Bohaterowie III ewmigracji:

Poświęcony adwokatowi diabła Jurijowi Potiebni.

Grigorij Klimow «SPRAWA 69»

ANATOLIJ KUZNIECOW – ANATOL I JEGO WIEDŹMY

Pisarz Anatolij Kuzniecow uciekł na Zachód kilka lat temu. Natychmiast oświadczył, że zrzeka się nie tylko obywatelstwa sowieckiego, lecz także rosyjskiego nazwiska i odtąd nie będzie Anatolijem Kuzniecowem, ale pozbawionym korzeni kosmopolitą Anatolem.

Następnie, z nieznanych powodów, Anatol przyznał się, że w Moskwie był seksualnym agentem KGB i szpiegował innych pisarzy. W odpowiedzi na to, w prasie opublikowano pełne współczucia uwagi, że Anatol był trochę, delikatnie mówiąc, niezrównoważony psychicznie.

Wkrótce Anatol w wydawnictwie „Posiew” (NTS) opublikował książkę „Babi Jar”, opisującą tragedię żydowską, w której 2/3 zabitych ofiar stanowili Rosjanie, a 1/3 Żydzi. I wtedy Anatol natychmiast stał się bohaterem naszych czasów. Prasa donosi, że obecnie pisze dla radia „Liberty” w Monachium.

A oto tutaj przede mną leży książka albumowego formatu, z kolorową błyszczącą okładką, której tytuł: „Oktiabrina i rosyjskie podziemie”. Książka została wydana przez największe amerykańskie wydawnictwo Harper and Row, Nowy Jork 1971, 128 stron. Mnóstwo ilustracji, w tym kolorowych. Widać, że nie oszczędzano pieniędzy. Album – książka ukazała się w masowym nakładzie i była sprzedawana w cenie jednego dolara.

Przeglądam spis treści. Przedmowę do tej książki napisał A. Anatolij (Kuzniecow). A potem: „Postępowa pornografia polityczna…”. Oto mamy bohaterów naszych czasów! Co to za figele-migele?

W swojej przedmowie Anatol pisze: „...Moskwa i inne miasta dosłownie roją się od prostytutek, homoseksualistów, lesbijek i tak dalej. Większość z nich to ludzie, którzy albo przebywali w więzieniach i koncłagrach, albo wychowali się w sierocińcach lub w koncłagrach dla dzieci, które nazywane są „koloniami pracy naprawczej”. Zastanówcie się dobrze nad znaczeniem tego stwierdzenia: kogo „tam” posadzili – homoseksualistów i lesbijki?

Następnie podkreśliłem u Ku…, przepraszam, Anatola, następujące wyrażenia: „oznaki degeneracji burżuazyjnej…”, „degeneracja moralna…”, „sądy rozpatrują tysiące przypadków „degeneracji moralnej i politycznej...”, „nie typ komunistyczny, a zdegenerowany…”.

Zgadza się, Anatol! Jak powiedział Koźma Prutkow: „popatrz na korzenie”.

Dalej Anatol pisze: „Pomimo ryzyka surowej kary, w Związku Radzieckim jest ogromna ilość rodzimej pornografii… Znałem najbardziej szanowanych ludzi, którzy mieli całe zbiory i biblioteki pornograficzne”.

Zgadza się, szanowny towarzysz Trocki, już od wczesnego dzieciństwa, od 8 roku życia, wyróżniał się zamiłowaniem do pornografii (patrz książka słynnego trockisty Bertrama Wolfe’a „Trzej, którzy dokonali rewolucji”). Znałem też szanownego Amerykanina w „Radiu Liberty” w Monachium, który dosłownie całą swoją pensję wydawał na pornografię i odbywał specjalne wycieczki do Paryża.

Następnie Anatol opowiada o bohaterskich jednostkach, które w formie „Samizdatu” wysyłają swoje dzieła na Zachód. Najwyraźniej bohaterowie tej książki o pornografii politycznej również należą do tych samych bohaterskich osobowości. Mają nawet własną partię – PPP, czyli Postępowa Pornografia Polityczna.

Anatol stwierdza: „...Widziałem wiele podobnych grup i ludzi w wielu miastach, dzięki czemu zapoznałem się dokładnie z całym tym światem opisanym w tej książce…”.

