wynosiła około 150 milionów. Jaki to koszt – cena rewolucji? Okazuje się, że jedna trzecia.

Może to tylko zbieg okoliczności? Dobrze, a czym jest te 37% doktora Kinseya? W końcu, to także jedna trzecia. Po prostu biblijni prorocy wiedzieli, że gdy stopień nasycenia kraju legionistami osiągnie jedną trzecią, wówczas efektem będzie chore społeczeństwo – a potem oczekujcie kłopotów.

Dlatego Ameryka, najbogatszy kraj świata, trzęsie się jak w gorączce. Bunty studenckie i czarnych – sojusz zgniłej inteligencji i niższych klas społecznych. Beatnicy i hippisi to nihiliści i anarchiści. Zalew narkotyków. Niewiarygodnie wysoka przestępczość. Zdumiewające 18,5% chorób psychicznych. Rewolucja seksualna ssaczy i lizaczy. To wszystko są charakterystyczne symptomy.

A potem nadchodzi czerwona zaraza, brązowa plaga, czarna lub żółta plaga – i zaczynają się żniwa. A potem, gdy podsumuje się rezultaty, otrzymuje się tę bardzo apokaliptyczną jedną trzecią, której natura w jakiś sposób chce się pozbyć.

Jak rozszyfrować biblijną opowieść o Sodomie i Gomorze, które zostały tak skażone grzechami Sodomy, czyli sodomią, to jest homoseksualizmem, a które zostały zniszczone przez ogień z nieba? W tym miejscu zarówno Stary, jak i Nowy Testament mówią to samo. A to jest to samo progresywne 37-75% doktora Kinseya.

Rosja już przeszła przez tę straszną fazę okresowego odnawiania się społeczeństwa ludzkiego. Lecz Ameryka i Zachód nadal jeszcze przed tym stoją. Jeśli chcecie, to jest to całe znaczenie proroctwa apostoła Karola Marksa o nieuniknionej zmianie formacji społecznych. Sparafrazował jedynie biblijnych apostołów. Zobaczcie, jakie to wszystko proste. Jeśli macie biblijne klucze poznania.

Tu właśnie kryje się straszliwa, apokaliptyczna, spisana tajemnica „Księcia”, którego obawiała się zarówno nasza prasa emigracyjna, jak i cała prasa zachodnia. I dalej muszę zgodzić się z tym, co napisał we wstępie mój kolega, profesor Nowikow. Przecież, jeśli wierzyć wszelkiego rodzaju przebiegłym organom, zaangażowanym w wojnę psychologiczną, to w prasie tych legionistów, kandydatów, współtowarzyszy drogi i sympatyków, którzy mają wszelkiego rodzaju problemy po linii Kinseya, Freuda i Dostojewskiego, takich ludzi w prasie nie będzie już 37% i nie 50%, ale całe 75%. A w dobrym, cywilizowanym społeczeństwie – jest to partia rządząca. Dlatego „Książę” znalazł się na pozycji literatury antypartyjnej. Widzicie, jak diabeł zwyrodnienia skrywa swoje tajemnice?

Wiedząc to, zrozumiecie, dlaczego słynny filozof, Denis de Rougemont, w swojej książce „Udział diabła”, omawiając diabła we współczesnym społeczeństwie, pesymistycznie zauważa, że prawda o diable jest tak brudna, że jedna jej kropla zamąca życie, jak kropla wody zamąca szklankę absyntu. I ta prawda może być odurzająca. A niektórzy nawet zaczną odczuwać mdłości.

Jeśli zarzucą mi, że się powtarzam, robię to celowo. Powtarzanie jest matką uczenia się. Przecież nie czytamy tu powieści, ale mówimy o najtrudniejszej nauce świata – o Socjologii Wyższej, o Bogu i diable, o Chrystusie i antychryście, o źródłach dobra i zła, szczęściu i nieszczęściu, życiu i śmierci, gdzie główną rolę w tym wszystkim odgrywa owo przekleństwo rodzaju ludzkiego, które od niepamiętnych czasów nazywano diabłem – a do dziś ludzie boją się wymówić jego prawdziwego imienia. Więc Klimow to powiedział – i zobaczcie, co się stało? Dlatego niektórzy nazywają tę naukę diabelską socjologią. Dlatego powtarzam kilka istotnych punktów, aby czytelnik nie tylko zrozumiał, ale i zapamiętał.

Ale ponieważ Bóg mieszka w niebie, a diabeł na ziemi, wrócimy bliżej obiektywnej rzeczywistości. Wróćmy do wstępnej oceny Klimowa, dokonanej przez międzynarodową prasę .

Słynny sowietolog, Eugeniusz Natanowicz Lyons, napisał książkę „Nasi tajni sojusznicy – narody Rosji”. W tej książce jest wiele cytatów. Ale przede wszystkim cytaty z „Berlińskiego Kremla” Klimowa. Okazuje się, że głównym sojusznikiem jest Klimow.

Europejski korespondent jednego z największych amerykańskich magazynów, „Saturday Evening Post”, James O’Donnell, przez długi czas podróżował po Niemczech i badał inscenizację amerykańskiej wojny psychologicznej przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Następnie opublikował obszerną i poważną recenzję w „Post” (6 czerwca 1953 r.) zatytułowaną: „Ci Rosjanie są po naszej stronie”.

Ale O’Donnell znowu odnosi się przede wszystkim do Klimowa: „Grigorij Klimow, człowiek, który potrafi czytać w myślach innych ludzi…”, „Najlepsze mózgi wśród powojennych emigrantów…”, „Klimow usiadł i napisał „Kreml Berliński”, dziś bestseller w Europie…”. Tak więc, spośród tych «Rosjan po naszej stronie», Klimow ponownie znalazł się na pierwszym miejscu.

Pod koniec O'Donnell patetycznie wykrzykuje: „Tak rzekł Grigorij Pietrowicz Klimow…”. Przypomina to trochę „Tako rzecze Zaratustra”. Następnie O’Donnell podsumowuje: „Jednak to, co powiedział” – nie Zaratustra, ale Klimow – „słyszałem wiele, wiele, wiele razy... Trudno przypuszczać, aby wszyscy oni” – ci Rosjanie po naszej stronie – „tak absolutnie się mylili”.

Podsumowując wszystko, co prasa międzynarodowa pisała o Klimowie, chciałbym zakończyć równie logicznie i prosto jak O’Donnell: trudno sobie wyobrazić, aby cała prasa międzynarodowa tak całkowicie się myliła.

Wręcz przeciwnie. Wszystko, co napisano o autorze „Kremla Berlińskiego”, tym bardziej odnosi się do autora „Księcia tego Świata”. Dlatego tak szczegółowo przypomniałem sobie te recenzje: wszak to w zasadzie recenzje o „Księciu” – o książce, jakiej jeszcze nie było.

Chociaż... to wszystko było i jest w Biblii. Jest to wynik owego niewidzialnego procesu równowagi natury w odniesieniu do człowieka, który dąży do podziału dóbr duchowych i materialnych pomiędzy ludźmi, jeśli nawet nie po równo, to w każdym razie po kolei.

Teraz i zawsze, i na wieki wieków... Amen!

Profesor psychologii społecznej
na Uniwersytecie Woodhaven,
dr B.W. Sacharow

I wziąłem księgę z rąk Anioła i zjadłem ją;
i była w moich ustach słodka jak miód;
Kiedy ją zjadłem, goryczą napełniły
się moje wnętrzności.

Objawienie św. Jana Ewangelisty 10:10


Następny rozdział
Powrót do spisu treści