Na koniec Anatol stwierdza, że wcale nie robi na nim wrażenia „obraz degenerata” powiewający na czerwonym sztandarze. O kim mówisz, o towarzyszu Leninie? Całkowicie słusznie. Dokładnie! To samo twierdzi najlepszy trust mózgów w Ameryce, Uniwersytet Harvard, który przy pomocy „Projektu Harvard” pod przewodnictwem profesora Nathana Leitesa, całą amerykańską psychowojnę przeciwko ZSRR oparł na kompleksie ukrytej półpederastii mieszańca Lenina, która jest przyczyną wszystkich chorób psychicznych. Aby w ten sposób podniecić sowieckich psycholi, nowych „leninistów”. A tacy psychole byli, są i będą. Wiadomo, towarzysz Lenin umarł, ale jego dzieło żyje dalej!

Ponieważ Anatol pisze przedmowę do książki o pornografii i często używa słowa „degeneracja”, postanowiłem sprawdzić, cóż to takiego. Tutaj biorę grubą książkę doktora Karpmana: „Seksualny Przestępca i Jego Przestępstwa”, Nowy Jork, 1954. Na stronie 746 jest zamieszczony diagram tego drzewa zła, które nazywa się degeneracją. I tam jedna z gałęzi tego złego drzewa nazywa się pornografią! Oznacza to, że prawdziwa pornografia jest częścią degeneracji, na którą składają się choroby psychiczne i perwersja seksualna.

Ja sam nie jestem wcale święty i nie mam nic przeciwko zdjęciom nagich kobiet. Szczerze mówiąc, przecież wszyscy poeci i artyści uwielbiali to od stworzenia świata. I wcale nie jest to pornografia. Prawdziwa pornografia, jaką mamy teraz w świecie zachodnim, jest zupełnie inna, jest czymś takim, od czego normalny człowiek będzie tylko spluwać. To jest dzieło degeneratów i dla degeneratów.

Na końcu przedmowy wydawnictwo pisze: „A. Anatol, autor „Babiego Jaru” i t.d., jeden z najsłynniejszych powieściopisarzy sowieckich, uciekł w 1969 roku na Zachód…”.

Postanowiłem sprawdzić jakie jeszcze „itd.” napisał ten „jeden z najsłynniejszych powieściopisarzy sowieckich”. Otwieram „Sowiecką Encyklopedię Literacką”: „Kuzniecow, Anatolij, ur. 1929… Członek partii komunistycznej od 1955... Pracował jako cieśla, operator spychacza... pracował jako betoniarz...” Napisał tyle, co kot napłakał {с Гулькин нос}. Nie pisarz, a raczej propagandysta. Nasz Michaił Koriakow, jeśli zsumować wszystkie jego „Notatki z notesu”, kopie jego scenariuszy radiowych drukowanych w NRS, napisał jeszcze więcej.

Sama książka została napisana przez jakiegoś czechosłowackiego szmoka Petra Zadekę, po rosyjsku będzie to prawdopodobnie Zadnik lub Zadnikow. Ten zbiór materiałów pornograficznych wywiózł z ZSRR, a następnie opublikował na Zachodzie.

Na pierwszej stronie tekstu (str. 17) znajduje się zdjęcie butelki wina z naklejoną domowej roboty etykietą „Prawda”. A obok portret... szanowanego towarzysza Trockiego, tego samego, który już w wieku 8 lat interesował się pornografią. Na stronie 18 jest zdjęcie jakiejś nagiej, starej i paskudnej baby. Na następnej stronie jest napisane: „...odkryłem, że to bardzo «wrażliwa» kobieta i lesbijka” (wszystkie podkreślenia zrobiłem ja, G.K.). Następnie: „młody mężczyzna z włosami do ramion…”.

Na str. 20: „…to nie była „partia” beatników… To było spotkanie komórki partii PPP „Postępowa Pornografia Polityczna”, która miała też drugą nazwę: SAP „Sowiecka Antykomunistyczna Pornografia”. Nawiasem mówiąc, istnieje również taka choroba, nazywana „sap” {nosacizna – przypis tłumacza}. Członkowie SAP nazywają siebie także „Szewcami” {”САПожники”}.

Na str. 25 wymienia członków partii PPP: „Igor jest Żydem. Jego starsi bracia zostali rozstrzelani w czasie Jeżowszczyny… Jest członkiem PPP i w nic nie wierzy… Wszyscy są mi obcy i ja jestem obcy. Każdemu”. Kolejny członek PPP, Iwas, spekulant, złodziej, zajmował się wymianą towarów z obcokrajowcami, opuścił żonę i żył bez dokumentów, słuchając monachijskiego radia „Liberty” i „Głos Ameryki”. Kolejny bohater PPP o imieniu „Żaba” żyje na utrzymaniu jakiejś starszej kobiety, czyli jest swojego rodzaju sutenerem.

A potem, na str. 28 pojawiła się gwiazda całej książki, Lidia. Ale w tym miejscu muszę ostrzec czytelników o słabych nerwach, że ten materiał, choć jest tylko powtórzeniem, jest tak pikantny, że... sam mógłbym zostać oskarżony o pornografię. Ale wyobraźcie sobie, że jestem lekarzem lub śledczym 13 Wydziału KGB. Ponadto warto to wiedzieć, aby zrozumieć problem „bohaterów naszych czasów” zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Cytuję dosłownie:

„Partia PPP ma taśmę filmową przedstawiającą okropną kobietę wykonującą striptiz przy dźwiękach „Międzynarodówki” i „Marszu partyzantów amurskich” przed portretem Lenina, koniec końców tamże oddaje mocz”.

Diagnoza lekarska: podglądactwo, urynofilia, ekshibicjonizm. Następnie szmok Zadnik-Zadnikow pisze:

„Warto wspomnieć o premierze tego, bodaj pierwszego nielegalnego filmu eksperymentalnego (? G.K.) w Rosji Sowieckiej... To był 26 grudnia 1961, kiedy spotkaliśmy ważnego gościa, Lidię Borysowną Gal... W tym czasie Lidia miała 20 lat i była lesbijką, która czasami «kochała» również mężczyzn. Była prawdopodobnie najbardziej wpływową członkinią PPP”.

„Przyjaciele z PPP nazywali ją «komisareczką»… Zawsze ubierała się w skórzaną odzież, z wyjątkiem posiedzeń w PPP, gdzie chodziła nago i w butach. Była wyraźnie biseksualna… celowo poszukiwała perwersji i kultywowała je dla stymulacji, patologicznej stymulacji. Nienawidziła całego świata, nienawidziła wszelkiej żywej istoty zupełnie nienaturalną nienawiścią... Z dumą mówiła: „Jestem markizem de Sade komunistycznego stulecia”.

„Teraz mogę swobodnie rozmawiać o Lidii, ponieważ od 1965 roku przebywa w szpitalu psychiatrycznym, gdzie została wysłana, gdy zaczęła narzucać swoje wypaczone pomysły swoim żeńskim i męskim kochankom”. Tak więc Lidoczkę – komisareczkę posadzili do psychiatryka. Ale szmok Zadnik-Zadnikow nadal ją wychwala: „Lidia napisała błyskotliwe eseje o sztuce czarów i o Sołżenicynie jako «politycznym fenomenie». Jednak za tym genialnym intelektem… skrywały się rzadkie perwersje”. Lekarz psychopatolog mógłby w tym miejscu zauważyć, że upodobanie Lidii do skórzanej odzieży jest bardzo typowe. Idźcie do sklepu z pornografią tutaj, w USA, poszukajcie działu z sadyzmem, i tam zobaczycie takie same kobiety w czarnej lakierowanej odzieży. Wspomnijcie teraz o czarnych skórzanych kurtkach komisarzy i czekistów – tam szli w pierwszej kolejności ludzie tacy jak komisareczka Lidoczka.

A to, że Lidia interesuje się jednocześnie czarami i... Sołżenicynem jako „fenomenem politycznym”, to także dowodzi, że Lidoczka wcale nie jest taka głupia, choć ostatecznie trafiła do domu wariatów.

Trochę zaintrygowało mnie nazwisko Lidii – Gal. Nazwisko wśród Rosjan jest trochę niezwykłe, podobne do pseudonimu. Dlatego zajrzałem do książki Flegona i Naumowa „Rosyjski antysemityzm a Żydzi”, gdzie znajdują się wykazy najnowszych żydowskich pseudonimów. Na s. 186 stoi: „Gal Nora = Galperina Eleonora Jakowlewna”. Jest więc bardzo możliwe, że Lidia Gal była kiedyś Galperiną.

Nie ma w tym nic dziwnego. Jest taki żydowski profesor – Cezar Lombroso, znany psychiatra i ojciec kryminologii naukowej, który całe swoje życie poświęcił badaniu związku inteligencji z szaleństwem. W swojej uznanej książce „Geniusz i szaleństwo” profesor Lombroso napisał:

„To wśród Żydów są ludzie bardziej wykształceni i utalentowani, ale też jest 4-6 razy więcej szaleńców wśród Żydów niż wśród ludzi wokół nich. W Niemczech było 8 razy więcej szalonych wśród Żydów niż wśród Niemców”.

Lecz ten wzorzec to mała tajemnica. Wszyscy wiedzą, że Albert Einstein był genialnym człowiekiem. Ale niewiele osób wie, że jego syn Edward przebywał w szpitalu psychiatrycznym. I nawet genialny Einstein nie rozwiąże tego równania między inteligencją a szaleństwem.

Wiedzą o tym jednak doskonale specjaliści 13 Wydziału KGB, którzy wsadzali sowieckich „dysydentów” lub „inaczej myślących” do domów wariatów. Trzeba powiedzieć, że często, jak w przypadku komisareczki Lidoczki, ci ludzie są rzeczywiście „dysydentami”. Wiedzą o tym doskonale te „przebiegłe instytucje” na Zachodzie, które z „dysydentów” robią bohaterów naszych czasów. A czytelnicy zostają na lodzie.

Następnie zacytuję to, co pisze Zadnik-Zadnikow o Lidii, jako historię medyczną, aby ludzie lepiej zrozumieli, o co chodzi:

„Lidia mówi: „Chcę poznać najbardziej obrzydliwe rzeczy, pokochać to, zostać zboczonym diabłem...”. Lidia dostała wyjątkowo wcześnie, bo w wieku 9 lat, miesiączkę i od tego czasu zaczęła się masturbować (cudowne dziecko! G.K.)... jej pierwsze spotkanie seksualne z mężczyzną, gdy miała 16 lat, zakończyło się w naturalny sposób rozczarowaniem... Kochała kobiece ciało, swoje własne i cudze. Mężczyzn preferowała w roli ofiar”.

Oto oni, bohaterowie naszych czasów: Anatol-Kuzniecow umieszcza swój autorytatywny podpis pod przedmową, jest „jednym z najsłynniejszych sowieckich powieściopisarzy” (według wydawcy), niczym konferansjer, chwaląc szmoka Zadnika-Zadnikowa , a ten z kolei wychwala Lidię Gal-Galperin, a Lidia chwali Sołżenicyna. Kukułka chwali koguta, bo on chwali kukułkę? Co to takiego?

Dlaczego inny bohater naszych czasów, Andriej Amalrik, również został aresztowany i po raz pierwszy zesłany, nie ze względu na politykę, tylko na podstawie art. 228 Kodeksu Karnego za produkcję, przechowywanie i rozpowszechnianie pornografii, jak sam pisze w swojej książce „Niechciana Podróż na Syberię”, którą można znaleźć w każdej amerykańskiej bibliotece? Co to znaczy? Może to po prostu ci sami radzieccy hippisi, których jest pełno i tutaj, w Ameryce?

Zamiast się oburzać, lepiej się z nich śmiać. Filozofowie twierdzą, że diabeł jest najbardziej ironiczną i sarkastyczną istotą na świecie, ale on sam absolutnie nie znosi ironii i kpin.

Dlatego pokażę wam tego diabła, bohatera naszych czasów, w jego nagiej postaci. To wszystko to po prostu banda degeneratów. Dalej Lidia opowiada, a Zadnik-Zadnikow opisuje: „Kiedy Anna Pawłowa liże moje piersi lub pieści tyłek, dostaję orgazmu szybciej niż Czarnomorski Tarzan”. Zadnik-Zadnikow kontynuuje: „Podczas sesji pijaństw w PPP, Lidia najbardziej lubiła leżeć nago na podłodze i żeby na niej młodzi mężczyźni się masturbowali, a ona pocierała swoje ciało spermą i takim sposobem osiągała orgazm”.

Wiedza ta jest przydatna, aby zrozumieć, kogo KGB umieszcza w durdomach. Dlatego w dalszym ciągu, jako śledczy 13 Wydziału KGB, cytuję z oryginalnego źródła:

„Lidia miała wyraźny sadomasochizm. Sprawiało jej przyjemność oglądanie tortur, chciała być torturowana i torturować innych. Podziwiała hrabiego Draculę… W zasadzie była sadystką i pomimo swojej homoseksualnej miłości do kobiet w prawdziwym życiu, w swoich fantazjach kobiety stawały się obiektem jej sadyzmu. Nienawidziła macierzyństwa, fundamentów rodzinnych i odpowiedzialności społecznej. Jej seksualność była ściśle związana z gorącą płynącą krwią. Lidia mawiała: „Dajcie mi nagą dziewczynę na łańcuchu, a do moich rąk brzytwę i igły”. Najbardziej zboczeni mężczyźni nie mogliby wymyśleć takiego okrucieństwa wobec kobiet i mężczyzn, jak fantazje Lidii”.

Ech, Lidia Gal spóźniła się do CzeKa. Z takich to właśnie brały się kobiety-czekistki. Podobnie było ze słynną komendantką Buchenwaldu, Elsą Koch. Lecz Anatol-Kuzniecow i Zadnik-Zadnikow bardzo życzliwie przedstawiają nam tę Lidię jako politycznego bojownika o wolność i prawa człowieka w ZSRR.

Jednocześnie niektórzy mogą pomyśleć, że radzieckie KGB jest obecnie bardzo zliberalizowane, jeśli tylko umieszcza takich ludzi w durdomach. Prawdopodobnie otrzymują zniżki i ulgi, biorąc pod uwagę rewolucyjne zasługi swoich rodziców, ponieważ większość tych nowych rewolucjonistów to dzieci lub krewni starych rewolucjonistów. Permanentni rewolucjoniści L. Trockiego.

Oddaję głos szmokowi Zadnik-Zadnikowowi:

„Pod koniec lat 50-tych Lidia przez 2 lata studiowała medycynę. Jej przyjaciele myśleli, że to po prostu z bezczynności. Miało to jednak głębsze, wypaczone znaczenie: pomogło jej ustalić precyzyjny system «boskich tortur» dla swoich ofiar i siebie, których, na szczęście, nie wdrożyła w pełni w praktyce. Seksualne podniecenie było tam zmieszane z subtelnymi torturami, aż do orgazmu.”

„W tym przypadku ból nie ma swojego zwykłego nieprzyjemnego odczucia, ale jest etapem pobudzenia seksualnego, co w normalnych stosunkach seksualnych jest całkowicie niemożliwe” – napisała Lidia z profesjonalną powagą.

„Pornograficzne fantazje, które opisała Lidia, miały na celu wyłącznie intymne zaspokojenie jej lesbijskich, sadomasochistycznych skłonności. Jej pisma były narkotykami pornograficznymi, mającymi wywołać maksymalne podniecenie seksualne… to doprowadziło ją na skraj szaleństwa i, ostatecznie, do kliniki psychiatrycznej.”

Przypomnijmy, że Lidia Gal była najbardziej wpływową członkinią PPP, którą promuje Zadnik-Zadnikow, któremu w charakterze konferansjera służy bohater naszych czasów, Anatol-Kuzniecow, „jeden z najsłynniejszych sowieckich powieściopisarzy”, promowany przez nasze NTS i „Posiew”. Jak mawiał nasz Koźma Prutkow: „Jeśli przeczytasz napis „bawół” na klatce słonia, nie wierz własnym oczom”. Papier wytrzyma wszystko.

Zadnik-Zadnikow relacjonuje:

„Lidia wymyśliła 23 sposoby gwałcenia dziewic, wszystkie zupełnie różne. Gwałt i kastracja, tortury kobiet w ciąży, wbijanie na pal; piękności kopulujące z garbusami; wojownicy Złotej Ordy, którzy wstrzeliwują całe kołczany strzał w genitalia rosyjskich księżniczek; kopulacja z tyranozaurami, tygrysami, trędowatymi; kobieca masturbacja na rogach mezozoicznego smoka; picie szampana z czasz, w których pływają wysuszone głowy wrogów – to typowe sny i wyobrażenia Lidii”.

Teraz pociągnijmy za ogon diabła degeneracji. Powiedzmy, że było mi bardzo szkoda rosyjskich księżniczek, które zostały rozstrzelane w tak barbarzyński sposób. Ale jeśli ja, były radziecki sługa Boży, wyślę ten życzliwy artykuł księżnej X, redaktorce gazety „Igrek”, to ona… stanie całkowicie po stronie degeneratów. I to samo będzie z księciem Alfa, redaktorem magazynu „Omega”. Dlatego też, niestety, większość tych książąt i księżniczek została rozstrzelana przez CzeKa, gdzie pracowali degeneraci tacy jak Lidia. Freudowski kompleks zniszczenia i samozniszczenia.

Dobrze chociaż, że teraz, zamiast CzeKa wprowadzili durdomy.

Według Zadnik-Zadnikowa: Lidia „znalazła grupę młodych ludzi, którzy byli całkowicie obcy moralności otaczającego ich świata i gotowi na wszelkie metody stymulacji. Za jej naciskami zaczęli organizować eksperymentalne orgie, jak w starożytnym Rzymie, a malarze należący do tej grupy zaczęli ilustrować teksty, które napisała Lidia... Nie mieli innego celu niż najwymyślniejsze perwersje seksualne…”

I to samo jest nam jednocześnie przedstawiane jako walka o „wolność” sztuki w ZSRR. Całkiem możliwe, że to ci sami modernistyczni artyści ze swoimi „eksperymentami”, do których car Nikita krzyknął kiedyś: „To nie jest malarstwo, tylko… gówno psie! I wy wszyscy nie jesteście artystami, tylko pederastami!” Car Nikita miał rację. Ale jaki krzyk podnieśli wszyscy degeneraci w naszej prasie emigracyjnej!

Dalej na str. 33 znajduje się szczegółowy opis całej tej organizacji PPP, w której w latach 1961-1967 działało około 125 osób, podzielonych na tajne komórki w różnych miastach. W ogóle nie była to tylko banda pornografów, ale tajna organizacja utworzona na wzór tajnych stowarzyszeń, owych „piątek”, o których pisze Dostojewski w swoich „Biesach”. Jako latarnię ideologiczną wymienia się tutaj amerykańskie radio „Liberty” w Monachium i „Głos Ameryki”.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że ojcem chrzestnym całej tej psychowojny był projekt Harwardzki, oparty na kompleksie ukrytej półpederastii półkrwi Lenina. Szczerze mówiąc, radzieckie KGB wie o tym doskonale i wpędza tych nowych „leninowców” do domów wariatów.

Na stronie 47 autor, Zadnik-Zadnikow, zajmuje się kolekcjonowaniem sadyzmu w kinie radzieckim, a także w literaturze. Widać, że autor pochodzi z tego samego grona.

Większość ilustracji tworzących większą część książki przedstawia pewną „Oktiabrinę” – pewną nagą piękność z naganem u pasa. To kobieta-diabeł, według idei Lidii Gal-Galperiny, która w wieku 25 lat trafiła na stałe do szpitala psychiatrycznego.

Według opisu Zadnika-Zadnikowa dyscyplina partyjna tej PPP była następująca:

„Po wyborze kandydata obowiązywały pewne procedury mające zapewnić jego lojalność wobec PPP. Podczas procesu inicjacji (?) od kandydata wymagano zrobienia wszystkiego, co może zostać wykorzystane jako groźba, gdyby kiedykolwiek chciał opuścić PPP lub zdradzić grupę. Np. mógłby zostać poproszony o popełnienie jakiegoś „przestępstwa”, podczas którego można by zrobić zdjęcie przedstawiające go na miejscu przestępstwa, lub można by go sfotografować w kompromitującym położeniu, ale nigdy z innym członkiem grupy.”

Wszystko to znowu bardzo przypomina „Biesy” Dostojewskiego, który skopiował to wszystko od anarchisty-nihilisty Nieczajewa, który był prekursorem Lenina.

Podsumowując, na s. 125, Zadnik-Zadnikow pisze: „Możliwe, że KGB nazwie później tę książkę kolejną próbą zdyskredytowania Związku Radzieckiego przez CIA lub brytyjskie służby wywiadowcze”. I na str. 127 pisze, że po ucieczce na Zachód, pracował w monachijskim Instytucie Studiów nad ZSRR, który, podobnie jak radio „Liberty” był finansowany przez CIA, o czym dość otwarcie pisano w prasie amerykańskiej. Można też przypomnieć, że ojcem chrzestnym całego tego kompleksu psychowojennego był projekt harwardzki, prowadzony pod przewodnictwem profesora Nathana Leitesa, gdzie cała ta psychowojna opierała się na kompleksie ukrytej półpederastii towarzysza Lenina.

Nawiasem mówiąc, chcę wyświadczyć Anatolowi-Kuzniecowowi i Zadnikowi-Zadnikowowi przyjacielską przysługę. Potrafię, niczym cygańska wróżka, przepowiedzieć im przyszłość. A moje słowo jest mocne, jak mówią cyganki. Przecież byłem kiedyś prezesem Centralnego Związku Emigrantów Powojennych z ZSRR, COPE, a przed moimi oczami przewijały się setki tych „najnowszych”.

Zatem, przede wszystkim Anatolij i Zadnik-Zadnikow zostaną przetestowani pod kątem kompleksu Lenina. Przy pomocy wszelkiego rodzaju naukowych bzdurnych figele-migele. Jeśli mają ten kompleks, to dostaną stałą pracę w amerykańskiej propagandzie, czyli w psychowojnie, w radiu „Liberty” lub w Instytucie. Jeśli nie mają kompleksu Lenina, to dostaną tam jedynie tymczasową pracę, aby można było wykorzystać najnowsze informacje. A potem.... Zatem jesteś w wolnym kraju, prawda? Idź gdziekolwiek chcesz. Chociażby z powrotem do ZSRR.

Tutaj „New York Times” z 5 grudnia 1973, na str. 2, opisuje kolejny przypadek wyboru wolności „z niespodzianką”. Pracownik tej rozgłośni, J. M. Marin uciekł z radia „Liberty” w Monachium do ZSRR. To obywatel ZSRR, który kilka lat temu wybrał wolność, pracował w radiu „Liberty”, a teraz ponownie uciekł do ZSRR. Teraz pojawia się już w gazecie „Izwiestia” i za darmo relacjonuje radio „Liberty”. Oczywiście amerykańskie „przebiegłe agencje” będą się usprawiedliwiać, że Marin został „wysłany”. Ale gdzie wtedy były wasze przebiegłe oczy?

Na str. 126, Zadnik-Zadnikow pisze: „Pornografia… jako ilustracja do „Kamasutry”, w ZSRR podlega karze 2 lat łagru”. To ten sam paragraf 228 kodeksu karnego, zgodnie z którym bohater naszych czasów, Amalrik, został po raz pierwszy zesłany na Syberię, o czym sam pisze w swojej książce „Niedobrowolna podróż na Syberię”, którą można znaleźć w każdej amerykańskiej bibliotece.

Zadnik-Zadnikow pisze o swoich rodzicach, że są „uczciwą parą komunistyczną”, czyli on sam jest pochodzenia komunistycznego. A to skłania do refleksji filozoficznych.

Teraz wszystko odbywa się za pomocą komputerów. Pozwól mi też nacisnąć przycisk na moim komputerze. Click, click, click i tu pojawia się informacja: słynny rewolucjonista, M.A. Osorgin uważał, że marksizm jest chorobą dziedziczną (NRS 05.06.1959). I wierzył w to całkowicie poważnie. Kiedyś chciał adoptować dziewczynkę, której matka zmarła, a ojciec przebywał w więzieniu. Osorgin zaczął dociekać, czy ten ojciec jest marksistą, a kiedy dowiedział się, że rzeczywiście jest marksistą, odmówił adopcji, obawiając się złej dziedziczności, takiej, jak dziedziczna głupota, zez, rozszczepiona warga i tak dalej.

Tak, Osorgin (prawdziwe nazwisko Iljin Michaił Andriejewicz) dobrze znał tę sprawę, ponieważ sam był nie tylko rewolucjonistą, ale także członkiem tych tajnych stowarzyszeń, które nazywają siebie humanistami, podczas gdy inni nazywają ich satanistami. A nasz wielki poszukiwacz prawdy, Dostojewski, w swoich „Biesach” nazwał ich po prostu demonami.

Na tylnej okładce książki „Oktiabrina i rosyjskie podziemie”, duże amerykańskie wydawnictwo Harper & Row pisze: „Do tej pory Zachód wiele słyszał o 'Samizdacie', ale nie widział go w oryginale. A teraz, po raz pierwszy, macie ten 'Samizdat' przed sobą”. Potem wydawnictwo nazywa go dziełem ”elity intelektualnej”, radzieckich dysydentów.

Dziękuję! Teraz sami widzimy, co to takiego jest. To nie dysydenci, ale neodekadenci, w najlepszym razie – impotenci. Ogólnie rzecz biorąc, tacy, jakich na Zachodzie nazywa się zboczeńcami seksualnymi. A według amerykańskich statystyk doktora Kinseya, w Stanach Zjednoczonych jest 37% populacji takich zboczeńców seksualnych, czyli ponad 74 miliony ludzi. A połowa z nich, czyli 18,5% populacji, to ponadto osoby chore psychicznie. Statystyki pokazują, że ponad połowa wszystkich łóżek szpitalnych w Stanach Zjednoczonych zajmują osoby chore psychicznie. To w placówkach stacjonarnych. A pozostali biegają po ulicach.

To ten sam legion, o którym Biblia mówi: „Nazywam się legion, bo jest nas wielu”. A co gorsza, wśród inteligencji, 37% doktora Kinseya zamienia się w 50%. A wśród tak inteligentnych ludzi, jak literaci i ludzie prasy, te 50% zamienia się w 75%.

Dlatego ojciec egzystencjalizmu, czyli dekadencji w filozofii i literaturze, duński filozof Kierkegaard, twierdzi, że od czasu wynalezienia prasy drukarskiej diabeł degeneracji osiedlił się w farbie drukarskiej. A Kierkegaard, garbus, homoseksualista i w miarę uczciwy Żyd z nawróconych, znał tę sprawę doskonale, z własnego doświadczenia.

Tylko znając to filozoficzne i statystyczne tło, zrozumiecie, dlaczego prasa zachodnia i większość naszej prasy emigracyjnej zmienia sowieckich neodekadentów w bohaterów naszych czasów. Dlatego w prasie nieustannie mówi się o „chorym społeczeństwie”. Ale co to za choroba – milczeć, tabu.

Temat ten jest jednak bardzo interesujący i warty przemyślenia.

Jako dobra wróżka cygańska mogę z góry powiedzieć, że artykuł ten może zostać opublikowany tylko w dwóch lub trzech organach naszej prasy emigracyjnej. A reszta będzie się zachowywać jak słynne hinduskie małpy, które nic nie widzą, nic nie słyszą i nic nie mówią. Dlatego-też i w Biblii mówi się, że diabeł, którego imię jest legion i który teraz zadomowił się w prasie, jest między innymi kłamcą i Ojcem kłamstwa.

Dawno, dawno temu, nasz wielki poszukiwacz prawdy, Dostojewski, w swojej „Legendzie o wielkim inkwizytorze” powiedział, że gdyby Jezus Chrystus pojawił się w naszych czasach, zostałby ponownie ukrzyżowany. Dostojewski dobrze wiedział, o czym mówi.

Dziś Lenin pełni w ZSRR rolę Jezusa Chrystusa. Zachód prowadzi psychowojnę przeciwko ZSRR, opartą na kompleksie Lenina, aby tam podburzyć wszelkiego rodzaju psycholi z kompleksami zniszczenia i, również, samozniszczenia. A 13 Oddział KGB spokojnie umieszcza tych nowych „leninistów” w domach wariatów, durdomach, gdzie napompowują im tyłki sulfazyną i aminazyną.

Nawiasem mówiąc, w kręgach NTS (oczywiście w sekrecie) sowieccy dysydenci są otwarcie nazywani „samosadami” {”самосадами”}. Tylko nie myślcie, że chodzi o tytoń z własnej uprawy. Nie, „samosadowie” to ludzie, którzy sami siebie więżą. Gdzie? Cóż, tam, gdzie „siedzą”. Z psychologicznego punktu widzenia, są to masochiści, z kompleksem poczucia winy i samozniszczenia. Psychowojna jest obecnie prowadzona nie na chybił-trafił, pod wpływem chwili, lecz na podstawach całkowicie naukowych, jak „Project Harvard”. Teraz wszystko odbywa się przy pomocy specjalnych projektów.

Według informacji z poinformowanych źródeł, 13 Wydział KGB uruchomił obecnie nowy projekt specjalny „Ahasferus”, w ramach którego, pensjonariusze sowieckich durdomów wysyłani są za granicę. Mówią, że to już „Trzecia emigracja z ZSRR”. Być może, już wkrótce swoją obecnością uszczęśliwi nas także inspiratorka PPP, Lidia Borysowna Gal-Galperina. I wtedy dopiero będzie wesoło.

O tak, czym jest „Ahasferus”? To jest coś biblijnego. Zapytajcie kapłanów. Tylko prawdziwych kapłanów. A ja powinienem już kończyć.


Następny rozdział
Powrót do spisu treści